Reklama

Ostatni pokój

Ostatni pokój

29.04.2021
Czyta się kilka minut
Najbardziej żal mi „ostatniego pokoju”, kiedyś gabinetu Turowicza: przestrzeni raczej muzealnej i reprezentacyjnej niż użytkowej.
Ulica Wiślna / Fot. Jacek Taran
T

To było dziwne biuro. Nie miało parkingu, portierni, kart wejściowych, klimatyzacji ani wyciszających wykładzin. Miało nieszczelne okna, trzaskające parkiety, dawno wystygłe piece kaflowe, ciemne korytarzyki, przechodnie pokoje, kuchnię, w której nie mieściły się więcej niż dwie osoby, i tej samej wielkości łazienkę.

Stale podejmowano trochę heroiczne, a trochę rozpaczliwe próby unowocześnienia tej przestrzeni. Od czasu, kiedy pojawiłam się tam po raz pierwszy, naprawdę dużo się zmieniło: odmalowano ściany, wyremontowano kuchnię, w newsroomie pojawiły się kwiaty doniczkowe, a do gabinetu naczelnych udało się wcisnąć fotele dla gości. „Środkowy pokój” stał się salą konferencyjną, z wystarczająco długim stołem i liczbą krzeseł prawie adekwatną do liczby redaktorów przychodzących na kolegia. Przedpokój ozdobiono portretami przodków – elegancko oprawionymi fotografiami Turowicza, Kozłowskiego, Hennelowej. W jednym z kątów pojawiła się nawet blenda fotograficzna i plastikowe logo, żeby można było robić oficjalne zdjęcia na neutralnym tle. Bo wcześniej żadna ściana nie była neutralna.

turowicz_wp.jpeg

Fot. Wojciech Plewiński / Archiwum Tygodnika Powszechnego
Jerzy Turowicz / Fot. Wojciech Plewiński / Archiwum Tygodnika Powszechnego

Ja jednak najbardziej lubiłam meble i przedmioty raczej domowe niż biurowe. Wszystkie te rzeczy, których nie wyrzucono – choć tych, którzy je przynieśli, od wielu lat już na Wiślnej nie było. Pamiątki nie wiadomo czego i nie wiadomo po kim. Może zostaną spakowane i przewiezione do nowego biura, ale nigdy nie będą już na swoim miejscu.


Z końcem kwietnia musimy opuścić nasze historyczne wnętrza. Posłuchajcie Państwo kilku wspomnień o Wiślnej 12.


 

Najbardziej żal mi „ostatniego pokoju”, kiedyś gabinetu Turowicza: przestrzeni raczej muzealnej i reprezentacyjnej niż użytkowej. We wtorki spotykaliśmy się tam na kolegium, czasem przesiadywał tam Adam, czasem zaszywał się jakiś redaktor, potrzebujący samotności do pisania. Ale zazwyczaj było pusto i cicho – i był to spokój naprawdę święty. Wchodząc tam, czułam się, jakbym z ruchliwej ulicy wchodziła do kościoła. W tym jednym jedynym miejscu nie było słychać podniesionych głosów, nerwowych kroków, telefonów z sekretariatu. Nie dochodziły tam dyskusje o sposobach przyrządzania bakłażana albo o religijności maryjnej, nie docierały rzucane na dalekie odległości pytania: „Kto ma kolumnę z edytorialem?”, „Czy wszystkie felietony już spłynęły?”, „Możemy przejść jedną nogą na następną rozkładówkę?”. Było tam zazwyczaj odrobinę chłodniej, różnił się też zapach. Nie potrafię go teraz poczuć, ale musiała to być mieszanka woni książek, skórzanych obić i starego drewna.

dsc03057.jpg


Prezes Fundacji Tygodnika Powszechnego Aleksander Kardyś oraz ks. Adam Boniecki w ostatnim pokoju, dawnym gabinecie Jerzego Turowicza / Fot. Grażyna Makara

Próbuję odtworzyć w pamięci najważniejsze szczegóły. Białe, wysokie i dwuskrzydłowe drzwi, wydeptany przez pokolenia perski dywan, szkolna tablica, na której za moich czasów nikt już nie rysował planu numeru. Obok jasnozielonego pieca okrągły, przykryty szkłem orzechowy stół. Pod sufitem galeria zdjęć papieży urzędujących za czasów „Tygodnika”, każdy papież w innym rozmiarze. Na przeciwległej ścianie – portret Franciszka Józefa: dyskretne przypomnienie, że jesteśmy w Galicji. Niżej plakat z kampanii prezydenckiej roku 1990, Tadeusz Mazowiecki ze zmęczonym uśmiechem i hasłem „Siła spokoju”. Nigdzie indziej nie widziałam, żeby ktoś oprawiał plakaty wyborcze i wieszał je na wprost biurka.


Michał Komar o Wiślnej 12: Kryminału nie napisałem, ale zobaczyłem wolnych ludzi. Inny świat – pomyślałem.


 

Biurko – wielkie, ciężkie, ciemne – stało bokiem do okna z widokiem na brązowy blaszany dach. Z czystej ciekawości, czując się, jakbym robiła coś złego, zajrzałam kiedyś do szafki pod blatem. Zobaczyłam zabytkową butelkę koniaku, napoczętą chyba w ubiegłym wieku. Czy to jedna z tych butelek, które pewnego popołudnia przyniósł do redakcji w wiklinowym koszu Czesław Miłosz, rozpoczynając wspominaną do dzisiaj imprezę? Zdjęcie Miłosza z Turowiczem zdobiło blat. Obok leżała brązowa ceramiczna popielniczka z czasów Gomułki. Często zastanawiałam się, jak to możliwe, że przez pół wieku nikt jej nie rozbił – i bardzo się bałam, że to ja stanę się tą osobą. Bo popielniczka była piękna, w przeciwieństwie do większości stojących na półkach bibelotów. Z których zapamiętałam tylko trzy: drewnianego górala, porcelanowego delfina i sztuczny kwiat słonecznika.

Ostatni raz byłam w redakcji w lutym zeszłego roku. Oczywiście nie przyszło mi do głowy, że już tam nie wrócę – że następne kolegia będą przeprowadzane zdalnie, że list z wypowiedzeniem lokalu przyjdzie, gdy będę za granicą, i że nie zdążę przylecieć przed przeprowadzką, bo akurat nadejdzie trzecia fala pandemii. Wyszłam, nie odwracając się na progu. I może tak było lepiej. ©

tablice_tp_gm_01.jpg


Anna Dziurdzikowska i Aleksander Kardyś zdejmują logo „Tygodnika Powszechnego” ze ściany pokoju konferencyjnego przy Wiślnej 12. Kraków, 29 kwietnia 2021 r. / fot. Grażyna Makara

Wydanie specjalne „TP Historia WIŚLNA 12”, z którego pochodzi ten tekst, dostępne jest w punktach z dobrą prasą i na powszech.net/wislna12

Dźwięki z Wiślnej 12, które towarzyszyły temu odcinkowi, pochodzą z dokumentacji nagranej na potrzeby pocztówki dźwiękowej w realizacji Petera Łyczkowskiego i Agnieszki Rasmus. Całego utworu można posłuchać od 1 maja na powszech.net/miniatura

Galeria zdjęć
  • Fot. Wojciech Plewiński / Archiwum Tygodnika Powszechnego

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kalina Błażejowska
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa, autorka nominowanej do Nagrody Literackiej Gryfia biografii Haliny Poświatowskiej „Uparte serce” (Znak 2014). Laureatka Grand Prix Nagrody...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wszystkie zakręty naszej historii odbiły swoje piętno na TP. Jakże mogłoby być inaczej teraz, kiedy jesteśmy na kolejnym wirażu dziejów? Gdzie skarb Twój, tam serce Twoje. TP to nie adres, ściany, pokoje, a ludzie i myśl, wolna i odważna. Czekamy na siłę i wiarę, wolność i niezależność, gdziekolwiek będziecie.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]