Obywatele z zawiązanymi oczami

Polski system kontroli epidemii przeszedł zawał. Zostaliśmy odcięci od informacji, a lekarze, pielęgniarki i ratownicy czują się oszukani.

Reklama

Obywatele z zawiązanymi oczami

Obywatele z zawiązanymi oczami

30.11.2020
Czyta się kilka minut
Polski system kontroli epidemii przeszedł zawał. Zostaliśmy odcięci od informacji, a lekarze, pielęgniarki i ratownicy czują się oszukani.
Szkolenie personelu medycznego w trakcie tworzenia szpitala tymczasowego dla pacjentów z koronawirusem na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. 26 listopada 2020 r. / FOT. PIOTR SKÓRNICKI / AGENCJA GAZETA
W

Wskaźniki przeprowadzanych testów, do niedawna sięgające nawet 70 tys., spadły w zeszłym tygodniu do 45 tys., a w niedzielę szorowały po dnie (24,6 tys.). Liczba wykrywanych zakażeń (w dniu zamknięcia tego numeru: 5,7 tys.) w coraz mniejszym stopniu odpowiada prawdziwym rozmiarom epidemii, niemniej eksperci uważają, że jesienna fala opada. Powoli, bo nie spada liczba hospitalizacji i zajętych respiratorów. Wciąż bardzo wysokie są wskaźniki zgonów, choć w tym tygodniu powinny zacząć maleć (korelują z wykresami nowych przypadków sprzed 2 tygodni). Lekarze alarmują, że pacjenci trafiają do szpitali zbyt późno, a leczenie przeciwwirusowe jest skuteczne tylko we wczesnej fazie choroby. W rezultacie na oddziały intensywnej terapii trafiają ludzie z tak zniszczonymi płucami, że ich uratowanie graniczy z cudem.

Na malejącą liczbę prowadzonych testów wpływa wiele czynników. Coraz więcej Polaków obserwujących u siebie podejrzane, ale niezbyt ostre objawy, nie zgłasza się do lekarza – obawiając się samego badania bądź nie chcąc „wpadać” wraz z rodziną w państwowy system izolacji i kwarantanny. W ostatnim czasie z raportowania wyłączono sanepid: laboratoria zgłaszają wyniki bezpośrednio do systemu państwowego. W środku epidemii polskie służby sanitarne, niedofinansowane i pozbawione narzędzi informatycznych, zostały odesłane na tyły.


CZYTAJ WIĘCEJ: AKTUALIZOWANY SERWIS SPECJALNY O KORONAWIRUSIE I COVID-19 >>>


Wpłynęło to nie tylko na liczbę raportowanych testów, ale też jakość statystyk. Od 24 listopada powiatowe sanepidy przestały publikować dane epidemiczne, a ministerstwo ogłosiło, że tworzy własną bazę. „Scentralizowanie podawania danych o liczbie zakażeń koronawirusem jest sprzeczne z konstytucyjnym prawem do informacji publicznej” – ostrzegł rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. „To odcinanie obywateli od możliwości jakiejkolwiek weryfikacji tych danych” – ocenił Michał Rogalski, znany z tego, że od początku pandemii tworzył gigantyczny arkusz kalkulacyjny ze szczegółowymi statystykami. I miał rację. Na stronie rządowej nie ma danych historycznych, a w tych publikowanych na bieżąco są błędy (np. 27 listopada resort na Twitterze podał liczbę 16 310 zakażonych, a na stronie 17 060; w zeszłym tygodniu prawie 700 przypadków nie przypisano do konkretnych województw itp.). Zniknęły szczegóły obecne dotychczas na stronach sanepidów, jak liczba hospitalizowanych i zakażonych na poziomie gminy. Trudno nie odnieść wrażenia, że rząd irytowali patrzący mu na ręce obywatele.

Ofiarą epidemii w Polsce padło (do reszty) zaufanie społeczne. Lekarzom, pielęgniarkom i ratownikom posłowie odmówili dodatków za pracę z zakażonymi. Mają je dostać tylko ci skierowani do pracy przez wojewodów. Pozostali, w tym ochotnicy, czują się oszukani. Trudno traktować poważnie jakiekolwiek zapowiedzi rządu, skoro 21 listopada premier przestrzegał, by nie szykować się w tym roku na narty, bo wyciągi będą zamknięte, a dwa dni później wicepremier Gowin zapowiadał początek sezonu narciarskiego. Efekt: zatłoczone stoki tydzień później. Minister edukacji, mówiąc o planach powrotu do szkół, oznajmia, że „decyzja będzie podjęta z kilkudniowym (sic!) wyprzedzeniem”. Beztroska przedstawicieli rządu tworzy wrażenie, że epidemią nie trzeba się za bardzo przejmować. Tymczasem – ostrzegają lekarze – przed powszechną akcją szczepień przyjdzie jeszcze jedna fala zakażeń. Od naszych obecnych zachowań zależy jej wysokość. ©℗


CZYTAJ TAKŻE: SZCZEPIONKI CORAZ BLIŻEJ >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz działu „Wiara”, zajmujący się również tematami historycznymi oraz dotyczącymi zdrowia. Z  „Tygodnikiem Powszechnym” związany od 2007 roku. Studiował historię na Uniwersytecie...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

...żyłem w naiwnym przekonaniu, że rząd - jaki by nie był, ma w jakimś sejfie plan opracowany przez ekspertów na taką okoliczność - w końcu to nie jakieś zombiaki, ufoludki, czy sklonowane dinozaury;-) Tymczasem z epidemią radzą sobie jak moja niespełna trzyletnia córeczka w zabawie w chowanego - zamyka oczka i święcie wierzy, że nikt nie widzi... Gdyby od jutra wprowadzili obowiązek chodzenia z zaciśniętymi pośladkami, to ludzie nawet by się zbytnio nie dziwowali, potraktowaliby to jak wszystkie inne, sprzeczne ze sobą nakazy/zakazy/obostrzenia. Autor ma rację - zaufanie społeczne - i tak u nas niziutkie, już w ogóle nie istnieje.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]