Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Obywatel rasy polskiej

Obywatel rasy polskiej

27.02.2016
Czyta się kilka minut
Doktryna i praktyka PiS zasadza się na przeświadczeniu, że dobrym obywatelem jest ten, kto pozbawiony jest poczucia obywatelstwa.
Marsz KOD
Marsz KOD w obronie Lecha Wałęsy, Warszawa, 27 lutego 2016 r. / fot. East News
S

Sobota, 27 lutego 2016 roku. W radiowym przeglądzie wiadomości fragment wystąpienia premier Beaty Szydło. Spod monotonnego głosu przebija wyraźna nuta radości. Co sprawiło radość Pani Premier? Źródłem jej było to, że z licznych rozmów z wyborcami wyszła pokrzepiona: oto zostało potwierdzone to, co stanowi podstawę ideową rządu jej ugrupowania. Jest nią głęboka obojętność wobec spraw publicznych. Obojętność owa idzie dość daleko, bowiem jest także obojętnością na stan i dalsze losy państwa oraz ludzi w nim żyjących. Jak wyznała Premier z wyraźną przyjemnością, nikt ani razu nie zapytał jej o Trybunał Konstytucyjny, natomiast wszyscy pytali o 500 złotych. Obywatela rasy polskiej (wiadomo, najlepszej i dumnej) charakteryzować ma więc pełna godności ignorancja w zakresie spraw publicznych.

Zadowolenie Pani Premier daje wyraz głębi politycznej doktryny i praktyki Prawa i Sprawiedliwości. Zasadza się ona na niezłomnym przeświadczeniu, że dobrym obywatelem jest ten, kto pozbawiony jest poczucia obywatelstwa. Dba o interesy państwa ten, kto się nim nie interesuje, a prawdziwą gwiazdą obywatelskości byłby osobnik interesujący się jedynie najwęziej pojętymi własnymi sprawami. Zainteresowanie to powinno posunąć się tak daleko, iżby wymazało z głowy wzorowego obywatela jakiekolwiek sprawy związane z kimkolwiek innym prócz niego samego. Kochałby on bliźniego swego z mocą pięciuset złotych (o ile ma dwoje lub więcej dzieci), co daje wreszcie jasną wykładnię mglistego do tej pory biblijnego zalecenia, by kochać bliźniego jak siebie samego. Obywatel rasy polskiej (słusznie przepełniony dumą) winien więc spoglądać wrogo na każdego, kto ma inny pogląd w sprawie wyżej wymienionych 500 złotych, a szczególnie powinien wykazać czujność wobec uchodźców, którzy – jako potencjalne obciążenie dla budżetu i źródło niesłychanych wprost zaburzeń społecznych (ostatecznie 2 tysiące to nie jest tak mało) – mogą łacno go owych 500 złotych pozbawić.

Rzuca to nowe światło na ideę patriotyzmu, znacznie ją upraszczając i czyniąc przystępną nawet dla średniorozgarniętego uczestnika marszu Komitetu Obrony Demokracji. Dotychczas patriotyzm był skomplikowanym pojęciem uwikłanym również w konieczność rozumienia instytucji państwa po to, aby w razie potrzeby można było stanąć w ich obronie. Pani Premier w zdecydowany sposób rozwikłała te zupełnie zbędne trudności: właściwe odruchy patriotyczne ma ten, kto nie ośmielając się prosić Władzę o wyjaśnienia, czy, broń Boże, żądać od niej stosowania się do obowiązującego (podobno wszystkich?) prawa, wykaże się stosownie dziękczynną postawą za rzucone mu pięćset złotych.

Dziękczynność ta jest wskazana nawet wtedy, gdy 500 złotych nie otrzyma, bowiem nieszczęśliwym dla siebie trafem ma tylko jedno dziecko. Obywatel rasy polskiej (zawsze pełen godności) winien więc strzec 500 złotych jak źrenicy oka, bowiem to w niej kryje się sekret jego przywiązania do ojczyzny.

Nie ośmieliłbym się psuć dobrego nastroju Pani Premier, nie mogę wszak nie wyrazić obawy, że ten, kto doznaje patriotycznych porywów w związku z tym, że otrzymał 500 złotych, dozna ich w jeszcze większym stopniu wobec kogoś, kto przyjdzie i zaoferuje mu 1000.

Obywatela rasy polskiej ma rozpierać duma narodowa. Rozparcie to ma być tak znaczne, iż skutecznie będzie mogło wyprzeć wszelkie wraże poglądy, które nie zgadzają się z poglądami rządzących. Szczególnym powodem do dumy narodowej powinno stać się niszczenie ludzi dla tegoż narodu zasłużonych i powszechnie w świecie znanych, bowiem, jak wiadomo, świat ów jest podstępny i nam z zasady nieżyczliwy. Więc nawet jadąc autostradą zbudowaną za pieniądze owego świata, obywatel rasy polskiej powinien czuć do tego wrażego świata stosowną odrazę i poczucie wyższości.

Duma narodowa powinna motywować jego głęboką niechęć do wszelkiego rodzaju ludzi „nietutejszych”, przychodzących  z innych krajów, a już, uchowaj Boże, praktykujących inne wyznanie. Osobliwym patronem tych przejawów dumy jest pewien młody ksiądz do niedawna z Wrocławia, zawsze gotowy do podniesienia na duchu wątpiących i przepełniony bezmierną miłością bliźniego. Pod warunkiem, że należy on do stosownej rasy. Najlepiej polskiej. Duma narodowa i wielkość naszej historii stanowi też dostateczną podstawę, by dać odpór wszelkim kosmopolitycznym ciałom w rodzaju Komisji Weneckiej usiłujących, rzecz jasna, z poduszczenia rodzimych sprzedawczyków, ingerować w nasze dumne sprawy.

Ten rodzaj doktryny politycznej jest prawdziwym wypełnieniem postulatów chrześcijańskiego miłosierdzia. Gdyby zaś ktoś niezbyt rozgarnięty chciał przypomnieć o takich chrześcijańskich pouczeniach, które mówią coś o obowiązku zobaczenia belki we własnym oku zanim spostrzeże się źdźbło w oku bliźniego, o zobowiązaniu do wybaczania i noszenia ciężarów drugiego, oraz gdyby wymknęło mu się coś  na temat obowiązku miłości, wtedy wezwie się obywateli rasy polskiej i powie im się we wszystkich narodowych środkach przekazu: „nie przejmujcie się, towarzysze, to tylko niewiążąca nas opinia”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Literaturoznawca, eseista, poeta, tłumacz. Były rektor Uniwersytetu Śląskiego. Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”. Członek Komitetu Nauk o Literaturze PAN, Prezydium Komitetu „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dziękuję, słowa te są pokrzepiające i przygnębiające jednocześnie. Dają radość, bo człowiek nie jest sam w swych odczuciach. Jednocześnie przykro jest obserwować rzeczywistość. Można tylko zagryzać wargi ze złości. Tyle można zrobić. Smutne te rządy jak polski listopad.

Szanowny Panie, przestańże Pan wargi zagryzać, zwłaszcza ze złości - to ślepa uliczka. Wystarczy choćby swe cztery litery ruszyć z kanapy i dołączyć do tysięcy manifestujących przeciw pisowskiej hucpie - kiedy tysiące przejdą w miliony, pęknie nadęty latami goebelsowskiej metody i radiomaryjnej propagandy balon z szalonym prezesem. Albo sięgnąć po telefon. *** W dyskusji jaka toczyła się niedawno w sieci na temat kościoła i jego wynaturzeń w Polsce napisałem tak: "Polecam regularne rozmowy z lokalnymi biskupami i proboszczami, wyjaśniające nasze obawy i zastrzeżenia w stosunku do kościoła, jego hierarchów i kleru. Jeśli choć co dziesiąty z tych, co narzekają np. w sieci zdecyduje się na rozmowę ze swoim biskupem - a choćby i tylko przez telefon - ten dostanie jasny i wyrazisty przekaz od swego ludu. To działa." Padło od razu pytanie "Możesz opisać jakie pożyteczne skutki udało ci się osiągnąć?". Oto moja odpowiedź, Szanownemu Panu ją aktualnie dedykuję: "Pierwsze kazanie, którego zamiast wysłuchać wygłosiłem swojemu proboszczowi kilka lat temu, dotyczyło faktu i okoliczności wieszania w kościele, w asyście pisowskich chorągwi i partyjnych funkcjonariuszy, tablicy poświęconej "zbrodni i zdradzie smoleńskiej". Co osiągnąłem? przede wszystkim poczucie satysfakcji z bycia w zgodzie z samym z sobą i niepozostawania obojętnym wobec spektaklu fałszu i obłudy jaki wokół się odgrywał. Później - już tylko telefonicznie - przekazałem swoją opinię kilku biskupom lub ich asystentom, zwykle na temat ich publicznych wypowiedzi. Za każdy razem czułem, że postępuje tak, jak należy, i że moje słowa zostawiają ślady w głowach tych ludzi. Nie chcę używać wielkich słów, ale tak może jest najprościej - historia Gandhiego, ruchu non violence, i jego zwycięskiej walki o wolność jest wydaje mi się dobrą odpowiedzią na pytanie "co można osiągnąć mówiąc co się myśli? ". Miliony Polaków - katolików psioczy po cichu w gronie znajomych czy rodziny na kościół i jego hierarchów, każdy z nas doświadcza na co dzień takich postaw. I poza tym nie robią nic, kompletnie nic. No więc ruszmy leniwe tłuste dupska i dorzućmy każdy swoje trzy grosze do tego póki co monologu pysznych kapłanów chorego kościoła."

Z drugiej jednak strony, czy wiara, że kilka czy nawet kilkaset rozmów telefonicznych zmienią człowieka, którego poglądy osadzone są na twardym fundamencie uprzedzeń, braku doświadczeń, powierzchowności, ale też - zapewne - dobrych intencji? Poczucie autosatysfakcji, o którym Pan pisze to przecież niewiele. Czasem wymowne milczenie daje nawet lepszy efekt. I zmienianie małego skrawka parafii wokół nas - niekoniecznie od razu całej diecezji.

W mojej ocenie każdy z nas ma prawo do zajęcia własnego stanowiska w sprawach publicznych - milczenie oznacza dla rządzących zgodę, że oni wiedzą lepiej i to wymaga aktywnego sprzeciwu. Polska nie jest własnością PIS-u , Platformy czy innej rządzącej partii- Polska jest dobrem każdego z nas.

A czemuż by nie kilkaset tysięcy??.... p.s. Rozmowa ze swoim proboszczem czy biskupem diecezjalnym to przecież nic innego, jak "zmienianie małego skrawka parafii wokół nas". A poza tym uważam, że ten, kto wobec zauważonych niegodziwości milczy, a niechby nawet i "wymownie", traci moralne prawo do krytyki.

Jak ma być lepiej, skoro nawet mądry człowiek buduje polemikę z systemem na kpinie z uniwersalnej mentalności władzy, twierdząc, że to akurat cecha tylko tego ugrupowania politycznego. A żenujące jest, że wpisał sie Pan w idiotyczny nurt krytyki systemu 500+ nurt który z jednej strony twierdzi, że za mało i zbyt wybiórczo i w innych krajach jest więcej, a z drugiej, że za dużo i nie stać nas.

W artykule nie było analizy partii politycznych tylko odniesienie do słów Pani premier. Ale jest prawdą za 500+ to za mało i za dużo jednocześnie. W życiu nie ma białych lub czarnych rozwiązań, zawsze są szare o różnych odcieniach. Natomiast zgadzam się ze stwierdzeniem Pana, ze tak naprawde na rękę kazdej partii jest aby obywatel ograniczył swoją obywatelskie zaangażowanie jedynie do wyborów. Ale chyba dla dużej częsci społeczeństwa to się już zmienia na korzyść. Jeden z plusów rządów PIS, napewno nieplanowany.

krytyce obecnego rządu lub obecnego parlamentu. Krytyka rządzących jest bardzo istotnym narzędziem w systemie demokratycznym, w jakiś tajemny sposób przyczynia się do zachowania mentalnej równowagi między rządzącymi i rządzonymi, dodatkowo są to po prostu sygnały zwrotne. Jednak budowanie krytyki na jednej i to mocno emocjonalnej wypowiedzi p. Szydło jest dla mnie zabiegiem czysto retorycznym. Wcale się nie cieszę, że ten tekst jest tak miałki, bo bardzo chciałbym przeczytać rzeczową krytykę języka obecnego rządu, o którą p. Profesor przypuszczam - mógłby sie spokojnie pokusić, i która jak przypuszczam dałaby do myślenia tak zwolennikom jak i kontestatorom obecnej władzy. Zamiast tego dostajemy kolejny tekst programowy KOD, dla ludzi lubiących skupiać się w grupy społeczne może i ok, dla mnie za mało.

Prawdą jest, że program 500+ ma wiele wad, powoduje podziały i poczucie krzywdy nawet wśród członków jednej rodziny, jest bardzo kosztowny, zapewne będzie wpływał demotywująco na bogacenie się przez coraz wydajniejszą (a przez to wyżej płatną pracę) zwłaszcza wśród najniżej zarabiających, a takich mamy w kraju najwięcej i to w dodatku młodych ludzi, "konserwuje" istniejący wskaźnik dzietności (1,3), bo tylko do niego się odnosi (zwiększenie wskaźnika pociągnie za sobą dodatkowe koszty w wysokości 6.000 zł rocznie na jedno dziecko z tytułu samego programu 500+ oraz odpowiednie środki na "daniny" ustawowe i pomoc społeczną), powoduje rozrost kadry urzędniczej itd. Tyle, że o tym ze strony rządowej "cicho sza", a tylko jest serwowana "radosna" propaganda sukcesu. Może warto czasami trochę się nad tym zastanowić, zanim tak ochoczo zacznie się innych oskarżać o "żenujące" opinie?

500PLN jest bardzo wadliwe, krzywdzi i demotywuje. Na pewno nikomu nie pomoże. Możemy się tylko pocieszać, że 5000PLN krzywdzi i demotywuje 10 razy bardziej, ale na szczęście zostało nam oszczędzone. Kolejny głos z cyklu: nie dadzą to źle, dadzą to jeszcze gorzej. "Ciągle zimno i pada na to miejsce w środku Europy, gdzie samochody są kradzione, a waluta to polski złoty".

Czyta się ten artykuł jak psioczenie po próżnicy. Seria cynicznych uwag prowadzących donikąd.

Prezes Kaczynski i PiS lubia tempo i nocne zycie. Jedyna nadzieja, ze nie starczy im kondycji na cala kadencje :) "Obywatele rasy polskiej" jak pisze autor powyzszego tekstu, to wedlug PiS tylko katolik w wersji Radia Maryja z jego guru T. Rydzykiem. Klekajcie narody.

...

Ostatnio poseł Jacek Żalek z PiS (zaś jeszcze nie co ponad 2 lata temu z PO) stwierdził, że protestujący wczoraj w obronie Lecha Wałęsy to jest naród, ale na pewno nie polski tylko jakiś sbecki. Zatem stosując jego logikę wychodzi na to, że w poprzedniej kadencji wybrali go na posła podlascy ubecy (Żalek był i jest posłem z Białegostoku). Nie na darmo mówi się, że neofici są najbardziej fanatycznymi wyznawcami.

...

Przez takie artykuły, jak powyższy, coraz częściej odechciewa mi się zaglądać na strony Tygodnika...

Prawie tak dobre jak ostatni wiersz Zagajewskiego. Ale i tak obu panów bije na głowę Lech Wałęsa z dzisiejszym występem u Olejnik. Moda na teatr absurdu nie mija.

Z jednej strony mamy ostatnio np. wypowiedź pisowskiego posła, niejakiego Żulka (pisownia świadoma i uzasadniona): "ci na demonstracji [KODu] to nie jest naród polski". Z drugiej wypowiedź biskupa Pieronka nt. akcji IPN ujawniania materiałów przyniesionych przez p. Kiszczakową: "nachalne oskarżenie, obrzucanie błotem. To jest dla mnie niezrozumiałe, ja w takim państwie nie chcę żyć". Proszę państwa, tu nie ma miejsca na półcienie i niuanse. Tu już episkopat zaczyna targać sie za brody, jak nie przymierzając franciszkanie z Ormianami w Bazylice Grobu w Jerozolimie. Tu się toczy walka już niemal na śmierć i życie. I nie wątpię, że to koniec końców będzie śmierć dla nienawistnego fałszu i obłudy pisowskich awanturników, i życie dla wolnej i demokratycznej Polski.

Ponoć mają wspierać prezydenta Obamę przeciw republikanom, którzy blokują temu pierwszemu dokonanie wyboru sędziego do Sądu Najwyższego USA. Niech pan tam sobie jedzie i koniecznie zabierze ze sobą biskupa Pieronka.

Jeśli teraz IPN szuka nerwowo kwitów np. u Jaruzelskiego, to dałbym głowę, że przede wszystkim po to, by wyłowić te najbardziej niewygodne dla kaczystów. Akcja z tzw. "teczkami Bolka" miała m. in. stworzyć wygodny pretekst do przeprowadzania takich nalotów. A poza tym co szkodzi takiego jednego czy drugiego biskupa albo Rydzyka trzymać w garści?...

Dziękuję za ten artykuł. Podpisuję się pod nim obiema rękami. Dziękuję za jasne i precyzyjne słowa obnażające rzeczywistą degrengoladę tego rządu i partii.

...także mizerię kondycji moralnej i intelektualnej tego naszego Ludu Bożego - nie uciekniemy przed tą konstatacją.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]