O dobrej zmianie

Ludzie tu po prostu lubią, jak ktoś kogoś podsłuchuje. Polska jest bowiem nie tylko Krainą Wiecznego Uśmiechu, ale też – to wiadomo od lat – krajem nagrań.
Czyta się kilka minut
FOT. GRAŻYNA MAKARA /
FOT. GRAŻYNA MAKARA /

Mamy dziś garść znakomitych spostrzeżeń i jeden pomysł, który wydaje się absolutnie rewolucyjny w skali globu, jeśli idzie o rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Na początek kilka uwag sumujących wydarzenia ostatnich dni.

Okazało się, że były wicepremier p. Gowin nie był szpiegowany za pomocą Pegasusa, o czym poinformował opinię publiczną, nie kryjąc przy tym zawodu i goryczy. Sprawdzenie jego telefonu musiało rzecz jasna zaangażować tzw. pieniążki. Zapewne była to czynność też czasochłonna i technicznie zapewne niełatwa. Otóż wydaje nam się, że p. Gowin mógł zaoszczędzić sobie rozczarowań, wydatków i fatygi, i po prostu zadzwonić w tej sprawie do nas. I zwyczajnie, po ludzku, zapytać, czy sądzimy, że był on przez swych przyjaciół podsłuchiwany. Nasza odpowiedź byłaby krótka, jak strzał w polskim plejstejszyn – nie! Oto nie było naprawdę żadnych powodów do podsłuchiwania p. Gowina. Można rzec mocniej, nie było pół powodu, by zakładać mu podsłuch, a kto by to zrobił, winien odpowiedzieć karnie za uszczuplanie potencjału służb specjalnych RP, a przede wszystkim za marnowanie czasu najbliższych współpracowników Gospodarza. I to by było niemal tyle w sprawie pokątnego operowania izraelskim wynalazkiem tu, w Polsce, pośród wierzb płaczących i pól malowanych żytem rozmaitem.


Marcin Duma, badacz opinii, prezes IBRIS: Polacy nie czują, że sprawa Pegasusa ich dotyczy, mają inne problemy.


 

Obserwacja z lotu ptaka pokazuje, że napięcie wyzwolone Pegasusem opada, i że afera nic nie zmienia. System szpiegujący Pegasus, stosowany w Polsce, nie naruszył spoistości władzy. Żyliśmy nadzieją, że notowania obecnie rządzących spadną, że jednak – mniemaliśmy naiwnie – ludzie nie lubią takich numerków, a historia podobnych afer tu i ówdzie wskazuje, że działania państwa na takim poziomie wulgarnej bandyterki nie przechodzą bez konsekwencji. Ale – popatrzmy – nic się specjalnie nie zmieniło. Dlaczego? To dobre pytanie. Otóż ludzie tu po prostu lubią, jak ktoś kogoś podsłuchuje. Polska jest bowiem nie tylko Krainą Wiecznego Uśmiechu, ale też – to wiadomo od lat – krajem nagrań. Zaznaczmy z naciskiem: nagrań znakomitych technicznie. Ludzie nagrania lubią, ale – popatrzmy – wolą ich słuchać, niż o nich czytać. Żeby czytać, trzeba być jakby humanistą, a to jest teraz podejrzane. No więc tu się raczej słucha, bo w zarejestrowanym głosie jest życie i są emocje, jest normalność ludzkiego obcowania, jest też figiel. Na razie więc sprawa Pegasusa na tym poziomie rozrywki jest kompletnie martwa. Nie ma filmików, nie ma fonii, nie ma fotek – wiadomo, nie ma zabawy, więc nie ma ocen. Polska publiczność ma swoje przyzwyczajenia i wymagania, i – jakby rzekł Jacek Kurski – są one elementem wspólnoty aksjologicznej.

Nie wiadomo więc, co będzie dalej. Czy pojawią się jakieś audio i wideo, jakieś za przeproszeniem multimedia, czy o całej sprawie będzie można tylko gdzieniegdzie poczytać bądź to wysłuchać kilku mdłych analiz lub arcysłusznych połajanek. Trzeba być przygotowanym na najgorsze, czyli na – podobne p. Gowinowi – rozczarowanie. Trzeba przyznać, że jest to perspektywa zniechęcająca, wręcz smutna. Ponieważ nie płacą nam za łzy, za zawodzenie, za krypto­reklamę chusteczek do nosa, mamy w zanadrzu pomysł krzepiący i zabawny. Być może zmieniający świat i byłaby to zaiste zmiana dobra.


Czytaj także: Pegasusem szpiegowano również w Izraelu


 

Oto – popatrzmy – Pegasus jest produktem firmy prywatnej. Ogromnie elastycznej, jeśli idzie o kontakt z klientem, i ogólnie gibkiej. Dzięki obywatelskiej, publicznej zbiórce internetowej można by kupić ten mechanizm i zainstalować go w urządzeniach wpływowych ludzi u władzy. Od czasu do czasu można by urządzać w internecie pokazy urobku. Zdolni reżyserzy mogliby z niego tworzyć seriale lub proste klipy. Część każdy by sobie mógł obejrzeć za darmo, ale co lepsze kawałki musiałyby być płatne. Można by dzięki temu dokupywać opcje i ulepszenia. Ciekawscy zadadzą teraz pytanie niepoważne: komu najpierw, np. w Warszawie, byśmy to – jako ruch obywatelski – zamontowali. Oczywiście odpowiedź byłaby teraz przedwczesna i popsułaby całą zabawę. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 8/2022