„Noc, której obudził się Laurier”: Xavier Dolan otwiera rodzinne czarne skrzynki

Reżyser „Zabiłem moją matkę” z właściwą sobie nadekspresją opowiada o zerwanej komunikacji wśród bliskich i próbach jej nawiązania. Jego obsesje i manieryzmy pozostają wiecznie żywe, lecz dominuje krwiste psychologiczne mięso, jakiego raczej nie uświadczymy w sformatowanych serialach.
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Kadr z serialu „Noc, której obudził się Laurier”, odc. 1, reż. Xavier Dolan, 2022 r. // Materiały prasowe
Kadr z serialu „Noc, której obudził się Laurier”, odc. 1, reż. Xavier Dolan, 2022 r. // Materiały prasowe

Twórcom z bardziej autorskim charakterem pisma – takim, który rozpoznajemy od pierwszych minut – trudniej odnaleźć się w serialowych schematach. Z różnym skutkiem próbowali tego Lukas Moodysson („Gösta”), Bruno Dumont („Mały Quinquin”) czy ostatnio Hirokazu Koreeda („Makanai: W kuchni domu maiko”). W końcu nie każdy jest Davidem Lynchem czy Larsem von Trierem, których „Twin Peaks” i „Królestwo” zrewolucjonizowały ongiś telewizję. Dlatego zamiast tasiemcowych produkcji, rozpisanych na sezony i lata, powstają zazwyczaj krótkie serie dla fanów twórczości. Tak dzieje się i tym razem – pięcioodcinkowa „Noc, której obudził się Laurier” to sto procent Xaviera Dolana w telewizyjnym Dolanie. Jego obsesje i manieryzmy pozostają wiecznie żywe, lecz dominuje krwiste psychologiczne mięso, jakiego raczej nie uświadczymy w sformatowanych serialach.

  • NOC, KTÓREJ OBUDZIŁ SIĘ LAURIER – reż. Xavier Dolan. Prod. Kanada 2022, odc. 1 – 5. Canal+ Online

Uznany w kinie za „cudowne dziecko” (kanadyjski reżyser zadebiutował w wieku dziewiętnastu lat i z miejsca podbił festiwal w Cannes), opowiada historię zaczerpniętą ze sztuki scenicznej Michela Marca Boucharda pod tym samym tytułem („Tom” z 2013 r. też był adaptacja jego dramatu). 

Po raz kolejny u Dolana dochodzi do symbolicznego matkobójstwa. Oto przy łożu śmierci Madeleine (gra ją znakomita Anne Dorval, „etatowa matka” z jego filmów) spotyka się czwórka jej dorosłych dzieci i każde z nich dusi w sobie żałobę pomieszaną z rozżaleniem. Wszystko w ich życiu poszło nie tak i Madeleine przyłożyła do tego swą macierzyńską rękę. Dziś ukrywają prawdziwą tożsamość, wikłają się w cudze role, cierpią z powodu uzależnień (jak Elliot, najmłodszy syn, zagrany przez samego Dolana). 

Ale raz po raz w tę ciężką rodzinną dramę wdziera się jakiś ekscentryczny naddatek. Okazuje się, że skrzywdzona i latami niewidziana córka, z zawodu tanatolożka, zajmie się zgodnie z ostatnią wolą balsamowaniem zmarłej. Matka jeszcze nie odeszła, a już trwa w najlepsze remont domu. Którego zresztą nikt z zebranych może nie odziedziczyć, bo umierająca w ostatniej chwili zmieniła testament.

Mimo że Dolan nie pracował na własnym materiale, czuje się niczym ryba w wodzie pośród tych straumatyzowanych istot i zmieniających się co chwila planów czasowych. Na przedmieściach prowincji Quebec, w otoczeniu wzorzystych tapet i kwiecistych zasłon, drzemią sekrety i kłamstwa, w których główną osobą dramatu okazuje się nie matka, ale niegdysiejszy sąsiad Laurier. I choć dość wcześnie można się domyślić, co wydarzyło się w 1991 roku, „Noc…” nie celebruje sensacyjnie pojętej tajemnicy. 

Niespiesznie, dając czas ekranowy każdej z soczyście zagranych postaci, zaplątuje i rozwija emocjonalno-seksualny kłąb. Robi to bez pruderii, a na dodatek ożywia – w sensie dosłownym – drzemiące w bohaterach demony. Stąd chwilami ekran zaludniają zjawy z przeszłości, co wywołuje spory dysonans wobec powagi tematu. Nie mówiąc o solennych mottach, wziętych wprost z Szekspira, Corneille’a czy Hugo, rozpoczynających poszczególne odcinki. „Noc, której obudził się Laurier” to serial niesforny, egzaltowany i eklektyczny, czym może zrazić bardziej tradycyjnego oglądacza.

Historię jeszcze bardziej komplikuje fakt, iż matka Elliota, Juliena, Denisa i Mireille była za młodu aktywistką ubiegającą się o tytuł burmistrza. Dlatego podskórnie film o rodzicielskich błędach traktuje także o papierowym feminizmie i małomiasteczkowej hipokryzji. Jednakże Dolan daje wszystkim bohaterom, z problematyczną rodzicielką włącznie, szansę na odkupienie. Musi wpierw nastąpić otwarcie intymnej czarnej skrzynki czy raczej rodzinnej puszki Pandory. 

Przy okazji ten histeryczny i momentami przyciężki mniserial, pełen ekscesów wizualnych (André Turpin) i muzycznych (Hans Zimmer, This Mortal Coil, Rufus Wainwright), nie staje się po prostu manifestem wołającym o społeczną akceptację. Woli w kameralnej scenerii maksymalnie zagęścić to, co często bywa przemilczane – prywatnie i publicznie. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”