Horror był

To nie jest film o gwałtach. To film o tragedii kobiet, których ran nie da się nigdy zszyć.
Czyta się kilka minut
 / Fot. Materiały dystrybutora
/ Fot. Materiały dystrybutora

Niewinne” francuskiej reżyserki Anne Fontaine obejrzałem w ciągu ostatniego tygodnia dwa razy. Podkreślam to, ponieważ wydaje mi się, że pamiętam „na świeżo”, co w tym filmie jest, a czego nie ma. Czytając o protestach oskarżających reżyserkę o manipulację, odnoszę wrażenie, że ich autorzy w ogóle na filmie nie byli, albo też kierują nimi inne intencje. Zarzuty można też wyczytać na stronach pism i portali konfesyjnych. Czytam np. w „Gościu Niedzielnym”: „W żadnej z klauzurowych wspólnot benedyktynek nie doszło do wydarzeń pokazanych w filmie”. Czyli, że nie doszło do gwałtów dokonywanych przez żołnierzy sowieckich na bezbronnych siostrach zakonnych.


CZYTAJ TAKŻE:

  • Siostra Małgorzata Borkowska OSB: Znam powojenne dzieje wszystkich sióstr benedyktynek i mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że żadna z nich nie stała się ofiarą gwałtu, jak sugeruje film „Niewinne”.

Co wolno reżyserce

Na początek zatem kilka wyjaśnień. W „Niewinnych” w ogóle nie pada słowo „benedyktynki” – reżyserka nie sugeruje, jakoby któraś z sióstr tego zakonu padła ofiarą gwałtu. Klasztor w filmie pozostaje nienazwany. Owszem, Fontaine w wywiadach opowiada o kontaktach z francuskimi benedyktynkami. Przed rozpoczęciem zdjęć chciała bowiem poznać życie zakonne, poddać się atmosferze miejsc, które dotąd były dla niej obcym światem. Ale to nie oznacza, że akcja filmu dzieje się w tym zakonie. Nie ma też mowy ani o Gdańsku, ani o jakimkolwiek innym miejscu. Wiemy jedno: akcja dzieje się gdzieś w Polsce, tuż po wojnie.

Pojawił się jeszcze jeden zarzut. Pierwowzorem bohaterki filmu jest Madeleine Pauliac, lekarka uczestnicząca w misji Francuskiego Czerwonego Krzyża, który zajmował się repatriacją francuskich jeńców więzionych przez hitlerowców na terenach polskich. Odkryła ona tragedię gwałtów na zakonnicach i pomagała w porodach tak poczętych dzieci. To na podstawie jej dzienników Fontaine zrealizowała „Niewinne”.

W filmie główna postać nazywa się Mathilde Beaulieu i pochodzi z rodziny o sympatiach komunistycznych. Manipulacja – grzmią kościelni krytycy – w rzeczywistości lekarka była przecież katoliczką! To prawda. Tyle że postać z „Niewinnych” nie jest odwzorowaniem lekarki jeden do jednego; Pauliac zginęła pod Sochaczewem w 1946 r., a filmowa Beaulieu szczęśliwie wróciła do Paryża. Tuż przed polską premierą filmu rozmawiałem z Philippe’em Maynialem, siostrzeńcem Madeleine. Powiedział mi, że zaakceptował ten zabieg reżyserki, gdyż pozwolił on na przedstawienie złożoności tamtego czasu. W zapiskach jego ciotki nie było też żadnych wzmianek o Samuelu, żydowskim lekarzu, a przecież nie ulega wątpliwości, że ta drugoplanowa postać dodaje filmowi kontrowersyjności (wprowadza także wątek romansowy). „Niewinne” to film fabularny, a nie dokumentalny. Reżyserka miała prawo wzbogacić go o postaci i zdarzenia fikcyjne. W filmie żadnych manipulacji nie ma.

Film jak terapia

Artykuł w „Gościu Niedzielnym” zatytułowano: „Horror, którego nie było”. Nie było? Przecież film Fontaine opowiada właśnie o horrorze, który był! Adam Dziurok, historyk z katowickiego IPN, pisze o tym, że na samym Śląsku Opolskim z rąk Sowietów zginęło co najmniej 80 zakonnic. W Nysie zakatowali oni 27 sióstr i zgwałcili 150 elżbietanek. Dalsze opisy są jeszcze bardziej przerażające. Horroru nie było? – pytam, droga praso konfesyjna...


ZOBACZ TAKŻE ZWIASTUN FILMU:


Nie rozumiem takiej wrażliwości, która podświadomie prowadzi do absurdalnych reakcji obronnych. Siostry benedyktynki mają pełne prawo do prostowania faktów, tego nikt nie może kwestionować, choć – powtarzam – nie o nich jest ten film. Ale w innych protestach, nie zakonnych, dostrzegam niebezpieczną mentalność. Oglądając na ekranie tragedię zakonnic, prawdziwą hekatombę, czułem nie tylko ból, ale także solidarność, również z siostrą przełożoną (znakomita kreacja Agaty Kuleszy); starałem się ją zrozumieć, choć z dzisiejszego punktu widzenia jej postawa może wydawać się niepojęta. I zupełnie obojętne było dla mnie, o jaki zakon chodzi. Tragedia ta powinna zbliżać nas do wszystkich sióstr wplątanych w okrucieństwo wojny. Po seansie należałoby właściwie tylko milczeć – i taka była reakcja widowni premierowej. Tymczasem w protestach widzę niepotrzebną troskę o „dobro instytucji”. Ten film temu „dobru” nie zagraża; przeciwnie, może mieć znaczenie terapeutyczne.

Anne Fontaine pokazuje nie tylko konsekwencje gwałtów na siostrach. „Niewinne” to także mądra prowokacja do refleksji teologicznej na temat wizji „cielesności” w nauczaniu Kościoła i na temat macierzyństwa. Co to znaczy: rezygnować z seksualności, rezygnować z macierzyństwa? Reżyserka jest osobą niewierzącą, nie ukrywa jednak swojego bezbrzeżnego szacunku dla życia poczętego.

Postaci sióstr w filmie reprezentują całe spektrum postaw ludzkich w sytuacji skrajnej, wręcz eschatologicznej. Ujawnienie prawdy groziło likwidacją klasztoru. Milczenie stało się warunkiem przetrwania. Siostra przełożona z filmu to postać tragiczna. Chcąc dobra, prowadzi do tragedii; postawiona w sytuacji ekstremalnej wierzy, że wybiera mniejsze zło. Ją też zgwałcono i zarażono syfilisem. Załamana, umierająca, przyznaje: „Zgubiłam siebie, żeby was ocalić”.

Jest jeszcze w filmie siostra Maria (wielka rola Agaty Buzek), zachowująca ewangeliczny rozsądek. To ona tak naprawdę prowadzi do przemiany Mathilde, komunizującą lekarkę. Mówi do niej: „Wiara to dwadzieścia cztery godziny wątpienia i jedna minuta nadziei”. Wielkie i prawdziwe zdanie. Nie przypominam sobie, kiedy widziałem w kinie tak pięknie „napisaną” postać zakonnicy. I chociażby dla siostry Marii warto ten film obejrzeć.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2016