Niemcy: bezpieczna przyszłość

W największym kraju Unii Europejskiej Kościoły chrześcijańskie są w szczególnie korzystnej pozycji.
Czyta się kilka minut

W Niemczech finansowanie Kościoła jest w znacznej mierze gwarantowane i organizowane przez państwo – przy czym w wielu regionach praktyka taka istnieje już od roku 1803, a więc na długo przed powstaniem w 1871 r. zjednoczonego państwa niemieckiego.

Od tamtego czasu stosowne umowy między Kościołami a państwem (wcześniej: państwami) stanowią, że to państwowe urzędy skarbowe pobierają od wiernych tzw. podatek kościelny (Kirchensteuer) i przekazują do poszczególnych diecezji, pobierając za to niewielką opłatę manipulacyjną. Dotyczy to w równym stopniu katolików, co ewangelików (oba wielkie wyznania chrześcijańskie mają podobną liczbę wiernych).

Wysokość podatku kościelnego jest powiązana z wysokością płaconego podatku dochodowego – jest to uzależnione m.in. od liczby dzieci. W większości niemieckich landów Kirchensteuer wynosi 8 procent (w dwóch landach: 9 procent) od wysokości miesięcznego podatku dochodowego, płaconego przez daną osobę.

Podatek kościelny stanowi w Niemczech lwią część kościelnych przychodów. Przykładowo, w archidiecezji kolońskiej – największej katolickiej diecezji w Niemczech – w 2011 r. wpływy z podatku kościelnego (w wysokości 706 milionów euro) stanowiły prawie 80 procent jej budżetu. Kwota solidna i transparentna – już przez sam fakt, że jest przekazywana Kościołowi przez urzędy skarbowe.

Ale co z pozostałymi 20 procentami? Jak zamożny jest w istocie Kościół w Niemczech? Na ten temat Kościół katolicki konsekwentnie milczy – tutaj nie może być mowy o transparentności. Niemniej wiadomo, że powiedzenie „biedny jak mysz kościelna” przynajmniej w przypadku Niemiec nie ma uzasadnienia. Wprawdzie w ostatnich latach, na fali różnych skandali z nadużyciami seksualnymi ze strony duchownych, więcej katolików niż w latach poprzednich postanowiło formalnie wystąpić z Kościoła – czego skutkiem był także spadek wpływów z podatku kościelnego. Mimo to Kościół katolicki w Niemczech nie musi martwić się o finanse. Eksperci szacują wartość kościelnego majątku – uwzględniając tylko nieruchomości i różne lokaty bankowe – na wiele miliardów euro.

Kościół w Niemczech poprzez swoje instytucje prowadzi też działalność gospodarczą. Przykładem jest koncern medialny „Weltbild”, który wydaje prasę i książki (w tym także literaturę cokolwiek kiczowatą, ale przynoszącą poważne zyski). Zatrudniający 7500 pracowników koncern, którego udziałowcami jest kilkanaście katolickich diecezji, miał w 2008 r. obroty w wysokości prawie dwóch miliardów euro. Niedawno pojawiły się informacje, że „Weltbild” ma zostać sprzedany; wartość firmy szacuje się na 500 milionów euro.

Zważywszy więc na to, że podatek kościelny jest tylko jednym ze źródeł kościelnych przychodów (choć źródłem bez wątpienia kluczowym), trudno oszacować faktyczną zamożność obu wielkich Kościołów w Niemczech. Pytany o to Kościół katolicki zwykle wskazuje na swoją rozbudowaną i zróżnicowaną strukturę – własne budżety prowadzą przecież nie tylko diecezje, ale także poszczególne parafie (nadzór nad nimi mają zwykle rady ekonomiczne, złożone ze świeckich), a także różne samodzielne instytucje kościelne.

Jakieś 10 lat temu hamburski politolog Carsten Frerk – znany krytyk Kościoła – podjął próbę szczegółowego oszacowania kościelnych finansów. Uwzględniając nieruchomości, udziały, ziemię itd., doszedł do wniosku, że majątek Kościoła katolickiego może wynosić około 270 miliardów euro (do tego dochodzą dzieła sztuki, będące własnością Kościoła – one, rzecz jasna, nie są na sprzedaż).

Carsten Frerk był oczywiście zdany na szacunki, których przedstawiciele Kościoła nie podzielają. Kościół zwykle podkreśla też, że ze swych pieniędzy finansuje wielką liczbę różnych dzieł i instytucji obecnych w sferze publicznej, które wykonują rozmaite funkcje, nie tylko religijne, ale także społeczne.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2013