Niech będzie na mnie

4. niedziela adwentu
Czyta się kilka minut

Józef postanawia rozwieść się z Maryją. Nie, nie tylko dlatego, że został, jak mu się wydawało, zdradzony, ośmieszony. Ponad te przykre, najdelikatniej mówiąc, uczucia wybijało się inne. Trudno, stało się, jak się stało, ale serce nie sługa, nie można ot tak sobie zapomnieć o tej, którą się pokochało. Dlatego Józef bierze winę za rozpad małżeństwa na siebie. A wina Maryi była wielka, jako że cudzołóstwo popełnione w okresie po zaręczynach uważano za większy grzech od popełnionego po ślubie. Niech ludzie mówią, co chcą, Józef nie chce mnożenia nieszczęść. Gdzieś w głębi duszy nadal kocha, bo jak inaczej zrozumieć to jego postępowanie? Biorąc na siebie winę Maryi, ogłaszając światu, że to on jest ojcem panieńskiego dziecka Maryi, nie tylko zdejmuje ze swej żony winę, ale najprawdopodobniej ocala ją przed śmiercią. Józef kłamie, byleby ocalić tę, którą pokochał. Niekoniecznie trzeba oceniać ten czyn - podobnie jak zachowanie Piotra Apostoła na dziedzińcu pałacu arcykapłana - jako zdradę.

Zmagając się ze sobą, zabiegając o dobre imię Maryi i jej Dziecka, Józef, jak się potem okaże, zmagał się z samym Bogiem, jako że to nie kto inny, ale sam Bóg tak skomplikował mu życie. Na zdrowy rozum rzecz biorąc, tego, co się działo z Maryją i Józefem, nie opiszesz. Józef przekracza więc ustalone i usankcjonowane schematy działania, co pewnie symbolizuje sen, w którym zjawia mu się anioł Pana. Jak widać, to pierwsze Boże Narodzenie nie było znowu takie pastelowe, jak by się mogło wydawać. Jednak o ile nie było tak pastelowo delikatne, o tyle było piękniejsze i przez to bliższe naszemu życiu.

Miłość, ślub, małżeństwo, ciąża, groźba rozwodu, na głowie dom i wszystko, co się z prowadzeniem gospodarstwa wiąże - jakże to odległe od słodkiej Madonny z Dzieciątkiem, a tym bardziej dumnej, acz łaskawej Królowej. Ta zwyczajność jest najbardziej przekonującym dowodem na spełnienie proroctw Starego Testamentu, zapowiadających, że Bóg zamieszka z ludźmi po to, by zarówno ziemię, jak i niebo doprowadzić do pełni doskonałości.

Nie dziwmy się zatem, jeśli podczas tych świąt coś w nas zaskomli, coś nocą przerwie nam słodki sen, coś muśnie nas chłodnym oddechem niby skrzydłem. Boże Narodzenie również takie nastroje w sobie zawiera. Ten emocjonalny rozstrój nie musi być dziełem złego, może pochodzić od Bożego Ducha i sygnalizować, że i w nas coś nowego się poczyna, wzrasta i domaga się zauważenia, pielęgnacji, narodzin. Co to takiego?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 51/2010