Można sobie wyobrazić, jak to będzie wyglądać. W poniedziałek 27 stycznia wieczorem, w wielkim namiocie ustawionym na terenie niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau – miejsca, które jest dziś symbolem zbrodni wojennych i zbrodni przeciw ludzkości per se – w pierwszym zapewne rzędzie uczestników uroczystości w 80. rocznicę wyzwolenia więźniów tego obozu zasiądzie człowiek, który jest oskarżony o popełnienie najcięższych zbrodni wojennych. Wprawdzie nie zabierze głosu (wypowiedzi polityków nie są przewidziane), ale sama obecność wystarczy.
Beniamin Netanjahu, bo o nim mowa, ma być winny „zbrodni wojennych polegających na głodzeniu jako metodzie prowadzenia wojny i umyślnym kierowaniu ataków na ludność cywilną”, a także „zbrodni przeciwko ludzkości polegających na zabójstwach, prześladowaniach i innych nieludzkich czynach”.
Taki akt oskarżenia wobec premiera Izraela sformułowali nie jego wrogowie polityczni czy militarni, lecz prokuratorzy Międzynarodowego Trybunału Karnego, którego Polska jest sygnatariuszem. W listopadzie 2024 r. Trybunał wydał za Netanjahu list gończy – to oznacza, że wszystkie kraje uznające MTK, w tym Polska, powinny go aresztować i przekazać do Hagi.
Jak polski rząd uzasadnia swoją decyzję dotyczącą Netanjahu?
Tak się jednak nie stanie, jeśli Netanjahu zdecyduje się przyjechać do Polski na obchody oświęcimskie – tak zdecydował polski rząd. W uchwale czytamy, że Polska zapewni „wolny i bezpieczny udział najwyższym przedstawicielom Izraela” w tych obchodach. Jako uzasadnienie podano: „Zapewnienie bezpiecznego udziału przywódcom Izraela w uroczystościach 27 stycznia 2025 roku polski rząd traktuje jako wpisujące się w oddanie hołdu narodowi żydowskiemu, którego miliony Córek i Synów stało się ofiarami Zagłady dokonanej przez III Rzeszę”. Żadne nazwisko tu nie pada, ale jest oczywiste, kogo to dotyczy.
Można tak uzasadniać tę decyzję, jest w tym jakaś logika. Wolno jednak zadać wówczas pytanie: czy skoro osoba podejrzana o najcięższe zbrodnie wojenne, na której ciąży nakaz aresztowania przez niezależny sąd międzynarodowy, zostaje dopuszczona do udziału w uroczystości w takim miejscu, to czy ma jeszcze sens powoływanie się na jakieś przesłanie, jakieś „lekcje historii”, które miałyby wynikać z tego, co ponad 80 lat temu działo się w tym miejscu?
Osobna kwestia, czy rząd miał podstawy prawne, aby podjąć taką decyzję – na to pytanie niech odpowiedzą specjaliści od prawa międzynarodowego. Jest tutaj również pytanie, czy taką decyzją rząd Polski nie przyczyni się do – postępującego dzisiaj, tyle że jak dotąd za sprawą np. Władimira Putina – erozji systemu prawa międzynarodowego, którego istotną instytucją miał być właśnie Międzynarodowy Trybunał Karny.
Czy Stany Zjednoczone naciskały na taką decyzję polskiego rządu?
Decyzja polskiego rządu w sprawie glejtu dla domniemanego zbrodniarza wojennego daje się obronić właściwie tylko w jeden sposób: jeśli stoją za nią poważne racje polityczne. To znaczy – jeśli ze strony Stanów Zjednoczonych, a konkretnie ekipy nowego (od 20 stycznia) prezydenta USA dotarły do Warszawy sygnały, iż nowy prezydent oczekuje takiego właśnie gestu.
Że tak to mogło wyglądać, może sugerować wywiad, którego 9 stycznia wieczorem udzielił radiu RMF minister w Kancelarii Prezydenta Wojciech Kolarski. Minister powiedział mianowicie, że duże oburzenie w Stanach miały wywołać wcześniejsze sugestie z polskiego MSZ, iż Netanjahu nie powinien przyjeżdżać do Polski, bo może zostać aresztowany. W dalszej sekwencji wydarzeń prezydent Duda zwrócił się do rządu o zapewnienie ochrony przed aresztowaniem premierowi Izraela, jeśli ten zdecydowałby się wziąć udział w obchodach rocznicy wyzwolenia obozu (informacja o takim liście Andrzeja Dudy do Donalda Tuska pojawiła się przed południem 9 stycznia).
Dla całości obrazu przypomnijmy, że gdy MTK wydał nakaz aresztowania Netanjahu, ludzie z ekipy Trumpa – wówczas już prezydenta elekta – sugerowali, że prokuratorów MTK powinno się objąć sankcjami.
W sytuacji wojny za wschodnią granicą Polska ma konkretny priorytet
Jeśli rzeczywiście było tak, że z USA dotarł do Warszawy sygnał, że Stany stanowczo oczekują, iż Polska pozwoli Netanjahu wziąć udział w obchodach w Auschwitz – wówczas taką decyzję polskiego rządu można zrozumieć. W sytuacji wojny za wschodnią granicą i naprawdę niepewnej przyszłości, priorytet to zapewnienie dobrej współpracy z najważniejszym sojusznikiem – państwem, na czele którego za kilka dni stanie Donald Trump.
Nawet za cenę chwilowego ugoszczenia człowieka, który jest podejrzany o „zbrodnie wojenne polegające na głodzeniu jako metodzie prowadzenia wojny i umyślnym kierowaniu ataków na ludność cywilną”. I nawet jeśli ze świadomością, że taka decyzja może przyczynić się do demontażu i tak kruchego dziś porządku międzynarodowego.
Aktualizacja: groźba sankcji
W nocy z 9 na 10 stycznia czasu polskiego – już po tym, jak polski rząd podjął uchwałę gwarantującą bezpieczeństwo premierowi Izraela – Izba Reprezentantów USA przegłosowała projekt ustawy, która zakłada objęcie przez Stany sankcjami tych, którzy w jakikolwiek sposób pomogą Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu w ściganiu obywateli USA oraz obywateli krajów sojuszniczych. Spiker Izby Mike Johnson powiedział potem otwarcie, że chodzi o Izrael oraz o ściganie Netanjahu i Gallanta. Projekt przeszedł dużą większością głosów („za” byli wszyscy deputowani Republikanie i także kilkudziesięciu Demokratów).
Ustawa trafiła do Senatu, izby wyższej Kongresu, gdzie zapewne zostanie przyjęta (po listopadowych wyborach Republikanie mają w nim większość); podpis prezydenta – już zapewne Trumpa – będzie tylko formalnością. Co to oznacza? Po pierwsze, że gdyby Netanjahu przyjechał do Polski 27 stycznia i zostałby tutaj aresztowany, polski rząd mógłby zostać objęty sankcjami USA. Możliwe tego skutki – przede wszystkim dla bezpieczeństwa Polski – można sobie wyobrazić (albo lepiej sobie nie wyobrażać). Rzecz druga: uchwała polskiego rządu została podjęta w ostatnim możliwym momencie, aby mógł on twierdzić, że nie działał tutaj pod presją Amerykanów (w polityce to również ma znaczenie). Patrząc z takiej perspektywy – amerykańskiej ustawy i jej możliwych skutków – drugorzędne staje się już rozważanie, czy Beniamin Netanjahu w ogóle planuje przyjazd do Polski na obchody 27 stycznia.
Artykuł został zaktualizowany 10 stycznia 2025 r. po godzinie 11.00
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















