Witajcie w erze Trumpa. Nowy prezydent USA już rządzi i dzieli

Gwarancja nietykalności dla Netanjahu czy dywagacje wokół statusu Grenlandii: jedno i drugie wpisuje się w agendę nowego prezydenta USA i narzędzia, jakimi chce ją realizować. Lepiej z góry nastawić się, jakie będą teraz obyczaje, także na Zachodzie. To może być polityczny rollercoaster.
Czyta się kilka minut
Donald Trump i Elon Musk. Brownsville w stanie Teksas, 19 listopada 2024 r. // Fot. Brandon Bell / AP / East News
Donald Trump i Elon Musk. Brownsville w stanie Teksas, 19 listopada 2024 r. // Fot. Brandon Bell / AP / East News

Jeśli wydawało się nam, że rozpędzająca się machina trumpizmu nas ominie, gdyż sojusz z Ameryką cenimy i dajemy temu wyraz, także jako europejski prymus w wydatkach na obronność (we własnym zresztą interesie); jeśli sądziliśmy, że trumpizm nie walnie w nas rykoszetem – to byliśmy w błędzie.

Wprawdzie z punktu widzenia prawa międzynarodowego rzecz jest jasna: gdyby premier Izraela, ścigany przez Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) za zbrodnie w Gazie, zechciał 27 stycznia wziąć udział w obchodach 80. rocznicy uwolnienia ostatnich więźniów obozu Auschwitz-Birkenau, wówczas Polska powinna go aresztować [patrz rozmowa obok – red.]. Dla prawnika to oczywiste: uchwała rządu RP, ten „list żelazny” dający Netanjahu nietykalność, stanu prawnego nie zmienia.

W tym wypadku racja prawna musi jednak ustąpić wobec racji stanu – i z takiego punktu widzenia decyzję rządu RP można uzasadnić i jej bronić. Sojusz z USA to priorytet, w każdym razie dopóki na horyzoncie nie ma nic, co mogłoby go zastąpić. Stany zaś, w których na dobre zaczęła się już era Trumpa (zanim nawet objął urząd), nie zostawiły tu rządowi RP żadnego wyboru.

Sprawa Netanjahu: jak trumpizm uderza w Polskę

Uchwała rządu, przyjęta 9 stycznia, tylko o kilka godzin wyprzedziła ustawę, którą przyjęła izba niższa parlamentu USA. Uchwała głosi, iż Polska zapewni „wolny i bezpieczny udział” przedstawicielom Izraela w obchodach w Oświęcimiu; w uzasadnieniu podano, że rząd traktuje to zapewnienie „jako wpisujące się w oddanie hołdu narodowi żydowskiemu, którego miliony Córek i Synów stało się ofiarami Zagłady dokonanej przez III Rzeszę” (nazwisko nie pada, ale wiadomo, kogo to dotyczy).

Tymczasem nowa amerykańska ustawa, która bez wątpienia zostanie szybko przyjęta przez Senat i podpisana przez już prezydenta Trumpa, zakłada objęcie przez Stany sankcjami tych, którzy pomogą MTK w ściganiu „obywateli USA i krajów sojuszniczych”. Tu też nie pada nazwisko, ale nikt nie kryje, że idzie o Izrael. Jeśli ambasada RP w Stanach właściwie wykonuje swą pracę, wolno przyjąć, iż rząd RP był informowany, że taka ustawa się szykuje.

Dla Polski oznacza to tyle, że gdyby Netanjahu został tu aresztowany, polski rząd zostałby objęty sankcjami USA. Lepiej sobie nie wyobrażać, jakie miałoby to skutki dla naszego bezpieczeństwa. Niezależnie więc od tego, czy Netanjahu się tu wybiera, ruch wyprzedzający rządu był jedyną odpowiedzialną politycznie rzeczą, jaką ten mógł zrobić. Nawet jeśli będzie to mieć złe skutki dla międzynarodowego porządku prawnego.

Amerykańska ustawa ogranicza samodzielność krajów Europy

Amerykańskie „lex Netanjahu” wpisuje się dobrze w erę Trumpa – zarówno gdy idzie o programową agendę nowego prezydenta (tu: jego bezwarunkowe poparcie dla Izraela), jak też o narzędzia, którymi Trump zamierza ją realizować. Dla europejskiej wrażliwości mogą być one mało przyjemne.

Bo choć także Joe Biden wspierał Izrael, przyjmując do wiadomości także jawnie zbrodnicze poczynania Netanjahu (nawet jeśli, jak czytaliśmy w relacjach z Białego Domu, z zaciśniętymi zębami), to jednak za jego rządów Stany nie przyjęły ustawy, która w istocie ogranicza samodzielność ich europejskich sojuszników, gdy idzie o traktowanie Izraela i międzynarodowego ładu prawnego.

Wprawdzie już w listopadzie 2024 r., gdy MTK wydał list gończy za Netanjahu, Republikanie i Trump chcieli przyjęcia podobnego prawa o sankcjach, ale wtedy nie mieli większości w parlamencie federalnym. Dziś mają.

Elon Musk postanowił urządzić globalną politykę

W globalnej debacie sprawa „lex Netanjahu” nie wywołała dotąd reakcji. To też zresztą jakoś znamienne: choć Trump nie objął jeszcze urzędu, to od wielu tygodni uwaga świata skupia się na nim i jego coraz to nowych zapowiedziach. A także na kolejnych medialnych wystąpieniach Elona Muska, jego głównego akolity i disruptora (to angielskie słowo można chyba przełożyć jako: psuja).

Ów swoją misję odnalazł w urządzaniu już nie tylko kosmosu, ale też globalnej polityki. To niesamowite: patrzeć, jakie zamieszanie w kolejnych krajach wywołują opinie Muska, rzucane i następnie promowane na platformie X. Jak elity Wielkiej Brytanii i Niemiec popadają w „zbiorową hiperwentylację” (określenie autora szwajcarskiego „NZZ”) po tym, jak Musk dzieli się przemyśleniem, że brytyjski premier ma być współwinny tuszowania pedofilii, albo że „Tylko AfD uratuje Niemcy”.

Czyżby tak duża była nieufność europejskich elit wobec własnych instytucji i zdrowego rozsądku własnych obywateli, ich odporności?

Czy Trump może wygrać z Putinem?

Wszystko to może być jednak tylko preludium do rollercoastera, który zafunduje za chwilę Trump. Grenlandia, Kanał Panamski: w obu miejscach jego diagnoza być może niewiele różni się od diagnozy Bidena. W obu Stany (i Zachód) mają strategiczne interesy – tu metale ziem rzadkich, tam swoboda żeglugi – i w obu rozpychają się Chińczycy. Rzecz „tylko” w tym, że Trump jest najwyraźniej gotów rzucić w kąt reguły i schematy, prawne i praktyczne, których Zachód starał się (lepiej lub gorzej) trzymać w swych działaniach.

Gdyby w tym rewolucyjnym podejściu Trumpa do relacji między państwami szukać jakichś pozytywów, to jest może jeden – choć na razie bardziej jako nadzieja. Biden przejdzie do historii jako człowiek, który pomógł Ukraińcom ocalić niepodległość, ale nie był w stanie wygrać wraz z nimi sprawiedliwego pokoju. Ze swoją nieschematycznością i (deklarowaną) gotowością do ryzyka, Trump może być dla Putina trudniejszym przeciwnikiem. Jeśli zechce.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 3/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Witajcie w erze Trumpa