Wybory parlamentarne odbędą się w niedzielę 23 lutego. Już teraz możemy wskazać zwycięzcę. Partie chadeckie, CDU i bawarska CSU, już w maju 2022 r. wyprzedziły w sondażach największego rywala, socjaldemokratyczną SPD. Obecnie chadecja może liczyć na ok. 30 proc. głosów.
Kończą się więc czteroletnie rządy lewicy. Władza najpewniej trafi w ręce chadeków, choć największym wyzwaniem będzie dopiero wybór przez nich koalicjanta – samodzielnie rządu nie będą mogli utworzyć.
Można powiedzieć, że wszystko wraca do normy. CDU/CSU to niemiecka maszyna do rządzenia. Pod wodzą Angeli Merkel partia sprawowała władzę przez długie 16 lat (2005-2021). Wcześniej podobnym długodystansowcem była inna legenda chadecji: Helmut Kohl, kanclerz w latach 1982-1998.
Wśród niemieckich politologów krąży opinia – wypowiadana pół żartem, pół serio – że socjaldemokraci po zdobyciu władzy dokonują niezbędnych, ale i bolesnych reform. Dlatego też przegrywają kolejne wybory. Natomiast chadecy, zbierając owoce pracy przeciwników, mogą przez dłuższy czas w miarę spokojnie zarządzać krajem. Aż w końcu dochodzi do stagnacji, wygrywają socjaldemokraci i historia zatacza koło.
Nowym gospodarzem Urzędu Kanclerskiego zostanie zapewne 69-letni szef CDU Friedrich Merz. Przyszły szef rządu będzie patrzył na swoich politycznych partnerów z góry, w końcu ma aż 1,98 cm wzrostu. Ale czy w europejskich stolicach i Waszyngtonie zdobędzie posłuch, jakim kiedyś – do czasu – cieszyła się Merkel?
Merkel wbija Merzowi nóż w plecy
Po tym, jak jesienią 2021 r. Merkel przestała pełnić urząd kanclerza, wycofała się z aktywnego życia publicznego. Na oficjalny komunikat pozwalała sobie niezwykle rzadko, np. gdy zmarła królowa Anglii Elżbieta II, albo gdy Hamas zaatakował Izrael.
Tym bardziej politycy CDU/CSU musieli przecierać oczy ze zdziwienia, gdy 30 stycznia biuro byłej kanclerz rozesłało do mediów jej stanowisko. Merkel skrytykowała w nim kandydata na kanclerza z własnej partii.
Dzień wcześniej Friedrich Merz przepchnął bowiem w Bundestagu wniosek wzywający do zaostrzenia polityki migracyjnej. Większość głosów uzyskał dzięki poparciu populistycznej i antymigracyjnej Alternatywy dla Niemiec (AfD). Fakt ten został przez partie na lewo od centrum (SPD, Zieloni, Lewica) uznany za złamanie tabu i paktowanie z „faszystami”.
Dlaczego jednak do tej krytyki dołączyła Merkel? Aby to zrozumieć, trzeba cofnąć się o kilka dekad. Już wtedy Merkel i Merza łączyła partyjna legitymacja, ale dzieliła cała reszta.
Początki kariery politycznej Friedricha Merza
Pierwszy polityczny sukces Merz odnosi w czerwcu 1989 r. W Polsce dogorywa komunizm, ale Berlin wciąż dzielą 154 kilometry muru. W kinach na świecie rekordy frekwencji bije film Spielberga „Indiana Jones i ostatnia krucjata”. Merz jest trochę jak Harrison Ford, odtwórca roli Indiany: sprawny i żądny przygód – tak wtedy, jak i dziś.
Wtedy to 33-latek kandyduje do Parlamentu Europejskiego – z sukcesem. Dobrze zapowiadającego się prawnika do startu namawiają partyjni koledzy. Do CDU zapisał się już w wieku 17 lat. W Brukseli udziela się przede wszystkim w komisji ds. ekonomicznych, monetarnych i przemysłowych.
W międzyczasie dochodzi do zjednoczenia Niemiec. Stolica przenosi się z prowincjonalnego Bonn do Berlina. Merz czuje, że to tam robi się prawdziwą politykę.
W 1994 r. zostaje posłem w Bundestagu. Zbliża się do kręgów władzy. Nawiązuje głęboką relację z Wolfgangiem Schäuble, szarą eminencją chadecji. Pnie się w górę po drabinie partyjnej hierarchii.
Jest tylko jeden problem. Podobne sukcesy zalicza równolegle młoda polityczka z byłej NRD. Z wykształcenia fizyczka i chemiczka. Chłodny, ścisły umysł pozwala jej na unikanie emocjonalnych starć. Woli moderować, szukać kompromisów, kłótnie przeczekać. W 2000 r. jest już znana w całym kraju. Nazywa się Angela Merkel.
Chadecja postawiła na kobietę
W nowe tysiąclecie chadecja wchodzi jako opozycja. Po aferze z nielegalnym finansowaniem partii, Kohl znikł z życia publicznego. To czas nowego rozdania w partii. Merkel obejmuje przywództwo, jednak i Merz nie odpuszcza. Zostaje szefem frakcji CDU/CSU w Bundestagu.
Punktuje wyrazistością. Lubi wdawać się w ostre dysputy w Bundestagu. Jasno formułuje liberalno-konserwatywne poglądy. Gospodarczo domaga się mniej państwa, mniej biurokracji, więcej wolności dla przedsiębiorców. Konserwatyzm przejawia się w kwestiach społecznych. W 2000 r. mówi, że „temat obcokrajowców stanie się ważniejszy, niż kiedykolwiek wcześniej”. Domaga się zdefiniowania niemieckiej kultury przewodniej (Leitkultur), do której mają dostosować się coraz liczniej przybywający do Niemiec migranci.
Jednak chadecja po 16 latach (nad)wyrazistości Kohla potrzebuje czegoś innego. Tu Merkel ma mocniejsze karty. Większość polityków w Bundestagu, zresztą tak jak Merz, to mężczyźni, prawnicy z wykształcenia, pochodzący z katolickich zachodnioniemieckich rodzin. Merkel to córka ewangelickiego pastora, związana ze światem nauki, pochodząca z Niemiec wschodnich.
W kolejnych latach Merkel utrwala swoją pozycję. W 2005 r. po raz pierwszy wygrywa wybory i wprowadza się do Urzędu Kanclerskiego. Merz nie dostaje żadnej funkcji w jej rządzie. Jeszcze do 2009 r. zadowala się rolą szeregowego posła w Bundestagu. Równolegle przygotowuje się do otwarcia nowego rozdziału w życiu. Tym razem chce zarobić dużo pieniędzy.
Jak Merz został milionerem z awionetką
W przypadku Merza trudno mówić o przejściu z polityki do biznesu, bo tak naprawdę nawet zasiadając w Bundestagu, nie zrezygnował z pracy w kancelariach prawniczych. A wraz z rosnącymi wpływami politycznymi, zaczęły pojawiać się propozycje pracy w spółkach prywatnych i państwowych. Lista podmiotów, w których radach nadzorczych zasiadał Merz, robi wrażenie. AXA, BASF, Borussia Dortmund, Commerzbank – to tylko najbardziej rozpoznawalne nazwy.
Ukoronowaniem jego kariery w biznesie staje się funkcja przewodniczącego rady nadzorczej niemieckiego oddziału Blackrock. To amerykański inwestycyjny moloch, największe przedsiębiorstwo zarządzające aktywami na świecie. Merz w tym czasie regularnie przebywa w USA. Poprawia angielski, nabywa pewności siebie w międzynarodowym środowisku. Swoich biografów przekonuje, że to jeden z lepszych okresów w życiu. Cieszyć go może na pewno pęczniejące konto. W Blackrock zarabia rocznie około miliona euro brutto.
Obecnie jego majątek szacowany jest na 11 mln euro. Nie afiszuje się z tym jednak. Jedyną ekstrawagancją, na jaką sobie pozwala, to regularne loty własną awionetką. Warto jednak dodać, że o prowadzeniu samolotu marzył już jako dziecko. Zgodnie z umową, jaką zawarł wcześniej z żoną, licencję pilota zrobił jednak dopiero, gdy trójka dzieci opuściła już rodzinny dom.
Liderem CDU Merz został za trzecim podejściem
W 2018 r. kanclerz Merkel zaczyna czwartą kadencję. Wyraźnie przemęczona, chce skupić się na obowiązkach szefowej rządu. Zrzeka się funkcji przewodniczącej partii.
Zaraz po ogłoszeniu tej informacji, z politycznego niebytu wyłania się Merz. Jednak w jego życiu jest coś ważniejszego niż pieniądze: to polityka. W bezpośredniej rywalizacji Merzowi nigdy nie udało się podważyć przywództwa Merkel. Skuteczny okazuje się dopiero manewr taktycznego przeczekania przeciwniczki.
Jeszcze na ostatniej prostej do władzy musi się sporo napracować. Chętnych do przejęcia schedy po Merkel jest więcej. W grudniu 2018 r. dochodzi do pierwszych wyborów nowych partyjnych władz. Merz otrzymuje 482 głosów delegatów. Ale na Annegret Kramp- Karrenbauer, protegowaną Merkel, pada 517 głosów. Gdy nie udaje się jej zapanować nad partią, pojawia się druga szansa. Do kolejnych wyborów dochodzi w 2021 r. Wynik? Merz 466 głosów, a Armin Laschet, partyjny wyga – 521. Jednak jesienią 2021 r. chadecja przegrywa wybory do Bundestagu i Laschet rezygnuje z funkcji lidera CDU.
Wciąż trwa pandemia, zbliża się rosyjska inwazja na Ukrainę. W CDU brakuje innych mocnych kandydatów. W takich okolicznościach Merz z początkiem 2022 r. staje na czele partii. Pozostaje mu tylko jedno: zostać kanclerzem.
Jak Niemcy postrzegają przyszłego kanclerza
Kim jest Friedrich Merz na finiszu długiej drogi do Urzędu Kanclerskiego?
Nigdy nie był politykiem, który potrafił do siebie przekonać większość społeczeństwa. Wciąż zdarza mu się stracić nad sobą kontrolę, pokazywać emocje, palnąć nieprzemyślane zdanie w mediach.
Zdarzają mu się populistyczne i ksenofobiczne zagrywki. Potrafił skrytykować ukraińskich uchodźców za chodzenie do dentysty, gdy rzekomo sami Niemcy muszą długo czekać na termin wizyty. Albo wrzucał imigranckie dzieci do jednego worka, nazywając je „małymi paszami”.
Nie pomaga mu też status milionera i staż pracy w instytucjach finansowych, także tych amerykańskich. Dla dużej części niemieckiego społeczeństwa pozostaje zimnokrwistym neoliberałem, który będzie chciał utrudnić życie najbiedniejszym, a zadba o tych, którzy i tak mają wystarczająco dużo na koncie. Nie pomaga mu też wiara katolicka, do której otwarcie się przyznaje. W zlaicyzowanych Niemczech historie o odmawianiu modlitwy przed rodzinnym posiłkiem budzą raczej grymas politowania.
Sprawny lider potrzebny od zaraz
Gdzieś między tymi społecznymi wyobrażeniami kształtuje się jednak obraz człowieka, który z wiekiem nauczył się sztuki kompromisów. CDU to wciąż 360 tys. członków, wiele różnych ideowych skrzydeł i grup interesów. Ta olbrzymia struktura stoi dziś za Merzem.
Jego polityczne poglądy nie zmieniły się zasadniczo na przestrzeni ostatnich dekad. Zmieniło się jednak społeczeństwo Niemiec i sytuacja międzynarodowa. Niemcy żądają od polityków ograniczenia napływu imigrantów. Gospodarka czeka na działania polityków, które wyciągną kraj z trwającej od trzech lat recesji. Zaś Europa w erze Trumpa potrzebuje mądrych i sprawczych przywódców.
Merz ma zatem dużo do udowodnienia. Ale także w tym okresie życia, w którym się znajduje, też niewiele do stracenia.
Wyzwania dla Niemiec
Zapytaliśmy ekspertów, co musi zmienić się w Niemczech po wyborach.

CHRISTOPH HEUSGEN o obronności:
W przeszłości popełniliśmy dwa błędy. Po pierwsze, choć na szczycie NATO w 2014 r. złożyliśmy taką polityczną deklarację, to nie osiągnęliśmy wydatków na obronność w wysokości 2 proc. PKB. Drugim błędem było zatwierdzenie gazociągu Nord Stream 2.
Teraz musimy zwiększać nasze możliwości i doprowadzić do sytuacji, którą mieliśmy w czasie zimnej wojny. A mieliśmy setki tysięcy żołnierzy, wydatki na obronę wynosiły ponad 3 proc. PKB, a kanclerz Willy Brandt prowadził udaną politykę wschodnią.
Po to też, jako Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa, prowadzimy w całych Niemczech kampanię wyjaśniającą, dlaczego takie zmiany są dziś konieczne. U nas to nie jest takie proste jak w Polsce, gdzie wszyscy wiedzą, czym jest zagrożenie ze strony Rosji. Musimy jednak przekonywać nasze społeczeństwo, bo agresja Putina jest po prostu faktem.
CHRISTOPH HEUSGEN jest przewodniczącym Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.

HERFRIED MÜNKLER o integracji
Niemcy nie mają wystarczającego wskaźnika reprodukcji demograficznej. Jeśli chcemy utrzymać nasz poziom dobrobytu, potrzebujemy imigracji. Wielu ludzi wskazuje na automatyzację, ale miejsca pracy, które znikną w przemyśle, pojawią się w opiece. Nasze społeczeństwo staje się coraz starsze i wielu z nas będzie potrzebować opieki przez długi czas. To niewygodna prawda.
Potrzebujemy dużych programów integracyjnych dla ludzi, którzy już do nas przybyli. Należy zdefiniować „obopólną korzyść”. Imigranci znajdują u nas pracę i dochody, a korzyść społeczna polega na podejmowaniu przez nich prac, które niekoniecznie należą do satysfakcjonujących.
Trzeba więc integrować, integrować i jeszcze raz integrować, ułatwiać dostęp do rynku pracy. Potrzebne są też nowe inicjatywy pedagogiczne. Należałoby także rozważyć obowiązek służby wojskowej.
HERFRIED MÜNKLER jest politologiem, pracuje na Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie.

JÜRGEN HARDT o granicy
Byłem na festynie w Solingen, na którym syryjski uchodźca zamordował trzy osoby. Gdyby działały konsekwentne kontrole graniczne, uniknęlibyśmy sytuacji, w której taka osoba w ogóle trafiłaby do naszego kraju.
Friedrich Merz postuluje, by kontrole graniczne, które okresowo trwały np. w czasie Euro 2024 r., wprowadzić w sposób stały i konsekwentny. Oczywiście to nie będzie granica, jak 30 lat temu albo w czasie zimnej wojny, gdy sprawdzano każdą osobę. To będą punktowe kontrole, które umożliwią wydajniejszą pracę policji, służb celnych itd. Nie będzie to oznaczać ograniczeń dla normalnego ruchu drogowego. Ale osoby, które wyraźnie nie będą uprawnione do otrzymania azylu, będą mogły zostać zatrzymane bezpośrednio na granicy i przekazane np. polskim funkcjonariuszom.
W ostatecznym rozrachunku potrzebujemy bardziej sprawiedliwego europejskiego systemu, który odciąży państwa, których granice są równocześnie zewnętrznymi granicami Unii.
JÜRGEN HARDT jest posłem CDU.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















