Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Najpiękniejsze miejsce na świecie

Najpiękniejsze miejsce na świecie

05.03.2018
Czyta się kilka minut
Edward Gierek zapowiadał, że śląska woda pogruchocze syjonistom kości. A jak wyglądał Marzec w Zagłębiu?
W

W poniedziałek 11 marca 1968 r. mecenas Ber Rozencwajg siada w gabinecie przy ul. Zwycięstwa w centrum Sosnowca. Rozkłada „Dziennik Zachodni”. Na drugiej stronie widzi przedruk artykułu z „Trybuny Ludu”.

Anonimowy autor tłumaczy czytelnikom kolejność wypadków, do których w ubiegły piątek doszło ponoć na Uniwersytecie Warszawskim. Sytuacja, ostrzega redakcja, wymaga wyjaśnienia ze względu na narastające plotki.

Tak więc, czyta niechętnie mecenas, grupa studentów wichrzycieli urządziła nielegalną burdę. Rozdawała ulotki o antypaństwowej treści. Udała się do rektora, domagając się przywrócenia na uczelnię studentów Michnika i Szlajfera i mówiąc, że jest „legalną opozycją”. Kiedy na Krakowskie Przedmieście przybyli robotnicy, by sprzeciwić się wichrzycielom oraz dać wyraz poparcia władzy robotniczej i socjalistycznemu państwu, studenci przywitali ich oburzającymi okrzykami: „Ciemniaki, precz z uniwersytetu”. Następnie aktyw robotniczy został obrzucony śniegiem, kamieniami i monetami. Do zaprowadzenia porządku przystąpiła Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej. Część studentów urządziła burdy na ulicach. Przyłączyli się do nich chuligani i żądna sensacji młodzież szkolna. Dopiero wtedy wkroczyła milicja. Wszelkie, rozsiewane prowokacyjnie pogłoski o jakichkolwiek ofiarach nie mają nic wspólnego z prawdą.

Prawda czy nie, mniejsza o to – mecenas przerywa lekturę i przerzuca strony. Po pierwsze dlatego, że mieszka w Sosnowcu, gdzie prowokacyjne pogłoski nie dotarły. Być może mówili coś w Radiu Wolna Europa, ale musiało to być w czasie sobotniego brydża. Po drugie, zamieszki nie dotyczą jego rodziny ani praktyki. Po trzecie, w tym samym numerze gazety George Best, fenomenalny napastnik Manchesteru United, który za dwa dni rozegra mecz z Górnikiem Zabrze na Stadionie Śląskim, w krótkiej rozmowie zapowiada wynik. MU, według Besta, wygra 3:0.

1967. CZERWIEC-WRZESIEŃ

16-latki Emilia i Oleńka docierają do schroniska na Skrzycznem. Trwa rajd młodzieży województwa śląskiego. W tym roku na beskidzkich szlakach.

Kiedy podchodzą do lady, w radiu podają wiadomości. Armia izraelska w zawrotnym tempie wypiera arabskie wojska z półwyspu Synaj. Dziewczyny patrzą na siebie i ściskają kciuki.

Aleksandra to najmłodsze z trojga dzieci Bera Rozencwajga. Ber, lublinianin, wybrał przemysłowy Sosnowiec, kiedy – po zdobyciu Berlina – zrzucił mundur żołnierza 2 Dywizji Kościuszkowskiej. Ma opinię wszechstronnego. Obsługuje odszkodowania po upaństwowionym mieniu i rozwody. Jak kłopoty, to do Rozencwajga.

Ojciec Emilii Gross zmarł na serce w 1953 r., głównie z powodu przeżyć sprzed dekady. Razem z żoną spędzili dziewięć miesięcy w ziemiance w Tarnopolu. Emilię i dwóch jej braci wychowuje mama.

Obie nastolatki uczą się w Liceum im. Emilii Plater. Po szkole, zwykle raz w tygodniu, biegną na Modrzejowską 5, gdzie na pierwszym piętrze mieści się Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów. Należą do sekcji młodzieżowej. W sali klubowej ogląda się telewizję, czyta gazety, pije herbatę i rozmawia ze znajomymi. Do sosnowieckiego oddziału należy 115 mieszkańców Sosnowca i Będzina.

Naprzeciwko kancelarii adwokackiej mieszka Zygmunt Sobelman, wdowiec. Wychowuje 14-letniego syna Michała, który kończy podstawówkę. Właśnie dostał się do najlepszego w mieście Liceum im. Staszica. W sobotę, gdy trwa ofensywa na Synaju, do Zygmunta przychodzą koledzy z Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego. Zygmunt jest tam kierownikiem bazy zaopatrzenia. Piją wódkę i świętują. Mówią: „Nasze Żydki zwyciężyły nad Arabami Rusków”, „Gnębili Stasia i Nel, to teraz płacą”.

Michał słyszał już o Izraelu, ponieważ kolekcjonuje znaczki. Znaczków z Izraela ma kilkanaście, wszystkie przyszły na listach od ciotki. Raz przysłała pomarańcze.

Okrzyki kolegów Zygmunta docierają do uszu sąsiadów, szczególnie do pana Mietka, który jest ormowcem. O radosnych libacjach z powodu izraelskiej agresji grzmi wkrótce w telewizji I sekretarz PZPR Władysław Gomułka. Urządzają je, mówi, syjonistyczne środowiska.

Sobelman z synem siedzą przy kolacji przed śnieżącym ekranem. Michał nie może zrozumieć, o kogo chodzi sekretarzowi. Tata ma niebieskie oczy i mówi literacką polszczyzną, czego nie można powiedzieć o jego kolegach z zakładu. Mówi, że jest Polakiem, a Żydzi zginęli w czasie wojny. Nie ma już żadnych Żydów. Więc o kogo w Sosnowcu może chodzić?

W czerwcu 1967 r. Michał rozumie, że niczego nie można być pewnym. Ale wciąż uważa, że mieszka w najpiękniejszym miejscu na świecie.

300 metrów od mieszkania Sobelmanów znajduje się dworzec. W kolejną czerwcową niedzielę zatrzymuje się tu pociąg Gliwice-Częstochowa, w którym siedzi Józek Zorski. Jest studentem Akademii Medycznej w Zabrzu, wcześniej uczył się w klasie z bratem Emilii. Prowadzi zakład fotograficzny przy głównej ulicy Sosnowca – tak znany, że rodzice komunijnych dzieci zapisują je do atelier Zorski z wyprzedzeniem. Józek jest instruktorem harcerskim i z grupą podopiecznych jedzie się wspinać na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Kiedy pociąg sunie wolno przez Sosnowiec, koleżanka z naprzeciwka mówi: „Straszne miasto. Tu mieszkali kiedyś Żydzi i Cyganie”. Józek drętwieje.

Oczywiście, gdyby miał odwagę, powiedziałby jej, że czuje się zarówno Polakiem, jak i Żydem. W tym momencie bardziej Żydem. Oraz że należy do jednej z zaledwie 50 rodzin, które wróciły do miasta po Zagładzie. Przedtem w stutysięcznym Sosnowcu mieszkało 20 tys. Żydów, teraz to jeden wielki cmentarz. 8 z tych 50 rodzin, w tym Zorscy i Rozencwajgowie, spotykają się co sobotę na brydżu.

Ale Józek nie ma odwagi. Od wczesnego dzieciństwa ukochana niania martwiła się o jego pochodzenie. W czasie wojny przez półtora roku Florentyna Nowak i jej mąż Franciszek ukrywali tatę i braci taty w centrum Sosnowca, a po wojnie była przekonana, że to jeszcze nie koniec. Radziła Józkowi, żeby śpiąc, przytrzymywał swój nos palcem do góry. Miała nadzieję, że będzie zadarty, gdyż zaczynał rosnąć w zły sposób. Nauczyła go, by się nie afiszował, korzystał z dobrego nazwiska i sympatii sosnowiczan dla ojca fotografa.

1968. STYCZEŃ-LUTY/MARZEC

Najserdeczniejsze życzenia noworoczne robotnikom Zagłębia przesyłają I sekretarz PZPR Władysław Gomułka, premier Józef Cyrankiewicz i przewodniczący Rady Państwa Edward Ochab. Na łamach „Dziennika Zachodniego” dziękują także załogom zakładów pracy za nadesłane życzenia i zalecają dalszą socjalistyczną czujność. Przypominają, że rok 1968 będzie miał wielkie znaczenie: odbędzie się V zjazd PZPR, podczas którego podsumuje się zdobycze socjalizmu i wytyczy cele, o które trzeba wciąż walczyć.

W partii zacznie się wkrótce kampania sprawozdawczo-wyborcza. „Nowe władze wkraczają w okres stabilizacji i wzrostu sił socjalizmu z jednej strony, z drugiej w okres konfliktu ogólnoświatowego wywoływanego agresywnym stanowiskiem USA i odwetowców zachodnioniemieckich” – piszą „Wiadomości Zagłębia”.

W styczniu część mieszkańców Sosnowca może się osobiście przekonać, do czego doprowadza imperializm. Czterech młodych obywateli Wietnamu odbywających praktykę zawodową w Wytwórni Maszyn Górniczych przyjmuje zaproszenie górników kopalni „Sosnowiec” i opowiada o bestialskich zbrodniach amerykańskich agresorów. Górnicy nie kryją oburzenia. Głos zabiera I sekretarz Komitetu Zakładowego Stanisław Malicki. W krótkim przemówieniu przypomina martyrologię narodu wietnamskiego i jego bezprzykładne męstwo. Po Malickim na mównicę wchodzi Bolesław Kula, górnik z wydziału III, który niemal płynnie odczytuje projekt rezolucji potępiającej agresję USA i domagającej się natychmiastowego przerwania aktów ludobójstwa.

Wrażliwość sosnowiczan wyraża się też na inne sposoby: młodzi modelarze postanawiają wykonać dwa modele pływające i dwa latające, a następnie przekazać je wietnamskim dzieciom.

Józek Zorski, który na wydziale lekarskim słynie z poczucia humoru, uwielbia parodiować odwiedzających Polskę wietnamskich dyplomatów. To jego popisowy numer podczas studenckich występów kabaretowych. Koledzy Józka to członkowie drużyny ZHP, która jak może wyśmiewa się z władzy. Na razie bezkarnie.

Emilia Gross zapisuje się do Związku Młodzieży Socjalistycznej, który w teorii przygotowuje uczniów do członkostwa w PZPR zarówno przez uświadomienie ideowe, jak obozy wędrowne. Emilia nie przejmuje się polityką: lubi mieć towarzystwo, a ZMS to gwarancja dobrej zabawy. Zresztą, w szkole należy do wszystkich możliwych kółek zainteresowań. Do wstąpienia do Związku zachęca ją profesor z liceum, przewodniczący szkolnej POP PZPR Bogusław Kabała, który z sympatią obserwuje Emilię, ale po ubiegłorocznym występie I sekretarza ma złe przeczucia.

Załogi zakładów przemysłowych zaczynają deklarować czyny produkcyjne i społeczne na rzecz V zjazdu. Na masówce w zakładach Intertex zobowiązują się np. do wyprodukowania 28 tys. kg czesanki i 22 tys. kg przędzy ponad plan. Przedzjazdowy czyn obejmuje całe Zagłębie.

1968. MARZEC

George Best się myli, Górnik wygrywa 1:0, ale żeby przejść do dalszych rozgrywek, brakuje mu jednej bramki.

W środę 13 marca Michał Sobelman szaleje przy radioodbiorniku. Sprawozdawcą meczu jest Jan Ciszewski, sąsiad Sobelmanów. Gdy czasem mijają się, kiedy redaktor wychodzi do pracy, Michał czuje łączność z wielkim światem. Podobne uczucie miewa, kiedy uda mu się kupić dźwiękową pocztówkę z przebojem Beatlesów.

Myli się również mecenas Rozencwajg. Piątkowe i sobotnie zdarzenia w Warszawie poruszyły niektórych mieszkańców Śląska i Zagłębia. W czwartek w Katowicach studenci organizują wiec, podczas którego chcą odczytać rezolucję poparcia dla Warszawy. Na placu Wolności milicja otacza zgromadzonych i wzywa do rozejścia się. Kiedy nie wszyscy reagują – przystępuje do pacyfikacji. Bije na oślep, szczuje psami. Podczas naprędce zorganizowanej masówki na placu Dzierżyńskiego wypowiada się I sekretarz KW PZPR Edward Gierek. Wskazuje, że za zamieszkami stoją osoby obcego pochodzenia, związane z Izraelem. Grozi, że „śląska woda” pogruchocze syjonistom kości.

Wiece robotników, od których oczekuje się wyrażania oburzenia, organizowane są w zakładach Sosnowca i okolic. W sali zbornej kopalni „Niwka Modrzejów” pojawiają się transparenty: „Nie pozwolimy syjonistom pluć na władzę ludową” i „Uczelnie ośrodkami nauki, a nie dywersji”.

Masówkę organizuje się łatwo. Kiedy sekretarz podejmuje decyzję, a wyznaczony członek partii zredaguje tekst o zalecanej przez Komitet Centralny treści, zatrzymuje się wydobycie i nie wpuszcza górników na zmianę. Zamiast zjechać na dół – idą do cechowni. Jeśli potrzeba więcej osób – poprzednia zmiana wyjeżdża na powierzchnię wcześniej. Transparenty przygotowują członkowie zakładowego kółka plastycznego. Ogólnie wiadomo, o co chodzi: potępiało się warchołów, potem imperialistów, teraz syjonistów. Za rok potępi się kogoś innego.

We wtorek 19 marca Władysław Gomułka przemawia w Sali Kongresowej. Wystąpienie transmituje radio i telewizja. Sekretarz wygraża pięścią i krzyczy, słuchacze co kilka minut przerywają mu brawami. Przemówienie jest długie i objaśnia, skąd biorą się problemy Polski oraz kto jest winien zajść na Uniwersytecie Warszawskim, o których awanturnicy poinformowali żądne sensacji zachodnie media.

Tata Michała Sobelmana zamiera przy odbiorniku. Co prawda niespecjalnie interesuje się polityką, ale dociera do niego, że za niepokoje społeczne odpowiadają chuligani, bananowa młodzież i Żydzi, którzy – jeśli nie przepadają za socjalistyczną Polską – mogą z niej wyjechać. Nikt nie będzie za nimi tęsknił.

Następnego ranka Michał czuje na sobie oczy przechodniów. Do tej pory nie czuł, ponieważ uważał, że się niczym nie wyróżnia.

Zygmunt wysyła syna do pana Kamera, który na ul. Modrzejowskiej naprawia pralki. Do Kamera chodzi się o 7 rano, ponieważ o 8 wychodzi do pracy w państwowym przedsiębiorstwie. Michał nie przepada za Kamerem, wydaje mu się, że jego mieszkanie cuchnie cebulą i czosnkiem. Wie z opowieści kolegów, że tak pachną mieszkania Żydów. Kamer otwiera drzwi i od razu pyta: „Co teraz będzie?”.

Państwo Grossmanowie prowadzą na Modrzejowskiej zakład hafciarski. Michał nigdy z nimi nie rozmawiał. Zaczepiają go, gdy biegnie do szkoły. „Zostajecie?”.

Mama koleżanki z klasy pociesza Michała: „Dobre dziecko z ciebie, tylko twój tata to Mosiek”.

Gita Brandsztedter Sztulberg, przewodnicząca sosnowieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów, pragnie w imieniu organizacji uczcić zbliżającą się 25. rocznicę Powstania w Getcie Warszawskim. A przy okazji zająć stanowisko po przemowie towarzysza Gomułki.

Towarzystwo, oznajmia w liście, składa hołd milionom Polaków, Żydów, Rosjan i bohaterom innych narodów, którzy zostali zamęczeni przez hitlerowców. Chce z wielką czcią wspominać tysiące Polaków, którzy z narażeniem życia własnego i rodzin nieśli pomoc Żydom, ukrywając ich w swoich domach, dostarczając żywności, lekarstw i innego rodzaju pomocy.

Zarząd sosnowiecki kategorycznie potępia nagonkę rozpętaną przez koła syjonistyczne i reakcyjne w USA, Izraelu, NRF i Anglii przeciw narodowi polskiemu, który oskarża się o współudział w mordowaniu Żydów. Potępia politykę USA wobec Wietnamu, jak również politykę militarystów izraelskich. Zarząd zgadza się z postulatami tow. Gomułki, wyrażonymi na spotkaniu z aktywem partyjnym w dniu 19 marca. Zarząd oświadcza, że członkowie towarzystwa jako pełnoprawni i odpowiedzialni obywatele Polski Ludowej będą pracować dla pokoju i rozwoju wspólnej ojczyzny.

Emilia Gross, która jest już w maturalnej klasie, rozmawia z mamą o wyborze kierunku studiów. Chce iść na prawo, jak jej nieżyjący tata, lub na biochemię. Mama naciska, żeby prawo sobie odpuściła. Co ty dziecko ze znajomością polskiego prawa zrobisz w szerokim świecie?

Mama jest zaniepokojona, bo jej najstarszy syn Marek, który za drugim razem dostał się na medycynę we Wrocławiu, ze względu na pochodzenie nie jest pewien swojego losu. Kiedy trwały strajki, przyjechał do domu. Nie chciał dać władzom uczelni pretekstu do skreślenia go z listy studentów. Obawia się, że ktoś mu wytknie, że jest Żydem i źle życzy własnemu krajowi. „Mamo, wyjedźmy”.

Sobotnie kółko brydżowe, do którego należy Rozencwajg, zaczyna dyskutować o sytuacji. Wcześniej rozmowy i kłótnie miały charakter wyłącznie karciany.

„Czego oni znów chcą?” – pyta mecenas. Ani on, ani Zorski nie mają zamiaru opuszczać Sosnowca. Niestety, kolega ze stolika, inżynier techniczny zakładów FAKOP, dostał właśnie wymówienie. Powodem było „skrzywienie rewizjonistyczne”. Jego żona chce wyjechać.

Rozencwajg uspokaja: wszystko minie. Przekonuje: „I co powiesz, jak się znajdziesz w Ameryce? Żeś w FAKAPIE pracował? Nikt cię nie zatrudni”.

Potem wszyscy śmieją się wesoło z żartu językowego. Grają, jak zwykle, do rana.

Do Zygmunta Sobelmana przychodzą znajomi, sami Żydzi. Inni przestali. Najczęściej pojawia się pan Lewkowicz, który zmienił imię na Stanisław, powiesił w domu portret księdza Wyszyńskiego i do tej pory uważał, że niczym się nie wyróżnia. Przynosi nowe, niepokojące pogłoski. Słyszał, że w Warszawie jest plan, by wszystkich Żydów wysłać na Mazury, gdzie ma powstać obóz koncentracyjny.

Obaj są przerażeni. Stanisław przebywał w Oświęcimiu, Zygmunt stracił tam rodziców i pierwszą żonę. Z całej rodziny wojnę przeżył jeden kuzyn.

Michał jest już uczniem pierwszej klasy. Ma nauczyciela z przedwojennym doświadczeniem. Wczoraj wezwał Michała do tablicy i zadał rozluźniające pytanie: „A czego wy Żydki nie jecie w Palestynie?”. Michał nie wie, skąd miałby wiedzieć. Koledzy z klasy go lubią. „Kto by się głupotami przejmował”, mówią na przerwie.

Następnego dnia do domu Sobelmanów puka sąsiad z ORMO: „Jakie są państwa dalsze plany? Oczywiście potrzebujemy dobrych Żydów, ale czy nie wyjeżdżacie przypadkiem?”.

Inżynier W., zatrudniony w KWK Sosnowiec, 1 maja wywiesza flagę i po pochodzie wyjeżdża na weekend. Niestety, wraca dopiero 4 maja, co oznacza, że flaga wisiała również dzień wcześniej. A przecież 3 maja to stanowczo nie jest już dzień świąteczny. Czujne oko sąsiadów wypatrzyło zaniedbanie. Inżynier zostaje wezwany na egzekutywę, gdzie tłumaczy się z powodu wyjazdu bez uprzedniego zdjęcia flagi w odpowiednim czasie. Wieloletnie doświadczenie i rozgrzebane inwestycje, których dogląda, sprawiają, że udaje mu się utrzymać stanowisko.

Emilia składa podanie na biochemię, na Uniwersytet Łódzki. Przed maturą wzywa ją prof. Kabała. Wręcza rekomendację od Zarządu Miejskiego ZMS, z Warszawy. Kabała uważa, że powinna dołączyć ją do podania, wtedy będzie bezpieczna.


CZYTAJ WIĘCEJ ARTYKUŁÓW ZE SPECJALNEGO DODATKU MARZEC. 50 LAT PÓŹNIEJ >>>


 

1968. Czerwiec-sierpień

Jeszcze przed świętem Manifestu Lipcowego sosnowiczanie mogą cieszyć się z ukończenia niezbędnych inwestycji. W sumie, do 22 lipca, miasto odda ich 18.

W czerwcu można podziwiać nową płytę pamiątkową ku czci ofiar faszystowskiej okupacji, ufundowaną przez pracowników Zakładu Geologicznych Urządzeń Wiertniczych. Została odsłonięta w miejscu męczeństwa przy ul. Nowotki. Prócz płyty do użytku zostanie oddany sklep mięsny i ogólnospożywczy, zieleniak, łaźnia i szatnia w Zakładach Urządzeń Chemicznych. Na pewno – biurowiec Państwowej Spółdzielni Spożywców. Prawdopodobnie uda się ukończyć budowę parkingu naprzeciwko dworca.

Jest pewne, że wizja Sosnowca Przyszłości jest imponująca.

Emilia dostaje list z Łodzi. Przyjęta!

Mama Emilii spotyka się za to z koleżanką z Katowic. Koleżanka jest przewodniczącą tamtejszego TSKŻ. Jej syn był jednym z najlepszych uczniów w najlepszym katowickim liceum. Nie dostał się na studia. Rodzina postanawia opuścić Polskę.

W połowie czerwca do harcerskiej rady kręgu studentów Akademii Medycznej, której członkiem jest Józek Zorski, przyjeżdża edukator z Komitetu Wojewódzkiego. Realizuje plan dogłębnego uświadamiania młodzieży studenckiej, która w marcu doznała zaćmienia. Dziesięcioro harcerzy słucha, że Żydzi zmienili wiarę i nazwiska po to, by Polakom zaszkodzić. „Wypalimy ich, towarzysze, wypalimy do dna. Nie pozwolimy im rządzić”.

Józef nie wierzy własnym uszom, kiedy kolega z rady zadaje pytanie: „A czy oni, towarzyszu, mogą z Polski wyjechać?”. „Mogą, ale nie chcą, czekają na sygnał”.

Józek widzi, że najbliżsi koledzy ulegają argumentom edukatora.

Jedzie pociągiem do domu i oświadcza ojcu, że wyjeżdża z kraju.

Ojciec mówi: nie ma mowy. Nigdy nie należał do żadnej partii. Zaraz po wojnie zmienił w dowodzie imiona rodziców na: Rozalia i Jan. Dlaczego ma się niepokoić? Przed zakładem stoją kolejki. W sezonie ślubnym ma dużo zamówień na zdjęcia w królewskich dekoracjach: przy złoconych meblach, przy zdobionych wazonach. Zorski wychodzi naprzeciw oczekiwaniom.

Rozwodnicy i kamienicznicy, klienci mecenasa Rozencwajga, też pytają: „A pan mecenas?”. Sekretarki Bera szybko zmywają gwiazdy Dawida, które od czasu do czasu pojawiają się na niewielkim szyldzie. Mecenas uważa, że niezbyt często.

Rozencwajg koncentruje się na pracy, a Służba Bezpieczeństwa na tym, czy wykonuje ją właściwie.

Od 1959 r. w wojewódzkim urzędzie bezpieczeństwa prowadzona jest kontrola operacyjna osoby podejrzanej o skrzywienie imperialistyczno-syjonistyczne: okazało się, że Ber utrzymuje kontakt z osobami z krajów kapitalistycznych. Sprawie zostaje nadany kryptonim „Mecenas”.

21 sierpnia w KWK „Sosnowiec” trwa masówka w związku z braterską pomocą wojsk Układu Warszawskiego w zagrożonej chaosem ideologicznym Czechosłowacji. Czechosłowacy poprosili, więc zaprzyjaźnione państwa nie mogły odmówić.

W czasie masówki dochodzi do nieprzyjemnego incydentu: pewien członek dozoru zadaje niekonsultowane pytanie. Człowiek ten znany jest ze stawiania pytań nie na temat, więc w dniu masówki zlecono mu delegację. Niestety, wraca i pyta, czy w ramach przyjacielskiej pomocy ZSRR mógłby oddać Kresy Wschodnie, które mogłyby być spichlerzem Polski i zmniejszyć niedobory w zaopatrzeniu.

Koledzy zdejmują go z mównicy. Kilka dni później otrzymuje pomoc w zamkniętym zakładzie dla umysłowo chorych.

1968. WRZESIEŃ-GRUDZIEŃ

Od wczesnego ranka 12 września ulice miasta wypełnia rozśpiewana młodzież w białych koszulach i bluzkach oraz w czerwonych i zielonych krawatach. Ponad 15 tysięcy członków ZMS i ZMW ciągnie do Parku Sieleckiego na wojewódzki Zlot Młodych Przodowników Pracy i Nauki. Po złożeniu hołdu bojownikom rewolucji i zaciągnięciu wart doświadczeni towarzysze wręczają 200 legitymacji nowym członkom. Następnie wszyscy udają się do amfiteatru, gdzie zaczyna się część oficjalna. Na mównicy pojawia się towarzysz Gierek, który powtarza, że konieczne jest wzmocnienie ideowego kręgosłupa, zwłaszcza w obliczu wzmożenia sił wrogich socjalizmowi.

11 listopada w Sali Kongresowej w Warszawie zaczyna obrady V zjazd Partii. Kiedy Władysław Gomułka wita się z delegatami, w sosnowieckich zakładach zaciągnięta jest warta zjazdowa, o czym informują czerwone proporce zatknięte obok stanowisk pracy.

W nowej studenckiej grupie Emilii w Łodzi jest chłopiec, który nazywa się Nissenbaum. Na balu Emilia podchodzi do niego i mówi, że jest Żydówką. Chłopiec spogląda niepewnie, ale potem wydaje się być ucieszony. Mówi, że chyba nie skończy studiów w Polsce.

Do fotografa Zorskiego przychodzą klienci i pytają: „A pan to jedzie czy zostaje?”. Józef mówi ojcu: „Uciekajmy, byle dalej. Nie chcę kończyć studiów w Rokitnicy”.

Zygmunt Sobelman nie może odpędzić myśli o obozach. W listopadzie odwiedza posterunek milicji na ul. Zwycięstwa. Oddaje dowód osobisty i zrzeka się obywatelstwa. Profesorowie w liceum żałują Michała: „Oj, co ty chuchro zrobisz w tym Izraelu. Jak karabin utrzymasz?”.

Michał wstydzi się, że jadą do Izraela, więc mówi, że do Australii. Wszyscy, których zna, też chcieliby na Zachód. „Mój Boże, po co ty musisz wyjeżdżać – załamuje ręce sąsiadka. – Taki ładny z ciebie chłopiec”.

Kiedy przed Bożym Narodzeniem rodzina Grossów siada przy wspólnym stole, rozmawia tylko o wyjeździe. Znajomi podjęli decyzję, alibi już nie ma. Mama Emilii ma 62 lata i nie ma zawodu. Nie wie, co mogłaby robić w obcym kraju. Emilia nie chce nigdzie jechać. Ma przyjaciół i dobry wygląd. Nie zna hebrajskiego ani jidysz, nigdy nie była za granicą, w kraju kapitalistycznym. Jurek i Marek Grossowie chcą do Szwecji. Koniecznie.

Emilia się dziwi. Zapalaliśmy świeczkę w piątek, to wszystko. Nigdy nie byliście nawet w TSKŻ! Mama decyduje: nie macie wykształcenia, nie wiadomo, co was czeka. Oraz: albo wszyscy, albo nikt.

Zostają.

Zagłębiowscy delegaci wracają z obrad V zjazdu PZPR. Wzruszenia nie kryje zwłaszcza Henryk Kamińczak, który z Komitetu Zakładowego trafił do Centralnego. Na zebraniu w domu kultury kopalni Milowice mówi: „Ani przez chwilę nie przypuszczałem, że ja, zwykły robotnik, znajdę się w takim zacnym gronie. Wielką wskazówką na przyszłość była końcowa wypowiedź towarzysza Wiesława, który powiedział, że jesteśmy ostoją władzy ludowej. Wydarzenia marcowe udowodniły, że otwarte wystąpienie przeciw partii nie ma żadnych szans. Inspirowani przeciwnicy zdali sobie z tego sprawę”.

1969. WIOSNA

Kolega Emilii nie pojawia się po przerwie noworocznej. Wyjechał bez pożegnania.

13 maja Michał i Zygmunt Sobelmanowie wsiadają do pociągu na peronie drugim. Jadą do Katowic, tam wsiądą do pociągu, który z Dworca Gdańskiego w Warszawie jedzie do Wiednia.

Józef Zorski idzie do sosnowieckiej wojskowej komendy rejonowej złożyć książeczkę wojskową. Oficer przegląda ją i czyta: Józef, syn Heleny i Zygmunta, Zygmunt, syn Jana i Rozalii. „Jak, was, Żydzi, cholera, rozpoznać?”.

Kiedy Józef wychodzi z komendy, nie ma wątpliwości, że podjął właściwą decyzję. Nie mówi kolegom ze studiów, że wyjeżdża. Nie ma siły tłumaczyć.

Zygmunt Zorski idzie do komendy następnego dnia. W jego dokumentach wpisany jest udział w kampanii wrześniowej.

„O, biliśmy Niemców” – chwali wojskowy. „Ja biłem, a co pan robił, to nie wiem” – odpowiada Zorski.

Dzień później wystawia na sprzedaż zakład. Po 69 latach działalności Foto Zorski przestaje istnieć. Rodzina sprzedaje go za 150 dolarów.

Mama Emilii Gross dowiaduje się, że będą wyburzać kamienicę, w której mieszka jej rodzina. W urzędzie informują, że dostaną zastępcze dwupokojowe mieszkanie, niestety dużo mniejsze. Tylko takie ma w ofercie wydział lokalowy. Pani Gross uważa, że to nie fair. Nie wyprowadzi się, mogą wyburzać, z domu nie wyjdzie.

Wtedy dowiaduje się, że wkrótce dostępne będzie mieszkanie po Zorskich. Składa podanie z dokładnym adresem. Sadowa 4, mieszkanie trzypokojowe. Po miesiącach urząd wyraża zgodę. Grossowie nigdy nie mieli takich luksusów.

W czerwcu Zarząd Główny TSKŻ w Warszawie decyduje o zamknięciu oddziału w Sosnowcu. Informuje Radę Miejską. Na list błyskawicznie odpowiada Leszek Rudzki, wiceprzewodniczący Rady. Prosi, by członkowie bezzwłocznie przekazali do Rady majątek Towarzystwa, z którego skorzysta teraz prezydium, Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej i Liga Kobiet.

W czerwcu Emilia wraca na weekend z akademika w Łodzi i biegnie do TSKŻ spotkać znajomych. Na drzwiach wisi kartka, że zamknięte. Emilia rozumie: władza tak chciała, nic nie można zmienić.

Czesław Ludwiczek, dziennikarz sportowy, który współpracuje z „Trybuną Robotniczą” i „Dziennikiem Zachodnim”, dziwi się, że niektórzy opuszczają miasto. Przecież nic specjalnego się nie dzieje. Czasami ludzi trudno zrozumieć.

Małżeństwo Rozencwajgów przestaje urządzać soboty brydżowe. Partnerzy znajdują się obecnie na czterech kontynentach. ©

EWA WINNICKA jest reporterką związaną z tygodnikiem „Polityka”, dwukrotną laureatką nagrody Grand Press, autorką książek „Londyńczycy”, „Angole”, „Był sobie chłopczyk” i „Milionerka”. Powyższy tekst jest skróconym rozdziałem książki napisanej wspólnie z Cezarym Łazarewiczem, „1968. Czasy nadchodzą nowe”, która 14 marca ukaże się nakładem wydawnictwa Agora.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]