Nadzieja

W chwili, kiedy ksiądz Adam odbierał z rąk prezydenta wysokie odznaczenie i fetowano laureatów Medalu Świętego Jerzego, nie było mnie, niestety, w krakowskich Sukiennicach.
Czyta się kilka minut

Tego dnia pojechałem do Lasek na umówione kilka miesięcy wcześniej seminarium, którego organizatorem był warszawski KIK. Rozmawialiśmy o tym, jaka jest dziś rola świeckich w Kościele, jak głosić Ewangelię zmieniającemu się światu i jak w tym dziele współpracować z duchownymi.

Ku mojemu zaskoczeniu atmosfera spotkania była raczej pogodna. Przywykłem do tego, że w trakcie podobnych dyskusji częściej się ostatnio rozlicza i narzeka, niż dzieli nadzieją i coś konstruktywnego proponuje. Tymczasem w Laskach nie upichciliśmy wprawdzie żadnego rewolucyjnego programu naprawy świata, ale przynajmniej wskazaliśmy kilka miejsc, w których coś można zrobić lepiej. Nie biliśmy się przy tym w cudze piersi, nie zachowywaliśmy jak mieszkańcy oblężonej twierdzy czy obrońcy sprawy przegranej, ale jak ludzie, którzy po jednym czy drugim niepowodzeniu są w stanie wstać, otrzepać się i pójść dalej z jasną twarzą. W końcu nawet najmłodsi z nas coś tam jednak o świecie i Kościele już wiedzą, a poza tym mamy świadomość, że nawet jeśli sami nie jesteśmy dostatecznie dalekowzroczni, to przynajmniej stoimy na ramionach olbrzymów. Krążył gdzieś pomiędzy nami duch ks. Jana Ziei, który twierdził, że ewangelizację trzeba zacząć od samych katolików. I duch Stefana Swieżawskiego, który pod koniec życia mówił o powrocie do Nazaretu, do duchowości dnia codziennego, do form małych i dyskretnych. I Jerzego Turowicza, który w Kościele - mimo wszystkich krytyk, jakie na jego temat czytał i jakich sam mu nie szczędził - czuł wiejący przez dzieje wiatr Ducha Świętego.

Mówię "my", ale kogo mam na myśli? W Laskach spotkało się środowisko "kikowo-znakowe", ale przecież nie jego pełna reprezentacja. I "kikowa" część, i "znakowa" są dziś porozbijane na grupy i frakcje, a spotkanie w Laskach nie miało być żadnym kongresem zjednoczeniowym. Więc "my" to "katolicy otwarci", każdy, kto odnajduje się pod tym szyldem, wszystko jedno, czy czyta "Tygodnik", czy akurat go kontestuje? Można się zgodzić na taką identyfikację - wszakże z zastrzeżeniem, które także padało w naszych rozmowach. Bo kiedy my identyfikujemy się jako "otwarci", to pozostali z konieczności spychani są na pozycje "zamkniętych" i robi się coś podobnego, jak wtedy, kiedy pojawiają się "prawdziwi" patrioci i reszta musi tłumaczyć się z "nieprawdziwości".

Więc choć żałuję, że nie oklaskiwałem Adama i znakomitych laureatów w Krakowie, to i nie żałuję, bo w końcu byłem w Laskach w tej samej sprawie, o którą im chodzi. Staliśmy z bratem Morisem przed laskowym kościółkiem i rozmawialiśmy nie o zakupach byłego premiera ani esejach obecnego, ale o tym, jak trudno w życiu zachować równowagę między aktywnością a kontemplacją. Słońce pięknie świeciło i topiło nocny śnieg. W czasie poobiedniej przerwy odwiedziłem w szpitaliku panią Teresę. Na ścianach jej pokoju wiszą kolorowe obrazki namalowane przez niepełnosprawnego mężczyznę. W Krakowie nagradzają za walkę ze smokami, a na obrazku u pani Teresy smok wychodzi z pieczary z sercem na dłoni. Jest taka miłość, co nawet smoka oswoi... Trudno w to uwierzyć? Nie wszędzie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 14/2011