Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Na pomoc wyobraźni

Na pomoc wyobraźni

10.05.2015
Czyta się kilka minut
Naszym pierwszym zadaniem jest zwrócenie uwagi na fakt, że żyjemy w świecie, który w ogromnym stopniu przeobraziliśmy, nawet tego nie zauważając.
C

Czy dziś można jeszcze zastanawiać się nad naturą, snuć rozważania o ogrodach, rozmyślać nad związkami człowieka z dziką przyrodą ożywioną i nieożywioną, skoro prawie całe nasze środowisko zamieniło się w betonową klatkę? Większość z nas nigdy nie widziała „na własne oczy” krajobrazu nieprzetworzonego przez człowieka. A nawet jeśli sądzimy, że obcujemy ze środowiskiem naturalnym – jedziemy w góry lub nad morze – to mylimy się, i to bardzo.

Prawie już nic na Ziemi nie przetrwało w stanie naturalnym. Wydaje się więc, że ekokrytyka, badająca związki człowieka z przyrodą, nie ma we współczesnym świecie wiele do powiedzenia. Nic bardziej mylnego. O konieczności istnienia narracji ekokrytycznych przekonuje Julia Fiedorczuk, pisarka i zaangażowana krytyczka.

Pierwszym zadaniem refleksji ekokrytycznej jest zwrócenie uwagi właśnie na to, że żyjemy w świecie, który w ogromnym stopniu przeobraziliśmy, ale nawet tego nie zauważyliśmy.

Przywoływani przez Fiedorczuk amerykańscy i brytyjscy ekokrytycy przekonują nas, że najdłużej promowana w ludzkiej historii idea dwubiegunowości świata jest dziś szkodliwa. Podział na kulturę i przyrodę (naturę) to pomysł usprawiedliwiający dominację ludzi na Ziemi. Służył on do tego, by nasz świat można było ukierunkować przede wszystkim na rozwój, kolonizację i podporządkowanie sobie innych. Teraz jednak, gdy bardziej niż kiedykolwiek postęp grozi katastrofą, musimy brać pod uwagę długotrwałe konsekwencje naszych działań. Dlatego tak istotne jest uświadomienie ludziom, że posiadanie języka, tworzenie sztuki lub umiejętność posługiwania się narzędziami – dotychczasowe wyróżniki gatunku ludzkiego – nie powinny być pretekstem do wywyższania się ponad inne ziemskie istnienia. I tu właśnie zjawia się literatura, sztuka i ekokrytyka, które mogą pracować nad naszą wrażliwością i wyobraźnią.

Niemal wszyscy wiemy, że wypalając trawy, wrzucając ścieki do wody, betonując miasta i wycinając drzewa dewastujemy środowisko. A jednak nadal to robimy. Ekokrytycy kładą więc nacisk nie tylko na edukację ekologiczną, ale i na kwestię wyobraźni. Fiedorczuk przytacza słowa Lawrence’a Buella, który twierdzi, że „kryzys ekologiczny to przede wszystkim kryzys wyobraźni”. Zawodzą nas zmysły, które nie potrafią zarejestrować niebezpiecznych substancji: na przykład szkodliwych azbestowych materiałów. Zawodzi nas umysł, który nie jest w stanie absorbować tak różnych informacji z różnych, czasem odległych miejsc. Zupełnie obojętna może wydać się nam wiadomość o wycinaniu lasów tropikalnych albo o katastrofie platformy wiertniczej na Pacyfiku. Jednak różne zjawiska techno-biologiczne, przekraczające granice naszej percepcji, możemy na powrót uchwycić dzięki sztuce i literaturze.

Przyglądając się różnym literackim przedstawieniom przyrody ożywionej i nieożywionej, Julia Fiedorczuk zwraca uwagę, że wrażliwość na „naturę” (biofilia) nieodłącznie związana jest z wrażliwością społeczną. Ekokrytyka rozprawia się z argumentem tych, którzy mówią: najpierw zajmijmy się biednymi dziećmi, a potem żabami na autostradach. Jedno i drugie musi być poprowadzone równolegle. Tylko wówczas, gdy uda nam się powiązać ze sobą biedę, wyzysk różnych grup społecznych i działania dewastujące środowisko, będziemy mogli mówić o początku rewolucji ekologicznej. A – jak przekonuje Fiedorczuk w swojej książce – bardzo potrzebujemy takiej rewolucji.

Na czym ona miałaby polegać? Fiedorczuk jasno określa kierunek pożądanej zmiany. Przede wszystkim odżegnuje się od idealizacyjnych ujęć przyrody. Sielska wieś lub matka natura to niektóre ze stereotypowych i sentymentalnych przykładów uczłowieczania przyrody. Taka humanizacja jest groźna, bo sprawia, że opieką i troską otaczamy wyłącznie to, co bliskie naszemu sercu i estetycznie przyjemne. A nie chodzi o to, by zawierzyć porywom serca. Fiedorczuk dystansuje się także od ujęć demonizujących naturę. Według autorki ekokrytyczna refleksja odbiera nam alibi w postaci przekonania o nadrzędności człowieka pośród innych gatunków i wzywa do współodpowiedzialności za nie oraz za przyszłe losy Ziemi. ©

Julia Fiedorczuk „Cyborg w ogrodzie. Wprowadzenie do ekokrytyki”, Wydawnictwo Naukowe Katedra, Gdańsk 2015.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]