Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Sprzedać Wawel na cegłę

Sprzedać Wawel na cegłę

13.06.2016
Czyta się kilka minut
Trzeba od czasu do czasu pomyśleć o ziemi, którą będą oglądać inni. Wydaje się, że ostatnią już możliwością ratowania białowieskich lasów jest mobilizacja międzynarodowej opinii publicznej – przypominamy artykuł Czesława Miłosza z „TP” z 1996 r.
Fot. Andrzej Sidor / FORUM
E

Ekolog w wieku lat dwunastu, rysowałem mapy mojego państwa, którego cała powierzchnia była lasem, i zaczytywałem się powieścią Mayne Reida o dziewiczych lasach nad Amazonką. Pewien wpływ na to mógł mieć prenumerowany przez mego ojca „Łowiec Polski” oraz dyskusje o rewirach głuszca i łosia w Puszczy Rudnickiej. Faktem jest, że pionierami ochrony przyrody byli zawsze myśliwi, a że polowanie stanowiło niegdyś przywilej monarchy i książąt, dzięki nim zachowały się w Europie większe kompleksy leśne, następnie zmienione w parki narodowe – Forêt de Fontainebleau, Dolina Aosty, Białowieża (kiedyż wreszcie cała Białowieża zostanie uznana za park narodowy?). Od czasu najazdu Normanów na Anglię i Wilhelma Zdobywcy, który wprowadził drakońskie prawa, żeby chronić królewskie jelenie, w ciągu wielu stuleci trwała w różnych krajach Europy, to dogasając, to nabierając siły, walka o dostęp do lasu pomiędzy arystokracją i plebejuszami. Rewolucja Francuska wyraziła się nie tylko rozbijaniem młotami głów świętych na romańskich portalach, również mordowaniem w lasach wszystkiego, co biega i lata.

Chude sosenki

Inne też spięcie znaczy dzieje lasów europejskich, pomiędzy wolą ich zachowania i zapotrzebowaniem na drewno. Potęgę Wielkiej Brytanii, wyspy, zapewniły okręty, surowcem do ich budowy było drzewo, ale tylko wysokiego gatunku, przede wszystkim dębu, na wiązania kadłuba. Ubytek lasów dębowych utrwalił się w piśmiennictwie angielskim debatami w XVI i XVII wieku. Wahania rynku drzewnego w Anglii, głównie cen na dąb i sosnę masztową, nie były bez związku ze spławem drzewa Niemnem i Dźwiną. Bardzo wysokie ceny w okresie Rewolucji Francuskiej skłoniły do przyśpieszonego cięcia resztek puszcz i bogacenia się niemieckich kupców w Rydze. 


CZYTAJ TAKŻE:

Adam Wajrak: Tekst Czesława Miłosza sprzed 20 lat dziś czytam ze wzruszeniem, bo tak wiele udało się od tego czasu dla Puszczy zrobić, ale też z poczuciem, że najważniejsze jego przesłanie wciąż się nie urzeczywistniło.


Słowo „las” wywołuje dzisiaj inne skojarzenia niż kiedyś. Lasy w dawnej Polsce na przykład były mieszane, z przewagą dębu wysokopiennego, grabu i lipy, czyli miały niewiele wspólnego z chudymi sosenkami, które zajęły ich miejsce. Narzekania w „Satyrze” Kochanowskiego znaczą, jak się zdaje, moment, kiedy wycięto w Polsce lasy liściaste. Trudność ich odtworzenia i szybszy cykl wzrostu drzew iglastych zmieniły krajobraz. Przedmiotem hodowli w krajach od stuleci prowadzących gospodarkę leśną są najszybciej opłacalne rodzaje budulca. Tak też w Japonii. Kyoto leży wśród pagórków otoczonych ogromnymi lasami cedrowymi, sadzonymi gęsto, co chyba świadczy o zapotrzebowaniu tamtejszego drewnianego budownictwa mieszkaniowego na drągowinę raczej niż belki.

Las przemawia do wyobraźni i w poezji wielu języków dostarcza obrazów mitycznych. W angielskim jest to mit wesołych buntowników, panów z drużyny Robin Hooda, czy podobnych do nich dworzan wygnanego księcia, rezydujących w Lesie Ardeńskim u Szekspira. W języku polskim łączą się, grottgerowsko, las i powstanie. Ale co znaczy Matecznik u Mickiewicza? Trochę dziwne, że mimo wielu studiów o „Panu Tadeuszu” nie zastanawiano się, jaki jest rodowód i prawdziwy sens legendy o sercu puszczy. Nie przyszłoby do głowy klasykom wzruszać się jakimiś bagnami i wykrotami, czyli bardzo to już romantyczne, spokrewnione z powieściami Fenimore’a Coopera, którego uważano wtedy za wielkiego pisarza, a także z krajobrazami dzikiej amerykańskiej przyrody pędzla romantycznie nastrojonych malarzy. Gdyby nawet istniało takie pokrewieństwo, sprawa na tym się nie kończy i można oczekiwać pokaźnego rozmiarami dzieła o głębszym uczuciowym znaczeniu tej legendy.

Leśna wyspa

„Kiedyż wreszcie cała Białowieża zostanie uznana za park narodowy?” Używam mego pióra w nadziei, że jednak, pośród zażartej walki polityków, niemających czasu ani energii na sprawy trwające dłużej niż ich kadencje, można skutecznie przypomnieć o czymś, co dotyczy wspólnego dobra wielu pokoleń.

Mam przed sobą „Projekt utworzenia Parku Narodowego Puszczy Białowieskiej”, opracowany przez Włodzimierza i Bogumiłę Jędrzejewskich z Zakładu Badania Ssaków PAN w Białowieży, złożony we wrześniu 1994 r. w Ministerstwie Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Zarazem w „Kulturze” paryskiej z grudnia 1995 r. czytam alarmujący artykuł Piotra Daszkiewicza „Puszcza Białowieska nie może zginąć”, zaopatrzony w motto z pism szwajcarskiego malarza i ekologa Roberta Hainarda: „Walczyć o przyrodę to uniknąć potępienia człowieka”. 

Jakże więc jest dzisiaj z ostatnim w Polsce lasem królewskich łowów? Cytuję z „Projektu”: „Puszcza Białowieska to ostatni fragment naturalnych lasów liściastych i mieszanych, które w Europie zajmowały niegdyś obszar od Atlantyku do Uralu”. Tylko więc tam można przekonać się, jak wyglądały dawniej polskie lasy. Nigdzie indziej nie występuje też tyle gatunków roślin (dotychczas opisano 4500), zwierząt, ptaków i owadów. Nigdzie indziej naukowcy nie mogą obserwować procesów ekologicznych lasu, nie zniekształconych przez człowieka. Badania posłużyły im do napisania 2500 prac naukowych. „Często są to prace o podstawowym znaczeniu dla nauki światowej”. Zbierane są materiały do dalszych opracowań.

Jagiellonowie lubili polować, ale ich następcy również dbali o tę leśną wyspę. „Celowa, trwająca ok. 500 lat ochrona Puszczy, prowadzona konsekwentnie od czasów Jagiellonów aż do I wojny światowej, to pierwszy i jedyny przykład ochrony przyrody przez stulecia”. W tym względzie nic się nie zmieniło po rozbiorach, bo Puszcza była chroniona jako teren łowiecki carów. Ciąć zaczęli dopiero Niemcy podczas I wojny i wywieźli 5 milionów m kw. drewna. Po odzyskaniu niepodległości utworzono w 1921 r. Białowieski Park Narodowy, ale zajmuje on zaledwie 8 proc. powierzchni polskiej części Puszczy. Zniszczona wojną, Polska potrzebowała pieniędzy i oddała w latach 1924–1929 eksploatację Anglikom, którzy wycięli 1,6 miliona m kw. drewna, następnie zajmowało się nią polskie leśnictwo, wycinając 8,4 miliona m kw. Okupacja sowiecka też dokonała „poważnych zniszczeń”, natomiast za II wojny światowej Puszcza była chroniona jako Reichsjagdgebiet Göringa.

Obszar tak się teraz przedstawia. Puszcza po polskiej stronie liczy 595 km kw., z czego na Park Narodowy przypada 53,5 km kw., na rezerwaty przyrody 23,3 km kw., to znaczy pod ochroną jest razem 13 proc. powierzchni. Resztę stanowi tzw. las gospodarczy. Natomiast cała puszcza po stronie białoruskiej (880 km kw.) została w 1991 r. objęta parkiem narodowym pod nazwą „Biełowieżskaja Puszcza”, w większości złożonym z rezerwatów przyrody. Dopóki cała polska część nie będzie objęta parkiem, niemożliwe jest ujednolicenie zasad zarządzania. 

Dewastacja części „gospodarczej” polega przede wszystkim na wycinaniu starego drzewostanu i zastępowaniu go innymi gatunkami, iglastymi. Średni wiek lasów gospodarczych obniżył się do 70 lat, w Parku Narodowym natomiast jest prawie dwa razy wyższy, 130 lat. W lesie gospodarczym przeważają już sosna i świerk, w Parku Narodowym dąb, grab, lipa, brzoza, olcha, jesion.

Ogrzewanie węglem osiedli i miasteczek w Puszczy zatruwa powietrze dwutlenkiem siarki. Zagrożenie latem określa się jako niskie, zimą – jako średnie. Gorzej jest z zanieczyszczeniem wód. Dwie rzeki Puszczy, Narewka i Leśna, zbierają ścieki z miasteczka Białowieża (może budowa oczyszczalni jest już zakończona?) i z Hajnówki. „Leśna, przepływająca przez całą puszczę, poniżej Hajnówki jest biologicznie martwym, cuchnącym ściekiem”.

Kartka wyborcza przeciw sekwojom

Dlaczego nie włączono Puszczy do Parku Narodowego, jeżeli Białorusini zdobyli się na to w 1991 r.? Zdawałoby się, że skromny nawet zakres koordynacji z sąsiadem prowadziłby wtedy do takiego rozwiązania. Oczywiście argumentem przeciwników Parku jest potrzeba pieniędzy z eksploatacji lasu gospodarczego. Zysk przeciwko ochronie przyrody – to przecie stałe przeciwieństwo we wszelkich debatach toczonych w różnych krajach, ale świadomość zniszczeń dokonanych przez człowieka datuje się dopiero od niedawna, podczas gdy chciwość zysku działała przez wieki, nie znajdując prawie żadnych granic (poza, tu i ówdzie, wolą monarchów). 

Nie z innego powodu znikły puszcze na wschodnim brzegu Ameryki, a obecnie każdego dnia ubywa dziewiczego lasu nad Amazonką, z groźnymi następstwami dla klimatu naszej planety. Najprościej byłoby powiedzieć, że to drapieżny kapitalizm, nieznający żadnych innych względów poza zyskiem, występuje jako niszczyciel. Jednakże szkody wyrządzone środowisku naturalnemu przez zakłady przemysłowe w Związku Sowieckim są nieporównywalnie większe niż w krajach kapitalistycznych. Faktem jest również, że ruch ekologiczny powstał właśnie w krajach Zachodu i doprowadził do wielu pożytecznych inicjatyw, jak choćby skuteczna walka z zanieczyszczeniem wód w Szwecji i Anglii.

Pieniądz motywuje postępowanie nie tylko przedsiębiorców. Również ich robotnicy są bezpośrednio zainteresowani w działaniu jak najbardziej agresywnym danej firmy. Dobrym po temu przykładem jest wojna o lasy redwood, czyli Sequoia sempervirens w północnej Kalifornii. Drzewa te, które dosięgają ponad tysiąca lat wieku i rosną w strefie mgieł wzdłuż brzegów Pacyfiku, zostały prawie całkowicie wycięte w Kalifornii środkowej, natomiast zwarte, nietknięte drzewostany zachowały się jeszcze na północy, koło granicy stanu Oregon. Od paru dziesiątków lat ekologowie, czyli konserwacjoniści toczą wojnę przeciwko wielkim korporacjom chciwym dostępu do bogatych zapasów drewna, ale te nie są bynajmniej osamotnione w swoich staraniach. Przeciwnie, opinia publiczna częściowo tylko zwraca się przeciwko ich zachłanności, bo ludność tamtejszych miasteczek, żyjąca z pracy przy wyrębie drzewa i w tartakach, nienawidzi ekologów, jako że im więcej lasu udaje się im ochronić, tym większe bezrobocie. Los redwoodów i tamtejszej fauny zależy od fluktuacji politycznych. Zwycięstwo w wyborach Partii Republikańskiej, wrogiej państwu opiekuńczemu, oznacza porażkę ekologów, triumf przedsiębiorstw wyrębu i wiele tysiącletnich drzew padnie ofiarą tak, a nie inaczej wypełnionej kartki wyborczej. Prawdopodobnie ta sama zasada, niczym nieskrępowanej prywatnej inicjatywy, działa przy pustoszeniu dorzecza Amazonki, gdzie zainteresowani w uzyskaniu wolnej ręki są nie tylko inwestorzy, również okoliczni osadnicy, którzy znajdują zatrudnienie piłując, karczując i budując drogi.

W dyskusji o Parku Narodowym w Białowieży powtarzają się klasyczne już racje, choć zdawałoby się, że gdzie nam do bogactw Amazonki, i że tak już wielkiego wstrętu do państwa opiekuńczego nie mamy. Czy państwo czerpie duże dochody z wycinania lasu gospodarczego – jest dość wątpliwe. Według „Projektu” Jędrzejewskich, „w 1993 r. całkowity dochód z gospodarki leśnej w Puszczy Białowieskiej wyniósł 48,5 mld starych złotych, a koszty poniesione na tę działalność wyniosły 50 mld starych złotych”. W swoim artykule Piotr Daszkiewicz wysuwa ciekawą propozycję dla państwa, jeżeli szuka ono źródeł szybkiego dochodu. Oto można by było sprzedać Wawel na cegłę – pomyśleć, ile tych cegieł i jaką furę pieniędzy można by było za to dostać! Czyż Puszcza Białowieska – zapytuje autor – nie równa Wawelowi jako zabytek, i to nie tylko polski, ale ogólnoeuropejski?

Z pewnością ludność Hajnówki i innych puszczańskich miejscowości wypowiada się przeciwko rozszerzeniu Parku, bo oznaczałoby to dla niej znaczną stratę zarobków. Być może jednak należałoby tutaj odważyć korzyści na krótką metę i na dalszą metę, bo przecie wielki park narodowy przyciągałby turystów z całej Europy, czyli korzystałby cały sektor usług – hotele, restauracje i tak dalej. Niektóre kraje doceniają już gospodarcze znaczenie swojej chronionej przyrody. Do nich należy Kostaryka, specjalizująca się w turyzmie ekologicznym, jako że niewiele jest już miejsc na ziemi, gdzie dzięki mądrości ustawodawców ocalał las tropikalny i jego fauna. Będąc niedawno zaproszony na jakąś sesję w Kostaryce, zwiedziłem jeden z rezerwatów i krążąc z lornetką dokoła drzewa zaliczyłem dwa gatunki tukanów.

Trzeba jednak od czasu do czasu pomyśleć o ziemi, którą będą oglądać inni. Nieprawda, że nie będzie nas, będzie las. W Polsce, ubogiej w lasy, „prawdziwego” lasu wielu z tych, co są dzisiaj dziećmi, nigdy nie zobaczy i jeżeli Wawel gości wycieczki młodzieży, tym bardziej warto im zapewnić wycieczki do lasu takiego, jaki niegdyś pokrywał cały obszar ich rodzinnego kraju. „Najbliższe lata pokażą – pisze Piotr Daszkiewicz – czy Puszcza Białowieska zdoła przetrwać arogancję i niekompetencję władzy. Co można zrobić, żeby uniknąć katastrofy? Czy możliwa jest ochrona przyrody wbrew polskiej władzy? Co robić, gdy zawodzą mechanizmy demokratyczne? Wydaje się, że ostatnią już możliwością ratowania białowieskich lasów jest mobilizacja międzynarodowej opinii publicznej. Nie jest to perspektywa zbyt miła dla polskich decydentów”.

Jeżeli potrafię przejąć się losem krajobrazów, których nie będę już oglądał, to znaczy, że wbrew liczbie przeżytych lat zachowałem coś ze świeżości uczuć. A przejmuję się niby świętej pamięci mój kolega Kisiel i na łamach „Tygodnika” daję temu wyraz. ©

„Tygodnik Powszechny” nr 7 (2432), 18 lutego 1996 r.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Puszcza nie dzieli się na część gospodarczą i chronioną bez powodu. Większość polskiej części została w przeszłości całkowicie wycięta i sztucznie posadzona od nowa. I to jest właśnie ta część gospodarcza, natomiast Parkiem Narodowym jest cały obszar pierwotnej puszczy. To nie jest tak, że średni wiek w części gospodarczej obniżył się do 70 lat. On się do tych 70 lat podniósł z jakichś 40 lat po II Wojnie Światowej, dzięki mądrej gospodarce Lasów Państwowych. A teraz za dobre gospodarowanie chce się Lasy ukarać, odbierając leśnikom to, co przez 2 pokolenia wygospodarowali. To tak, jakby rolnikom utworzono rezerwaty w miejscach, gdzie komuś uda się wyjątkowa pszenica, albo rzepak. Argument o sadzeniu gatunków iglastych też jest nietrafiony. Skończyło się to w 1991 r., obecnie sadzi się gatunki odpowiadające siedliskom - dla Białowieży są to głównie dęby. Autorze, chyba bazowałeś na źródłach wiedzy jeszcze z czasów PRLu... A pewne domieszki iglaków były tam naturalnie, od zawsze. Proszę sobie poczytać o sosnach masztowych z Puszczy w Średniowieczu... A teraz, dzięki staraniom "ekologów", wszystkie drzewa iglaste zeżrą korniki, które są wg nich szczytowym osiągnięciem ewolucji. I Puszcza utraci swój niepowtarzalny charakter, gubiąc górujące nad dębami świerki (ta cecha ją wyróżniała - nie ma tak w żadnym innym miejscu na ziemi) i stając się kolejnym zwykłym dębowym lasem, jakich w Europie pełno.

warstwy demagogicznej retoryki, jaka ostatnimi czasy narosła wokół Puszczy Białowieskiej. W imię partykularnego(i raczej dość prozaicznego) interesu grupki "zielonych", czy może już nawet w szerszym politycznym kontekście "obrony narodu przed złymi zmianami", dyletanci coraz ostrzej krytykują działania fachowców, kwestionując fundamentalne zasady racjonalnej gospodarki zasobami przyrody. Swoją niewiedzę tuszują manipulacjąc faktami, uciekają się takze do szatażu opinią publiczną, którą wprowadzają w błąd kłamliwą demagogią, bądź swoją niewiedzą. Ostatnio działania "zielonych"(tak w Polsce jak i na swiecie) coraz bardziej przypominają metody stosowane przez brunatną ideologię. To nie jest przypadek, że za sprawą tego "zbrunatniałego" sposobu myślenia, zielona niegdyś Puszcza, sama zaczyna już brunatnieć.

Byłabym wdzięczna za informację, jakie to "partykularne interesy" przyświecają obrońcom przyrody w Polsce. I owszem, mój "partykularny interes" w swoim czasie był taki, ze jako kajakarka z zamilowania nie chciałam dopuścić do zniszczenia doliny Rospudy przez buraka zza gumna, który jest czuły jedynie na dźwięk mamony, stad jego przekręty podatkowe. Proszę się zastanowić, zanim Pan cos napisze o jakichś "interesach" ludzi broniących majątku narodowego zapominając sprawdzić, jakie to jawne interesy mają współcześni Hunowie i hunwejbini, dla których nie ma zadnej swietosci, co nie przekłada się na brudna kasę.

..w której są także zamieszczone stosowne informacje w tym temacie. Juz czas najwyższy zakończyć demagogiczną (lub dyletancką) retoryką typu "a ci chirurdzy to ale wstrętne rzeżniki, co niewinnych ludzi kroją"-bo do takiego porównania można sprowadzić obecną sytuację dyktatury pewnej (poronionej) ideologii nad racjami fachowej gospodarki zasobami naturalnymi. O Rospudzie też można coś tam znaleźć. https://www.facebook.com/groups/1550789778565318/1614101202234175/?notif_t=g

Przeczytałam posty, ale nie mogę powiedzieć, ze odsłuchałam wypowiedź pana na początku, ponieważ została fatalnie nagrana. Posty są banalne do bólu, nie mówia nic konkretnego i ograniczają się do atakowania adwersarzy bez zadnych argumentów. Nadal wiec nie wiem, dlaczego ekolodzy i dendrolodzy nie maja racji. Moim teściem był profesor dendrologii, który wiele czasu spędzał w Yellowstone przy sekwojach, więc stad wiem, ze od czasu do czasu należy dokonywać wycinek lasu dla dobra zdrowych drzew. Tyle ze w Puszczy Bialowieskiej nie tnie się drzew z kornikami, które są młode i mają cienkie pnie, ale stare, potężne drzewa, które nadaja się na drewno budulcowe. W Puszczy wiec aktualnie dokonuje się przekręt w imie kasy dla cwaniakow, a nie planowe wycinanie chorych drzew.

...grube świerki, które nadają się także na drewno budulcowe; co oczywiście jest dobitnym dowodem na pazerność leśników, którzy powinni pozostawić zasiedlone drewno nie przerobione (choć z lasu je trzeba wywieżć i to przed wylotem przepoczwarzonych osobników), dając tym samym dowód swojej bezinteresownej miłości do natury...Brzmi to dość absurdalnie, nieprawdaż? Poza tym, chore drzewa nie wycina się "planowo", bowiem plany cieć są opracowywane z 10-letnim wyprzedzeniem na podstawie przyrostu masy drzewnej. Jeden z "banalnych do bólu postów" o tym informuje: Pierwotny PUL opiewał w 2012 roku na masę 380 tys. m3 na rok !!! (PUL sporządzony przez niezależną od LP organizację, czyli BULiGL, zgodnie z wszelkimi prawidłowościami i w zgodzie z ustawą o lasach i ustawą o ochronie przyrody oraz przepisami powiązanymi ustalił wynik do pozyskania drewna na 380 tys. m3 łącznie dla trzech puszczańskich nadleśnictw - na ROK !!). Ówczesny minister środowiska aurtorytarnie podważył wyniki i zalecenia niezależnej instytucji. Ówczesny minister środowiska arbitralnie, bez uzyskania oceny oddziaływania na środowisko, po uzgodnieniach z niektórymi organizacjami "ekologicznymi" (cudzysłów zamierzony) obniżył PUL z 380 tys, do 48 tys. m3 !! Uniemożliwiając w zasadzie wykonywanie ustawowych działań przez puszczańskie nadleśnictwa. W wyniku tegoż, oraz innych decyzji administracyjnych (objęcie kornika drukarza ochroną - nie wolno było z nim walczyć w rezerwatach i drzewostanach ponad stuletnich) owad rozwinął się błyskawicznie wchodząc w fazę gradacji i niszcząc ogromne połacie świerczyn (na dzień dzisiejszy może to być nawet 5 tys. ha, nie wiem, czy ktoś ogarnia tą cyfrę, więc podam w m2 - jest to 50 milionów metrów kwadratowych !!! Do "wyrżnięcia" przez kornika pozostało jeszcze łądnych parę tysięcy hektarów. Gatunkiem głównym w Puszczy były do niedawna dąb i świerk. Świerk stanowił (bo należy już mówić w czasie przeszłym) około 26% całego skłądu gatunkowego. Należy dodać, że gatunek ten ma w tym regionie swoją północną granicę występowania (dla Polski). Lasy zagrospodarowane stanowią około 51 tys. ha 25% z tej cyfry, to około 13 tys. ha samego świerka Bez podjęcia działań ochronnych, starodrzewie świerkowe a nawet drzewa w wieku 20-30-40 lat zostaną przez kornika drukarza zabite. Klęska więc może się rozszerzyć i właśnie jesteśmy w trakcie takiego rozszerzania do 100 milionów metrów kwadratowych !!!

a adwersarzom chodzi o ochronę przyrody, a dokładniej - naturalnych procesów w lesie naturalnym (nie mylić z dziewiczym!). Tu: https://www.tygodnikpowszechny.pl/po-co-nam-puszcze-34372 świetny artykuł profesora biologii. Tak zanim Pan zacznie wyzywać adwersarzy od demagogów.

Więc chyba sobie już niczego nie poczyta... Za to Ciebie odsyłam do innego artykułu o puszczy i lasach, który ukazał się w Tygodniku Powszechnym całkiem niedawno: https://www.tygodnikpowszechny.pl/po-co-nam-puszcze-34372.

Nie znam się na gospodarce leśnej, być może trzeba to i owo wyciąć dla dobra reszty drzew. Natomiast jest oczywista oczywistością, ze zabrali się za to ludzie bez czci i wiary, oszuści podatkowi i kombinatorzy, którzy chcą zrobić interes na handlu drewnem. Pan minister, który zezwolił na wyrąb puszczy, już wcześniej zasłynął jako ten, który usiłował poprowadzić autostrade przez Puszczę Augustowska, a który wstrzymał budowę obwodnicy warszawskiej, bo biegłaby kolo posiadlosci pana ministra. Wstyd i hańba dla takiej "władzy".

...

Przykre, ze lekceważy Pan fakty znane powszechnie od lat, co jest niczym innym, jak rozpaczliwym zaklinaniem rzeczywistości. Tyle ze cierpi na tym majatek narodowy. No i opinia o Polsce, jako ze już zainteresowała się ta grandą Komisja Europejska.

Nadmuchaną sprawę "rezydencji" min. Szyszki,czy konsekwentną obronę zasad racjonalnej gospodarki przez polskich leśników?

Czy owa obrona jest racjonalna - nie wiem. Że pan "minister" od lat prowadzi działalność przestepczą i jest w tym bezkarny - jest to oczywista oczywistość, a do tego udokumentowana przez Izbe Skarbową. Sprawa jego "stodoły" jest jedynie elementem jego wizerunku człowieka, który wyciąłby wszystkie lasy i gonił przyslowiowa "suke do Paryża" za kasę. No i nie jest w tym samotny, niestety. Wspiera go lobby leśników, którzy też na tym procederze korzystają.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]