Reklama

Muszę potępić to, co zostało zrobione

Muszę potępić to, co zostało zrobione

19.04.2018
Czyta się kilka minut
Tamara Czartoryska: Cała rzecz została zorganizowana przez żonę mojego ojca, z pomocą jej braci. To jeden z nich będzie zarządzał pieniędzmi. Sądzę, że ojciec jest tylko pionkiem.
Otwarcie wystawy, na której prezentowano m.in. "Damę z gronostajem" Leonarda da Vinci, Tamara Czartoryska z lewej, z prawej Adam Czartoryski z żoną, Josette Calil, Wawel, maj 2012 r. / Fot. Marek Lasyk / Reporter / East News
Otwarcie wystawy, na której prezentowano m.in. "Damę z gronostajem" Leonarda da Vinci, Tamara Czartoryska z lewej, z prawej Adam Czartoryski z żoną, Josette Calil, Wawel, maj 2012 r. / Fot. Marek Lasyk / Reporter / East News
M

Marek Rabij: Kiedy po raz pierwszy usłyszała Pani o tym, że Skarb Państwa może kupić kolekcję Czartoryskich?

Tamara Czartoryska: Dowiedziałam się o tym już po transakcji, czytając „New York Timesa”, 29 grudnia 2016 r. Wcześniej nikt się ze mną w tej sprawie nie konsultował, ani nawet nie powiadomił, chociaż byłam członkiem Rady Fundacji Czartoryskich. Był to dla mnie wielki szok na wielu poziomach. Nie mogłam uwierzyć, że ojciec to zrobił, ani w to, w jakim stylu to zrobiono. Według mnie jego rolą była ochrona kolekcji do czasu, aż będzie się nią mogło zaopiekować następne pokolenie.

Nigdy nie uczestniczyłam w żadnym spotkaniu poświęconym sprzedaży kolekcji Fundacji Czartoryskich i nigdy nie rozmawiałam o cenach, prowizjach ani innych warunkach sprzedaży tej kolekcji.

Kto Pani zdaniem wyszedł z tą propozycją? Pani ojciec? Przedstawiciele polskiego rządu? A może był jakiś pośrednik?

Sądzę, że zaplanowała to żona mojego ojca, Josette Calil. Myślę, że pracowali nad tym od 2012/2013 roku. Ona zawsze chciała to zrobić i sądzę, że w końcu udało się jej namówić ojca, zmanipulować go i przekonać, że to jedyne słuszne rozwiązanie. Utrzymywali zamknięte muzeum, narazili otrzymane przez nas granty, narazili też kolekcję sztuki.

Zarówno strona Fundacji Czartoryskich, jak rząd powtarzali po sfinalizowaniu transakcji, że państwo polskie kupiło kolekcję Czartoryskich z 95 proc. rabatem – co daje wycenę rzędu niemal 10 mld zł. Nigdy nie ujawniono jednak źródła tej wyceny. Czy wiadomo Pani o jakiejś profesjonalnej wycenie kolekcji, zleconej przez którąś ze stron transakcji?

Jedynym motywem sprzedaży kolekcji za nierealistyczną cenę były potrzeby finansowe księcia Adama Czartoryskiego, a powodem darowizn na rzecz fundacji niedawno nominowanych członków rady (Macieja Radziwiłła, Jana Lubomirskiego-Lanckorońskiego i Michała Sobańskiego - red.) było zagwarantowanie sobie ich zgody na przelanie funduszy dla prywatnych korzyści księcia Adama Czartoryskiego.

O ile wiem, nie dokonano żadnej wyceny, a ponieważ transakcję sprzedaży przeprowadzono rekordowo szybko, sądzę, że na zlecenie i wykonanie takiej wyceny zabrakło po prostu czasu.

W pierwszym oświadczeniu pisze Pani wprost, że już w styczniu 2017 r. ojciec domagał się przelewu pieniędzy ze sprzedaży kolekcji bezpośrednio na prywatne konto na Cyprze. Czy Pani zdaniem Adam Czartoryski rozumiał, że takie działanie będzie niezgodne z polskim prawem?

Konto na Cyprze zostało otwarte na mojego ojca i jego żonę. Oni sądzą, że te pieniądze należą do nich, nie zważając na przepisy prawa. Rodzina żony mojego ojca to nie są ludzie najbardziej przestrzegający prawa, za to bardzo zależało im na tym, żeby wywieźć pieniądze z Polski i na tym, żeby trafiły do ich kieszeni.


LIST MACIEJA RADZIWIŁA: W powstałym szumie medialnym materia sporu wokół Fundacji Czartoryskich jawi się jako tajemnicza i wyjątkowo zawiła. Mam nadzieję, że niniejszy list pozwoli rozwiać powstające wątpliwości.


To może inaczej: czy Pani ojciec wie, jak działają fundacje w Polsce? Mówiąc wprost: czy dostrzega i rozumie różnicę między fundacją prywatną (rodzinną) a fundacją społeczną?

Sądzę, że ojciec postrzega prawo jako ograniczenie, które można pokonać. Nie jestem pewna, czy chce je zrozumieć, i czy zależy mu, by je rozumieć.

W takim razie do kogo należało konto bankowe w UBS w Szwajcarii, na które – jak Pani pisze w oświadczeniu – wysłano pieniądze z rachunku Fundacji Czartoryskich?

Rachunek w UBS otwarto dla Fundacji XX Czartoryskich mniej więcej w marcu 2016 roku.

Kto się podpisał pod zleceniem?

Sądzę, że przelew został zlecony przez mojego ojca i wykonany przez Macieja Radziwiłła.

Ile pieniędzy przelano wtedy do UBS?

Sądzę, że do UBS przelano 90 milionów euro.

Ile poszło na konta fundacji związane z panami Radziwiłłem, Lubomirskim-Lanckorońskim, Sobańskim...

...oraz Kasparem Kraińskim. Jak rozumiem, każdy z nich otrzymał milion euro, więc w sumie dostali 4 miliony. Kwotę tę otrzymali, gdy pieniądze opuściły już Polskę i były w Szwajcarii.

Czy wszystkie wspomniane przelewy (na konto w UBS i na rachunki polskich fundacji) zostały dokonane, jak Pani sugeruje w oświadczeniu, przed datowaną na 13 marca 2017 r. zmianą statutu Fundacji Czartoryskich?

Myślę, że przelewy zostały dokonane już po tej dacie, a zmianę statutu przeprowadzono właśnie po to, by umożliwić transfer środków do zagranicznych fundacji zgodnie z celem fundacji.

Pisze Pani w oświadczeniu także o sfałszowanych dokumentach, które pokazał Pani Maciej Radziwiłł. O jakie dokumenty chodzi? Kiedy i jak odkryła Pani, że mogło dojść do fałszerstwa?

Między październikiem 2017 a kwietniem 2018 r., gdy próbowaliśmy negocjować porozumienie mające na celu ochronę Fundacji Czartoryskich i jej celów.

A czy dysponuje Pani jakimiś dowodami na to, że prywatna Fundacja Czartoryskich w Liechtensteinie miała być zasilana pieniędzmi z Fundacji Le Jour Viendra?

Nie, ale to jest wykonalne, ponieważ obie mają podobne cele.

W oświadczeniu wspomina Pani również o bracie żony ojca, Eli Calilu. Jaką rolę, Pani zdaniem, odegrał w transferze pieniędzy Fundacji Czartoryskich do Liechtensteinu?

W mojej opinii cała rzecz została zaplanowana i zorganizowana przez żonę ojca, z pomocą jej braci. W istocie to jej brat będzie zarządzał tymi pieniędzmi. Sądzę, że ojciec jest tylko pionkiem w tej sprawie.

A czy w sprawie transferu pieniędzy Fundacji Czartoryskich do Liechtensteinu kontaktowali się z Panią przedstawiciele polskiej prokuratury, służb skarbowych lub specjalnych? Jeśli tak, to kiedy?

Nie, nikt się ze mną nie kontaktował. Ale jestem w pełni gotowa pomóc w każdym dochodzeniu, zwłaszcza w sprawie korupcji, która, jak sądzę, miała miejsce. Sądzę, że pieniądze powinny zostać zwrócone Fundacji i Polsce, aby Fundacja Czartoryskich mogła dalej realizować swoje cele, które nie zostały w żadnym razie wyczerpane, ponieważ ochrona Muzeum i Biblioteki w Krakowie powinna być zawsze priorytetem dla rodziny Czartoryskich.

Co dokładnie ma Pani na myśli wspominając o korupcji? Sugeruje Pani, że jacyś polscy politycy przyjęli łapówkę od przedstawicieli Fundacji Czartoryskich w zamian za ułatwienia w sfinalizowaniu sprzedaży kolekcji Czartoryskich? Czy może  do korupcji doszło Pani zdaniem przy okazji transferu pieniędzy Fundacji zagranicę?

Uważam, że oba przypadki powinny zostać starannie przeanalizowane.

Kiedy nabrała Pani przekonania, że operacja zapoczątkowana przez ojca jest – cytuję z oświadczenia – „moralnie wątpliwa i potencjalnie łamie prawo”?

Zdawałam sobie z tego sprawę od początku, jednak sądziłam, że będę w stanie wymusić na nim, przekonać go do tego, by postąpił jak należy, żeby przynajmniej honorować nazwisko i spadek. Niestety, nie udało mi się to. Obawiałam się tego od momentu, gdy zostałam poinformowana, że fundusze zostaną przelane na konto prywatnej fundacji zagranicznej, ale nigdy nie byłam zaproszona na zebranie Rady, którego porządek obejmowałby dyskusję na temat przelewu funduszy, wyrażenie zgody na taki przelew czy włączenie zagranicznej fundacji.

Przeczytawszy Pani biogram zakładam, że nie czuje Pani – wydaje mi się to zresztą naturalne – więzi z Polską wykraczającej poza tradycję rodu, z którego się Pani wywodzi. Zgadza się?

Urodziłam się i wychowałam w Anglii, ale pochodząc z wielokulturowej rodziny w istocie nie czuję się Brytyjką. Jako dziecko byłam zafascynowana Polską, jej historią oraz historią mojej rodziny. Zawsze czułam się związana z Polską i moją rodziną, i czuję, że moją powinnością i obowiązkiem jest dopilnowanie właściwego działania fundacji, która jest spuścizną moich przodków i narodu polskiego.

To jak chciałaby Pani zakończyć tę sprawę? Czy Pani zdaniem pieniądze ze sprzedaży kolekcji Czartoryskich powinny wrócić na konto Fundacji Czartoryskich, czy może – bo i tak można odczytać sens Pani poprzedniego komunikatu – chce Pani unieważnienia transakcji i powrotu do sytuacji z 1991 r.?

Chciałabym odwrócić proces likwidacji fundacji, chciałabym też zwrotu pieniędzy na jej konto. I wprowadzenia silnego zespołu zarządczego, aby fundacja mogła dalej sprawnie działać. Jej cele nie zostały wyczerpane, może je ona nadal realizować z korzyścią dla Muzeum i Biblioteki Książąt Czartoryskich w Krakowie, dlatego sądzę, że wszystkie pieniądze ze sprzedaży kolekcji muszą zostać zwrócone na konto Fundacji Czartoryskich i do Polski, ponieważ wspieranie tych celów z zagranicy nie ma absolutnie sensu.


Czytaj także: Marek Rabij: Opowieść o tym, w jaki sposób kolekcja Czartoryskich z daru dla społeczeństwa zmieniła się w towar, jest przygnębiającą historią o państwie, które rzeczywiście istnieje tylko teoretycznie.


W tym celu i ze względu na bezprawne działania dokonane z wyraźną szkodą dla Fundacji Czartoryskich uważam też, że wszyscy obecni członkowie rady Fundacji powinni zostać zastąpieni przez inne osoby i że kompetencje Fundatora powinny zostać uchylone.

A dlaczego dopiero teraz decyduje się Pani zabrać głos w sprawie i upublicznia fakty dotyczące transferu pieniędzy do Liechtensteinu? Pierwsze wątpliwości co do intencji czy wręcz legalności tej transakcji miała Pani przecież już w zeszłym roku.

O transferze pieniędzy do Liechtensteinu dowiedziałam się dopiero w marcu 2018 roku. To prawda, że zawsze byłam podejrzliwa wobec intencji rady Fundacji, ale moje przekonanie wzmacniało się, gdy odkrywałam nowe fakty i wskazówki. Oni opracowali złożony i zmyślny plan, ale wierzyłam, że w końcu zdrowy rozsądek zwycięży.

W 2017 roku byłam w stałym kontakcie z Maciejem, aby znaleźć rozwiązanie. Kilka razy zapewniano mnie, że pieniądze nie będą nigdzie przesyłane, a Rada zaaprobuje plan działań na rzecz narodu polskiego, opracowany przeze mnie dla Fundacji. Mam szeroką i zróżnicowaną korespondencję na ten temat; nawiązałam kontakty z wieloma osobami w Polsce i w innych krajach, by wpłynąć na mojego ojca.

Niestety, pieniądze okazały się bardziej przekonujące.

Teraz już nie mam złudzeń. Naród polski będzie mógł skorzystać z pieniędzy, które zostały nielegalnie przesłane za granicę tylko jeśli będzie polityczna wola lub orzeczenie sądu. Nie mam wyboru – muszę potępić to, co zostało zrobione, oraz wierzyć, że sądy będą funkcjonować, a politycy będą działać, przejmą kontrolę nad fundacją i zażądają zwrotu wywiezionych pieniędzy.

Chcę być na pierwszej linii frontu w walce o zachowanie dobrego imienia mojej rodziny i uczcić jej dziedzictwo poprzez wsparcie przedsięwzięć kulturalnych i prospołecznych w Polsce. 


CZYTAJ TAKŻE: Odpowiedź Macieja Radziwiłła na zarzuty Tamary Czartoryskiej

POLECAMY: WSZYSTKIE TEKSTY O SKANDALU WOKÓŁ FUNDACJI CZARTORYSKICH


Tamara Czartoryska (ur. 1978 w Londynie) jest córką i jedyną spadkobierczynią Adama Karola Czartoryskiego, fundatora Fundacji Książąt Czartoryskich. Do marca 2018 r. zasiadała w Radzie tej fundacji.

Autor artykułu

Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno-gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

z każdym dniem coraz większy fetor unosi się nad Nowogrodzką

wszyscy oprócz pana glińskiego wiedzieli, że to przekręt? Kto prowadził negocjacje w sprawie kupna kolekcji? Dlaczego strona rządowa milczy w tej sprawie?

"Sądzę, że ojciec postrzega prawo jako ograniczenie, które można pokonać. Nie jestem pewna, czy chce je zrozumieć, i czy zależy mu, by je rozumieć"...To przyznanie się do cynizmu i moralnego nihilizmu w kręgu "możnych tego świata", a na dodatek reprezentujących pewną "tradycję"...Smutny obraz skali demoralizacji społecznej, jaka jest skutkiem wpływu (kontr)kulturowego marksizmu, który nie omija nawet rodowych dziedziców chrześcijańskiej kultury europejskiej. Lewacki "folwark zwierzęcy", jaki opanował także i Europę, to nie tylko zamknięte lub "przerobione" kościoły, to także "salony", które w istocie są niczym więcej, niż "chlewem"-pomimo zewnętrznego blichtru glamour. Ale chyba rody Czartoryskich, Radziwiłłów, czy Lubomirskich, nie są tak stare, by swymi korzeniami sięgnąć tradycji europejskiej Christianitas(?)

cynizmu i moralnego sfolwarczenia - oskarżać Bogu ducha winnego Marksa i marksistów o przekręty i machloje, jakie są dziś udziałem potomków polskiej magnaterii ręka w rękę ze zdeklarowanymi konserwatystami, katolikami, patriotami grabiących państwo polskie - to faktycznie Orwell. Zresztą, fraza o " postrzeganiu prawo jako ograniczenia, które można pokonać" jak ulał pasuje do pisowskiej władzy, jeśli już skażonej - to obłudnym i bluźnierczym rozmodleniem w objęciach biskupów.

Edieppolo daje przykład braku konsekwencji w wykładzie swych poglądów(lub logicznej spójności), używając przytoczonej frazy w swoim komentarzu-cóż skrajny materialista Marks może mieć wspólnego z Bogiem i duchem? Zaś koniecznie porządki w stajni Augiasza państwa polskiego, uzasadniają użycie mocnych środków przeczyszcząjących zastosowanych przez pis-cleaning-service.

Szanownemu Panu polecam zapoznanie się z pojęciem "związek frazeologiczny" oraz synonimami określenia "Bogu ducha winien" - może coś zrozumie, najwyraźniej na lekcjach polskiego spał - albo się żarliwie modlił [by go pani do odpowiedzi nie wywołała...] nb. w tym kontekście dziwić może przyrównywanie państwa polskiego do "stajni Augiasza" - jaka stajnia? a gdzie konie? czyżby Augiasz był Polakiem??...

by w swych wypowiedziach ograniczał się z używaniem tak kwiecistej frazeologii -dla właściwego zrozumienia Jego politycznie poprawnych komentarzy. To ograniczenie meta-foryki, pozwoli Szanownemu P. uniknąć odniesień do sfery meta-fizyki, bo ta jest przecież ze wszech miar politycznie niepoprawna-jak np. naruszenie moją niefortunną wypowiedzią świętego wizerunku Wielkiego Marksa

Według mnie, sądzę, myślę, że..., o ile wiem..., sądzę, że na zlecenie..., sądzę, że ojciec..., nie jestem pewna..., sądzę, że przelew..., sądzę, że do UBS..., jak rozumiem..., myślę, że przelewy..., inteligencki ten "TP"...

"Sądzę, że zaplanowała to żona mojego ojca, Josette Calil." Choroba, tylko zobaczyłam tę cwaną latynoska buźkę, od razu sobie pomyślałam, ze tak się ona ma do starej polskiej rodziny i jej tradycji jak nierogacizna do fortepianu. Nie pierwszy raz stary głupek daje się zmanipulować chciwej na kasę lasce

może się i dał zmanipulować, może i chciwej - ale żeby od razu lasce??... delikatnie, ta pani ma już dawno za sobą lata świetności - i kupę forsy wydaną na renowację wizerunku; a ten stary według Pani 'głupek' bez wątpienia na wolnym rynku ma o wiele lepsze od partnerki notowania...

:))))))))))))))) Podejrzewam, ze ta pani zawróciła w głowie księciu jeszcze w czasach, gdy nie musiała wydawać kasy na renowacje wizerunku. Choćby dlatego, ze jej nie miała:))))
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]