Na szczycie NATO w Hadze nie doszło do skandalu – państwa członkowskie porozumiały się w sprawie podniesienia minimalnego limitu wydatków na bezpieczeństwo do 5 proc. PKB oraz podtrzymały swoje zobowiązania wobec Ukrainy – zarówno w kwestii wsparcia w wojnie, jak i „nieodwracalnej drogi” do Sojuszu. Natomiast spotkanie Rady Europejskiej w Brukseli – ostatnie w czasie polskiej prezydencji w UE – pokazało, jak duży problem ma Unia z przyjęciem wspólnej strategii w najważniejszych kwestiach.
Kraje NATO zwiększają wydatki na obronę
Przygotowania do szczytu NATO, który odbył się we worek i środę 24-25 czerwca, przebiegały w atmosferze napięcia między USA a sojusznikami europejskimi i Kanadą.
W przededniu szczytu prezydent Donald Trump dodatkowo podgrzał atmosferę, stwierdzając, że „są różne definicje” artykułu piątego Paktu Północnoatlantyckiego – tego kluczowego zapisu rozumianego jako zobowiązanie, że atak na jednego członka Sojuszu będzie odebrany jako atak na wszystkich. W tej sytuacji obawiano się, że podobne wypowiedzi na szczycie lub też awantura w trakcie jednego ze spotkań pogłębią wrażenie erozji NATO.
Stało się inaczej: szczyt przebiegał w atmosferze konstruktywnego dialogu, podkreślono, że nic nie zmienia się w powszechnym rozumieniu artykułu piątego. Co zaś najważniejsze: w obliczu rosyjskiego zagrożenia ustalono zwiększenie wydatków na szeroko rozumianą obronność.
Bo warto przy tym podkreślić, że okrągłe 5 procent, które ma się stać limitem obowiązującym w roku 2035 (choć niektóre kraje deklarują osiągnięcie go wcześniej, w tym Polska i Niemcy), należy podzielić na dwie części: 3,5 procent będą wydawane bezpośrednio na armię i zbrojenia, a kolejne 1,5 procent na inne wydatki związane z bezpieczeństwem: infrastrukturę, cyberbezpieczeństwo, rozwój przemysłu zbrojeniowego czy policję i Straż Graniczną. Trump przedstawił to porozumienie jako swój osobisty sukces, w czym wtórował mu sekretarz generalny sojuszu, Mark Rutte.
Podobne odczucia – napięcie, po którym nastąpiło uczucie ulgi – towarzyszyły również niedawnemu szczytowi grupy G7 w Kanadzie. Spotkania przywódców Zachodu przypominają obecnie zjazdy dysfunkcjonalnej rodziny, której członkowie chodzą na palcach wokół toksycznego seniora rodu. Dobra atmosfera jest możliwa, jeśli ten ostatni może pochwalić się sukcesem i nikt nie nadepnie mu na odcisk. Sprawy idą do przodu, jednak niepewność co do wspólnych relacji nie przemija.
Europa podzielona w sprawie Rosji i Izraela
Tymczasem Unia Europejska dryfuje wobec najbardziej palących kwestii – takie wrażenie pozostało po spotkaniu unijnych przywódców z czwartku 26 czerwca.
Wbrew zapowiedziom, polskiej prezydencji nie udało się w ciągu ostatnich sześciu miesięcy doprowadzić do otwarcia negocjacji akcesyjnych z Ukrainą lub innym państwem kandydującym (jak Mołdawia czy Albania). W pamięci pozostanie hasło „Bezpieczeństwo, Europo!” promowane przez Warszawę, bo właśnie kwestia rozwoju potencjału obronnego była jedyną, która nie budziła sporów i kontrowersji w czasie czwartkowych obrad w Brukseli.
Nie udało się jednak porozumieć w sprawie kolejnego pakietu sankcji wobec Rosji, które miały dotyczyć przede wszystkim sektora energetycznego. Weto w tej sprawie jeszcze przed szczytem zapowiedziały Węgry i Słowacja. Pewnym sukcesem jest więc zgoda na przedłużenie dotychczasowych sankcji.
Unijnym liderom trudno było znaleźć wspólny język w kwestii umowy handlowej z USA, która powinna zostać zawarta do 9 lipca. Waszyngton grozi bowiem, że w przypadku braku porozumienia wprowadzi taryfy celne w wysokości 50 procent. Szefowa Komisji Europejskiej zaproponowała plan zakładający 10-procentową stawkę celną, jednak kilkugodzinna dyskusja nie dała wrażenia, że Unia dysponuje konkretnym pomysłem na rozmowy z USA.
Porozumienia nie udało się również osiągnąć odnośnie stanowiska wobec Izraela. Dyskutowano, czy państwo to w swych działaniach wobec Strefy Gazy nie łamie Umowy Stowarzyszeniowej z UE. Efektem tej debaty było jedynie pogłębienie podziałów oraz odsunięcie sprawy na kolejne spotkanie ministrów spraw zagranicznych, które odbędzie się 15 lipca.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















