Miniserial „Pan Scorsese”: spowiedź grzesznika, portret reżysera

Martin Scorsese, mistrz amerykańskiego kina i wieczny outsider, w serialu Rebeki Miller opowiada o swoim życiu, a inni twórcy – od Spielberga po Ariego Astera – rozpracowują jego legendarne filmy.
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Martin Scorsese w miniserialu dokumentalnym „Pan Scorsese”, reż. Rebecca Miller, 2025 r. // Fot. Melinda Sue Gordon / materiały prasowe Apple TV+
Martin Scorsese w miniserialu dokumentalnym „Pan Scorsese”, reż. Rebecca Miller, 2025 r. // Fot. Melinda Sue Gordon / materiały prasowe Apple TV+

Dotychczas gdy opowiadał o sobie w dokumentach, robił to przy okazji swoich filmowych podróży – jako zapalony przewodnik po kinie włoskim czy amerykańskiej klasyce. Teraz, w „Panu Scorsese”, sam został bohaterem pięcioczęściowego serialu i to jego filmy wysuwają się na pierwszy plan. Za kamerą stanęła Rebecca Miller, córka dramatopisarza Arthura Millera i żona aktora Daniela Day-Lewisa, widzianego w „Gangach Nowego Jorku” i „Wieku niewinności”.

Czyli poniekąd wszystko zostało w rodzinie, choć jak na dokument autoryzowany przez swego bohatera, sporo można się dowiedzieć nie tylko o jego twórczości, ale i o trudnym charakterze, krewkim usposobieniu oraz artystycznym ego. Najczęściej z jego własnych ust.

Bo kiedy na ekranie pojawiają się wszyscy święci amerykańskiego kina (Steven Spielberg, Brian De Palma, Spike Lee, a z młodszych Ari Aster czy Benny Safdie), zgodnie punktują zasługi mistrza.

Martin Scorsese przy knajpianym stole opowiada o swoim życiu

On sam z właściwą sobie swadą opowiada o tym, co już dobrze znamy skądinąd: o swych włoskich korzeniach, filmowych i muzycznych odkryciach, życiowych uniwersytetach. Lecz skoro reżyserka tego serialu dostała przyzwolenie, ażeby zajrzeć trochę głębiej za kulisy, można spodziewać się czegoś więcej niż tradycyjnej biografii.

I tak się chwilami dzieje, gdy na przykład Miller sadza przy knajpianym stole osiemdziesięciotrzyletniego dziś Scorsesego i jego krewnych czy kumpli z czasów dzieciństwa w nowojorskiej Małej Italii. Tyle że wspominkowe gawędziarstwo o niegdysiejszych „ulicach nędzy” i prawdziwych „chłopakach z ferajny” dopełnia po prostu mitologię stworzoną na ekranie przez reżysera. Również w jego opowieściach ożywają wątki już legendarne: dorastanie między gangsterką a kościołem, regularne wizyty w świątyniach kina, problemy z astmą, zderzenie konserwatywnej mentalności i epoki rock and rolla…

A z czasem wyłania się jeszcze inna, poparta faktami legenda – wiecznego outsidera, który ani w rodzinnej dzielnicy, ani podczas filmowych studiów, ani w hollywoodzkim systemie nie czuł się do końca u siebie. 

Następuje więc przebieżka przez tę część twórczości Scorsesego, w której najsilniej zarysowały się jakieś pozaekranowe napięcia, a postacią wiodącą był „słabeusz gotowy na wszystko”. Czytaj: bohater cierpiący z powodu rozmaitych deficytów i jednocześnie, jak w „Taksówkarzu”, „Wściekłym byku” czy „Królu komedii”, zdeterminowany do granic autodestrukcji.

Co „Pan Scorsese” ma do zaoferowania kinofilom

Właśnie przy tym drugim tytule Scorsese robi ciekawe dygresje osobiste, wspominając swoje narkotykowe jazdy z lat 70. czy to, jak wiele miał wówczas w sobie z agresywnego boksera. Na szczęście nie damskiego, aczkolwiek brak kontroli nad własnym gniewem dawał się we znaki zarówno jego współpracownikom, jak też partnerkom.

Przez znaczną część pracy w kinie towarzyszyło mu rozdarcie między katolickim wychowaniem i duchowymi potrzebami a gwałtownym i obsesyjnym usposobieniem, czego efektem była swoista sakralizacja pracy przy filmie, kosztem życia swojego i swoich bliskich.

Ale Scorsese może sobie dzisiaj pozwolić na takie wyznania. Liczne porażki artystyczne i finansowe, skandale na miarę tego z „Ostatnim kuszeniem Chrystusa”, ciągłe walki o dopięcie budżetu i artystyczną niezależność nie zdołały przysłonić jego ekranowych sukcesów czy wielkich zasług na niwie konserwacji starego kina (także polskiego). A już na pewno nie w tym serialu, który czasem zbytnio łagodzi wspomniane kanty i napięcia. Im bliżej końca, tym coraz bardziej przypomina średnio ciekawy making of, dokument z planu filmowego. Finał zaś, zwłaszcza ten rodzinny, to już całkowita konsekracja bohatera.

Tymczasem kinofile najwartościowsze momenty tego serialu znajdą zupełnie gdzie indziej: kiedy rozmówcy Miller rozpracowują muzyczność „Ulic nędzy”, szatańską „gramatykę” „Chłopców z ferajny” czy antropologię XIX-wiecznego świata z „Wieku niewinności”. Albo gdy w kadrze pojawia się niezastąpiona Thelma Schoonmaker (rocznik 1940), wieloletnia montażystka filmów Scorsesego, która jeszcze niedawno pracowała z nim przy „Czasie krwawego księżyca”

  • PAN SCORSESE („Mr. Scorsese”) – reż. Rebecca Miller. Prod. USA 2025, odc. 1-5. Apple TV+
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”