Dziś prezydent Trump chciałby uczynić Fabrykę Snów znowu wielką. Zapowiada obłożenie cłami tak zwanych filmów zagranicznych, co w czasach międzynarodowych koprodukcji brzmi dość naiwnie. Tymczasem główny problem tkwi gdzie indziej.
Hollywood od dawna pożera własny ogon, przegrywa w konkurencji z platformami streamingowymi, musi mierzyć się ze strajkami aktorów i scenarzystów czy nowymi wyzwaniami, jakie niesie sztuczna inteligencja. Celuje przede wszystkim w sprawdzone franczyzy i na imprezach typu gala oscarowa próbuje reanimować własny mit. A jak to wygląda od środka? I zarazem z perspektywy tych, którym marzy się jeszcze tworzenie „prawdziwego” kina, na miarę „Chinatown” i „Ojca chrzestnego”?
Zabawne może być już to, że w serialu „Studio” za ostrą krytykę systemu wzięli się Seth Rogen i Ivan Goldberg, czyli spece od dochodowej amerykańskiej rozrywki, pochodzący nota bene z Kanady. Towarzyszą im zaś najwięksi, na przykład pojawiający się w roli samych siebie Martin Scorsese czy Ron Howard, nie wspominając o licznych gwiazdach kina.
Efektem jest brawurowa jazda za kulisami Hollywoodu, rozpisana na dziesięć zupełnie różnych odcinków. Na razie udostępniono ich osiem i miejmy nadzieję, że do końca utrzymają swój zbójecki powab. Bo nie chodzi tutaj o kolejną, wyostrzoną i pogłębioną satyrę na Hollywood w rodzaju „Gracza” (1992) Roberta Altmana bądź „Mulholland Drive” (2001) Davida Lyncha.
Dostajemy zwariowaną opowieść o tym, jak w nieludzkich, całkowicie urynkowionych warunkach, w kotłującym się nieustannie żywiole kreatywności, kalkulacji i entropii, powstaje czasami coś, co nie jest wyłącznie produktem. Tak jak ten serial właśnie.
O czym jest serial „Studio”?
Rogen gra tu fikcyjnego producenta Matta Remicka, który awansował na szefa wielkiego studia. Łącząc tęsknotę za „świątynią kina” i pragnienie stworzenia filmowego hitu, niezgrabnie lawiruje wokół kolejnych projektów. Mamy więc próbę stworzenia marketingowego majstersztyku w rodzaju „Barbie”, z twórcą „Taksówkarza” za kamerą (Scorsese to swoją drogą wyborny aktor). Trafiamy też na plan ambitnego filmu Sarah Polley czy na kolaudację osobistego tytułu nakręconego przez reżysera „Pięknego umysłu”.
Tylko jak powiedzieć sędziwemu mistrzowi, że kupiło się jego scenariusz za dziesięć milionów dolarów, żeby potem ukatrupić projekt? W jaki sposób przekonać innego giganta do wycięcia najważniejszej dla niego sceny? Jak wspierać kobiece kino i nie być jednocześnie słoniem w składzie porcelany? Albo czy można tak mocno hołdować politycznej poprawności, że ostatecznie wyjść na rasistę?
To zaledwie wybrane wątki i wcale nie one są w „Studiu” najzabawniejsze czy najciekawsze. Każdemu z nich towarzyszy bowiem stylizacja (na czarny kryminał, komedię omyłek lub czysty slapstick), wszystkim zaś wydaje się rządzić organizacyjny i etyczny chaos. A długie, nerwowe jazdy kamery wzmacniają ten okołofilmowy zawrót głowy i chwilami aż trudno uwierzyć, że w tym szaleństwie jest nie tylko metoda, ale i próba dotknięcia samej istoty kina.
Czułość Hollywoodu
Lecz kontrabandą tego serialu nie staje się nostalgia za złotymi czasami Hollywoodu i szlachetnością taśmy filmowej, o czym ironizuje odcinek czwarty. W karykaturalnym obrazie kinowej branży tli się mimo wszystko jakaś czułość.
Znerwicowani faceci pokroju Matta Remicka są dinozaurami próbującymi przetrwać, a przy okazji robić swoje – i Rogen doskonale oddaje to rozdarcie. Jego bohater bywa żałosny i śmieszny, co najlepiej widać w odcinku, kiedy trafia na imprezę dla onkologów dziecięcych, gdzie trudno licytować się, czy ważniejsze jest produkowanie fantazji (zazwyczaj podłej jakości), czy leku na raka.
I nawet jeśli humor bywa momentami sitcomowy, nazbyt krzykliwy, po amerykańsku przaśny, to znów przeładowany typowo insajderskimi aluzjami, jest coś wzruszającego w tej szamotaninie Matta. Pomiędzy hollywoodzkim narcyzmem i pragnieniem nieśmiertelności a morderczą presją wyników kasowych i postępującą tiktokizacją kultury bohater próbuje przemycić coś sensownego. I chciałoby się wierzyć, że nie zawsze chodzi mu jedynie o prestiż.
„STUDIO” – twórcy Seth Rogen, Ivan Goldberg. Prod. USA 2025. Apple TV+
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















