Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Menstruacja to nie fanaberia

Menstruacja to nie fanaberia

05.11.2018
Czyta się kilka minut
„TP” 45 / 2018
P

Przeczytałam komentarz Pawła Bravo o unijnej dyrektywie ws. ograniczenia plastikowych śmieci. „Politycy unijni nie odważyli się na razie nałożyć restrykcji na produkty menstruacyjne (...). Przed wyborami żaden polityk nie chce zostać zapamiętany jako ten, który wprowadził »podatek od tamponów«” – pisze autor.

Porównanie zaśmiecających planetę słomek do podpasek i tamponów jest nieuprawnione. Podpaski i tampony, w przeciwieństwie do słomek czy patyczków do balonów, są koniecznością, nie wymysłem użytkowniczek. Human Rights Watch ogłosiła, że swobodny dostęp do podpasek to kwestia praw człowieka, ponieważ menstruacja wciąż wiąże się z dyskryminacją. Badania HRW pokazują, że w niektórych krajach (np. Nepal) brak dostępu do podpasek i toalet w trakcie menstruacji powoduje, iż kobiety traktowane są jako nieczyste. W związku z tym dziewczynki nie chodzą w tym czasie do szkoły, rodzice są mniej skłonni inwestować w ich edukację, a bardziej skłonni wydać je szybko za mąż. Podobnie w Indiach, które nawet zwiększyły opodatkowanie produktów do higieny intymnej, co zostało jednoznacznie uznane za dyskryminację.

Od lat wiele organizacji walczy o zniesienie tzw. tampon tax. Dzięki temu np. Kanada już zniosła ten podatek, w USA 24 stany zdecydowały się na jego zlikwidowanie, a brytyjskie Tesco obniżyło ceny tych produktów o kwotę VAT (w Wielkiej Brytanii wynosi ona 5 proc.), po tym, jak portal BBC News opracował kalkulator wydatków, jakie musi ponieść przeciętna Brytyjka przez całe życie w związku z tym, że zachciało jej się mieć taką fanaberię jak miesiączka.
W Polsce tymczasem podatek ten wynosi 8 proc. Nie każdą Polkę stać na kupno podpasek, mimo że – podkreślam – są one koniecznością. Są prawem kobiety, a nie towarem luksusowym, który należałoby dodatkowo opodatkować!

Czytaj także: Ciotka już przyjechała - felieton Anny Dziewit-Meller o menstruacji

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

na problem prezerwatyw, zagrażających środowisku nie mniej albo i bardziej od jakichś tam słomek. Które też niekoniecznie są fanaberią, skoro podobno ograniczają szkodliwy wpływ słodzonych napojów na szkliwo, a już na pewno są koniecznością po zabiegu wybielania zębów. Powie ktoś, że fanaberią jest samo wybielanie. A, przepraszam bardzo, nadmiar higieny to niby nie? Jakoś ludzkość przetrwała tysiąclecia bez tamponów, a nawet bez kubeczków menstruacyjnych - plastikowych, ale wielokrotnego użytku - które reklamuje wspomniana w innym artykule red. Bravo Areta Szpura. Swoją drogą, ciekawe, czy ta superekologiczna minimalistka zrezygnowała ze stosunkowo nowej mody na golenie pach i łydek. (Uwaga!!! To było pytanie retoryczne! Naprawdę nie jest mi potrzebna ta informacja ;). Właściwie czegokolwiek się tknąć, to popadamy w sprzeczności. Weźmy te prezerwatywy... z jednej strony zanieczyszczają oceany, z drugiej jednak ograniczają wzrost populacji, ale z trzeciej strony - także epidemię AIDS. A epidemie są najskuteczniejszym obok wojny sposobem na depopulację. W dodatku "inteligentniejszym", bo wojna eliminuje najwartościowsze biologicznie i społecznie osobniki, podczas gdy epidemie zgarniają żniwo wśród słabych i starych. Weźcie to pod uwagę proszczepionkowcy, jeśli wizja ton zużytych strzykawek i igieł was nie przeraża ;) Z innej beczki: wielki Olafur Eliasson wziął się jakiś czas temu za "social business" i chce za pieniądze pierwszego świata obdarować trzeci świat lampkami "Little Sun", dzięki którym dzieci z nepalskich wiosek będą mogły uczyć się po zmroku zamiast iść spać. Tylko, pytam się, po co? Żeby nakarmić się złudzeniem lepszej przyszłości? Wyemigrować do i tak przeludnionych miast, zamiast jak ich przodkowie wieść proste, ekologiczne życie? No, niestety, uszczęśliwianie ludzkości nie jest prostym zajęciem.

nie jest wcale wymysłem/modą ostatnich lat. Wręcz przeciwnie. Radzę się doszkolić.

w takich przypadkach: "naucz własną babcię...". Jako że to jest jednak tygodnik kulturalny, to kulturalnie odpowiem, że higieniczne obyczaje np. Egipcjanek są wbrew pozorom znane nie tylko czytelniczkom prasy kobiecej. Podobno już neandertalki próbowały oporządzać się łopatką z kości mamuta ;) Faktem jest jednak, że odkąd widok nagich ramion i nóg kobiecych stał się w Europie w miejscach publicznych rzadkością, a rytualną czystość zaczęto pojmować w innych, mniej cielesnych kategoriach, golenie się w zakrytych odzieniem miejscach zwyczajnie przestało być potrzebne. Renesansowa elegantka mogła sobie podgalać czoło, ale nie nogi. Moda na golenie wróciła (czy raczej pojawiła się w zupełnie innym kontekście kulturowo-społecznym) najpierw w Ameryce, gdzieś tak w latach I wojny światowej, a po II wojnie stopniowo zaczęła ogarniać Europę, nie bez związku z innymi modami. Określenie "w okolicach bikini" nie ma przecież związku z anatomią, prawda? W Europie Wschodniej to kwestia może ostatnich trzech dekad (czyli, jak napisałem, "ostatnich lat" w historycznej skali). Zresztą nie trzeba nawet "doszkalać się" z książek; wystarczy obejrzeć tę reklamę: https://www.youtube.com/watch?v=YdFS_fwzF1s. Byłaby zupełnie nieśmieszna, gdyby widz nie rozumiał, że to, co go zniesmacza, zaledwie pół wieku wcześniej było estetyczną normą. Jeśli autorzy tej reklamy zakładali znajomość tego toposu kulturowego nawet przez gimnazjalistów (reklama dotyczy telefonii na kartę) to chyba także czytelniczki TP zrozumieć go powinny. Nie?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]