Reklama

Literacki Nobel dla Louise Glück

Literacki Nobel dla Louise Glück

08.10.2020
Czyta się kilka minut
Noblowski medal dla urodzonej w 1943 roku w Nowym Jorku poetki to wyróżnienie dla poezji klarownej, czystej i zdyscyplinowanej, a zarazem bliskiej zwyczajnej mowie i ludzkiemu doświadczeniu.
Louise Glück odznaczona przez Baracka Obamę medalem National Humanities, 2015 r. / Fot. Carolyn Kaster / Associated Press / East News
G

Glück jest autorką utytułowaną, laureatką wielu nagród, m.in. Pulizera, Bollingen Prize, Wallace Stevens Award, National Book Award czy złotym medalem Amerykańskiej Akademii Sztuki i Literatury. W 2012 roku została wybrana do funkcji amerykańskiej Poetki Laureatki. Doceniona przez krytyków i będąca ważną postacią amerykańskiej sceny literackiej, Glück jest zarazem autorką poczytną i popularną, mającą szerokie grono czytelników.

Jej wiersze mówią o sprawach dotyczących wszystkich i każdego, takich jak utrata, śmierć, miłość, samotność, odczuwanie własnego istnienia w świecie (to z pewnością owa „uniwersalność”, wspomniana w komunikacie sekretarza Akademii Szwedzkiej), posługując się przy tym zasadniczo prostym językiem, który nie zostaje w jej wierszach poddany eksperymentalnym przekształceniom. Język ten jednak podlega precyzyjnej dyscyplinie poetyckiej – dyskretnej, nienachalnej i niezaburzającej zwyczajnego toku wypowiadanych fraz, ale wyraziście organizującej ich materię. W jej wierszach brzmi rytm dobitnej frazy, która składnię zwykłych zdań podbija inkantacją. Pisząc o poezji Glück Helen Vendler podkreśla wyróżniający ją szczególny ton („hierarchiczny i nieziemski”), dzięki któremu zwykłe stwierdzenia zbliżają się do tonu duchowego proroctwa, jaki „niewiele kobiet ma odwagę przyjąć”.

W swojej twórczości Glück sięga często po motywy mityczne, szukając w nich matryc czy wzorców dla zapisu ludzkiego doświadczenia, ale nie prostych odpowiedzi na odwieczne pytania. W słynnym wierszu „The Triumph of Achilles”, tytułowy „prawie bóg” rozpacza w swoim namiocie po śmierci Patroklosa, a bogowie widzą, że już jest martwy, jest ofiarą „tej cząstki, która kocha, / tej która jest śmiertelna”. 

Poezja Luise Glück wyrasta z tradycji wyznania, ale jej wiersze są najdalsze od emocjonalnego roznegliżowania czy tak zwanej „szczerości”, jaką można by kojarzyć z tym terminem. Choć, jak napisała jedna z krytyczek, siłą tej twórczości jest jej absolutne skupienie na sobie, i to w sensie dosłownym, bo „słowa jej wierszy jakby wydobywają się z samego sedna jej samej”, to poezja Glück jest pozbawiona ozdobników, oszczędna, skrajnie niesentymentalna i niemal bezlitosna, a przez to niezwykle intensywna i ciemna w tonie. Słychać w niej nie tylko mocny zapis doświadczenia, ale i powagę intelektualnego namysłu nad życiem, który nie może prowadzić do łatwych pocieszeń, choć nie brak w nim zachwytu.

Po polsku trzy wiersze Louise Glück mamy w antologii „Dzikie brzoskwinie”, w przekładzie Julii Hartwig – i to chyba wszystko. Poezja Hartwig dzieli, jak mi się zdaje, z twórczością Glück zarówno typ wrażliwości, jak ton pozbawiony sztuczności i pozy. Wybrane przez polską poetkę do antologii wiersze wypowiadane są wyraźnym kobiecym głosem, mówią o niemal stereotypowych kobiecych doświadczeniach. W rozgrywających kobiecą tożsamość wierszach Glück rzecz jest jednak znacznie bardziej skomplikowana. Ale by się o tym przekonać (po polsku), trzeba będzie zaczekać.

To dziwne, że na temat tej autorki tak niewiele u nas wiadomo i że nie ma przekładów, bo przecież liczni poeci jej pokolenia, wyrastający z podobnych modernistycznych źródeł i przy wszystkich różnicach, proponujący w pewnym sensie zbliżony ton, doczekało się u nas tomików lub przynajmniej przyzwoitej reprezentacji w czasopismach i festiwalowych almanachach: Robert Hass, Robert Pinsky, Edward Hirsch, Rosanna Warren, Anne Carson. Pewnie teraz się to zmieni, i bardzo dobrze. 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Cicho tu jakoś i śladu nie ma po zeszłorocznym wzmożeniu kulturalnym. Czyżby Nobel nie rzucał już na kolana? Trudno, na tym zebraniu zacznę jako pierwszy i to od śmiałego wyznania, że o Louise Glück przed czwartkiem nic nie słyszałem. Ba, nie tylko ja, ale i polscy koneserzy poezji w ogóle, a amerykańskiej w szczególności, którzy zauważyli wcześniej tych wszystkich Hassów, Pinskich, Hirschów itd. Dziwne? Niekoniecznie. "C’est une figure quasi inconnue en France", piszą w Le Monde, a w FAZ pozwolili sobie nawet poetycko zażartować: "Louise Glücks beglückende Dichtung ist nur selten ins Deutsche übersetzt worden". I to mimo że w ojczyźnie swej jest gwiazdą docenioną urzędowo na szczeblu tak stanowym, jak i federalnym, a okruchy jej poezji, będąc "highly quotable", inkrustują niezliczone instagramowe posty. Jak widać, samo pisanie w światowym języku, w centrum świata i o sprawach niby uniwersalnych nie daje automatycznie awansu z plemienności do uniwersalności. Szwedzcy akademicy postanowili w tym roku nie eksperymentować jak z Dylanem, nie ryzykować kontrowersji jak z Handkem, i nagrodzili poetkę bezpiecznie leciwą (raczej nic już nie nawywija), przynajmniej w Ameryce znaną i lubianą oraz potencjalnie obchodzącą szerszą niż amerykańska publikę. (Nawiasem mówiąc: w niezamierzonej chyba analogii, w dziedzinie fizyki też nagrodzono osiągnięcia wielkie, ale sprzed pół wieku, odnotowane w szkolnych podręcznikach i obecne w popkulturze, jak wywalony język Einsteina.) Na poemhunter.com znalazłem ponad 70 wierszy LG, z czego kilkanaście przeczytałem. Faktycznie, jest miłość i śmierć, i przemijanie, i egzystencjalna zaduma, i w ogóle wszystko, co w poezji kochamy. Wyrażone prostym, acz dyskretnie zdyscyplinowanym językiem (nic tu nie nas poruszy tak, jak niegdyś słynny wiersza Sajnoga ;). Trochę obserwacji natury, ale raczej z perspektywy parkowej ławeczki, jako pretekst do rozważań o miłości, śmierci, przemijaniu etc. etc. Ładne, gładkie, czasem umiarkowanie erudycyjne, a czasem "quotable" jak mistrz Coelho. I rzeczywiście sporo mitologii. Ten słynny (gdzie?) "Tryumf Achillesa" mnie akurat nie powala, a wręcz zdaje mi się banalny, ale np. "The Myth of Innocence" jest nawet intrygujący. Trzy wiersze z boską kochanką Odysa w tytule absolutnie uzasadniają opinię o wyraźnie kobiecym głosie w tej poezji, acz znów (jeśli wolno wyrazić zdanie odmienne od zdania red. Heydel) mnie ten rodzaj kobiecej tożsamości nie wydaje się aż tak bardzo skomplikowany. Ale czy poezja "uniwersalna", mówiąca "o sprawach dotyczących wszystkich i każdego", musi (i czy może) być skomplikowana? Przeczytane, na razie odłożone.

Z ostatniej chwili: w rankingu poemhunter.com LG wczoraj była na sto osiemdziesiątym którymś miejscu wśród 500 najpopularniejszych poetów, a dziś jest już 32., pomiędzy Yeatsem a Dylanem (Thomasem). Jednak co Nobel, to Nobel.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]