Pierwszy wniosek: Francja wychodzi z tych wyborów jako kraj podzielony na trzy duże bloki. W sytuacji, gdy Zgromadzenie Narodowe (izba niższa parlamentu) liczy 577 deputowanych, każdemu z bloków daleko do większości 289 głosów.
– Decyzja Macrona, aby po niekorzystnym dla jego ugrupowania i wyjątkowo korzystnym dla skrajnej prawicy wyniku eurowyborów rozwiązać parlament, sprawiła, że Francja jest dziś krajem, którym praktycznie nie da się rządzić. Nikt nie wie w tej chwili, jak wyjść z tej matni – mówi „Tygodnikowi” Olivier Mazerolle, znany komentator polityczny.
Według nieoficjalnych wyników po niedzielnej drugiej turze pierwsze miejsce zajął szeroki lewicowy sojusz występujący pod nazwą Nowy Front Ludowy (są w nim: radykalna Francja Nieujarzmiona LFI, socjaliści, ekolodzy i komuniści); uzyskał on 182 miejsca. Za nim plasuje się centrowy blok Razem, skupiony wokół prezydenta Macrona; będzie mieć 168 miejsc. Skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe (RN), występujące w sojuszu z rozłamową frakcją Republikanów Erica Ciottiego, otrzymało 143 mandaty, Konserwatywni Republikanie dostaną zaś ok. 60 miejsc. Frekwencja była wysoka, ok. 67 proc. (i podobna do tej z pierwszej tury 30 czerwca).
FRONT PRZECIW RN | Sukces lewicy to niespodzianka. Sondaże czterech dużych ośrodków wskazywały zgodnie na zwycięstwo skrajnej prawicy, z wynikiem nawet ponad 200 mandatów. Tymczasem RN zdobyło ich dużo mniej, przegrywając nie tylko z lewicą, ale też z obozem Macrona.
Zepchnięcie partii Le Pen na trzecie miejsce było możliwe dzięki manewrom między pierwszą i drugą turą. Nowy Front Ludowy i obóz prezydencki wycofały tych swoich kandydatów, którzy 30 czerwca zajęli trzecie miejsca, łącznie w ok. 200 okręgach. To te okręgi, w których wedle specyficznej ordynacji po pierwszej turze pozostało po troje kandydatów. Choć więc w ogromnej większości z tych okręgów w pierwszej turze to politycy RN zajęli pierwsze miejsca, teraz przegrywali z kandydatami lewicy bądź Macrona – oba bloki kumulowały głosy tych, którzy nie chcieli, by wygrała skrajna prawica.
Dlatego zaraz po ogłoszeniu wyników przewodniczący Zjednoczenia Narodowego Jordan Bardella atakował obóz Macrona i lewicę, uznając, że zawarli „sojusz hańby”. Marine Le Pen, szefowa frakcji RN w parlamencie i faktyczna liderka tej partii oznajmiła zaś, że jej zwycięstwo jest tylko „odłożone w czasie”. Faktem jest, że RN zanotowało najlepszy wynik w historii wyborów parlamentarnych; w pierwszej turze poparła je mniej więcej jedna trzecia Francuzów.
– Niebezpiecznym efektem wyborów może być ogromna frustracja zwolenników RN – uważa Mazerolle. – Faktycznie mają poczucie, że ukradziono im zwycięstwo, bo blok „anty-RN” nie zgadza się prawie w niczym.
BEZ WIĘKSZOŚCI | Na razie tysiące zwolenników Frontu Ludowego świętowały w niedzielny wieczór na paryskim placu Republiki. – Ciągle nie mogę dojść do siebie. Byłam pewna, że RN zwycięży – mówiła „Tygodnikowi” Séverine, nauczycielka w liceum, po ogłoszeniu exit polls. Séverine uważa, że lewica musi znaleźć kandydata na premiera, który będzie łączyć. Takim nie jest, jej zdaniem, lider Francji Nieujarzmionej (LFI) Jean-Luc Mélenchon. Nazywa go „guru sekty, otoczonym wyznawcami”.
Mélenchon, którego partia zdobyła najwięcej mandatów wewnątrz bloku lewicy, wezwał w niedzielę prezydenta, by powołał rząd Frontu Ludowego. Zarazem wykluczył kategorycznie negocjacje z obozem Macrona w sprawie koalicji. Z drugiej strony, jeszcze przed drugą turą Macron twierdził, iż potencjalny „rząd jedności republikańskiej” mógłby rozciągać się od socjaldemokratów i Ekologów przez Razem po Republikanów, z wyłączeniem partii Mélenchona.
Komentatorzy są zgodni: na nowy rząd trzeba poczekać, może nawet wiele tygodni. Znalezienie premiera z lewicy będzie trudne, bo sojusz radykałów z LFI z socjalistami, Ekologami i komunistami ma charakter taktyczny. Ich programy dzieli przepaść.
Odnotujmy, że prostym deputowanym został socjalista François Hollande, w latach 2012-17 prezydent. Olivier Mazerolle uważa, że wracając po siedmiu latach przerwy do polityki, Hollande sposobi się, by w 2027 r. zawalczyć znów o prezydenturę.
SCHYŁEK MACRONIZMU | Działając zgodnie z konstytucją, dotychczasowy premier Gabriel Attal ogłosił, że złoży dymisję, ale zadeklarował, że może pozostać na stanowisku „tak długo, jak będzie to konieczne”. Czyli do końca nadchodzących letnich Igrzysk Olimpijskich i Paraolimpijskich w Paryżu.
Za to przyszłość obozu prezydenckiego, który stracił ok. 80 miejsc w parlamencie, stoi pod znakiem zapytania. – Z wyborem Macrona w 2017 r., podobnie jak z wyborem Baracka Obamy w USA, wiązano wielkie nadzieje co do reformy kosztownego i mało wydajnego państwowego molocha. Do przemian nie doszło i stąd większość Francuzów odrzuca dziś Macrona – uważa Mazerolle.
JAK ZATRZYMAĆ SKRAJNOŚCI | Sympatyzujący z lewicą pisarz Hervé Le Tellier, autor m.in. popularnej także w Polsce „Anomalii”, tuż przed drugą turą zauważył, że Francuzi głosujący na partię Le Pen to najczęściej ci, którzy czują się opuszczeni przez państwo. „To przede wszystkim ci, którzy widzą, że zamknięto ich stację kolejową, ich pocztę, sklep i kawiarnię, że najbliższy szpital jest teraz oddalony o 50 km” – mówił Le Tellier. Pisarz uważa, że aby odebrać paliwo skrajnej prawicy, lewica musi zająć się mieszkańcami tzw. głębokiej Francji.
Dziś ten apel staje się jeszcze bardziej aktualny.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















