Kryzys powołań

Co się stało? Jeszcze nie tak dawno mieliśmy wręcz nadmiar kandydatów do kapłaństwa, dlaczego dziś ich nie mamy?

Reklama

Kryzys powołań

Kryzys powołań

01.11.2021
Czyta się kilka minut
Co się stało? Jeszcze nie tak dawno mieliśmy wręcz nadmiar kandydatów do kapłaństwa, dlaczego dziś ich nie mamy?
Ks. Adam Boniecki / FOT. GRAŻYNA MAKARA
R

Rektor seminarium duchownego diecezji legnickiej ks. dr Piotr Kot, zapytany o kryzys powołań, odpowiada, że „trzeba mówić raczej o kryzysie powołanych, bo Pan Bóg na pewno nie przestał przemawiać do serc młodych ludzi. Jednak ci, którzy słyszą zaproszenie, mogą mieć różne opory” (serwis KAI z 12 października 2021 r.). Może być i tak, że Bóg „nie przestał przemawiać do młodych serc”, ale uznał, że w Polsce jest dość księży i tych, „do których serc przemawia”, jest po prostu mniej. Bo może nie wszystkie zarezerwowane dziś dla księży funkcje – administracyjne, gospodarcze, naukowe itd. – wymagają święceń kapłańskich. W niektórych krajach z powodzeniem już przejęli je świeccy.

Tak czy inaczej, liczby mówią za siebie. W tym roku do seminariów diecezjalnych i zakonnych zgłosiło się 356 kandydatów do kapłaństwa, to jest 20 proc. mniej niż w roku ubiegłym. Rok szkolny rozpoczynało 242...

4595

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, trzymiesięczny lub roczny.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

...niekumatych rektorów w seminariach i takich jak M. Jędraszewski prosto z piekła biskupów to nie dziwota, że nawet ciemny lud zaczyna rozumieć co tu jest grane - btw, ciekawe byłoby przeczytać, co sam x. AB o tym "kryzysie powołań" sądzi?...

Szaman coś sobą prezentuje i musi coś umieć, musi być przydatny dla społeczności w której działa. Ksiądz nic nie musi, wystarczy, że jest odpowiednio spolegliwy przed korporacją która go szkoli, lub kimś znaczącym w tej korporacji, jego przydatność dla społeczności mocno dyskusyjna.

Dawno temu za pięknych szalonych młodych lat, miałem kolegę, który wyrywał laski na bajkę , że został przyjęty do seminarium, teraz postanowił użyć żywota bo to jego ostatnie miesiące wolności. Ku irytacji nas, zwykłych tradycyjnych podrywaczy to działało i zmieniał dziewuchy co imprezę. Niedawno w pociągu przysłuchiwałem się rozmowie kilku dziewczyn. A wiecie, że Marcin jest w seminarium. Mówi jedna. Ale siara, obciach i takie tam komentarze, A taki był fajny chłopak. Presja środowiska na ogromną moc. Dawno temu byłem na weselu, mamcia pana młodego, jakoś się dowiedziała, że panna młoda jest w ciąży, zrobiła się draka. Mamuśka zaprosiła na imprezę kuzyna księdza, zgorszeniu nie było końca. Po kilku latach ów ksiądz zrzucił sutannę, bo też zmajstrował dzieciaka i z rodzinką za granice wyjechał. Świątobliwość rodu legła w gruzach. Doprawdy nie mieszałbym do spraw powołań Boga, a już jak słyszę, z ust kaznodziei, że Bóg od nas chce, oczekuje... , to mi się drobne w kieszeni nie zgadzają.

"ze wszystkich stron jest utrwalany negatywny obraz Kościoła i kapłaństwa” oraz mnożą się publikacje, których autorzy (jako przykład przytacza kleryka usuniętego 10 lat temu z seminarium, winą za swoje odejście obarczającego system kościelny) „ewidentnie dążyli do zaprezentowania seminarium jako miejsca, w którym (...) brakuje wyższych wartości, a wszyscy zajmują się na okrągło realizacją popędu seksualnego i dążeniem ku bliżej nieokreślonej karierze zawodowej”" - bardzo, ale to BARDZO nie lubię gdy winy szuka się wszędzie tylko nie w sobie

Bardzo cenne ,że autor nie stawia diagnozy (w odróżnieniu od komentatorów). Chyba każda byłaby spłyceniem zjawiska . Zmiany we wszystkich aspektach rozwoju cywilizacji postępują w jednostajnie przyspieszonym tempie. To co 2 - 3 dekady temu było futurystyką obecnie staje się nieaktualną historią. Czy rozwój mentalny człowieka postępuje we właściwym tempie ? Czy w zglobalizowanej , przeludnionej i zwirtualizowanej populacji wciąż jest miejsce dla człowieka jako podmiotu ? Czy jest miejsce dla Boga ? „Wiara jest tam , gdzie nie ma wiedzy” . Czy w (pozornie) bardzo łatwo dostępnej i powszechnej wiedzy (Internet) potrafimy wciąż szukać prawdy ? Im więcej wiem , tym więcej stawiam pytań. PS. Jako członek małej wspólnoty (parafii) z jedynym księdzem (nie specjalnie charyzmatycznym - niektórych może zniechęcających swą postawą) jestem świadkiem jak parafia nie na duszpasterzu stoi , lecz na wiernych . Reforma kościoła zaczyna się od najniższych struktur.

Twierdzenie, że "wiara jest tam, gdzie nie ma wiedzy" jest mocno ryzykowne. I zbyt wieloznaczne, w swojej ekstremalnej formie mogłoby oznaczać, że jedynie odrzucając wiedzę (czyli to wszystko, co wiemy o świecie i o człowieku) otrzymamy wiarę. A co więcej nie wiem czy to jest w ogóle możliwe, bo fakt że jest się homo sapiens zakłada, że posiada się rozum. Myślę, że każdy sam powinien znaleźć tę granice między wiarą i wiedzą, która pomaga mu zbliżyć się do P.B.

"wiarą ukorzyć trzeba zmysły i ROZUM swój..."

no i o to chodzi, wiara dla bezrozumnych

Być może ktoś potrzebuje korzenia (od korzyć, s'humilier, a nie od korzenia), ale to już każdy sam musi sobie na to pytanie odpowiedzieć. Akurat ta pieśń odwołuje się do uczuć, nastroju itd. Akurat w moim przypadku nie jestem pewna czy korzenie przeniosłoby spodziewany efekt. Co do zasady nie mogłabym nikomu sugerować, by korzył zmysły i rozum, bo gdyby się okazało że to jest jego droga do P.B. to byłoby ze mną raczej krucho.

moje doświadczenie mówi mi, że każda osoba, która kazała mi cokolwiek korzyć, nie chciała mojego dobra, tylko władzy nade mną. Ciekawe jak jest tym razem... Zastanawiające jest też to, że zwykle mówi się, że wszystko jest decyzją (zatem rozumowo: dziesiątki razy słyszałam: miłość jest decyzją, wybaczenie jest decyzją itd, itp.), a potem mówi się: nie, nie rozum jest zły, trzeba go korzyć. Czyli de facto decyzje podejmowane rozumowo są złe (bo złe drzewo nie może wydawać dobrych owoców). I to jest manipulacja. STRASZNA MANIPULACJA

I jeszcze jedno: zajmowanie się jakiekolwiek dziedziną, jeżeli nie jest robione dla samej wiedzy, dla renomy, poklasku, pieniędzy itd. itp. jest czymś czasami naprawdę trudnym. Więc tworzenie opozycji: wiara kontra wiedza byłoby po prostu nieuczciwe. Zwłaszcza w sytuacji, gdy właśnie w wierze człowiek szuka siły, by móc zajmować się tym, czym się zajmuje. To tak hipotetycznie oczywiście.

Wiara i rozum idą wspólną drogą poznania prawdy, religia to oddanie swojej wiary i rozumu w służbę jakiejś korporacji. ps. niestety zauważam, że nieraz i nauka często zaczyna mieć znamiona korporacyjnej religii.

tzw. "wolna wola" w znaczeniu jakie się potocznie temu pojęciu przypisuje to jedynie ś w i a d o m o ś ć decyzji podejmowanych przez mózg oraz i l u z j a, że "ja" jest autorem tych decyzji - tu warto zauważyć, że w szczególności i n d o k t r y n a c j a religijna jest niczym innym jak w i r u s o w y m oprogramowaniem, na podstawie którego nasz procesor - mózg - generuje różne irracjonalne decyzje, które my opisujemy w kategoriach tzw. "wiary"

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]