W poniedziałek 31 marca spod gruzów małej szkoły udało się wydobyć cztery żywe osoby. Szanse na ratunek dla pozostałych przy życiu ofiar trzęsienia ziemi, które 28 marca nawiedziło Birmę i Tajlandię, maleją dosłownie z każdą minutą. Z coraz większej liczby birmańskich miejscowości dotkniętych kataklizmem docierają za to doniesienia o fetorze zwłok, które w upalnym klimacie (zaczyna się apogeum pory suchej z temperaturami sięgającymi w dzień 40 stopni) bardzo szybko rozkładają się pod gruzami.
Trzęsienie ziemi w Birmie
Piątkowe trzęsienie ziemi było jednym z najsilniejszych od lat w tej części Azji. Uderzyło głównie w centralne prowincje Birmy, w tym w historyczną stolicę kraju Mandalaj. Liczba potwierdzonych ofiar śmiertelnych w momencie zamykania tego wydania zbliża się do dwóch tysięcy, ale jest niestety niemal przesądzone, że jeszcze wzrośnie. Rządząca Birmą junta kompletnie nie radzi sobie z kryzysem humanitarnym wywołanym przez kataklizm (w kraju od lat toczy się zresztą wojna domowa, a nad przeszło jedną trzecią powierzchni kraju rząd nie ma realnej kontroli). Do wielu miejscowości wciąż nie dotarła pomoc, brakuje też ciężkiego sprzętu i wsparcia medycznego.
Bombardowania zamiast ratowania ofiar
Wojska rządowe nasiliły za to ataki na separatystów, wykorzystując zamieszanie wywołane przez trzęsienie ziemi. Birmańskie lotnictwo, jak podaje tamtejsza sekcja BBC, zaledwie trzy godziny po kataklizmie zbombardowało pozycje lokalnej partyzantki w stanie Szan (w wyniku nalotu miało zginąć siedem osób). Do ataków lotniczych doszło nawet w południowej części prowincji Sikong, w pobliżu epicentrum piątkowego trzęsienia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















