Koalicja rządowa rozpoczęła procedurę odwołania Krzysztofa Czabańskiego ze stanowiska. Czy są do tego formalne podstawy?

Odwołanie szefa Rady Mediów Narodowych można było przeprowadzić już w grudniu 2023 roku. Gdyby to zrobiono, mielibyśmy od dawna nowe władze spółek medialnych i jeden powód mniej do zaogniania wojny politycznej.
Czyta się kilka minut
Krzysztof Czabański na sali plenarnej Sejmu. Warszawa, 22 lipca 2022 r. // Fot. Radek Pietruszka / PAP
Krzysztof Czabański na sali plenarnej Sejmu. Warszawa, 22 lipca 2022 r. // Fot. Radek Pietruszka / PAP

Wszyscy pamiętamy wydarzenia z przełomu 2023 i 2024 roku, gdy – w wyniku decyzji ówczesnego ministra kultury Bartłomieja Sienkiewicza dotyczących władz TVP, Polskiego Radia i PAP – parlamentarzyści PiS okupowali budynki tych stacji, a cała historia przyczyniła się do nagłego wzrostu politycznego napięcia. Bo istotnie, pierwsze decyzje Sienkiewicza, odwołujące po prostu władze spółki, były mocno wątpliwe prawnie.

Po kilku dniach sam minister się z nich wycofał, stawiając zarazem trzy spółki medialne w stan likwidacji. Niestety, trwa on już ponad dziewięć miesięcy i na horyzoncie nie widać szans na zmiany, bo nawet nie ma projektu ustawy o nowym ładzie medialnym.

Jednocześnie koalicja rządowa zdecydowała się wszcząć procedurę odwołania przewodniczącego Rady Mediów Narodowych Krzysztofa Czabańskiego. Wszystko wskazuje na to, że uda się jej to przeprowadzić, dzięki czemu zdobędzie w RMN większość, niezbędną do w pełni legalnego kształtowania składu władz TVP, Polskiego Radia i PAP.

Podstawą do odwołania ma być fakt, że Czabański zasiada w radzie Fundacji Lecha Kaczyńskiego, która jest z kolei udziałowcem prawicowych stacji telewizyjnych. Przewodniczący RMN ma przez to naruszać ustawę o samej Radzie, co z kolei daje formalne podstawy do odwołania go przed upływem kadencji, która kończy się dopiero w 2028 roku.

Użyte dziś argumenty sprawiają wrażenie bardziej uzasadnionych formalnie niż decyzje ministra z grudnia – zarówno ta o wymianie władz spółek, jak i postawieniu ich w stan – przecież całkiem fikcyjnej – likwidacji.

Powstaje pytanie, dlaczego takiego ruchu nie można było zrobić już w grudniu. Wtedy odwołanie Czabańskiego z tego samego powodu proponowała np. lewica. Gdyby to zrobiono, można by już wtedy wymienić władze spółek bez ich likwidacji, też przecież mającej swoje koszty. Jednak ekipa rządowa i minister Sienkiewicz mieli wtedy inny pomysł, który skutkował niejasną sytuacją prawną mediów oraz ich kłopotami finansowymi z powodu obstrukcji ze strony KRRiT, blokującej wypłaty z abonamentu. Przedstawiciele nowej władzy argumentowali wtedy, że nie chcą mieć wiele wspólnego z PiS-owską Radą Mediów Narodowych, instytucją wątpliwą konstytucyjnie. Jednak to, co było wtedy złe, teraz nagle okazało się dobre.

Są dwie możliwości wyjaśnienia przebiegu zdarzeń, obie niezbyt dobre dla rządzących. Pierwsza, że rządząca ekipa nie miała przemyślanego sposobu potraktowania mediów publicznych i wszystko, co robiła, było formą partyzantki. I druga, że ruchy ministra Sienkiewicza z grudnia były celowo jak najbardziej konfrontacyjne, żeby wywołać jak największy opór PiS i zarazem pokazać elektoratowi, że podporządkowane starej ekipie media traktuje się tak brutalnie, jak na to zasługują.

Obserwując działania obecnego rządu w innych sferach, skłaniałbym się do przekonania, że bliższe prawdy może być drugie wytłumaczenie. Stawianie na konfrontację z PiS i prezydentem nawet tam, gdzie ona nie jest niezbędna, to stały element działań obecnej ekipy. Być może takie postępowanie jest korzystne dla rządzących (być może też dla opozycji), bo wzmacnia polityczną polaryzację. Ale czy korzystne dla kraju? 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”