Reklama

open eyes economic summit 2019

Katoliczka i feministka

Katoliczka i feministka

14.06.2015
Czyta się kilka minut
Nie wiemy, jak wiele jest kobiet takich jak my. Sądzimy, że coraz więcej. Warto, aby Kościół w Polsce dostrzegł nasze doświadczenia.
Dominika Kozłowska w redakcji „TP”, marzec 2015 r. Fot. Kamila Zarembska
P

Polka, katoliczka, feministka – to połączenie w naszym lokalnym Kościele wciąż brzmi dość egzotycznie. Chyba że chodzi o tzw. nową feministkę, tę od Jana Pawła II. Wówczas można odetchnąć z ulgą. Pozostałe katolickie feministki traktowane są podejrzliwie, bo przez pryzmat zamkniętej przez Jana Pawła II debaty o urzędowym kapłaństwie kobiet. Z kolei prawdziwe feministki kojarzą się radykalnie: jako zwolenniczki aborcji, dostępności tabletek „dzień po”, seksualizacji dzieci, związków partnerskich, a ostatnio także i groźnego genderu. Łatwo je ustawić na zewnątrz Kościoła, bo przecież ich poglądy są sprzeczne z nauczaniem biskupów, promującym tradycyjny model rodziny. To spowodowało, że do niedawna zwykłe katoliczki, które na co dzień nie mają zwyczaju snucia rozważań na temat związku między płcią a kapłaństwem, nie zastanawiały się nad swoim stosunkiem do feminizmu, co...

9989

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dominiko, in vitro to nie tylko szalona radość rodziców i dziadków z powodu dziecka, które przyszło na świat, to także zamrażanie zarodków ludzkich w ciekłym azocie, niszczenie zarodków ludzkich z defektami lub niszczenie zarodków nadliczbowych.Z tych zarodków byliby kiedyś biskupi, kapłani,watykańscy urzędnicy...

Antykoncepcja zabija pożądanie, a już nie wspomnę o tym ile zniszczyła małżeństw!

Kobiety z pokolenia pani Kozłowskiej mają 2 razy więcej wolności i 2 razy więcej możliwości od pokolenia jej rodziców. Kobiety z pokolenia pani Kozłowskiej mają 10 razy więcej wolności i 10 razy więcej możliwości od pokolenia rodziców jej rodziców. Ale panie z pokolenia pani Kozłowskiej wciąż czują się krzywdzone i niedocenione. I tak pewnie będzie do końca świata.

Niewolnik ma przyjąć tyle wolności ile da mu pan i nie powinien domagać się więcej, choć po części ma pan rację. W paradygmacie który jest panu bliski wygląda to inaczej, niewolnik który zapanuje nad swym panem, bo w naturze tego pana nie będzie władza, zacznie gardzić i pomiatać swym panem, stanie się władcą i gardzić swym panem będzie rozlewając na niego swą toksyczną formę zwierzchności, nie znoszącą sprzeciwu, nie mającą litości lecz ubraną w nic nie znaczące frazesy. Kłamstwo i pogarda ubrane w frazesy wiary i szlachetności. Moje osobiste doświadczenia każą być mi bardzo ostrożnym w czymś co można by nazwać bezwarunkowym poparciem dla feminizmu. Teoretyczna zależność kobiet w katolicyzmie nie sprawdza się wobec jednostek o odpowiednim sprycie i bezwzględności. Takie jednostki już teraz potrafią osiągać w swym otoczeniu władzę i wpływy wprost demoniczne.

W każdym razie wykonywała bardzo męską robotę i miewała konflikty z Kościołem. Zupełnie tego nie rozumiem dlaczego współczesne feministki nie potrafią się nią zachwycić. Czyżby dlatego, że zginęła będąc jeszcze dziewicą ?

Współczesne kobiety nie muszą umierać za głupich władców. Nie była bohaterką, była ofiarą, Karol VII nie zrobił nic by ją ratować, szczerze powiedziawszy miała umrzeć, a przed egzekucją jeszcze wyspowiadać się. Szczyt okrucieństwa.

A co Pan powie o 'łapczywości' mężczyzn?

Może łatwiej i bezpieczniej będzie gdy powiem coś o łapczywości człowieka. Z moich obserwacji wynika, iż człowiek ma wielkie problemy z samokontrolą oraz samoograniczeniem. Przypuszczam, że wielu rozsądnych ludzi zauważyło to samo. O ile kiedyś życie wymuszało na ludziach zdrową dyscyplinę i czujność, aby w ogóle jakoś przeżyć, o tyle teraz życie ( a raczej królowie życia ) zachęcają aby życie brać łatwo, lekko i przyjemnie. A chyba wciąż jest tak, że życie naznaczone heroizmem jest ciekawsze i mimo bólu daje więcej satysfakcji. Joanna d'Arc nie była frajerką. To była poważna, odważna, dojrzała kobieta ( pomimo młodego wieku ), która robiła rzeczy zdumiewające, ponieważ w rzeczach wyższych widziała sens życia.

Dziękuję Pani bardzo za ten tekst - za wyrażenie tego co wiele kobiet sądzi i myśli a czego nie jest w stanie wyartykułować tak przejrzyście i dobitnie jak Pani to zrobiła. Nie mam wielkiej nadziei na tą inicjatywę - rządzenie kobietami wydaje się takie łatwe a wzbudzanie w nich jedyni poczucia winy tak korzystne dla całego systemu Kościoła, że na pewno KK szybko od tego, jeśli w ogóle, nie odejdzie. Ale ważne by głos kobiet wybrzmiał.

Andrzej Mleczko nie jest katolikiem. Jaki to ma związek z tematem? Gdyby Andrzej Mleczko narysował rysunek w którym przedstawiałby instrukcję porodu, to pewno nie kryła by pani swojego feministycznego oburzenia. Jeżeli natomiast, ktoś stojący po drugiej stronie kościelnego muru, wypowiada się w tematach Kościoła, to pani się to podoba, tylko dlatego że ów temat pani odpowiada. Kościołowi w Polsce i nie tylko nie potrzebne są feministki. Za to bardzo potrzebuje mądrych kobiet. Czy feministka może być mądrą kobietą? Może aczkolwiek niekoniecznie. Dokładnie tak samo jest z mizoginami.

Pani Dominiko. Dziękuję. Bardzo dziękuję za ten artykuł :) Mój komentarz - być może troszkę przydługi - jest takim małym wyłożeniem moich przemyśleń i obserwacji. Być może naiwnych i dziecinnych, ale moich własnych. Jestem młodą kobietą. Studiowałam w mniejszym mieście, później w Krakowie. Nie jestem feministką. Nie chcę nią być. Chcę mieć tylko wybór. Czy to tak wiele? Chcę móc decydować za siebie, w sprawach które mnie dotyczą. Chcę, żeby ze mną decydował mój Partner, w a przyszłości Mąż. Czy to takie trudne? Tak, ja wiem - kultura, tradycja, język. Ostatnio zastanawiałam się, czemu jesteśmy jej aż tak bardzo uczepieni. Czemu to kobieta mówi, że "wpadła", czemu to ona "jest w ciąży"? Czemu później to od kobiety wymaga się utożsamiania poprzez pryzmat macierzyństwa? Jakiś czas temu, w kościele nie mogłam oderwać wręcz oczu od pewnej Pary - młode małżeństwo, takie jeszcze na dorobku. Z dzieckiem, takim malusim, że ledwo było je widać z chusty umocowanej na (UWAGA!) brzuchu TATY. Tak, mężczyzna niósł niemowlę. Widok piękny, ale... widziałam też oburzone spojrzenia starszych mężczyzn: matka idzie obok, ładnie ubrana, a mężczyzna z dzieckiem? Toż się nie godzi! Tradycja... Tradycję się zmienia. Cały czas. Kiedyś tradycyjnie czytano przy świetle słonecznym. Tradycyjnie pisano gęsim piórze na pergaminie. Czy to znaczy, że nie możemy używać elektryczności, żarówek? Że mamy wyrzucić nie tylko komputery, ale i długopisy? W imię czego? Tradycji? Gdyby tak było, ludzie nadal chodziliby nago, mieszkali w jaskiniach i jedli surowe mięso. Proponuję spróbować takiego "stylu życia" wszystkim tradycjonalistom. Gdy czytam, słyszę na kazaniu czy też w radiu, że kobiety mają w Kościele swoje miejsca, a zaraz później porównuje się je do ocukrowanego i wygładzonego wizerunku Marii (tak, wizerunku, stworzonego na takich samych zasadach, jak portrety, czy wizerunki celebrytów i polityków), trafia mnie. Gdzie jest kobieta, która potrafi zawalczyć o swoje, która mówi co myśli i się tego nie boi? Gdzie Maria, która na prawdę potrafiłaby sprzeciwić się tradycji i urodzić Syna Boga? Zniknęła. Co mamy zamiast niej? Mam wrażenie, że mężczyźni boją się silnych kobiet, sami będąc słabymi. Ci, którzy krzyczą najgłośniej, nie potrafią dyskutować, nie przedstawiają argumentów. Oni krzyczą. Tyle potrafią. Jeśli kobieta siedzi w domu i się nie odzywa... no cóż - mogę wtedy wyjść na pierwsze miejsce mogę być najważniejszy, mogę mieć zawsze rację. Chyba to pani Mitchell powiedziała ustami jednej ze swych postaci, że kobieta nie ma być mądra. Kobieta ma być ładna - mężczyźni boją się mądrych kobiet. Nie, ja nie chcę, by zawsze stawiano na moim, chcę, by to "moje" było brane pod uwagę. Nie, nie dla tego że jestem kobietą i z tego powodu, trzeba dać mi szansę. Dla tego, że jestem człowiekiem. Jeśli ktoś nie chce mieć dzieci, nie zmuszajmy go, jeśli chce mieć ich nawet i dwudziestkę - ma takie prawo. Pamiętajmy o jednym - nie tylko my mamy to prawo. Ma je też potencjalna matka, czy ojciec. Znam przypadki, gdzie kobieta nie chciała mieć potomstwa, ale ma dwójkę, czy trójkę. Czemu? Bo kobieta bez dzieci nie jest uważana za kobietę, bo co ludzie powiedzą, bo rodzice chcieli zostać dziadkami. Bo tak wypada. Co prawda, dzieci wychowuje teraz niania, a matka widuje je tylko w nocy i rano, ale przecież ona jest matką. Nie wiem, nie znam się. Nie jestem feministką. Jestem kobietą. Antropolożką. Ach! I jeszcze jedno: przypominam patriotom i tradycjonalistom, że gdyby nie feministki (sufrażystki), dziś nie byłoby komu mówić po polsku. Zamiast więc wygrażać swoim Córkom, złóżcie hołd Babkom.

Weźmy sobie na ten przykład obecną sytuację polityczną w naszym kraju. Dwie kobiety walczą o to aby rządzić Polską. A my jedynie się biernie przyglądamy jak one się okładają poduszkami ( teraz ), oraz cepami ( wkrótce ). Choć tu też może być element tradycji. Mężczyźni dostarczają chleb, a kobiety zapewniają igrzyska.

Nie rozumiem jednak co w związku z tym? O co chodzi, w stwierdzeniu, że "kobiety rządzą" i jak to się ma do wcześniejszej wypowiedzi? Proszę bardzo o rozwinięcie tej myśli.

Z pani wypowiedzi niedwuznacznie wynika, że głównie po to aby wykorzystywać i poniżać swoje partnerki. Moim zdaniem wyznacznikiem szacunku dla kobiety tradycjonalizm być nie musi ( choć rozumnie przyjmowany i oparty na poważnej religii czyli chrześcijaństwie powinien być ) ale zupełnie nic też nie wskazuje na to, aby obyczajowy liberalizm był źródłem respektu dla kobiet. Obyczajowy liberalizm często prowadzi do takiej oto konstatacji: 'właściwie, dlaczego mam ją traktować z pewną elegancją i delikatnością skoro można ( a może nawet trzeba ? ) traktować ją jak chłopa." Obawiam się, że feminizm podszyty jest masochizmem. Dla niektórych kobiet kobieca forma człowieka jest cokolwiek podejrzana, wymagająca naprawy, głębokiej ingerencji w obyczaj, a nawet naturę. Krótko mówiąc: kobietę trzeba przerobić na coś chłopopodobnego. I to wszystko pomimo spektakularnych sukcesów kobiet na wszystkich niemal ( chyba jedynie z wyjątkiem górnictwa węgla kamiennego ) polach ludzkiej działalności. A tak naprawdę to wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Prawdziwe, a nie urojone, problemy dotykają w podobnym stopniu kobiety i mężczyzn. Choćby dewastacja środowiska naturalnego, czy też załamanie demograficzne w naszym kraju.

Problem leży w tym, jak patrzy się na Kościół katolicki. Bo jeśli to tylko instytucja, to wiadomo, że kobieta może czuć się dyskryminowana. Gender nie przejdzie i tyle w temacie, nie ma na to zgody, tak samo na aborcje czy eutanazje. Kościół nie powinien zmieniać Ewangelii, to co mnie trzyma w Kościele to jego stabilność i trwanie przy swojej nauce. To jest piękne. Mamy się upodabniać do Chrystusa. Kobiety są tak samo ważni jak mężczyźni. Mężczyzna który nie ma matki, nie jest w pełni ukształtowany. Tak samo na odwrót. Poprostu kobieta i mężczyzna np. w związku małżeńskim tworzą jedno ciało i jedną duszę.

Panie Filipie, ciekawi mnie, co wg Pana oznacza gender?

jest wielki(s. Małgorzatę pozdrawiam)i piękny. "Katolickie kobiety coraz częściej mówią o Kościele własnym językiem." i mówią dobrze, Pani Dominiko." Dzięki temu zaczynamy się coraz wyraźniej słyszeć." - absolutna zgoda. "Pora, by nasz głos został usłyszany także przez Kościół instytucjonalny." - wszystko w naszych rękach. Nasza w tym głowa;))To trochę, tak, na przekór tradycji jakoby 'głową' zawsze był męski potomek Bożej rodziny.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]