Jezus w piekle

Papież, odwiedzając na Lesbos uchodźców, dziękował Grekom za ich wielkoduszność względem nich. Za niedługo przyjedzie do Polski. Czy będzie miał nam za co podziękować?
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca /
O. Wacław Oszajca /

Chyba nie bardzo, skoro szef rządzącej partii o uchodźcach tak mówi: „Są już przecież objawy pojawienia się chorób bardzo niebezpiecznych i dawno niewidzianych w Europie: cholera na wyspach greckich, dyzenteria w Wiedniu, różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą tutaj być groźne. To nie oznacza, żeby kogoś dyskryminować. Ale sprawdzić trzeba”. Inny wysoki urzędnik, zarzucając Europie, że popełniła ogromny błąd, godząc się na przyjęcie uchodźców, mówi: „My jesteśmy Europejczykami i zawsze byliśmy (...) bo Polska weszła do Europy poprzez chrześcijaństwo”. Natomiast „Europa sama musi sobie odpowiedzieć na pytanie, gdzie jest, w którym miejscu jest i dokąd zmierza. My mamy tę ogromną przewagę nad resztą Europy, że myśmy tej tożsamości jeszcze nie utracili”. Czy na pewno? „Powtarzam z całą mocą przesłanie Kościoła: dziś Chrystus ma twarz uchodźcy, dziś Chrystus jest także w przerażonych oczach chrześcijan z Syrii” – mówi bp Krzysztof Zadarko.

Podczas wizyty papieża Franciszka, patriarchy Bartłomieja i arcybiskupa Hieronima na wyspie Lesbos dziennikarze zauważyli transparent z napisem: „Pamiętajcie o jazydach”. To ważne, autor tego napisu, bez względu na to, kim jest, wykazał, że rzeczywiście „Duch tchnie, kędy chce”. Ten napis mówi o umiejętności odczytywania znaków czasu. O czym przypominał ostatni Sobór i przypomina kanon mszalny: „Niech Twój Kościół będzie żywym świadectwem prawdy i wolności, sprawiedliwości i pokoju, aby wszyscy ludzie otworzyli się na nadzieję nowego świata”. Ten transparent trzeba odczytać jako wyraz zaufania do nas, chrześcijan.

Z rąk terrorystów giną chrześcijanie, ale giną też wyznawcy islamu i pozostałych religii, często utożsamiani z ateizmem. Wciąż kamienuje się za cudzołóstwo, uśmierca za homoseksualizm, za albinizm, więzi niewinnych. Często przy tym powołując się na Boga czy bogów. Jeśli i na nas przyjdzie pokusa budowania nieba na ziemi, miejmy się na baczności, żebyśmy przywołując Bożego Ducha nie przywołali ducha złego i zamiast nieba nie zbudowali piekła. Najpierw dla innych, a ostatecznie dla siebie samych.

Niebo niekoniecznie musi być tam, gdzie najpiękniej. Niebo jest w piekle, gdyż tam najczęściej można spotkać Jezusa. Nie z mieczem w ręku, ale z bandażami. Nie strzelającego z karabinu, ale jako tego, do którego strzelano. Widywano Go płaczącego z płaczącymi. „Płakaliśmy, gdy widzieliśmy, jak Morze Śródziemne staje się grobem dla waszych bliskich. Płakaliśmy, widząc sympatię i wrażliwość mieszkańców Lesbos. Ale płakaliśmy również wtedy, gdy widzieliśmy twardość serc naszych i waszych braci i sióstr, zamykających granice i odwracających się od was plecami” – wyznał Bartłomiej, którego razem z Franciszkiem i Hieronimem zaprowadził na Lesbos nie kto inny, jak tylko Duch Ojca i Syna, czyli Miłość i Miłosierdzie. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 20/2016