W zupełnej ciemności ogromny, dwustronny monitor. Przekazywane symultanicznie obrazy zdają się identyczne. Mężczyzna w zwolnionym tempie zbliża się do widzów. Trwa to kilka minut. Zatrzymuje się w nieokreślonym punkcie. Stoi. Trwa to jakąś chwilę.
Nagle na pierwszym ekranie u stóp mężczyzny zaczyna pełgać ogień, a na drugim z góry zaczyna spływać woda. Płomienie narastają, woda zalewa go coraz intensywniej. Nie wiadomo, czy dzieje się to w czasie realnym, czy nadal spowolnionym. Żywioły wypełniają ekran, pochłaniając mężczyznę. Ten znika. Spala się. Tonie. Po chwili na pustym ekranie pojawia się niewielka sylwetka. I wszystko zaczyna się od nowa. To "Przejście", praca z 1996 roku.
Jestem zdziwiony własną reakcją na wideoinstalację artysty urodzonego w 1951 roku w Nowym Jorku, jednego z kodyfikatorów, a teraz już klasyków video art. Chyba naturalną reakcją byłby strach czy niepokój. Tymczasem stałem wpatrzony, czując oczyszczenie i wzmocnienie: musimy przecież pozbyć się cielesnej powłoki, by uzyskać inną, lepszą postać. Obaj bohaterowie pracy Violi znikając, pozostawiają nadzieję, ba, nawet pewność, że istnieje przemieniająca siła. I nie ma większego znaczenia, w jakim obrządku dokonała się ta przemiana. Viola dużo podróżował po Azji, zgłębiając tamtejsze religie i rytuały, ale jego metafora pozostaje czytelna w świecie chrześcijańskim. Na wernisażu w Zachęcie artysta powiedział, że po śmierci stajemy się jasnością. I niech tak zostanie.
W Warszawie pokazano dziewięć prac z lat 1995-2004. Ostatnią jest "Tratwa": grupa kilkunastu osób w różnym wieku i różnych ras zdaje się czekać na coś w nieokreślonej, zamkniętej przestrzeni. Po pewnym czasie ludzi zaczynają zalewać potężniejące z minuty na minutę strumienie wody. Postaci zasłaniają się, padają, powstają; trwa to długo. A woda tak, jak nagle się pojawiła, raptownie przestaje się lać. Ludzie powstają, otrzepują się, pomagają sobie. Po straszliwym doświadczeniu wiara w człowieka nie zamiera - wszyscy wyciągają do siebie ręce. Może w opisie brzmi to banalnie, ale w filmie Violi tak nie jest: zjawienie się wody-kataklizmu jest równie zaskakujące jak ludzkie na nią reakcje.
Instalacje wideodźwiękowe Billa Violi skrywają w sobie siłę dawnego malarstwa czy rzeźby. Podczas pobytu naukowego w Getty Research Institute artysta zgłębiał "namiętności i przedstawienia krańcowych stanów emocjonalnych w sztuce średniowiecza i renesansu". Te inspiracje przesądzają być może o odmiennej stylistyce Amerykanina. Jego słynne "Przywitanie" - zainspirowane freskiem "Nawiedzenie" Pontormo - wygrało Biennale Weneckie w 1995 roku.
Żywe obrazy - modne pod koniec XIX wieku - to wymarła, dziwna forma z pogranicza sztuki i realności. Dzieła Violi także chciałoby się nazwać żywymi obrazami. Formie tej należy jednak nadać całkiem nowe treści artystyczne. Oto moc tradycji i wielkie możliwości współczesnej techniki spotykają się, by tworzyć dzieła, które zapadają w pamięć z niezwykłą siłą estetyczną i perswazyjną.
Pokaz prac Billa Violi, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa. Wystawa czynna do 1 lipca br.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


![Widok wystawy „Kairos / Wariacje duchologiczne” Julie Mehretu, nz praca Julie Mehretu, „They departed for their own country another way” [Inną drogą powrócili do ziemi swojej], 2023 r., kolekcja Fundacji YAGEO (Tajwan) // materiały prasowe MSN](/sites/default/files/styles/featured/public/2026-03/2614d-22-wlocz-mehretu-they-departed_for_their_own_country_cms.jpg.webp?itok=zCHSHxsr)
















