Jest tylko jedna rzecz, która cieszy nas bardziej od aresztowania politycznego wroga: grzybobranie

Sporo z tego, co mówią ludzie władzy, mogłoby świadczyć, że chcieliby rychło komuś ją oddać. Kłopot w tym, że ci, którzy chcieliby ją odzyskać, nie robią nic poza tym, co ongiś spowodowało jej utratę. Czas udać się na grzyby.
Czyta się kilka minut
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny

Trzeba przyznać, że w kraju naszym nie bardzo już wiadomo, komu o co chodzi. Weźmy ludzi u władzy – sporo z tego, co mówią, mogłoby świadczyć, że chcieliby rychło komuś ją oddać. Ci, którzy chcieliby ją odzyskać, nie robią nic poza tym, co ongiś spowodowało jej utratę. By zdobyć i utrzymać władzę w Polsce, trzeba być populistą, ale sprawnym, bo – co ciekawe – populizm musi być jednak serwowany spójnie i logicznie, bez tego ani rusz. Czy poza tym coś się w Polsce w ogóle dzieje?

Owszem, więzienia się zapełniają. Celebrytami. Niekoniecznie jednak tymi, których za kratkami widziałaby opinia publiczna. Widać, że chęci są, że wsadzanie się zaczęło, ale rzec trzeba szczerze: nie takiego wsadzania – jak tu ponuro siedzimy – chcieliśmy. Cóż nam z tego, że gniją po aresztach ludzie gibcy i ongiś biznesowo skoczni? Nic. Poza chwilowym odczuciem satysfakcji nie działa to na nas tak dobrze, jak byśmy chcieli.

Bo pamiętać trzeba, że więzienie w polskim imaginarium zajmuje miejsce centralne. Jedna z klasycznych wizji łączących nas ponad dowolnymi podziałami to wróg polityczny, wyprowadzany, najlepiej o zmroku, ze swej willi, w kajdankach, z zarzuconą na głowę kurtką. Fajnie, gdy ma takoż skute nogi, bo wtedy bardzo pociesznie kica. „Będziesz siedział!” – brzmi najłatwiej przechodzące przez gardło zdanie w polszczyźnie. Siedzą dziś jednak ludzie nieatrakcyjni, ciamajdy. Są goli, więc można by ich tak naprawdę wypuścić.

Poza regularnym przeglądem aresztów śledczych i wydobywczych, najważniejszą tematyką poruszaną i komentowaną w krajowych mediach w ostatnich dniach jest grzybobranie. Co roku o tej porze ta odmiana obłędu opanowuje cały kraj, wielką Polskę, od morza do morza. W lasach codziennie dochodzi do sensacyjnych pojawów grzybów jadalnych i niejadalnych, takoż na tym tle do aktów przemocy, do bójek, do kradzieży i konfiskat – koszy i kozików. Do obław urządzanych przez lokalsów na przyjezdnych i na odwrót. Ludzie (Homo sapiens) biją się o podgrzybki (Imleria badia). Dochodzi do starć pod brzózkami, przy łanach rydzów (Lactarius deliciosus), do okrutnych okaleczeń przy kupach maślaków (Boletus luteus). Do rzezi w siedliskach prawdziwków (Boletus edulis). Padają wyzwiska i przekleństwa, groźby zarówno karalne, jak i niekaralne. Są ofiary.

Ten rok jest pod tym względem szczególny, być może z powodu obecności na niebie licznych komet, o których wiemy niewiele poza tym, że działają na Polaków szczególnie mocno. Oto SOR-y w miejscowościach graniczących z kompleksami leśnymi nie wyrabiają. W lasach stoją mobilne punkty opatrunkowe, mające służyć pomocą okaleczonym grzybiarzom, grzybiarkom i osobom grzybicznym. Ktoś powie, że jednak są to zjawiska cykliczne, cojesienne, korelujące z Marszem Niepodległości, z orędziami prezydenta A. Dudy, a więc z ciężkim okresem i momentami dla Polaków niełatwymi.

Ten rok się jednak wyróżnia na tle lat poprzednich, a różnicę robią muchomory (Amanita muscaria). Polacy masowo rzucili się na te grzybki należące tradycyjnie do krasnoludków. Muchomorki są więc ścinane, suszone i ścierane na proszek. Wchłaniane dla zdrowia drogą doustną i donosową oraz innymi drogami i sposobami, o których nie chcemy tu wspominać. Jedni lekarze biją na alarm, że to szkodzi, inni wygłaszają w internecie prelekcje o dobroczynnym wpływie muchomorków na organy i układy. Słuchamy tego zafascynowani, z zachwytem. Karol Darwin był jednak profetycznym geniuszem, rozumiejącym ludzkość, od jej dziwnego początku po jej spektakularny koniec.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 43/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Czas muchomora