Reklama

Wydanie specjalne TP "Smak wolności"

Internetowa symfonia w Carnegie Hall

Internetowa symfonia w Carnegie Hall

16.04.2009
Czyta się kilka minut
Co zrobić by zagrać w słynnym Carnegie Hall ? Michael Tilson Thomas, pod którego batutą w środę wieczór zadebiutowała w Nowym Jorku Orkiestra Symfoniczna YouTube twierdzi, że recepta jest prosta: "Upload, upload, upload".
YouTube Symphony Orchestra
P

Pochodzący z ponad 30 krajów muzycy - amatorzy i profesjonaliści, pianiści, skrzypkowie, trębacze, ale także miłośnicy egzotycznych grzechotek i przedziwnych, bambusowych piszczałek- przygotowali niezwykły koncert: wśród 15 utworów które zagrali, znalazł się Wagner, Czajkowski, Mozart, Beethoven i Bach, ale także XVI-wieczna canzona na instrumenty dęte weneckiego kompozytora Gabrieli, aria Johna Cage’a, oraz fragment komponowanego obecnie utworu specjalizującego się w muzyce elektronicznej Masona Batesa. Była także światowa premiera "Pierwszej Symfonii Internetowej Eroica", skomponowanej przez Tana Duna podczas Olimpiady w Pekinie. Multimedialne widowisko, przez organizatorów określane mianem "wizualnej podróży" oraz "wszechogarniającego doświadczenia" miało  pokazać, że muzyka i technologia są w stanie łączyć ludzi, przełamywać czasowo-przestrzenne bariery, zacierać granice między światem wirtualnym i realnym.

Ya go!

Połączyła ich pasja i internet: pochodzącego z Bermud, nieśmiałego Davida France’a, któremu skrzypce pomogły odnaleźć swój głos i który do dziś najbardziej lubi uczyć nieśmiałe dzieci; grającego na altówce Pawła Czarnego z Mielca, którego polskie imię autorom materiałów promocyjnych najwyraźniej nastręczyło trudności; George’a Dunhama, zawodowego pokerzystę ze stanu Nevada, który w wolnych od hazardu chwilach gra na wiolonczeli; Rumuna Titusa Fluerasa, który uwielbia stare garbusy i o mało co nie został kierowcą ciężarówki; Maki Takafuji z pełnego kwitnących wiśni Kioto, która jako siedmiolatka zaczęła grać na bambusowych cymbałach marimba.

Paweł Czarny z Mielca zagrał w YouTube orchestra na altówce.

Pomysł, na który pod koniec ubiegłego roku wpadł YouTube  - przeprowadzenie przesłuchań w sieci i stworzenie globalnej orkiestry symfonicznej - na pierwszy rzut oka wydawał się karkołomny. Ale w wirtualnej filharmonii  www.YouTube.com/symphony niemal natychmiast zrobiło się tłoczno (od grudnia, kiedy powstała, w ciągu zaledwie pięć miesięcy odnotowano ponad 15 mln wizyt). W ciągu kilku tygodni nagrania video z mniej lub bardziej udanymi występami muzycznymi nadesłało 3 tys. internautów, spośród których, w drodze wirtualnego głosowania wyłoniono 96 zwycięzców. YouTube zdołał namówić do współpracy Londyńską Orkiestrę Symfoniczną i kilkunastu światowej sławy muzyków - m.in kompozytora Tana Duna, słynną sopranistkę Meashę Brueggergosman, oraz fundację, której patronuje chiński pianista Lang Lang.

Mieszkająca w austriackim mieście Graz Koreanka, nieśmiała i cicha klarnecistka, otrzymawszy e-mail z wiadomością, że zagra w Carnegie Hall, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Skrzypek Vadym Borysow, pod swoim zgłoszeniem video odnalazł entuzjastyczne zachęty internatów w kilku językach. Było: "Yay go Ukrainians!" i "Молодець! Покажи їм, друже! (“Mołodziec, pokażi im druże!"). Donovan Seidle - Navonod3542 - nie namyślając się zbyt wiele założył blog, w którym obiecał na bieżąco i ze szczegółami informować o całym przedsięwzięciu.

Interaktywny płynny świat

Jak zauważył Michael Tilson Thomas, trzydniowe spotkanie w realu było dla wszystkich niezwykłą okazją - "czymś między harcerstwem, obozem kondycyjnym, jamboree i ekspressową randką". Światowej sławy dyrygent, od lat związany z Orkiestrą Symfoniczną San Francisco, a w tym roku gościnnie prowadzący Londyńską Orkiestrę Symfoniczną, zaangażowany jest w rozmaite przedsięwzięcia edukacyjne mające na celu popularyzację muzyki poważnej. Twierdzi, że stworzenie orkiestry YouTube to szansa na stworzenie "interaktywnego, płynnego i demokratycznego świata... który niewiele ma wspólnego z wielkimi maestro".

Płynne, interaktywne i demokratyczne widowisko niewiele miało wspólnego z jakimkolwiek koncertem, na jakim dotychczas zdarzyło mi się być. Wspaniałe audytorium dedykowane Isaacowi Sternowi i Ronaldowi Perelmanowi,  pieczołowicie w ostatnich latach odrestaurowane, zamieniło się w multimedialne centrum i chwilami można było odnieść wrażenie, że więcej jest w nim elektronicznych gadżetów, kamer i rzutników niż instrumentów muzycznych. Po pełnym złotych zdobień suficie, pływały mapy, reprodukcje obrazów i fotografie rzeźb. Tilson i towarzyszący mu dyrygenci-goście, odgrywali rolę prezenterów, którzy przed każdym utworem przedstawiali członków orkiestr i zapraszali do obejrzenia filmów z You Tube. Podczas gry, powiększone twarze muzyków widoczne były na ogromnym, znajdującym się nad ich głowami ekranie. Kilkakrotnie podczas koncertu nie byłam się w stanie zorientować, czy słucham nagrania na żywo, czy też raczej zostałam przeniesiona do świata wirtualnego.

W którymś momencie, na ekranie pojawił się Yo Yo Ma, który przedstawił amerykańskiego wiolonczelistę Joshuę Romana - "muzyka XXI wieku, na wskroś zanurzonego w klasycznej tradycji a jednocześnie mającego odwagę odkrywać nowy świat". Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, że Japończyk tego wieczora Carnegie Hall odwiedził jedynie wirtualnie. Czy Roman rzeczywiście jest wschodzącą gwiazdą - powiedzieć nie potrafię. Podczas, kiedy grał suitę Bacha, nie byłam w stanie się skupić, nad jego głową bowiem wirowały i pływały przetworzone komputerowo najsłynniejsze portrety kobiet - Dama z łasiczką przeobrażała się w zmysłową Adelę Klimta, Mona Lisa wirowała gdzieś między pulchnymi dziewczętami Matisse’a, portety Prerafaelitów pływały w sosie Andy Warhola.

Czy tak właśnie będzie wyglądać nasze obcowanie ze sztuką w XXI wieku? Czy wszechmocna technologia i oplatająca najdalsze zakątki globu sieć będzie dostarczać nam wzruszeń, które kiedyś były czymś rzadkim i wyjątkowym? Z prędkością kilkuset gigabajtów na sekundę? Wychodząc późnym wieczorem z Carnegie Hall byłam pod wrażeniem ogromnego entuzjazmu młodych muzyków, którzy stworzyli coś, co na pierwszy rzut oka wydawało się absurdalne i niemożliwe. Pracowali bez wytchnienia (poniedziałkowa próba trwała ponoć 11 godzin!), grali z pasją.

Ale odczuwałam także zmęczenie. Pomyślałam, że z przyjemnością posłuchałabym muzyki z dala od reflektorów, mikrofonów i komputerów. I że chciałabym odwiedzić warsztat mistrza Stradivariusa w Cremonie.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1969. Reperterka, fotografka, była korespondentka Tygodnika w USA. Autorka książki „Nowy Jork. Od Mannahaty do Ground Zero” (2013). Od 2014 mieszka w Tokio. Prowadzi dziennik japoński...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]