Reklama

Idź i usiądź w celi

Idź i usiądź w celi

27.02.2017
Czyta się kilka minut
Dni Wielkiego Postu nauczą cię, że poznanie siebie bez poznania Boga zrodzić może rozpacz, a poznanie Boga bez poznania siebie przynosi uprzedzenia.
Fot. Adam Petto / GETTY IMAGES
W

Wielki Post traktowany jest w Kościele jako czas pokuty i nawrócenia, któremu towarzyszyć ma intensywna modlitwa, post i jałmużna. Czy współczesny człowiek potrafi przeżyć w ten sposób 40 dni i wyjść przemieniony?

„Nawróćcie się” (Mt 4, 17) oznacza zmianę sposobu myślenia – nie tylko żal za przeszłość, ale gruntowną przemianę naszego postrzegania świata, nowy sposób patrzenia na siebie samych, na innych ludzi i Boga. Jak podkreślają chrześcijanie Wschodu: nawrócenie (metanoia) nie jest napadem wyrzutów sumienia czy użalaniem się nad sobą, lecz ponownym skupieniem naszego życia na Bogu.

Jedną z największych plag współczesnego świata jest wielozadaniowość, która prowadzi do wynikającego z niej chorobliwego pośpiechu i obsesji na punkcie zarządzania czasem. Przerzucamy wtedy swoją uwagę z jednej rzeczy na drugą, a to prowadzi do dwóch złych nawyków. Po pierwsze, nie poświęcamy tyle uwagi, ile powinniśmy poświęcić na konkretne zadanie czy informację – w tym przypadku na relację z Bogiem. Po drugie, tracimy na jakości uwagi, którą z trudem udaje nam się skupić – nasza modlitwa „goni nasze myśli” i nie nadąża. W ten sposób zatracamy zdolność odróżniania rzeczy ważnych od rzeczy pilnych. Może brzmi to abstrakcyjnie i za mało duchowo, zacznijmy więc od małego postu, zanim przejdziemy przez Wielki Post.

Eksperyment

Do abby Mojżesza w Sketis dołączył pewien brat i prosił go o naukę. Starzec powiedział mu: „Idź i zamieszkaj w swej celi, a ta nauczy cię wszystkiego”. Nie musimy więc jechać na żadną pustynię ani nawet ruszać się z miejsca, żeby przekonać się o prawdzie tych słów.

Zacznijmy od małego eksperymentu. Jak byście się zachowali, gdyby poproszono was, byście codziennie, przez 40 dni Wielkiego Postu, posiedzieli w pustym pokoju od sześciu do piętnastu minut i nie robili nic oprócz obserwowania swojego umysłu, starając się skupić na chwili obecnej? Nie odpowiem za ciebie, ale mogę zdradzić, że dla większości osób poproszonych o to tylko raz, i bez związku z okresem liturgicznym, było to doświadczenie trudne. Czuli się na tyle niekomfortowo, że woleli robić nawet coś nieprzyjemnego, niż po prostu przyjrzeć się sobie „od środka”. Okazało się, że mamy tak wielką awersję do tego, co chodzi nam po głowie, że wolimy doświadczyć fizycznego bólu niż psychicznego dyskomfortu. W tym badaniu aż 67 proc. mężczyzn i 25 proc. kobiet przynajmniej raz w ciągu kwadransa zaaplikowało sobie elektrowstrząs – chociaż przed badaniem każdy z jego uczestników zadeklarował, że nie ma ochoty na takie nieprzyjemne doświadczenie i był gotów nawet zapłacić, by uniknąć elektrowstrząsu.

Nie oszukujmy się – większość czasu spędzamy żyjąc poza sobą, bo boimy się własnych myśli i uczuć, i czujemy się z nimi niekomfortowo w sytuacji sam na sam. Jak pokazały badania na prawie pięciu tysiącach ochotników w różnym wieku, obserwowanych przez kilka tygodni, w jednym przypadku na dwa ich umysł oddawał się właśnie mentalnemu błądzeniu, a więc myśleniu o czymś innym niż aktywność, której się w tej chwili poświęcają.

Zauważono, że im bardziej umysł błądzi, tym mniejsza jest szansa na odczuwanie szczęścia, oceniano bowiem także nastrój badanych. Stwierdzono również, że nawet jeśli emocje odczuwane w momentach, kiedy nasz umysł jest gdzie indziej, są przyjemne, nigdy nie są bardziej przyjemne niż wtedy, gdy pozostajemy skoncentrowani na tym, co robimy, nawet jeśli oddajemy się marzeniom o rzeczach miłych. Nie bez powodu autorzy tych badań doszli do wniosku, że „umysł, który błądzi, jest umysłem nieszczęśliwym”. Abba Mojżesz taką „diagnozę” sformułował wieki temu.
Aby wejść w wielki post, musimy więc najpierw pozostać w swej celi. „Usiądź w celi” tylko z pozoru oznacza tyle, co zamknij się wewnątrz przestrzeni ograniczonej czterema ścianami i sufitem.

Chodzi o coś głębszego – o poznanie siebie. Jak naucza jeden ze współczesnych ojców pustyni, Enzo Bianchi: „Proces poznania siebie polega na odpowiedzi na apel. Apel, który odzywa się w nas na przykład wtedy, gdy odczuwamy potrzebę przebywania przez jakiś czas w samotności, aby zastanowić się i pomyśleć, aby oderwać się od spraw codziennych, które niosą niebezpieczeństwo otumanienia nas czy wręcz porwania swoim zawrotnym tempem. Chodzi o wezwanie do wyjścia ku własnej głębi, ku podróży w głąb siebie, którą się odbywa stawiając sobie pytania, zastanawiając się nad sobą (Kim jestem? Skąd przychodzę? Dokąd idę? Jaki jest sens tego, co robię? Kim są dla mnie inni?)”. Nie chodzi tu jednak o główkowanie i dodawanie myśli do myśli. Jak podkreśla Bianchi: „poznanie siebie wymaga uwagi i czujności wewnętrznej, tej sztuki skupienia i słuchania ciszy, jaka pomaga człowiekowi odnaleźć to, co istotne, również dzięki samotności”. Jest to więc dobrowolne „uwięzienie”, przeżywane nie jako pokuta albo kara, ale jako możliwość poznania samych siebie.

„Cela” to nasza jaźń, a w ustach abby Mojżesza metafora zniewolonej i wyzwolonej jaźni. Nasza jaźń na wolności (którą utożsamiamy z wolnością do rozproszeń) jest chora, ale jeśli usiądziesz w sobie samym i „nie zwiejesz” przed kwadransem, to 40 dni Wielkiego Postu nauczy cię nie oddzielać poznania siebie od poznania Boga. Poznanie siebie bez poznania Boga zrodzić może rozpacz, a poznanie Boga bez poznania siebie przynosi uprzedzenia. „Twoja cela” nie ma ścian fizycznych ani z betonu, ani z drewna, nie ma ścian z kości i ciała, ani też granic psychologicznych definiujących oddzielną, niezależną jaźń. Abba Mojżesz nas „prześwietlił”. Szukaj nie Boga w sobie, ale siebie w Bogu, a „cela” przyniesie ci wyzwolenie.

„Idź i usiądź w celi”, w ten sposób ojcowie i matki pustyni, Orygenes i ojcowie kapadoccy, św. Ambroży i św. Augustyn, św. Grzegorz Wielki, św. Wilhelm z Saint-Thierry i św. Bernard, ojcowie kartuzi oraz ci od św. Wiktora, a także mnisi i mniszki naszych czasów „poznawali samych siebie”, aby być w pełni ludźmi i aby autentycznie rozpocząć swoją sequela Christi. Wymagane bowiem przez Chrystusa zaparcie się siebie musi się dokonywać w wolności i z miłości, a to oznacza właśnie poznanie siebie.

„Idź i usiądź w celi” – hasło to przenika całą duchowość chrześcijańską. Jak zapewniają ci, którzy poznali jej tajemnice: w jakikolwiek sposób zareagujemy, nie wstąpimy do naszej celi w osamotnieniu!

Asceza umysłu i serca

Poznanie siebie nie jest poznaniem abstrakcyjnym. W tradycji chrześcijańskiej wykracza poza doświadczalne zrozumienie tego, że świadomość nie jest równoznaczna z jej zawartością, że myśli i impulsy oraz emocje przychodzą i odchodzą, nie mają trwałej natury – i zmierza ku „czemuś” spoza możliwości samej ludzkiej natury. „Siebie samych badajcie, czy trwacie w wierze (...) Czyż nie wiecie o samych sobie, że Jezus Chrystus jest w was?” (2 Kor 13, 5).

Mały post od rozproszeń i skupienia na własnym ego jest nam potrzebny po to, żeby wejść na drogę wiary, która jest naśladowaniem Chrystusa, tak aby dojść do doświadczenia obecności Chrystusa w nas. Ci, którzy wielki post przeżyli na sobie, podkreślają, że życie chrześcijańskie nie jest „wychodzeniem poza”, ciągle w poszukiwaniu „nowości” o sobie czy Bogu, ale „wchodzeniem w głąb”, sprowadzeniem umysłu do serca, aby odkryć, że jest ono „Świętym Świętych” tej świątyni Boga, jaką jest nasze ciało. Nie może być bardziej pozytywnej zachęty do ascezy, chodzi bowiem o „adorowanie Boga w sercu” (1 P 3, 15).

Wyrzeczenie się siebie nie jest programem negatywnym, religijną formą masochizmu. Jak mawiał Tertulian: „nie rodzimy się chrześcijanami, ale nimi się stajemy”, i to „stawanie się” jest przestrzenią ascezy w Wielkim Poście. Nie chodzi w niej o wyrabianie „duchowych muskułów”, tylko zgodę na fakt, że gdy następuje wzrost, pojawia się ból. Prawidłowość ta dotyczy życia w ogóle, ale w szczególności życia modlitewnego. Modlitwa pogłębia się poprzez udręki – asceza jest nabieraniem cierpliwości i hartowaniem ducha.

Bez ascezy niemożliwe jest przejście od małego do wielkiego postu i pozostanie cierpliwym wobec Boga. Wielki post od rozproszeń to zachęta do tego, aby „odważnie i stanowczo czuwać u drzwi serca” (św. Filoteusz). Nie można do tego podejść na luzie, tak jakby się chciało spędzić czas na duchowym urlopie. Nie chodzi bowiem o to, aby się zrelaksować, tylko „wypłynąć na głębię”. Asceza umysłu i serca wyrabia w nas czujność jako przeciwwagę dla zobojętnienia czy otępienia.

Wezwanie Jezusa: „Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych” (Łk 21, 34) – należy rozumieć jako wskazanie, że czuwać należy przede wszystkim nad sobą, ponieważ nieprzyjaciel chrześcijanina jest najpierw w nim samym, a nie poza nim. Czujność jest ceną walki z samym sobą, ale wielki post nie jest duchowym ekshibicjonizmem. „Czynić pokutę – jak podkreśla biskup Kallistos Ware – to widzieć nie to, kim się nie stałem, ale kim przez łaskę Chrystusa ciągle jeszcze mogę się stać”.

Mała, wielka gąbka

Zanim z Jezusem podążymy na pustynię, aby być kuszonymi jak On, musimy „posmakować tego”, że „modlitwa wymaga uwagi”, a „jakość uwagi znaczy wiele, jeżeli chodzi o jakość modlitwy”. Owo zwracanie się ku Bogu, czy też ponowne skupienie się na Nim, musi być ciągle ponawiane.
Dzięki modlitwie i ascezie nasza „cela” stanie się miejscem schronienia i miejscem spotkania.

„Więcej Boga we mnie niż gdyby w małą gąbkę / Wpływało i wnikało morze przeogromne” – wyznawał Angelus Silesius w „Cherubinowym wędrowcu”. Gąbka do tego nie dąży. To jest jej życie. My też do tego nie dążymy. To jest nasze życie. „Jest [Bóg] morzem mym głębokim, co w sobie mnie zamyka” – mówił o sobie Ślązak. Wtóruje mu w swoich „Wyznaniach” św. Augustyn: Bóg jest „bardziej wewnątrz mnie niż to, co we mnie (...) najbardziej osobiste”. Czy dalej chcesz się rozpraszać i żyć powierzchownie? To pytanie na rozpoczęcie Wielkiego Postu! ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Jezuita, teolog, psychoterapeuta, publicysta, doktor psychologii. Prorektor Akademii „Ignatianum” w Krakowie, gdzie jest także adiunktem w Instytucie Psychologii. Członek redakcji „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Niewielka nadzieja na rychłe upowszechnienie podejścia do medytacji jakie proponuje ks. JP. Próbują też benedyktyni, niby od lat, ale wciąż na marginesie. A przecież medytacja do klucz i brama do doświadczenia, mistyka zaś to serce, dusza i rozum prawdziwej wiary. Pora na zen.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]