Reklama

I Ty, podatniku, zapłacisz za Lex TVN

I Ty, podatniku, zapłacisz za Lex TVN

12.08.2021
Czyta się kilka minut
Nikt do tej pory nie zadał pytania o to, jak wywłaszczenie amerykańskiego inwestora z jego udziałów w tej stacji wpłynie na wiarygodność Polski na rynkach międzynarodowych. Bo że wpłynie – to pewne.
Przed Sejmem, podczas trwającego 36. posiedzenie, 11 sierpnia 2021 r. / FOT. JACEK DOMINSKI/REPORTER
G

Gdy zacząłem pisać te słowa, nowelizacja ustawy medialnej, zwana „lex TVN”, czekała na głosowanie w Sejmie. Po pierwszych słownych utarczkach na mównicy, z których oczywiście nie wynikało nic poza rytualnym partyjnym znaczeniem terenu, doszło, jak wiadomo, do skandalu z reasumpcją przegranego przez PiS głosowania nad wnioskiem o odłożenie obrad Sejmu do 2 września. Partii rządzącej udało się tymczasowo odetkać legislacyjną maszynkę i marszałek Elżbieta Witek odczytała treść kolejnych punktów posiedzenia w tempie lektora, który pod koniec reklamy medykamentów podaje na jednym wdechu klauzulę, by przed zażyciem zapoznać się z treścią dołączonej ulotki. PiS – wszystko na to wskazuje – chce ustawę w sprawie TVN przepchnąć za wszelką cenę. Dosłownie i w przenośni.


CZYTAJ TAKŻE

KRONIKA BEZWSTYDU. PISZE KALINA BŁAŻEJOWSKA: Data 11 sierpnia 2021 r. wraz z nazwiskami Witek, Kukiz, Sachajko i Żuk przejdzie do historii. Konstruowanie większości przez łamanie kręgosłupów i podstawowych reguł demokracji nie jest u nas nowością. Nowa jest skala i bezwstyd tego procederu >>>


O konsekwencjach tej decyzji powiedziano i napisano już wiele, ale nikt do tej pory nie zadał fundamentalnego pytania o to, jak wywłaszczenie amerykańskiego inwestora z jego udziałów w tej stacji wpłynie na wiarygodność Polski na rynkach międzynarodowych. Bo że wpłynie – to pewne.

Ponad trzydzieści lat wolnego rynku zaowocowało czymś, co przeciętnemu obywatelowi może jawić się jako mało istotne, mianowicie opinią stabilnego i przewidywalnego państwa, w którym nie tylko warto, ale i nie strach zainwestować. Możemy zżymać się na taką perspektywę, dostrzegać w niej śmieszną polską słabość do patrzenia na siebie cudzymi oczami, ale w istocie chodzi tu o coś znacznie ważniejszego – mianowicie o zdolność do współpracy międzynarodowej. Bez przekonania, że Polska należy do elitarnego grona państw, w których prawo własności jest przestrzegane, a ustaw nie pisze się przeciwko konkretnym osobom i firmom, skumulowana wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych nie osiągnęłaby nigdy 220 mld euro. Czyli niemal biliona złotych – z czego w dodatku niemal połowę stanowiły reinwestycje wypracowanych w Polsce zysków, co chyba najlepiej świadczy o tym, czy obcy kapitał czuł się dotąd u nas bezpiecznie. Na tle tych liczb blaknie nawet budżet Polskiego Ładu, owe 770 mld zł z plakatów, które PiS przywłaszczył sobie na razie tylko w sferze narracji, przedstawiając niemal wszędzie ten program jako „rządowy”.

Rząd zakupoholików

Daleki jestem od tego, by namawiać kogokolwiek do pokornego całowania inwestycyjnej dłoni w podzięce za pieniądze i know-how – nawet jeśli w zaledwie 32 lata wyciągnęły one ten kraj z cywilizacyjnej zapaści spowodowanej półwieczem PRL-u, a zapewne i po części fatalnym dziedzictwem zaborów. Inwestorzy inwestują, bo im się to po prostu opłaca. Tak się jednak składa, że w ostatnich latach coraz chętniej kupowali w Polsce nie tylko działki pod nowe fabryki i firmy, ale również polskie papiery skarbowe, które rząd musi emitować, aby obsługiwać zadłużenie.

Eurostat podał niedawno, że tylko od początku pandemii polski dług urósł o ponad 430 mld zł, a jego skumulowana wysokość sięga już 1,6 biliona zł. Polski rząd bawi się oczywiście w księgowe kuglarstwo i część coraz szybciej rosnącego zadłużenia chowa poza budżetem, by na własnym podwórku chwalić się dyscypliną budżetową. Inwestorzy kierują się jednak starym anglosaskim powiedzeniem, że jeśli coś wygląda jak kaczka i pływa jak kaczka, to po prostu jest kaczką – i podobnie traktują polskie zadłużenie. Pomimo pierwszych sygnałów, że zbliża się ono już do niebezpiecznego pułapu, polskie obligacje wciąż cieszą się opinią bezpiecznych papierów, co wyrażają nie tylko dość wysokie i stabilne oceny największych agencji ratingowych, ale przede wszystkim relatywnie niskie oprocentowanie naszego długu.

Polski rząd może dziś pożyczać pieniądze na trzy lata płacąc inwestorom 0,67 proc. w skali roku – niemal trzy razy taniej, niż dwa lata temu. Kupujący polskie papiery godzą się na niższą rentowność w zamian za pewność, że za trzy lata emitent wypłaci im tyle, ile obiecał.

W stosunku do innego kraju w naszej części Europy, który w tym samym czasie co Polska dołączył do wolnorynkowego towarzystwa – Węgier – inwestorzy mają dziś zaufanie nieporównywalnie mniejsze. W wakacje 2019 r. rentowność tamtejszych obligacji trzyletnich wynosiła zaledwie 0,5 proc. rocznie. Dziś rząd Orbana zapożycza się za granicą, płacąc inwestorom aż 1,9 proc. w skali roku. Taka jest cena spadku wiarygodności i stabilności, które Węgry zafundowały sobie same, odchodząc od wolnego rynku w stronę kapitalistycznego autorytaryzmu rodem z Chin czy Rosji. Ale węgierskim sojusznikom PiS-u w niczym to na razie nie przeszkadza. W końcu każdy rząd jest niczym zakupoholik, który wyrwał się do centrum handlowego z cudzą kartą kredytową.

Monstrualny dług, który rośnie walczącej z pandemią Polsce, również będą spłacać polscy podatnicy. Nie chodzi jednak o to, by go nie mieć w ogóle albo straszyć zadłużeniem, które będą spłacać kolejne pokolenia, lecz by wydawać z głową i spłacać w sposób możliwie bezbolesny dla społeczeństwa. Najprostszą metodą oddłużenia jest tzw. rolowanie, czyli spłata wcześniejszych zobowiązań kolejnymi pożyczkami na niższy procent. Przy rosnącej gospodarce relacja długu do PKB maleje wtedy automatycznie.

Jak nas widzą inwestorzy

I tak oto wracamy do właśnie uchwalonej lex TVN – bo w Sejmie obecnej kadencji procedowanie ustawy decydującej o przyszłości wartego miliardy złotych biznesu trwa, jak widać, krócej niż napisanie średniej długości komentarza. Ten krok to nie tylko wojna z USA, jak sugerują opozycyjni politycy. To także rezygnacja z członkostwa w elitarnym globalnym klubie państw prawa. Oczywiście, nie znaczy to, że kapitał zagraniczny gremialnie odwróci się teraz od Polski. Spory i dość już zamożny rynek wewnętrzny, elastyczny rynek pracy wciąż stanowią atuty nie do pogardzenia. Ale nad oceną ryzyka inwestycyjnego nad Wisłą na długo zawiśnie casus TVN. Coś, co było możliwe raz, będzie odtąd prawdopodobne za każdym razem i za to ryzyko inwestorzy będą kazali sobie płacić więcej. Nie zdziwiłbym się, gdyby bezpośrednią reakcją na uchwalenie ustawy godzącej w interesy amerykańskiego właściciela TVN była obniżka oceny wiarygodności kredytowej Polski przez trzy największe agencje ratingowe: Fitch, S&P oraz Moody’s.

Rząd PiS może się łudzić, że około 65 proc. naszego długu publicznego skupują krajowi inwestorzy i nie jest pod tym względem aż tak zależny od obcego widzimisię, co na przykład rządy krajów byłych radzieckich republik nadbałtyckich, ale w rzeczywistości niewiele to zmienia. Ocena wiarygodności inwestycyjnej Polski za granicą przełoży się również na to, jak widzą ją inwestorzy krajowi.


CZYTAJ TAKŻE

LEX TVN: UCIERPIMY WSZYSCY >>>


PiS zapowiada tymczasem dalsze wydatki i transfery: od tych rozsądnych – jak inwestycje w zieloną energię, przez kontrowersyjne – jak podwojenie 500+ dla małżeństw, aż po absurdalne i megalomańskie – jak odbudowa Pałacu Saskiego za ponad 2 mld zł. Większość tych pieniędzy będzie pochodzić z pożyczek od inwestorów. Jeśli obsługa długu podrożeje, władza zrobi to, co w tej sytuacji robi każdy rząd, czyli podniesie podatki albo obetnie jakieś transfery socjalne. Wtedy wszyscy przyznamy rację Markowi Twainowi, który pisał, że „niczyje zdrowie, wolność ani mienie nie są bezpieczne, kiedy obraduje parlament”.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]