Reklama

Kronika bezwstydu

Kronika bezwstydu

12.08.2021
Czyta się kilka minut
Data 11 sierpnia 2021 r. wraz z nazwiskami Witek, Kukiz, Sachajko i Żuk przejdzie do historii. Konstruowanie większości przez łamanie kręgosłupów i podstawowych reguł demokracji nie jest u nas nowością. Nowa jest skala i bezwstyd tego procederu.
Elżbieta Witek podczas 36. posiedzenia Sejmu, 11 sierpnia 2021 r. / FOT. JACEK DOMINSKI/REPORTER
Z

Zjednoczona Prawica przyzwyczaiła nas, że to, co najważniejsze dzieje się w parlamencie w wakacje lub święta – tak, by opinia publiczna nie mogła w pełni śledzić bezprawnych działań władzy. Nic więc dziwnego, że właśnie teraz Jarosław Kaczyński przypuścił atak na TVN, a więc najsilniejsze medium w topniejącym szeregu tych niezależnych od rządu. Pod obrady trafiła ustawa, która ma odebrać stacji w obecnej formie możliwość nadawania. Bo o to przecież chodzi – darujmy sobie rozważanie opowiadanych przez Marka Suskiego, Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego bajek o obronie przed rosyjskimi hakerami, krzyżowaniu planów kartelom narkotykowym czy dostosowywaniu polskiego prawa do zachodnich standardów.

Rozbieranie Porozumienia

Nie przejmując się ostrzeżeniami z Komisji Europejskiej, Departamentu Stanu i Kongresu USA, a tym bardziej sprzeciwem polskiego i międzynarodowego środowiska dziennikarskiego czy organizacji pozarządowych typu Helsińska Fundacja Praw Człowieka, ludzie Jarosława Kaczyńskiego od tygodni pracowali nad uzyskaniem sejmowej większości w tej sprawie. Przeciągali posłów nie argumentami, lecz obietnicami osobistych korzyści. Najbardziej jaskrawy jest tu przykład posła Lecha Kołakowskiego, który wrócił do PiS w lipcu – w tym samym czasie, gdy dostał posadę doradcy zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego. Pytany w środę rano przez dziennikarkę TVN24, jak zagłosuje w sprawie lex TVN, odpowiedział: „Tak jak rekomenduje klub PiS”. Dopytywany, jak ocenia tę ustawę, zgodnie z prawdą odparł: „Ja nie jestem od oceniania”. A gdy dziennikarka chciała wiedzieć, ile poseł zarabia w BGK, odwrócił się plecami.

Najwięcej uwagi poświęcano starannemu rozbiorowi partii Jarosława Gowina – na początku kadencji dysponującej dziewiętnastoma głosami, dzisiaj – już tylko pięcioma (przy Gowinie zostali Stanisław Bukowiec, Iwona Michałek, Magdalena Sroka i Michał Wypij). Sam Gowin, sprzeciwiający się nie tylko lex TVN, ale i rozwiązaniom podatkowym Polskiego Ładu, został we wtorek wyrzucony z rządu. W środę rano jego kadłubkowa partia wyszła z koalicji, a Gowin na antenie radia RMF FM potwierdził, że każdy z posłów Porozumienia otrzymał „dzisiaj i w poprzednich dniach bardzo atrakcyjne politycznie propozycje handlowe. [...]  To jest w oczywisty sposób korupcja polityczna. Oferuje się także stanowiska ministerialne, ich zachowanie albo uzyskanie”.

Najciekawszy jest przypadek posła Marcina Ociepy, który w środowy poranek „w geście solidarności z Jarosławem Gowinem” podał się do dymisji jako wiceminister obrony, a już wieczorem odszedł z Porozumienia, rzekomo dla dobra „silnej Polski, której może służyć tylko rząd Zjednoczonej Prawicy”. W międzyczasie Jarosław Kaczyński wyszedł na sejmową mównicę tylko po to, by ogłosić: „Nie było propozycji rządowych dla członków tej grupy, która odeszła”. W odpowiedzi rzecznik Porozumienia Jan Strzeżek zapowiedział na antenie TVN24, że propozycje te ujawni.

Triumf i trwoga

Samo konstruowanie sejmowej większości poprzez łamanie kręgosłupów i najbardziej podstawowych reguł demokracji nie jest nowością w polskiej polityce. Nowa jest skala i bezwstyd tego procederu.

Bo nie można inaczej nazwać scen, jakie rozegrały się w Sejmie wczoraj między godziną 17 a 22. Zaczęło się od wniosku Władysława Kosiniaka-Kamysza o odroczenie obrad do 2 września, popartego stosunkiem głosów 229:227. Kluczowa była nieobecność na sali dwóch posłów PiS (Violetty Porowskiej i Marka Wesołego) i głos „za” czterech posłów Kukiz ’15 (Pawła Kukiza, Jarosława Sachajki, Stanisława Tyszki i Stanisława Żuka), którzy już w kilku poprzednich głosowaniach podnosili ręce razem z opozycją. Nie było mowy o pomyłce, były za to brawa posłów opozycji i wyrazy trwogi na twarzach polityków siedzących w ławach rządowych.


CZYTAJ TAKŻE

I TY, PODATNIKU, ZAPŁACISZ ZA LEX TVN. KOMENTARZ MARKA RABIJA: Nikt do tej pory nie zadał pytania o to, jak wywłaszczenie amerykańskiego inwestora z jego udziałów w tej stacji wpłynie na wiarygodność Polski na rynkach międzynarodowych. Bo że wpłynie – to pewne >>>


W największy popłoch wpadła marszałek Elżbieta Witek, która natychmiast ogłosiła przerwę i zwołała Konwent Seniorów. Od razu wiadomo było, czemu ma służyć taka przerwa – śledzący polską politykę pamiętają wypowiedź, jaka padła z sali podczas głosowania nad kandydaturami do Krajowej Rady Sądownictwa w 2019 r.: „Pani marszałek, trzeba anulować, bo my przegramy. Za dużo osób po prostu jest. Naprawdę”. Wtedy Witek, wbrew protestom opozycji, głosowanie powtórzyła, tłumacząc to zamieszaniem z kartami do głosowania. W środę żadnego zamieszania nie było.

Kiedy politycy Koalicji Obywatelskiej na konferencji prasowej triumfalnie ogłaszali, że „11 sierpnia skończył się w Polsce kaczyzm”, Marek Suski nie próżnował i zbierał wymagane regulaminem trzydzieści podpisów pod wnioskiem o reasumpcję głosowania. Możliwą tylko wtedy, gdy istnieją „uzasadnione wątpliwości” co do prawidłowości pierwszego głosowania. Wątpliwości nie było, ale nagle się pojawiły: okazało się, że marszałek Witek niejasno poinformowała posłów, do kiedy ma być odroczone posiedzenie, co sprawiło, że akurat przedstawiciele Kukiz’15 nie zrozumieli, nad czym głosują. Jeden z nich, Jarosław Sachajko oświadczył: „Pomyliliśmy się w głosowaniu nad odroczeniem. Przepraszamy. Ale czy ktoś przez to umarł?”. Potem tłumaczył: „Jak zwykle był harmider na sali, pojawiały się różne daty, i zakładaliśmy, że będzie odroczenie do jutra, a jak to ma być trzy tygodnie, to jesteśmy przeciwko przerwom”. Co zresztą nie jest zgodne z wersją Witek, ale o tym za chwilę.

Miłosz Kłeczek Media Star

Warto odnotować, jak sprawę relacjonowano i komentowano w TVP Info – będącej dla posłów PiS ideałem telewizji informacyjnej i wzorem, na którym chcieliby oprzeć TVN24, jeśli udałoby im się przejąć tę stację. Od rana prowadzący i goście w studiu — w tym Dorota Kania i Tomasz Sakiewicz – powtarzali, jak ważne dla bezpieczeństwa Polski jest przegłosowanie nowelizacji prawa medialnego. Jak wyliczył portal WP Teleshow, w ciągu półtorej godziny trzy razy wyemitowano materiał Macieja Sawickiego z „Wiadomości”, oskarżający TVN między innymi o „ohydne manipulacje”, mające na celu zrujnowanie wizerunku Polski, i szkalowanie Jana Pawła II.

W trakcie debaty sejmowej nad lex TVN telewizja Jacka Kurskiego transmitowała tylko wystąpienia władzy – gdy na mównicy pojawiali się posłowie opozycji, zagłuszała ich komentarzem niezawodnego Miłosza Kłeczka. Człowieka, który świadczy dla TVP usługi jako firma Miłosz Kłeczek Media Star, jednocześnie biorąc miliony złotych państwowej pomocy jako szef innego przedsiębiorstwa, zajmującego się handlem produktami z Chin.

W przerwie na Konwent Seniorów (czyli tak naprawdę na korumpowanie kukizowców), na antenie pojawili się publicyści „Niedzieli” Mateusz Wyrwich i Piotr Grzybowski, gotowi powtarzać przekaz dnia, czy raczej przekaz godziny, o pomyłce w głosowaniu. Ten ostatni z kamienną twarzą mówił, że na sali było za głośno i dlatego posłowie Kukiz’15 nie wiedzieli, co robią. Pojawił się też stały gość Miłosz Manasterski, poeta i propagandysta, przedstawiany jako szef „Agencji Informacyjnej” (która nie jest żadną agencją, lecz firmą PR parającą się „przygotowywaniem zleconych materiałów informacyjnych z zakresu szeroko pojętej gospodarki i kultury”). Wypowiedział odważne zdanie: „Nie ma w polityce nic gorszego od fikcji i dwulicowości”. Chodziło mu o Jarosława Gowina.

Oczywiście widzowie stacji nie dowiedzieli się tego, co w tym czasie w TVN24 podał Andrzej Stankiewicz z Onetu: że Jarosław Kaczyński negocjuje z Pawłem Kukizem powtórne głosowanie, a stawką tych negocjacji ma być stanowisko wicemarszałka Sejmu w miejsce Piotra Zgorzelskiego z PSL.

Przejście do porządku dziennego

Po dwóch godzinach przerwy marszałek Witek oświadczyła, że zasięgnęła opinii tajemniczych „pięciu prawników” i poddaje pod głosowanie wniosek o reasumpcję. Tłumaczyła, że „wyłącznie z jej winy” posłowie nie wiedzieli, czy głosują nad odroczeniem obrad do 1, 2 czy 15 września. Wniosek przeszedł 229:1. Nie głosowała opozycja, w tym Konfederacja, oraz wspomniana na początku tekstu piątka posłów Gowina – w sumie 229 posłów. Gdyby więc wszyscy, którzy zbojkotowali to głosowanie, nacisnęli przycisk „przeciw”, do reasumpcji by nie doszło.

Przy ponownym rozpatrywaniu wniosku o odroczenie trzej posłowie Kukiz ’15 – Paweł Kukiz, Jarosław Sachajko i Stanisław Żuk – wiedzieli już, jak głosować. Tak jak większość klubu PiS (bez piątki Gowina) przeciwko zagłosowali posłowie niezrzeszeni Łukasz Mejza i Zbigniew Ajchler. Co zaskakujące, tym razem nie było bojkotu ze strony opozycji. Wcześniej wielu posłów stało, tupało i skandowało „Hańba!”, ale gdy marszałek Witek powiedziała: „Kto jest za...”, usiedli i wcisnęli przycisk.

Potem na mównicę wyszedł Borys Budka z wnioskiem formalnym. Powiedział, że reasumpcja była nielegalna, wszystkie późniejsze głosowania będą nieważne, a marszałek Witek nadużyła swoich uprawnień i powinna zająć się nią prokuratura. Po Budce bez żadnego trybu, nieproszony przy mikrofonie pojawił się Przemysław Czarnek, krzycząc: „Pani Marszałek, Wysoka Izbo, wniosek przeciwny! Jeśli to, co demokratycznie zdecydował Sejm jest przestępstwem, to – zwrócił się do Budki, wymachując w jego stronę palcem – to, co pan zrobił, jest groźbą karalną, i to jest przestępstwo, i za to pan będzie siedział!”. Następnie wystąpił Krzysztof Gawkowski z Lewicy i zwrócił się do Witek: „Łamie pani regulamin Sejmu, łamie pani zasady demokracji, a przede wszystkim łamie pani swój kręgosłup moralny”. Witek odpowiedziała: „Chciałabym, żeby pan miał taki kręgosłup jak ja, panie pośle”. Po wydarzeniach tego dnia zabrzmiało to jak klątwa.

Jakub Kulesza z Konfederacji wypowiedział się zadziwiająco rozsądnie: „Głosowanie do skutku świadczy o braku szacunku do państwa polskiego, braku szacunku do prawa, do regulaminu Sejmu, a przede wszystkim do tej Izby, do wszystkich państwa”. Witek znowu postanowiła polemizować: „Proszę dostarczyć mi przepis, który mówi o tym, że nie mam prawa do reasumpcji głosowania”. Hanna Gill-Piątek z Polski 2050 mówiła o „utracie moralnego prawa do rządzenia państwem”, „próbach sklecenia śmieciowej większości kupowaniem posłów za stanowiska” i konieczności nowych wyborów. Krzysztof Paszyk z Koalicji Polskiej orzekł, że Witek „straciła możliwość, żeby zachować się przyzwoicie”. Dyskusję zamknął Czarnek, przytaczając punkt regulaminu dotyczący reasumpcji i krzycząc do opozycji: „Proszę wskazać podstawę prawną do kwestionowania wniosku o reasumpcję głosowania. Nie macie takiej argumentacji, więc uszanujcie demokrację i konstytucję!”.

Po odrzuceniu wniosku Gill-Piątek o zamknięcie posiedzenia (230:225) obradowano dalej. Opozycja – choć jej przedstawiciele mówili w Sejmie i mediach, że to bezprawie, a podjęte decyzje nie będą wiążące – bez szemrania wzięła udział w następnych głosowaniach, w tym w dotyczącym nowelizacji kodeksu postępowania administracyjnego, czyli ważkiej sprawy reprywatyzacji. Zupełnie dosłownie przeszła do porządku dziennego nad tym, co się stało. Być może posłowie opozycji za dobrze pamiętają okupację mównicy sejmowej z grudnia 2016 r. Wtedy nic nie zyskali, zapewnili za to TVP materiał do wykorzystywania przez następne pięć lat i zaliczyli kryzys wizerunkowy związany z wyjazdem Ryszarda Petru i Joanny Schmidt na Maderę. Zaś Zjednoczona Prawica bez problemu (i najprawdopodobniej bez kworum) uchwaliła budżet w Sali Kolumnowej.

Pytania od doktora nauk

Wieczorem przegłosowano lex TVN. Konfederaci się wstrzymali, za głosowało 228 posłów, w tym niezrzeszeni Łukasz Mejza i Zbigniew Ajchler, z Kukiz ’15 – Paweł Kukiz, Jarosław Sachajko i Stanisław Żuk, a z Porozumienia – Marcin Ociepa, Grzegorz Piechowiak, Wojciech Murdzek, Anna Dąbrowska-Banaszek i Mieczysław Baszko. Warto śledzić kariery tych polityków – ich awanse wskażą cenę tego poparcia.

Pod Sejmem odbyła się spontaniczna demonstracja, ale niewielka, niedługa i niepoważna. Blokowano jezdnię – niektórzy leżeli na asfalcie i w tej pozycji udzielali wywiadów, inni tańczyli poloneza. Ale media najbardziej zainteresowała agresywna grupa osób, która osaczyła wychodzącego z Sejmu posła Konfederacji Dobromira Sośnierza, krzycząc „Wyp...aj”. Ktoś go opluł, ktoś popchnął – tym samym dając władzy idealny temat zastępczy na najbliższe dni, a Jackowi Kurskiemu – propagandowy materiał na lata.

A sama nowelizacja? Senat najpewniej odeśle ją z powrotem do Sejmu. Nie można dziś powiedzieć, czy PiS znajdzie tam bezwzględną większość ani co po ewentualnym odrzuceniu senackiego weta zrobi prezydent. Najważniejsze, że szkody dla wizerunku i bezpieczeństwa Polski już się dokonały. Teraz mogą być tylko pogłębiane. Na przykład przez europosła Solidarnej Polski i doktora nauk o bezpieczeństwie Patryka Jakiego, który w nocy ze środy na czwartek wykłócał się na Twitterze z wyrażającym zaniepokojenie środowymi głosowaniami sekretarzem stanu USA Antonym Blinkenem, przypominając mu Jałtę i brak zainteresowania raportem Karskiego. Jeśli oczywiście o to mu chodziło, tweet brzmiał bowiem: „Who decided that communist authorities were installed in Poland? Do you remember the award that Poland received for being the most loyal ally of the USA and England? Remember who asked the U.S. for help with the Holocaust when you could really help?”. W dosłownym tłumaczeniu doktor Jaki pytał więc o „pomoc USA w Holokauście”, a nie pomoc USA dla ofiar Holocaustu.

Jeszcze jedna rzecz była tego dnia zadziwiająca: milczenie Donalda Tuska, który przed miesiącem wrócił do Polski w roli lidera opozycji i męża opatrznościowego, jedynego zdolnego do pokonania Jarosława Kaczyńskiego (w co, jak wynika z sondaży, uwierzyła spora część opozycyjnego elektoratu). W środę ograniczył się do tweeta wysłanego w czasie przerwy po pierwszym głosowaniu wniosku o odroczenie obrad: „Większość sejmowa, klejona błotem korupcji i szantażu, rozkłada się na naszych oczach. Może jeszcze jakiś czas trwać, ale nie jest już w stanie rządzić”.

Czy nie jest w stanie, okaże się we wrześniu. Ale coraz bardziej prawdopodobne jest, że rząd Morawieckiego nie dotrwa do jesieni 2023 r. Raczej prędzej niż później ostatnie wydarzenia rozliczą wyborcy. A w przyszłości – choć dziś brzmi to jeszcze naiwnie i nierealnie – także prokuratura i Trybunał Stanu.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kalina Błażejowska
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa, autorka nominowanej do Nagrody Literackiej Gryfia biografii Haliny Poświatowskiej „Uparte serce” (Znak 2014). Laureatka Grand Prix Nagrody...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]