Hiszpania płotami odgrodzona

Od brzegu Maroka do granic Unii jest tu bliżej niż z Libii do Włoch. Ale nie słychać o Afrykańczykach próbujących tej drogi. Dlaczego Hiszpanię omija kryzys migracyjny?

01.11.2015

Czyta się kilka minut

Afrykańscy migranci na ogrodzeniu pola golfowego w hiszpańskiej enklawie Melilla w Maroku, 22 października 2014 r.  / Fot. STRINGER / REUTERS / FORUM
Afrykańscy migranci na ogrodzeniu pola golfowego w hiszpańskiej enklawie Melilla w Maroku, 22 października 2014 r. / Fot. STRINGER / REUTERS / FORUM

Syryjski uchodźca biegnie z synem w ramionach i przewraca się po tym, jak kopie go reporterka węgierskiej telewizji. Wszyscy pamiętają tę historię: twarz ojca i przerażone dziecko. Kilka tygodni później ten sam chłopiec, tym razem uśmiechając się szeroko, wkroczył na boisko przed meczem Realu Madryt. Uśmiech był zrozumiały, zważywszy, że za rękę trzymał go sam Ronaldo. Hiszpanie, poruszeni losem ojca z synem, zaprosili ich do siebie, zaoferowali mieszkanie i ojcu posadę trenera – przed wojną w Syrii trenował w Al-Fotuwie SC.

Historia jak z bajki. Ale to pozory: w Hiszpanii życie dla imigrantów nie jest bajką.

6200 wniosków

Zgodnie z systemem tzw. kwot, przyjętym we wrześniu przez państwa Unii Europejskiej, do Hiszpanii powinna trafić trzecia co do wielkości (po Niemczech i Francji) grupa relokowanych uchodźców: ok. 15 tys. osób. Wśród nich mają być ci, którzy już teraz znajdują się we Włoszech, Grecji i na Węgrzech.

Jeszcze kilka miesięcy temu hiszpański rząd zdecydowanie sprzeciwiał się temu pomysłowi, wskazując na jedne z najwyższych w Unii bezrobocie, wynoszące ponad 20 proc. Szef dyplomacji José Manuel Garcia-Margallo przypominał też, że Hiszpania już wniosła swój wkład w kwestii uchodźców, a to poprzez „wielki wysiłek, który wkładamy w kontrolę migracji z Maroka, Mauretanii i Senegalu, która wpływa na całą Unię”.

Ciekawe, że choć teraz rząd w Madrycie ostatecznie ugiął się pod presją unijnych partnerów, to jego wstrzemięźliwości i ostrożności wcale nie podzielali obywatele. A przynajmniej – spora część obywateli. Na ratuszu w Madrycie szybko zawisł banner „Refugees welcome”, a władze miejskie stolicy na pomoc uchodźcom przeznaczyły ok. 10 mln euro. W przygotowania do przyjęcia relokowanych imigrantów włączyły się też inne miasta.
Nie bez znaczenia jest fakt, że w Madrycie i Barcelonie rządzą burmistrzynie wywodzące się z ruchu obywatelskiego Oburzonych (Indignados) lub przezeń wspierane. Do boju ruszyły rozmaite organizacje pozarządowe, zaczęto gromadzić dane od Hiszpanów deklarujących indywidualną pomoc, np. mieszkanie czy pokój. Wsparcie przyszło też ze strony Kościoła katolickiego, który zaczął przygotowywać bazę noclegową w klasztorach i kościołach.

Gdy we wrześniu Ośrodek Badań Socjologicznych (Centro de Investigaciones Sociológicas – CIS) zapytał Hiszpanów, czym się najbardziej martwią, aż 78 proc. respondentów wskazało na bezrobocie, a jedynie niecałe 8 proc. na imigrantów. To niewiele – a wcześniej, w lipcu, odsetek ten był jeszcze niższy: imigrantami niepokoiło się 2,9 proc. (bezrobociem tyle samo: 78 proc.).

Jednym z powodów, dla których Hiszpanie nie martwią się zbytnio kryzysem migracyjnym, może być po prostu fakt, że jak dotąd niewielu imigrantów tutaj dotarło. Dziennik „El Pais” podał, że do września 2015 r. złożono jedynie 6200 wniosków o azyl. To dużo w porównaniu z latami wcześniejszymi – np. w 2012 r. wniosków było dwa razy mniej – choć w porównaniu z sytuacją w Niemczech to i tak liczba nieznacząca.

Pytanie: gdyby było ich zdecydowanie więcej, to czy wśród Hiszpanów nie ujawniłyby się te same obawy, co np. w krajach „trasy bałkańskiej”, uginających się dziś pod migracyjną falą?

W cieniu płotów

Hiszpański brak problemów z uchodźcami jest jednak tylko pozorny.

Do niedawna prawdziwy dramat rozgrywał się w cieniu innych płotów – tych zbudowanych wokół hiszpańskich miast-enklaw w Maroku: Melilli i Ceucie. W 2014 r. światowe agencje obiegło zdjęcie pokazujące Afrykańczyków, jak wspinają się desperacko na wysoki na sześć metrów płot z metalowej siatki, tuż za spokojnie grającymi w golfa mieszkańcami enklawy.

Taktyka była zawsze ta sama: jak największa grupa ludzi, najlepiej pod osłoną nocy, biegnie do płotu i gorączkowo się na niego wspina – mimo krwawiących dłoni i stóp. Tylko niektórym udawało się wdrapać na samą górę. Potem, po drugiej stronie, mogli poprosić o azyl.

Dziś jednak, dzięki zmianom w prawie, hiszpańska straż graniczna może takich desperatów, którym udało się przejść przez ów płot, wypchnąć furtkami z powrotem – zanim o azyl poproszą. Zlikwidowano również prowizoryczny obóz na pobliskiej Mount Gourougou, w którym koczowali uchodźcy z Mali czy Somalii, przygotowujący się do próby przedarcia przez płot do Melilli. O grupach zdeterminowanych Afrykańczyków już się teraz wiele nie mówi, a i „szturmy” imigrantów na płoty hiszpańskich enklaw stały się sporadyczne.

Znacząco spadła także liczba tych imigrantów, którzy na hiszpańskie terytorium usiłowali dostać się z Afryki drugą trasą – morską, na Wyspy Kanaryjskie. Ona też została „wygaszona”. Jeszcze niespełna dziesięć lat temu co roku na Wyspy docierało nawet po kilkadziesiąt tysięcy nielegalnych imigrantów, np. ponad 30 tys. w 2007 r. Teraz – raptem około 200.

Wyjaśnieniem nie jest bynajmniej poprawa warunków życia w afrykańskich krajach. O „wygaszenie” strumieni uchodźców postarali się Hiszpanie – we współpracy z rządami krajów „tranzytowych”: Maroka, Mauretanii i Senegalu. Za hiszpańskie pieniądze stworzono wspólne morskie patrole, zainwestowano w radary namierzające łodzie przemytników itd. Lokalni policjanci biorący udział w programie dostają specjalne dodatki do pensji, które pozwoliły ograniczyć problem, jakim były wcześniej łapówki od przemytników. Efekty są – i udanych prób przedostania się na hiszpańskie terytoria jest coraz mniej.

Ma to swoją cenę, nie tylko finansową – organizacje praw człowieka krytykują Maroko i Hiszpanię za sankcjonowanie przemocy wobec imigrantów, z których wielu zostaje rannych czy pobitych; tylko w latach 2010-13 organizacja Lekarze bez Granic zajmowała się ponad 10 tys. poszkodowanych.

Dla Madrytu zyski z takiej kontroli imigracji przeważają jednak nad stratami wizerunkowymi. Nawet gdy w 2008 r. zaczął się kryzys i państwo cięło w budżecie wiele pozycji, to program owej współpracy z rządami z Afryki Północnej nie został ograniczony.

Teraz unijny przywódcy wyciągają wnioski z hiszpańskich doświadczeń: o podobnej współpracy myśli się zwłaszcza w kontekście Turcji – kraju „tranzytowego” dla migracji z Bliskiego Wschodu.

Zniechęcająca codzienność 

Do Hiszpanii dociera więc niewielu imigrantów. A ci, którym się udało, i tak nie chcą tu pozostawać – dla nich cel zawsze jest ten sam: Niemcy.

To zrozumiałe, jeśli porówna się, co oba kraje im oferują. W Hiszpanii umieszczani są w ośrodkach, gdzie przez pół roku mają zapewnione jedzenie i ubranie. Po tym czasie muszą sami o siebie zadbać, a jeśli ich wniosek o azyl nie został jeszcze rozpatrzony, dostają tymczasowe pozwolenie na pracę.

Sześć miesięcy to jednak za mało, by poczuć się pewnie w nowym kraju, nauczyć języka i znaleźć pracę. Zresztą o pracę niełatwo przecież samym Hiszpanom. Ci, którym został przyznany azyl, otrzymują ok. 50 euro miesięcznie. Trudno za to przeżyć.

Niemcy jawią się więc jako kraj mlekiem i miodem płynący, a na pewno bardziej szczodry. Tam, poza zakwaterowaniem i wyżywieniem, ubiegający się o azyl otrzymują miesięczne kieszonkowe (ok. 130–145 euro) plus dodatki na dzieci. Już po trzech miesiącach mogą szukać pracy, nawet nie mając jeszcze statusu azylanta.

Nic dziwnego więc, że Hiszpania traktowana jest jedynie jako przystanek – i to kolejny powód, dla którego kryzys migracyjny nie dotyka tego kraju tak jak np. Włoch czy Grecji. To oczywiście może się zmienić. Ale na razie imigranci pozostają na boku hiszpańskich spraw. ©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach dokumentalnych (np. „Zdobyć miasto” o Powstaniu Warszawskim). Autorka… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 45/2015