Reklama

Historia naturalna rodziny z religią w tle

Historia naturalna rodziny z religią w tle

25.10.2015
Czyta się kilka minut
Jeśli chcemy zapytać – np. przy okazji Synodu – co Objawienie ma do powiedzenia współczesnym rodzinom, powinniśmy najpierw dobrze poznać naturę rodziny.
Fot. Oliver Rossi / CORBIS / PROFIMEDIA
W

W 50-tysięcznej populacji Mosuo w chińskich Himalajach kobiety często nie wiedzą, kto jest faktycznym ojcem ich dzieci. Nie ma to jednak w tej kulturze znaczenia. W wielopokoleniowych gospodarstwach domowych prawo do posiadania oddzielnych pokoi mają tylko dojrzałe płciowo kobiety. W nocy odwiedzają je mężczyźni, którzy nad ranem wracają do swoich rodzin. Te kontakty nazywane są „spacerowymi małżeństwami”, ale nie mają one charakteru formalnego – w tej kulturze nie istnieje bowiem instytucja małżeństwa. Często jedna kobieta ma kilku kochanków, choć zdarzają się trwalsze związki miłosne. Dzieckiem opiekują się biologiczna matka i jej krewni. Władzę w rodzinie dzierży najstarsza kobieta – jest to bowiem kultura matriarchalna. Socjologowie wskazują, że na taki układ rodzinny wpływ ma przede wszystkim matrylinearność rodów – dobra materialne dziedziczone są w linii matki.

To...

17745

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jedynie mam wątpliwości, co oznaczają ostatnie dwa zdania tego tekstu. Wyglądają na przyklejone bez związku z resztą artkułu, który przecież właśnie stawia w wątpliwość uniwersalność katolickiej idei małżeństwa. Tak więc konstrukcja tego tekstu wygląda dla mnie jak "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek".

te dwa ostatnie zdania wyglądają jak trybut. Lecz gdyby ich nie było, wówczas trzeci akapit od końca wyglądałby jak pytanie retoryczne, a chyba jednak nie o to chodziło. Dla mnie te rozważania dotykają bardzo istotnego problemu współczesnej teologii: prawa naturalnego. Czy ono w ogóle istnieje i czy powinno się je brać pod uwagę gdy mówimy o objawieniu? A może prawo naturalne nie tyle jest zgodne z ludzką naturą, co jest jej zaprzeczeniem? W świetle przedstawionych badań można przecież dojść do przeciwnych wniosków niż @anuszka: małżeństwo jest uniwersalne właśnie dlatego, że sprzeciwia się naturalnym (z punktu widzenia ewolucji) skłonnościom ludzkiej natury. Jak w tradycyjnej doktrynie patrystycznej (głównie Augustyna), w której małżeństwo to remedium na pożądliwość. Do pełnego obrazu brakuje mi jednak trochę głębszej analizy korzyści płynących z różnych typów relacji męsko-damskich: jeśli faktycznie społeczeństwa rozwinięte rozwiążą problem utrzymania potomstwa i potwierdzenia jego tożsamości (na razie daleko do tak idealnej sytuacji), to, zgodnie z duchem tego tekstu, małżeństwo powinno stać się przeżytkiem, bo korzyść jaką niesie (więz, redukcja napięć) wydaje się być nieproporcjonalna do kosztów (zmęczenie sobą nawzajem i daleko idące ograniczenie własnych skłonności powodujące być może jeszcze większe napięcia). Ale czy rzeczywiście na tym kończą się korzyści płynące z małżeństwa?

Pojęcie prawa naturalnego jest interpretowane jak komu wygodnie. Gdy trzeba bronić tradycyjnych form społecznych, to mówi się, że prawo naturalne jest zaprzeczeniem ZUEJ ludzkiej natury. Gdy trzeba potępiać homoseksualizm czy antykoncepcję, to mówi się, że prawo naturalne = zgodność z naturą i rozważa się, do czego "zgodnie z naturą" mają służyć ludzkie narządy płciowe. Z pojęcia używanego tak niekonsekwentnie należy po prostu zrezygnować, bo widać od dawna, że jest ono wytrychem i przykrywką dla różnych fobii, kompleksów i lęku przed nowością i innością.

świadczy tylko o tym, że samo w sobie jest constans :)

ale może być trudniej stawić czoła tego konsekwencjom. Jak bowiem przekonać do naszego systemu wartości tych, którzy go nie uznają? Jak bronić tak drogich nam, chrześcijanom, praw człowieka, jeśli wywodzą się one tylko i wyłącznie z chrześcijańsiego objawienia, bez oparcia w obiektywnie weryfikowalnej ludzkiej naturze? Jak wreszcie wcielać w życie zasadę "łaska bazuje na naturze" w interpretacji objawienia? Czy usunięcie pojęcia prawa naturalnego nie prowadzi, w gruncie rzeczy, do całkowitego rozdzielenia nauk empirycznych i teologii, a zatem do uzależnienia rozwoju tej drugiej w zasadzie wyłącznie od szeroko pojętej filologii, czyli w zasadzie do jej skostnienia?

"Jakkolwiek wydawałoby się trudne ewangelizowanie wspomnianej na początku kultury Mosuo, zawsze można wskazywać, że dziecko ma prawo wiedzieć, kto jest jego ojcem, skoro nosi połowę jego genów. Kultura, która tego nie umożliwia, jest w pewien sposób ułomna." Błąd petitio principii. To w naszej kulturze taka wiedza jest wartością. W ich kulturze - widać nie jest. Więc nie ma sposobu przekonać ich, że geny to świętość. No właśnie - tutaj niechcący red. Sporniak uświęca biologię, bo jej przejaw - geny - uznaje za ostateczny argument etyczny. Może to ich kultura stoi wyżej, bo wzniosła się ponad naturę, ponad fetyszyzację genów? ;-) W tym fragmencie artykułu dostrzegam wysiłek autora, żeby znaleźć coś, cokolwiek, chwycić się jakiegokolwiek argumentu za tym, że "nasz" model rodziny jest lepszy. Bo autor założył, że tak jest. W ogóle zaczynam odnosić wrażenie, że cała teologia i nauki wokółkościelne zajmują się dopasowywaniem argumentów do z góry przyjętej tezy.

Może do zmiany podejścia potrzebna jest tylko pełniejsza wiedza na temat biologii?

to dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą. Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża. Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona. (Święty Paweł - 1 List do Koryntian, rozdz. 7). Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby - wskutek niewstrzemięźliwości waszej - nie kusił was szatan. To werset 5, w którym znajduje się błąd. Zamiast "niewstrzemięźliwości" powinno być "wstrzemięźliwości". Już kilkaset lat tu tkwi. Uprzejmie proszę o poprawienie :)

Ha, ha! Świetne. Ale czy to jest błąd w greckim wydaniu krytycznym, czy raczej problem z przetłumaczeniem greckiego ἀκρασία? Bo "niewstrzemięzliwość" wskazuje na działanie, natomiast akrasia raczej na habitus, czyli na brak pewnej zdolności czy umiejętności. I w tym drugim znaczeniu tekst byłby jak najbardziej poprawny - oznaczałby po prostu "aby wskutek waszej słabości nie kusił was szatan". To słabość jest dla Pawła problemem, a nie wstrzemięzliwość.

słabość to byłoby co innego. A tak, jest niepoprawnie. I nie jest to chyba kwestia krytycznego wydania greckiego bo jeśli dobrze pamiętam to ks. Wujek nie dał się zwieść :)

U Wujka jest "Nie odmawiajcie jeden drugiemu, chybaby z zezwolenia do czasu, abyście się modlitwą bawili: a zasię wracajcie się do tegóż, aby was szatan nie kusił dla waszéj niewstrzymawałości." W angielskich tłumaczeniach jest "lack of self-control" lub podobnie, co znacznie lepiej oddaje sens greki. Może ktoś ma wgląd w greckie wydanie krytyczne, żeby zobaczyć aparat?

Gdańska?

Zatem nie wiem skąd mi się to wzięło:-) ====== Ps. niewstrzemięźliwość może być także habitualna.

Fajny, odważny tekst. Można by dodać że istnienie takiej lub inne formy rodziny (związek dwojga, harem, wielu mężów), powstałej w wyniku konkretnych warunków naturalnych i cywilizacyjnych, ma również zwrotnie konsekwencje ewolucyjne na przestrzeni dziesiątków i setek pokoleń. No ale to dość niebezpieczne rozważania. Amica Veritas, sed magis amicus Plato.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]