Reklama

Hayda! Mick!

Hayda! Mick!

01.10.2018
Czyta się kilka minut
Na bekstejdżu stał zaprzyjaźniony ksiądz greckokatolicki. Podszedłem i powiedziałem: „Księże Grzegorzu, proszę o błogosławieństwo, bo zanim wyjdę na tę scenę, to się zes... ze strachu”.
K

Ksiądz Grzegorz przygarnął mnie do swojego potężnego ciała i powiedział: „Wyjdziesz i się nie zes...”. Sprawa była poważna, bo na gorlickim Rynku stało dwa tysiące ludzi, a ja miałem z Haydamakami zadebiutować na scenie, przybliżając szerokiej publiczności „Sonety krymskie” Adama Mickiewicza w mocno rokendrolowej wersji.

I w istocie wyszedłem i nic się nie stało. Tylko sypałem się w co drugim kawałku. Co tam, sypałem po dwa razy w jednym. Chłopaki po dwudziestogodzinnej jeździe z Kijowa, staniu na granicy i próbie dźwięku wyszli i zagrali jak rozgrzana, precyzyjna maszyneria. Nie to co ja. Rytm mi się rozjeżdżał, tekst mi się mylił, chociaż sobie wydrukowałem wielką czcionką. Część pamiętałem jeszcze ze szkoły. Na przykład „Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu...”. Wszyscy zresztą pamiętali, więc dwa tysiące na Rynku było szczęśliwe, że może intensywnie uczestniczyć w...

4277

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Gdyby „Mick” żył dzisiaj, zapewne pisałby piosenki do disco polo co najwyżej, i za przeproszeniem nikt by go nie znał. Tak sądzę, być może jestem niesprawiedliwy, ale szczery. Nie tylko ja byłem w czasach szkolnych mocno nim inwigilowany i wkuwanie na pamięć jego twórczości mocno mi obrzydło. Nie wątpię, że są miejsca i ludzie, którzy wpadają na dźwięk jego rymów w zachwyt, mnie to nie bierze. Ciągle jeszcze po maturach straszy się „Dziadami”, zupełnie nie wiem w jakim celu. Poeta piszący „Litwo ojczyzno moja” jest wielkim wieszczem narodu polskiego. Wiem, ja tego nie ogarniam, to jest zbyt skomplikowane.

Litwa "lat dziecinnych" to dzisiaj Białoruś. "Biełaruski polskamoûny paet, dziejacz nacyjanalna-wyzwalecznaga ruchu, zasnawalnik biełaruskaga ramantizmu" - białoruski poeta polskojęzyczny, działacz ruchu narodowo-wyzwoleńczego, prekursor białoruskiego romantyzmu ("Litaratura/Kulturałogija: Encykłapedyczny dawednik". Mińsk 2003). Oczywiście należy też do Wilna i Kowna. I Poznania, w którym był, i do Warszawy i Krakowa, gdzie ma pomniki, chociaż żadnego z tych miast nie widział. I w Paryżu jest jak najbardziej u siebie. W ogóle wśród XIX-wiecznych Polaków to jedna z nielicznych postaci rangi światowej. Rymował naprawdę olśniewająco (no, może z wyjątkiem "Królewny Lali" ;) i stawać z nim w szranki mogliby tylko najzdolniejsi raperzy. W żadnym razie nie poeci od disco polo i innych tzw. gatunków popularnych. To przykre, że w niektórych szkołach tak się z nim obchodzą że absolwenci nabierają obrzydzenia do literatury na całe życie. A propos zespołu z Ukrainy: nawet fajnie grają (posłuchałem), ale ta nazwa "Haydamaky" ... Jak "Banderivtsi" (też zangielszczyłem ;), tylko skojarzenia trochę złagodzone przez historyczny dystans.

Oj, bronił bym XIX-o wiecznych Polaków, jako że pewnie dużo lepiej niż XXI wieczni rozumieli, że naród to nie jest klub kibica, gdzie w ramach członkostwa w takowym, można się raz w czas wzajemnie poprzytulać i pomiziać w tłumie ziomków ubranych w te same barwy wojenne, podrzeć gardło pod adresem innych narodów, ewentualnie pielęgnować zgody albo ogłaszać kosy. Pewnie rozumieli /a przynajmniej spora ich część/, że naród nie bierze się sam z siebie, tylko że jest cały czas aktywnie tworzony, a to poprzez przejmowanie odpowiedzialności zań na różnych szczeblach. Oczywiście indywidualnej odpowiedzialności - członkiem narodu jest się dlatego, że nie chce się być członkiem tej czy innej kasty - a to znów wymaga aktywności na polu publicznym czy też dbania o prawa swoje i innych. I wreszcie że członkiem narodu jest ten, kto podpisze się pod jego wartościami, sformułowanymi w tych czy innych aktach prawnych, a etnia, język czy wyznanie nie będą tu dominujące.

Ale tu o muzyce było - swego czasu powstał znakomity videoclip do Stasiuka: https://www.youtube.com/watch?v=qeMFqkcPYcg :))

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]