Sercem katolickiej świątyni jest oczywiście tabernakulum. Mówi się nawet, że dzięki temu nasze kościoły, w przeciwieństwie do protestanckich, nie zioną chłodem. Nawet gdy świecą pustką, jest w nich Pan Jezus. Podobnie ma się rzecz z mszą. Jeśli ofiarowuje się ją Bogu, msza staje się najskuteczniejszą modlitwą, zdolną „wybłagać łaski”, czyli zdrowie, dobry ożenek, bezpieczną podróż czy zdanie egzaminu itd., oczywiście pod warunkiem, że nasze modły będą zgodne z wolą Boga. W rezultacie msza staje się swoistą monetą przetargową. Coś za coś, my Tobie mszę, a Ty nam, Panie Boże, za to np. odporność na choroby.
Podobnie jak mszę zredukowaliśmy do nabożeństwa, tak rozumienie Kościoła zawęziliśmy do budynku, do którego trzeba w niedzielę iść pod groźbą popełnienia grzechu ciężkiego. Przecież przykazanie Boże nakazuje dzień święty święcić. Kłopot w tym, że z tego przykazania tzw. obowiązek niedzielny wprost nie wynika. W rezultacie Boże przykazanie przykryliśmy kościelnym, choć wiemy, że wola Kościoła nie zawsze pokrywa się z wolą Bożą. Inaczej nie musielibyśmy nikogo przepraszać.
Następna rzecz. Prześladowani chrześcijanie w dawnej Japonii czy więźniowie obozów zagłady nie mieli ołtarza, tabernakulum, tym bardziej mszy, a Kościół istniał. Czy w takim przypadku, gdy nie ma Eucharystii, Jezus nie istnieje realnie w „zgromadzeniu świętych”? Albo gdy nie ma duchownych, nie ma też Kościoła? Czy do istnienia Kościoła konieczna jest mechanicznie pojmowana sukcesja apostolska, skoro zgodnie z obietnicą Jezusa, „największego skarbu” Kościoła, zawsze jest On tam, gdzie są ludzie pragnący być z Nim? Przestroga Jezusa się nie przedawniła: „Odrzucając przykazanie Boże, trzymacie się ludzkiej tradycji (…). Zręcznie uchylacie przykazanie Boże, aby tworzyć własną tradycję”. Nie mówmy tylko, że ta przestroga odnosi się wyłącznie do faryzeuszów i nauczycieli Prawa. W przeszłości oni zapadali na tę chorobę, dzisiaj zapadamy na nią my. Nie bez powodu Jezus jako przykład wierności przykazaniom wskazuje na Dawida, który dla zachowania Bożego prawa to prawo łamie: „Pragnę miłości, a nie ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń” – mówi Bóg. Natomiast Paweł Apostoł przypomina: „Bóg, który powiedział: Z ciemności zajaśnieje światłość, zajaśniał w naszych sercach, aby zabłysło poznanie chwały Bożej, która jest na obliczu Jezusa Chrystusa. Mamy zaś ten skarb w glinianych naczyniach, aby nie z nas, lecz z Boga była ta przeogromna moc”. Na nic się zda pozłacanie tego garnka. Taki zabieg nie poprawi smaku potrawy. Czasami wystarczy ją jeszcze raz doprawić, ale bywa, że trzeba ją wyrzucić, co w kościelnym technicznym języku nazywamy nawróceniem.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















