Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Gimnastyka nad „Przedwiośniem”

Gimnastyka nad „Przedwiośniem”

24.08.2018
Czyta się kilka minut
Prezydent proponuje Narodowe Czytanie słynnej powieści Żeromskiego. Problem w tym, jak zaproszony przez niego ekspert postanowił tę książkę zredagować.
Para prezydencka zapowiada Narodowe Czytanie "Przedwiośnia", 27 lutego 2018 r. / Fot. Bartek Syta / East News
Para prezydencka zapowiada Narodowe Czytanie "Przedwiośnia", 27 lutego 2018 r. / Fot. Bartek Syta / East News
C

Chcąc stworzyć sztukę na naszą miarę, musimy zwiększyć w niej udział wysiłku fizycznego” – przekonywał grany przez Andrzeja Dobosza Filozof w pamiętnej scenie z „Rejsu” Marka Piwowskiego. Ta gimnastyka zaowocowała właśnie wygumkowaniem z „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego treści uznanych za zbędne.

Wybór „Przedwiośnia” do wspólnej lektury podczas tegorocznego Narodowego Czytania Andrzej Duda uzasadnia niezwykłą aktualnością powieści i tym, że proponuje ona krytyczną refleksję nad ojczystymi dziejami. Z kolei odpowiedzialny za opracowanie nowej wersji tekstu Andrzej Dobosz dodaje, że utwór Żeromskiego zwraca uwagę na to, jak nierozstrzygnięte konflikty społeczne mogą zagrozić krajowemu bezpieczeństwu.

Tyle że redakcja przeprowadzona przez Dobosza nie polega tylko na usunięciu archaizmów, przestarzałych bądź zanikających w potocznej polszczyźnie spójników lub powtarzających się (zdaniem Dobosza: niepotrzebnie) wyrazów bliskoznacznych. A w związku z tym zamiast zaproponowanego przez Michała Nogasia Społecznego Komitetu Obrony Tudzież(y) powinniśmy raczej zawiązać komitet obrony bohaterów literackich przed skazywaniem ich na spłaszczenie.

Dobosz, poza kosmetycznymi w swoim mniemaniu zmianami, dokonał bowiem znaczących ingerencji m.in. w charakterystykę opisywanych czasów i postaci. Wystarczy rzut oka na pierwsze strony powieści, by przekonać się, że w jego wersji „Przedwiośnia”, to już nie protekcja, ta „cicha, pokorna, dobra wróżka”, jak pisze Żeromski (ach, te przymiotniki!), a tylko wesołość, inteligencja i odrobina drwiny z Moskala są drogą do wymarzonej dla ludzi pokroju ojca Cezarego Baryki kariery w Rosji. Uproszczeń w charakterystykach Seweryna i Cezarego Baryki jest więcej. U Żeromskiego bohater, mimo wrodzonej uczciwości, miał jednak w sobie pewien mieszczański rys, który sprawiał, że byłby gotów zrobić wszystko to, co każą „starsi”. Dobosz pozostawia go „człowiekiem z gruntu uczciwym”, który „nie robiłby nic podłego”, usuwając wszelkie wątpliwości, które czynią postać niejednoznaczną. Strach zaglądać dalej.

Jeśli chcemy osiągnąć nową wartość, musimy doprowadzić do konfliktu, mawiał w „Rejsie” Filozof. Po raz kolejny się udało, bo wrocławianie już zapowiedzieli, że 8 września przeczytają „Przedwiośnie” bez jego skrótów.

Czytaj także:

Stanisław Mancewicz w felietonie "Lądowania": "Jakby się ktoś pytał, jesteśmy zwolennikami dowolnych interwencji w dziełach literackich".

Ryszard Koziołek o Prezydenckim Kanonie Niepodległości: "Nie oburza mnie ten zestaw lektur ani nie martwi widomy zamysł ideologicznego wykorzystania literatury. To przedsięwzięcie raczej mnie rozczula".

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Umówmy się, to nie Pismo Święte. Pardon... Biblię akurat adaptuje się i parafrazuje bez "społecznych" protestów. Narodowe Czytanie to przecież zabawa, happening, jak - nie przymierzając - Czekoladowy Orzeł. Ewentualnie inteligencka gra "na bazie" kanonicznego tekstu, którego nikt tak naprawdę dobrowolnie nie czyta od kilkudziesięciu lat. I gdyby przeczytał/posłuchał w "odświeżonej" wersji Dobosza, to byłby prawdziwy cud. Sam pomysł adaptowania tekstów praktycznie pogrzebanych w kurzu bibliotek i wyciąganych jeno ku użytkowi specjalistów nie jest nowy ani polski. Można też przywołać "Odyseję" Parandowskiego, pozbawioną poetyckiego rytmu i archaizmów, a jednak czemuś popularniejszą od językowo ambitniejszych przekładów Czubka i Wittlina. Żeromski, którego "Nawracanie Judasza" przeczytałem z własnej woli i z niejakim zainteresowaniem, to poza wszystkim naprawdę literatura jak na dzisiejsze gusty nieco skażona grafomanią w stylu Mniszkówny - nasz wielki pisarz, czy, jakby powiedział Musil, wielkopisarz bardzo ją cenił. Najlepszym komentarzem byłby tekst Legutki sprzed kilkunastu lat, zatytułowany "Szpony zemściwego jastrzębia", ale, niestety, jest on chyba niedostępny online. Z inicjatywy KOT należy się cieszyć, bo to też element happeningu. Na Honorowego Patrona tej akcji polonistycznych purystów proponuję prezydenta Bronisława "Bul" Komorowskiego. Dobosz natomiast ma mój kredyt zaufania i to nie tylko przez swój obecny związek z kancelarią Prezydenta (tu jest dowód, że ceniłem go zawsze: https://www.tygodnikpowszechny.pl/comment/13992#comment-13992)

Nie zdziwilabym się, gdyby ten post napisał ktoś z naszych forumowiczów znanych ze "swiezego" spojrzenia na wartości nie tylko literackie, ale PAN??? Zaczynam dochodzić do mozno spóźnionego wniosku w swojej naiwności, ze pańska obecność na forum TP nie jest przypadkiem i ze został Pan "wydelegowany" do rozmów ze środowiskiem raczej odpornym na populistyczno-nacjonalistyczne brednie ekipy rzadzacej. Jako osoba o dużej erudycji, której dowody nie raz Pan okazał, miał Pan uwiarygodnić tezy, które Pan zaprezentował w ostatnich dyskusjach, a mianowicie: plagiat nie jest niczym nagannym, a dowolne masakrowanie dzieła literackiego, aby tylko dotarło do niewyrobionego czytelnika, jest uprawnione. Przypomniał mi się wiersz Juliana Tuwima, co prawda pisany w sytuacji a rebours:))) "I tak wyszła z Archanioła stara, reakcyjna świnia/absolutnie apolityczna i cudownie bezpartyjna". Powinnam może gwoli uprzejmości zamienić ową "świnię" na jakiś lepiej brzmiący synonim, ale niestety - tak mistrz napisał, a ja tego zmieniac nie mam prawa. Kiedyś - mam nadzieje - powstanie zapewne pozycja publicystyczna na miarę "Umysłu zniewolonego" prezentujaca przedstawicieli niekłamanej polskiej inteligencji, która została "pokasana" bynajmniej nie przez Hegla, ale przez prymitywną, czerwono-brunatna sieczkę ideologiczna polskiej neobolszewii. Z pewnoscią gwiazda tej publikacji będzie pan Gowin, który wykreślił z listy "nauk" astronomie, a umieścił na niej teologię (o co zresztą nie mam pretensji). Oby nie znalazł się tam również i Pan, co poddaje pod rozwage

podkręcić kolory Kossakowskiemu Kościuszce, a "Chłopom" wybudować nowoczesne domki jednorodzinne z ogródkiem i grillem.

https://natemat.pl/97677,co-polska-sztuka-ma-siedziec-cicho-czy-siac-ferment-the-krasnals-znowu-prowokuja. Niektórych to, jak czytamy, ciężko obraża ;)

nie będzie to już"Bitwa pod Grunwaldem" ani "Chłopi".

koniec kropka

I może więcej tłumaczyć nie ma sensu, ale zdobądźmy się na jeszcze jeden wysiłek. Nie chodzi o to, że ma powstać nowa edycja "Przedwiośnia" do użytku szkolnego albo że język polski ma zostać wyczyszczony ze "zbędnych" słów. Może zrozumieją to organizatorzy Kontr-Czytania, kiedy zaschnie im w gardle, słuchacze się rozejdą albo gdy już na pierwszej stronie trzeba będzie odczytać przypis do wyrazu jamszczyk (chyba że przypisy będą wyświetlane na telebimie). Nie należy też przechodzić gładko nad słowem "wykonywuje", tylko jakoś wytłumaczyć dziatwie, dlaczego tej bezdyskusyjnie literackiej (bo z literatury wziętej) formy gramatycznej absolutnie należy się wystrzegać na egzaminie maturalnym. Jeszcze raz: ta konkretna adaptacja ma konkretne zastosowanie. "Prawdziwe" Przedwiośnie z jego głębokimi i potencjalnie niewyczerpanymi sensami jest nie do słuchania, tylko do czytania. I jak większość tzw. wielkiej literatury nie powstało z myślą o przyszłym kanonie. Kiedyś jużeśmy o tym rozmawiali: https://www.tygodnikpowszechny.pl/comment/14550#comment-14550. Chodzi, krótko mówiąc, o zachętę do świeżego spojrzenia w 100. rocznicę niepodległości na najważniejszą książkę dwudziestolecia jako na rzecz do czytania, której znaczeń nie wyczerpuje szkolny tryb lektury. Red. red. Nogaś i Ochędowska mówią: patrzcie, jacy my mądrzy! Znamy nawet słowa "tudzież" i "jamszczyk". Organizatorzy NC mówią natomiast: patrzcie, jakie to interesujące; resztę sobie doczytacie sami, ale zacząć myśleć Żeromskim możecie już teraz.

Nie zgadzam się. Przede wszystkim ze stwierdzeniem, że "...prawdziwe" Przedwiośnie z jego głębokimi i potencjalnie niewyczerpanymi sensami jest nie do słuchania, tylko do czytania..." Wystarczy posłuchać, jak w Polskim Radiu czytał je Marek Kondrat. Po drugie, każde dzieło sztuki (nie tylko literackie) jest skończoną całością i nie można dowolnie zmieniać jego pojedynczych cech bez zmiany jakości całości. Nie wiem, czemu pokutuje u nas myślenie, że język, forma, kompozycja to cechy drugorzędne w stosunku to treści dzieła literackiego. To bardzo prymitywne myślenie. Prezentując publiczności dzieło okrojone i uproszczone nie można jednocześnie mówić: "patrzcie, jakie to interesujące; resztę sobie doczytacie sami, ale zacząć myśleć Żeromskim możecie już teraz." Nikt potem nie zacznie myśleć Żeromskim, co najwyżej Andrzejem Doboszem. Po trzecie wreszcie, elementarna uczciwość zakazuje ingerencji w cudzy utwór. Pisarz tego formatu nie użył żadnego słowa przypadkowo. Każde z nich było wynikiem świadomego wyboru i każde (właśnie takie, a nie inne) służy określonemu celowi. Na tym właśnie polega przyjemność ze smakowania lektury, by te wszystkie smaczki samodzielnie odkrywać. Jeśli to zbyt trudne dla szerokiej publiczności, może lepiej po prostu wybrać prostszy utwór? Upraszczanie języka i spłaszczanie problemów i postaci nie jest twórczym przekształceniem i nie dodaje Żeromskiemu nowej jakości. To raczej ściąganie go z Olimpu, żeby ustawić go zaledwie piętro wyżej od szkolnych bryków dla leniwych uczniów na stronie sciaga.pl.

Przecież "Przedwiośnie" zostało już wiernie i pięknie odczytane in extenso przez utalentowanego aktora. Audiobook można kupić za marne 20 zł. Boimy się, że wersja prezentowana w ramach NC zaszkodzi tamtemu nagraniu? Wykasuje coś ze świadomości czytelników? Powtórzę: to jest przede wszystkim happening, wydarzenie mające zwrócić na coś uwagę, a nie zastępujące czytelniczą, krytyczną czy naukową refleksję nad książką ważną w historii literatury. "Każde dzieło jest skończoną całością i nie można dowolnie zmieniać jego pojedynczych cech bez zmiany jakości całości". Można i nie można zarazem. Czy po obejrzeniu sztuki Witkacego na scenie widz nie ma pojęcia o "prawdziwym" Witkacym, bo nie poznał didaskaliów? A w przypadku tego autora są one czymś więcej niż technicznymi uwagami dla realizatora (albo raczej wcale nimi nie są). Co tam didaskalia! W latach 80. BBC przez parę sezonów emitowała telewizyjne adaptacje wszystkich dramatów Szekspira, z której to monumentalnej serii była tak dumna, że wydała je nie tylko na DVD, ale również jako skrypty. Można na własne oczy przekonać się, jak głęboko ingerowali twórcy w autorski tekst, skreślając całe wersy, zastępując słowa, a czasem zmieniając kolejność scen. Dobosz upraszcza? Jasne, przecież po to adaptuje. Nawiasem mówiąc, red. Ochędowska wytyka uproszczenie jakiegoś trzeciorzędnego szczegółu charakterystyki bohatera, a nie oburza jej odarcie "Przedwiośnia" z immanentnego antysemityzmu, przenikającego powieść od pierwszego akapitu. Inne książki Żeromskiego zresztą też. Może tłumacząc młodzieży, dlaczego Stefan wielkim pisarzem był, poświęcimy więcej czasu temu tematowi, zamiast rozczulać się nad mistrzowskim użyciem bliskoznacznych przymiotników tudzież słowa "tudzież?

Na moją uwagę, że nie można dowolnie zmieniać pojedynczych cech utworu bez zmiany jakości tegoż odpowiada Pan/Pani: "Można i nie można." Co do tego - pełna zgoda. Pytanie tylko, co chce się w ten sposób osiągnąć. Tu, jak rozumiem, dyskutujemy nie o sztuce w ogóle, ale o tej konkretnej adaptacji "Przedwiośnia" na potrzeby Narodowego Czytania. Zgadza się Pan/Pani ze mną, że ta adaptacja jest uproszczeniem. Uważam (o czym napisałam w poprzednim poście), że przy takim potraktowaniu utworu wyjściowego nie ma tu żadnej "wartości dodanej". Nie widzę tu żadnych pozytywów, bo uproszczenie i sprymitywizowanie wielkiego dzieła nie zachęci nikogo do poznania oryginału. Nie uważam też, że należy tłumaczyć młodzieży, dlaczego Żeromski wielkim pisarzem był. Tego się po prostu nie tłumaczy - to można tylko pokazać pozwalając młodym obcować z jego literaturą, a nie jej ociosaną, wygładzoną i uproszczoną wersją. Żeromski taki nie był - był niegrzeczny, rozerotyzowany, złośliwy (antysemita? oczywiście!), a jednocześnie liryczny, ideowy i obdarzony niezłym poczuciem humoru. Pokazujmy prawdę o nim i jego świecie przez jego literaturę - jego, a nie wizję Żeromskiego autorstwa Andrzeja Dobosza.

Nie tak dawno na tych łamach obcmokano z zachwytem uwspółcześniającą adaptację (bo tłumaczeniem nie sposób tego nazwać) conradowskiego "Jądra ciemności" pióra Jacka Dukaja (https://www.tygodnikpowszechny.pl/comment/24157#comment-24157). Odniosłem się wówczas dość krytycznie do tej próby (a więc czasem myślimy podobnie ;), nie aż tak jednak, by odmawiać jej sensu istnienia - dla mnie być może nieoczywistego. Generalnie, w podobnych sprawach nie ma co sięgać po rzekome imponderabilia. I sugeruję takie samo podejście tygodnikowym krytykom ND. A o tym antysemityzmie SŻ to naprawdę chętnie bym w TP poczytał ;)

"Nie tylko dla młodzieży się adaptuje" - oczywiście. Zawsze jednak wisi mi w powietrzu wielkie pytanie: po co? Proszę mnie zrozumieć - jestem jak najbardziej za tym, żeby Monie Lisie domalować wąsy, jeśli ktoś czuje nieprzepartą potrzebę. Chcę tylko, żeby ta Mona Lisa z wąsami tworzyła taką nową jakość, że opadnie mi szczęka z wrażenia i powiem: "No proszę, to i tak można patrzeć na świat!" W przeciwnym razie nie ma co masakrować cudzych dzieł. Jednak chyba te imponderabilia nie są dla mnie takie całkiem rzekome...

nad kolejną dudową wpadką - z daleka pieniactwem trąci, proszę Pana

Proponuję jednak spojrzeć na sprawę nieco szerzej. Ta dyskusja dotyczy raczej celowości robienia adaptacji w ogóle, choć nie przeczę, adaptacja Dudy była tu punktem wyjścia. Poza tym, na obronę swojego punktu widzenia staram się przedstawić argumenty (czy wydają się komuś przekonujące, czy nie, to już zupełnie inna kwestia), a pieniacz chyba raczej nie argumentuje - po prostu jest przeciw, na zasadzie "precz z preczem". Czy rzeczywiście taką postawę zobaczył Pan w moich wypowiedziach?

proszę zwrócić uwagę na lokalizację i treść postu mojego, pozdrawiam

To właśnie lokalizacja (tuż pod moim postem) mnie zmyliła. A co do treści - cmokanie zawsze kojarzyło mi się z wyrażaniem dezaprobaty, nie twierdzę, że słusznie. Po prostu małe nieporozumienie. Również pozdrawiam.

wymierzony we mnie, a zdezorientował wziętego w obronę dyskutanta, który oczekiwał na tych łamach wyłącznie merytorycznej dyskusji. Oj, naiwny, naiwny... ;) Skoro jednak jesteśmy już przy pozamerytorycznych powodach zajmowania takiego czy innego stanowiska, to nie ukrywam, że w moim, jak i każdym innym przypadku liczą się długofalowe preferencje, choćby w formułowaniu wstępnej hipotezy. Rzecz w tym, żeby nie przywiązywać się do niej fanatycznie i pozostać otwartym na argumenty strony przeciwnej. Na koniec - bo chyba już czas kończyć - zauważę tylko, że nie jest to adaptacja Dudy, tylko adaptacja Andrzeja Dobosza, co ma niejakie znaczenie. Wiadomo, że do autorytetów należy podchodzić ostrożnie, ale nie sposób całkowicie wyeliminować ich wpływu na nasze sądy. W kwestiach literackich Dobosz jest dla mnie - myślę, że i obiektywnie - większym autorytetem od prezydenta. Nie ukrywam też, że mając okazję pogadać o "Przedwiośniu" z wybranym interlokutorem, więcej spodziewałbym się po Doboszu niż, z całym szacunkiem, red. Ochędowskiej i aktywistach z Komitetu Obrony Tudzieży. Idąc tym tropem, spróbowałem poszukać jakichś przykładów publicznej obrony bądź krytyki przedsięwzięcia. Niewiele tego (bo i sprawa naprawdę nie rozpala prawdziwych emocji), ale krytyków udało mi się ustalić czworo: red. Ochędowską, internautę o nicku KazimierzG15, nauczycielkę z Płocka i nauczyciela z Warszawy. Używane przez nich wyrażenia (niezrozumiała cenzura, koszmarny gwałt), świadczą o wysokim stopniu pobudzenia - umówmy się, że mózgowego. Po drugiej stronie jest prof. Krzysztof Biedrzycki z Katedry Krytyki Współczesnej Wydziału Polonistyki UJ, wypowiadający się bez jakiejś euforii, jednak pozytywnie. Niby 4:1... Cóż, rzadko w życiu miałem komfort bycia w większości ;)

Oczywiście, że jest to adaptacja Andrzeja Dobosza na zlecenie Andrzeja Dudy, Użyłam po prostu skrótu myślowego, może idącego zbyt daleko. "liczą się długofalowe preferencje, choćby w formułowaniu wstępnej hipotezy. Rzecz w tym, żeby nie przywiązywać się do niej fanatycznie i pozostać otwartym na argumenty strony przeciwnej" - podoba mi się taka definicja dyskusji. Sęk tylko w tym, że jak dotąd nikt mnie nie przekonał do celowości tej konkretnej adaptacji, choć może się przecież zdarzyć, że zmienię zdanie. Życzę miłej lektury Żeromskiego:)

bolszewicka hołota już oficjalnie zrobiła z Wałęsy agenta SB a z Kaczyńskich wyzwolicieli, opluła Bartoszewskiego, wypięłą się na Ścibor-Rylskiego itede - fałsz, kłamstwo, obłuda to jej immanentne cechy

Akurat owo wygumkowywanie porównane do czynności gimnastycznej, ironicznie w "Rejsie" wymaganej do udziału w tworzeniu sztuki uważam za naprawdę cienki intelektualnie dowcip. Po pierwsze, dlatego że skracanie czy wykreślanie to immanentne (och co to za termin) cechy autocenzury, która np. zapisała się trwale w czynnościach PRL-owskiego TP w ramach lojalności lub asekuracji wobec systemu ludowej władzy, a więc owe fizyczno-intelektualne pajacyki są znane nie tylko z satyry filmowej. Po drugie, po wyjęciu ironii (?) z tekstu filmowego pana Dobosza, warto za jego przywołaniem przypomnieć, że gdyby nie tężyzna fizyczna i wygimnastykowanie, freski Michała Anioła na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej nie ujrzałyby światła dziennego.

z komentarza Szanownego Pana wnioskuję, że nigdy nie miał on w ręku egzemplarza TP, w który ingerowała cenzura. Inaczej wiedziałby, że żadnych skrótów autocenzorskich tam nie było, ino w miejsce wyciętych fragmentów tekstu pojawiała się informacja, że treść została ocenzurowana przez Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk na podstawie odpowiednich przepisów. Przy okazji polecam Szanownemu Panu publikację, która rzeczowo omawia tę sprawę: http://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/bwmeta1.element.desklight-fddfd7d6-c28e-4149-8991-c5a4cbb9a472/c/kaminska.pdf. Po drugie, tężyzna fizyczna nie jest uniwersalnym przymiotem każdego wielkiego artysty. Przykłady można mnożyć, pierwszy z brzegu - Chopin. Zaryzykuję nawet tezę, że tężyzna fizyczna, jeśli nie jest w naturalny sposób konieczna jako element procesu twórczego (malarstwo, rzeźbiarstwo etc.), nie ma szczególnego znaczenia. Proces twórczy dzieje się w głowie a nie w mięśniach. Niemniej podzielam opinię na temat dowcipu. Pozdrawiam Szanownego Pana.

że wspomniane zaznaczanie miejsc ingerencji cenzury [- - - - ] [Ustawa z dn. 31. VII 81 r. o kontroli publikacji i widowisk art. 2, pkt 1 (...)] miało bardzo krótką historię, obowiązywało jedynie od października do 13 grudnia 1981

Nie wiedziałem o tym. To oczywiście osłabia moją argumentację :) Jednak we wskazanym źródle argumentów jest mnóstwo. Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

.

No tak, tak. Ale ja wspominając o autocenzurze, nie miałem na myśli ingerencji cenzury urzędowej, lecz tej wewnętrznej, „zainstalowanej” taktycznie w głowach lewicowych dziennikarzy TP, jakże pomocnej dla żywotności gazety w okresach krytycznych. A można tę myśl jeszcze uzupełnić o półautocenzurę, czyli poprawki (a może nawet sugerowane teksty) generowane przez współpracę poniektórych dziennikarzy z bezpieką. Pozdrawiam SZ.P.

również wziałem pod uwagę. Dlatego zaproponowałem Szanownemu Panu zajrzenie do wskazanego źródła. Tam ten temat został omówiony bardzo wnikliwie a wnioski są zdecydowanie korzystne dla TP. Pozdrawiam Szanownego Pana.

i dalej twierdzę co wyżej. Artykuł analizuje wyczerpująco jeden aspekt cenzury, z perspektywy jednego podstawowego źródła. Zatrzymywanie się na tym w celu oceny duchowej strony funkcjonowania TP uważam za błąd.

funkcjonowania TP to zadanie chyba niewykonalne :) W każdym razie też pozostanę przy swoim zdaniu. Jednak w ostatnim akcie desperacji proponuję Szanownemu Panu przejrzenie felietonów pana Stefana Kisielewskiego :) Ufam, że ocena strony duchowej tego autora TP wpłynie na zmianę stanowiska Szanownego Pana :) Pozdrawiam.

wniosków z artykułu naukowego: „Felieton mocno jątrzący”, czyli cenzura wobec publicystyki Stefana Kisielewskiego. Kpiny z władzy, ale pokłon przed siłą i stabilnością systemu...

Pozdrawiam.

.

ale dla rozluźnienia atmosfery anegdotka z cyklu "TP wobec cenzury". Kiedyś, a musiało to być jakoś na przełomie lat 60. i 70.) Antoni Słonimski napisał - i mu to wydrukowano - "Ukazał się kolejny numer Przeglądu Gumanistycznego...". W tamtych czasach skojarzenie onego pisma z gumą i гуманизмом nasuwało się automatycznie. Słonimskiemu, ze względu na jego pozycję, wolno było może trochę więcej, ale bez wątpienia narażał się korektor (lub korektorka). Mówią, że Cygan dla dowcipu dał się powiesić. Mam nadzieję, że tej dzielnej osobie uszło na sucho.

Ja zajrzałem :) Pozdrawiam Szanownego Pana.

Sądzę, ze korektor, a potem cenzor nawet tego nie zauważyli. Zwazywszy na poziom tamtej ekipy, do którego z powodzeniem dąży ekipa obecna

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/po-tym-zabojstwie-przestalem-wierzyc-w-boga-czy-to-ksieza-zabili-roberta-wojtowicza/z882hme

Czytam dzisiaj, ze pan prezydent / pan Dobosz wycial 30% tekstu. "http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23833417,z-przedwiosnia-usunieto-ponad-30-proc-tekstu-na-polecenie.html // Mam pytanie - czy to jest jeszcze "Przedwiosnie" Zeromskiego czy "Przedwiosnie" bis lub pis pana prezydenta ?

"Przedwiośnie" Plus. Do użytku nowego społeczeństwa utworzonego przez edukację plus i nowe szkoły plus. Bez nadużywania umysłu, bez nakłaniania do pracy myślowej, bo może doprowadzić do myśli nieprawych. Współczesnym Humbejwinom niepotrzebny wysiłek umysłowy. Myślenie boli.

W kaprysy autokorekty czy czeski błąd trudno uwierzyć. Nic wielkiego, ale skoro się wymądrzamy na temat edukacji... ;)

Wypada przeprosić za omsknięcie pospiesznego palca. Co też Czynię. Grunt , ze sens do Szanownego dotarł. Mam nadzieję? Poza tym, nie wymądrzam się, tak widzę? Pan co innego czuje?

trudno uwierzyć, że Pańska uwaga to coś więcej niż czepianie się

Hatakumba, jak nic. Wątek niewart byłby kontynuacji, gdyby nie to, że właśnie chcę usprawiedliwić Melchiora, który może nie pamiętać tego słowa z prasy drukowanej, z czasów, kiedy istniała jeszcze korekta, tylko poznał je z jakiegoś bloga. Albo stąd: https://www.polskieradio.pl/130/4963/Artykul/1620636,50-rocznica-Rewolucji-Kulturalnej-w-Chinach. Tłumaczę to sobie pomyłką młodej dziennikarki, spisującej nagrany wywiad z profesorem (!) sinologii (!), bo inna możliwość mnie przeraża. Wyjaśnijmy przeto raz na zawsze: hunwejbin to JEDYNA poprawna nazwa w języku polskim członka maoistowskiej Czerwonej Gwardii, zwanej po chińsku Hong Weibing, co wymawia się mniej więcej "hung łej ping", ale do nas słowo to trafiło za pośrednictwem języka rosyjskiego (хунвэйбин). Temat wyczerpany. Dobranoc.

choć każdemu z nas zdarza się literówki na klawiaturze popełniać - ale skoro do edukacji się Pan odnosi to śmiem twierdzić, że 90% dzisiejszych 40-latków nie ma pojęcia nawet o istnieniu takiego słowa, co dopiero o poprawnej pisowni - więc powtórzę, nie czepiałbym się

.

Proponuję, żeby teraz pan Dobosz skrócił nam Pana Tadeusza: tylko słowa znane dzisiejszej młodzieży i prozą, bo się lepiej czyta. Zacznie się: "Polsko, ojczyzno moja, ty jesteś jak NFZ, ile cię trzeba cenić, wie każdy prezes spółki skarbu państwa i pan Dobosz w radzie nadzorczej. Jankiela zmienić na kibica wyklętego. Telimena - pani prezydentowa, tytuł całości: Pan Andrzej.

Pan p.o. prezydenta wpisuje się znakomicie w główna, słuszna linię partyjną: kultura ma być dla mas (czytaj: Ciemnego Ludu). Musi wręcz być, żeby zyskac poklask tego Ludu i zapewnić glosy w wyborach. Z pewnością dlatego jeszcze nie narodził się pomysł, żeby czytać Kochanowskiego. Wprawdzie mistrz z Czarnolasu wielkim poeta był, ale używał języka, którego by nie skumał żaden kulturowy kuzyn pana Tarczyńskiego i pani Pawłowicz. No, ażeby poprawić pana Jana, trzeba byłoby nie byle kogo, takiego Rymkiewicza na ten przykład, albo i samego Pietrzaka... W najlepsze trwa inwazja barbarzyńców, a obrońców przed barbaria ubywa
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]