Giertych, czyli wytrych do polskiej polityki

Był pionierem psucia jej standardów, stał się ofiarą jej brutalności, a w końcu dowiódł, że ludziom od brudnej roboty powrotu na szczyt nie zamykają nawet biograficzne obciążenia. Dziś triumfuje, prezentując „skruszonego” świadka przestępstw PiS.
Czyta się kilka minut
Roman Giertych. Sejm, Warszawa, 9 kwietnia 2024 r. // Fot. Piotr Molęcki / East News
Roman Giertych. Sejm, Warszawa, 9 kwietnia 2024 r. // Fot. Piotr Molęcki / East News

W serii filmów o Bondzie niemal się nie zdarzało, by ten sam czarny charakter występował w więcej niż jednym filmie. Wyjątkiem był olbrzym z kobaltowymi zębami, dzięki którym przegryzał nawet stal, zwany „Buźką”. Wystąpił w dwóch odcinkach – „Szpieg, który mnie kochał” oraz „Moonraker” – i był niemal niezniszczalny.

Tak się składa, że przezwisko „Buźka” przylgnęło do Romana Giertycha. Zapewne nie tylko z uwagi na fizyczne podobieństwo, ale i na zdolność do przetrwania sytuacji, które powinny się skończyć zepchnięciem w niebyt.

Ze Wschodu na Zachód

„Obywatele zagłosowali 15 października za Polską zachodnią, za Polską demokratyczną. (…) PiS to była targowica. Model, który zbudowali, to model okradania obywateli i tworzenia nowej elity, która miała być z gruntu antyzachodnia, budująca autorytarne państwo, w najlepszym razie będące państwem między Wschodem i Zachodem, a tak naprawdę ciążącym tak jak Węgry Orbána w stronę Wschodu” – to fragment niedawnego filmiku Romana Giertycha na YouTubie.

A to też wypowiedzi Giertycha, tyle że sprzed lat: „Jeśli Polska wejdzie do Unii Europejskiej, na Mazurach wkrótce pojawią się tabliczki: nur für Deutsche”; „Wzajemne wsparcie polityczne pomiędzy Rosją a Polską przyniosłoby obydwu krajom wiele dobrego”; „Uważam, że trzeba przeciwstawiać się temu, że wstrętni pederaści przyjechali z wielu krajów i próbowali narzucić nam swoją propagandę”.

Te cytaty pokazują drogę, jaką przeszedł w ciągu 20 lat.

Tylko tacy się nadają

Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego Jarosław Kaczyński zachwalał zalety dwóch kandydatów – Adama Bielana i Jacka Kurskiego, porównując ich do „wojsk jednorazowego przeznaczenia”, które zwykle są rzucane na najtrudniejsze odcinki i ponoszą największe straty. „Ale żeby być w tych wojskach, to trzeba być naprawdę człowiekiem o specyficznych cechach psychicznych i fizycznych, tylko tacy się nadają” – rekomendował obu prezes PiS.

Nieco podobnie Donald Tusk zachwalał Romana Giertycha, gdy w sierpniu 2023 r. ogłaszał jego start z list KO przeciw prezesowi PiS. „Moja teściowa i świętej pamięci teść są z Gór Świętokrzyskich. Tam cenią ludzi odważnych. Tam ludzie zapytają się ciebie: gdzie uciekasz, chłopie? My nie jesteśmy schroniskiem dla tchórzy. Jarosław, żebyś nie poczuł się samotny, wystawię tam na tej liście Romana Giertycha” – mówił.

– Tusk na niego postawił, bo potrzebuje fightera, który przed niczym się nie cofnie – potwierdza polityk PO. – Tym bardziej że głównym motywem aktywności politycznej Giertycha jest zemsta na Kaczyńskim – dodaje.

Lata politycznych doświadczeń pozwalają zaklasyfikować Romana Giertycha do szczególnej grupy polityków. Wspomniani Bielan i Kurski, obecny wicemarszałek Senatu Michał Kamiński, a w pewnym stopniu także szef MSZ Radosław Sikorski mają talent do sprawnego zmieniania barw partyjnych. Na marginesie: Kamińskiego, Sikorskiego i Giertycha łączy przyjaźń – stanowią sprawne, wspierające się lobby.

Poniżej pasa

Wszyscy wyżej wymienieni znają polską politykę od podszewki. Ponoszą też ogromną odpowiedzialność za coś, co powszechnie uznaje się za jej psucie – wykorzystywanie chwytów poniżej pasa i adwokackich forteli.

Roman Giertych jest niewątpliwie pionierem takiego postępowania. To jemu, jeszcze jako politykowi LPR, Zbigniew Ziobro zawdzięcza fakt, że Sejm przyjął raport z prac komisji śledczej ds. afery Rywina w jego wersji – bo Giertych prawniczymi kruczkami wymógł na ówczesnym marszałku Józefie Oleksym, by posłowie głosowali nie tylko nad raportem przyjętym przez samą komisję, autorstwa Anity Błochowiak z SLD, ale wszystkimi innymi, jako wnioskami mniejszości.

Sam zaistniał w innej komisji śledczej, zajmującej się w ostatnim okresie rządów SLD aferą Orlenu. Wsławił się polowaniem na urzędującego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, którego nazywał Aleksandrem K. i zapowiadał jego impeachment. Potajemnie spotkał się też na Jasnej Górze z głównym świadkiem, biznesmenem Janem Kulczykiem, żądając, według słów tego ostatniego, kwitów obciążających Kwaśniewskiego w zamian za pozostawienie samego Kulczyka w spokoju. To również on, jak sugerowali inni członkowie komisji, wynosił z tajnej kancelarii dokumenty prokuratorskie, by przekazywać je wybranym mediom.

Trochę wstyd

Po latach, gdy zmienił już stronę barykady, posypywał głowę popiołem. „Trzeba było być za wejściem do Unii” – przyznawał. „Dużo błędów popełniłem w komisji orlenowskiej. Dałem się wciągnąć w atmosferę PiS-owskiego poszukiwania wszędzie zła, przekrętów i troszeczkę się rozpędzałem. Przesadziłem np. mówiąc, że skończył się prezydent Aleksander Kwaśniewski, a zaczął się Aleksander K. Dziś jest mi trochę wstyd” – dodawał.

Krzysztof Bosak, obecny wicemarszałek Sejmu z Konfederacji (zasiadający w Sejmie lat 2005-07 w ławach LPR), przekonuje, że Giertych miał już wówczas poglądy centrowe i tonował skrajności. Np. przeciwstawiał się tym, którzy chcieli iść w stronę antysemicką, a jako wicepremier i minister edukacji w rządzie koalicji PiS-Samoobrona-LPR był w lipcu 2006 r. na uroczystościach w Jedwabnem, a także w Auschwitz podczas pielgrzymki Benedykta XVI.

Bosak przyznaje, że takie gesty nie były w LPR dobrze przyjmowane, choć Giertych je równoważył np. wezwaniem, by udekorować o. Tadeusza Rydzyka Orderem Orła Białego.

Jarosław Kaczyński, Roman Giertych i Antoni Macierewicz. Sejm, Warszawa, 14 marca 2003 r. // Fot. Tomasz Gzell / PAP

Świat ojców

To dzięki sojuszowi z założycielem Radia Maryja zaczął bowiem robić prawdziwą karierę. Choć w 1989 r. reaktywował Młodzież Wszechpolską, potem działał w Stronnictwie Narodowym, a nawet w UPR Janusza Korwina-Mikkego, dopiero stworzenie pod patronatem Rydzyka (wraz z Antonim Macierewiczem i Jackiem Kurskim) Ligi Polskich Rodzin zapewniło mu wypłynięcie na szersze wody.

Inna sprawa, że akurat sprawy żydowskie to tematyka, w której trudno znaleźć kompromitujące go cytaty. Mimo że jego dziadek Jędrzej, jeden z czołowych endeckich publicystów, nie stronił od antysemityzmu i że podobne poglądy prezentował też jego ojciec Maciej, biolog znany z podważania teorii ewolucji i z wstąpienia w latach 80. do Rady Konsultacyjnej przy Wojciechu Jaruzelskim – Roman przekonywał, że dla niego antysemityzm jest sprzeczny z katolicyzmem, bo „założycielem Kościoła i Zbawicielem jest Żyd”.

Zresztą już w czasach, gdy stał na czele LPR, widać było, że nie do końca dobrze się czuje z wizerunkiem wściekłego endeka. Lubił chodzić do mainstreamowych mediów, był regularnym gościem audycji Moniki Olejnik.

Niechciany pupilek

Po wyborach w 2005 r. wszedł do rządu. Najpierw było poparcie LPR dla mniejszościowego gabinetu Kazimierza Marcinkiewicza, potem tzw. pakt stabilizacyjny, wreszcie koalicja między PiS, Samoobroną i LPR, zawarta w maju 2006 r. Został wówczas wicepremierem i ministrem edukacji, wsławionym z wykreślania z listy lektur „promującego homoseksualizm” Gombrowicza czy propagowania szkolnych mundurków.

Po latach tłumaczył, że wcale nie chciał zawierać tej koalicji, ale musiał, bo parło do niej jego ugrupowanie. Obawiał się, że inaczej PiS wykradnie mu posłów, więc postanowił udawać „pupilka Kaczyńskiego” i spowodować, by właśnie od LPR zależała rządowa większość.

Już wtedy był przez lidera PiS źle postrzegany. To właśnie Giertych bowiem zablokował na początku 2006 r. próbę skrócenia kadencji Sejmu przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, do której pretekstem miało być nieuchwalenie budżetu w terminie. Dysponującemu wtedy mniejszościowym rządem PiS-owi sondaże dawały samodzielną większość. Jednak Giertych skrzyknął wszystkie pozostałe partie, a reprezentujący LPR wicemarszałek Marek Kotlinowski za plecami marszałka Marka Jurka z PiS przeprowadził jedno z głosowań przyspieszających procedurę budżetową. Sam Giertych, jak wspominał po latach, w „najtrudniejszej w życiu” rozmowie z Kaczyńskim zagroził uruchomieniem alternatywnego Sejmu i alternatywnego rządu, w razie gdyby prezydent Kaczyński rozwiązał parlament.

Tajne zamiary

Jego karierę ministerialną przerwała afera gruntowa, w wyniku której z rządu wyleciał Andrzej Lepper. Giertych, jak twierdził m.in. w przeprowadzonej dzień po odwołaniu rozmowie dla „Newsweeka”, odrzucił propozycję ze strony PiS przejęcia klubu Samoobrony, co mogłoby uratować koalicję i uchronić przed przedterminowymi wyborami.

Krzysztof Bosak potwierdza dziś, że tamta koalicja była wymuszona, liderzy LPR nie ufali PiS i mieli świadomość, że Jarosław Kaczyński zwykł ogrywać partnerów. Przejęcie Samoobrony było zaś niewykonalne, bo posłowie tego ugrupowania byli lojalni wobec Leppera. – Zaufanie do PiS po aferze gruntowej było ujemne, a kontynuowanie koalicji niemożliwe – mówi.

Sam Giertych opowiadał, że Kaczyński ujawnił mu swoje tajne zamiary, bo uwierzył w kreowany przezeń wizerunek cynika. I zapewniał, że cynikiem nie jest, bo kieruje się etyką chrześcijańską. Skądinąd wiadomo o jego fascynacji twórcą ruchu Opus Dei (do którego należy, choć o tym akurat nie chce mówić), świętym Josemaríą Escrivá de Balaguerem, wrogiem wykorzystywania Kościoła do działalności politycznej w czasach generała Franco.

Poza polityką

Giertych oczywiście nie mówił całej prawdy o okolicznościach rozpadu koalicji i przedterminowych wyborów. Nie wspominał, że najpierw chciał utworzenia rządu PiS-Samoobrona-LPR bez liderów, potem namawiał Donalda Tuska do poparcia ponadpartyjnego rządu z Januszem Kaczmarkiem na czele (zanim ten został skompromitowany jako autor przecieku w aferze gruntowej). Lider PO wolał przedterminowe wybory, które dla Giertycha i LPR oznaczały wyrok, bo mieli notowania poniżej progu wyborczego.

Po przegranych wyborach w 2007 r. Giertych rozpoczął praktykę adwokacką (aplikację zrobił jako początkujący narodowiec, wcześniej studiował historię i prawo). Jeszcze przed elekcją zaciągnął kredyt, dzięki któremu otworzył kancelarię, ale o polityce nie zapomniał. „Mam jedno marzenie: chciałbym zobaczyć, jak spadają z tych pomników. Cały ten PiS. I nie jestem w tym odosobniony. Jak będzie katastrofa – a będzie – chciałbym ją oglądać z bliska” – mówił po latach „Gazecie Wyborczej”.

Kapitan i palacz

Pierwszym aktem współpracy z nowym rządem PO-PSL było przejęcie mediów publicznych. Od 2005 r. były one zarządzane przez nominatów koalicji PiS-Samoobrona-LPR. Po powstaniu gabinetu Donalda Tuska Giertych doprowadził do porozumienia członków rad nadzorczych z LPR z przedstawicielem ministra skarbu, zawieszenia PiS-owskich prezesów Polskiego Radia i TVP oraz powierzenia funkcji p.o. prezesa TVP członkowi zarządu z rekomendacji LPR, Piotrowi Farfałowi. Sojusz przetrwał tylko rok, bo z kolei przejęci przez SLD przedstawiciele Samoobrony we władzach mediów porozumieli się z PiS i doprowadzili do powołania nowych prezesów – PiS dostał TVP, a SLD Polskie Radio. Sojusz ten zakończyły dopiero wygrane przez Bronisława Komorowskiego wybory prezydenckie.

Za rządów PO Giertych zapewniał, że nie chce wracać do polityki, bo za drogo by to kosztowało. „Spekulacje o tym, że chciałbym być w PO, przyjmuję ze zdziwieniem. Jak się było kapitanem, nawet małego statku, to ciężko przyjąć propozycję bycia palaczem choćby na transatlantyku” – mówił w 2012 r. w „Gazecie Wyborczej”.

Na celowniku

Sytuacja zmieniła się po dojściu PiS do władzy. W 2015 r. Giertych był już wtedy zaprzysięgłym wrogiem „dobrej zmiany”. Chodził na demonstracje, a jako adwokat reprezentował Radka Sikorskiego, Sławomira Nowaka, Jana Krzysztofa Bieleckiego, w końcu zaś samego Tuska, gdy ten jako przewodniczący Rady Europejskiej był wzywany na przesłuchania przez prokuraturę Zbigniewa Ziobry. Był też pełnomocnikiem syna byłego premiera, Michała, gdy ten stanął przed komisją śledczą ds. Amber Gold.

– Ale nie zapobiegł temu, by Michał Tusk szczerze przyznał, że wraz z ojcem wiedzieli od początku, iż Amber Gold to była lipa – mówi dziś członek tej komisji, Marek Suski z PiS. 

Giertych reprezentował wszystkich tych, którzy zadarli z rządem PiS – także biznesmena Leszka Czarneckiego w aferze KNF w 2018 r. czy powiązanego rodzinnie z Jarosławem Kaczyńskim austriackiego przedsiębiorcę Geralda Birgfellnera, który miał realizować na gruntach należących do spółki Srebrna projekt dwóch bliźniaczych wież. To Giertycha przedstawiciele PiS obarczali za przeciek do mediów w 2019 r. nagrania ze spotkania prezesa partii z Birgfellnerem w tej sprawie.

Trudno się dziwić, że władze PiS zagięły parol na mającego potężną wiedzę o kulisach polskiej polityki Giertycha. Nie tylko, jak się potem okazało, był inwigilowany Pegasusem, ale w 2020 r. został nawet zatrzymany w ramach śledztwa w sprawie rzekomego prania pieniędzy w spółce Polnord. Prokuraturze nie udało się postawić mu zarzutów, bo stracił przytomność. Według związanych z Ziobrą prokuratorów był to kolejny trik sprytnego mecenasa. Z drugiej strony, polityczne tło tej sprawy było oczywiste już w 2020 r., a jak niedawno ujawniła „Gazeta Wyborcza”, Ziobrę interesował w niej tylko wątek Giertycha.

Program: odwet

Ten ostatni wyjechał wówczas na stałe z Polski. Osiadł we Włoszech (jego stryj Wojciech jest zakonnikiem i teologiem współpracującym z najważniejszymi papieskimi urzędami). Z krajem kontaktował się jedynie za pomocą licznych, na ogół wymierzonych w PiS postów w mediach społecznościowych i na YouTubie.

Krzysztof Bosak uważa, że Giertych nie zmienił swoich poglądów gospodarczych, nadal są one prorynkowe; natomiast zmienił poglądy na UE. Zmienił też, na lepszą, ocenę transformacji. – Generalnie jednak chęć odegrania się na PiS zajęła u niego miejsce programu politycznego – ocenia.

W 2023 r. Giertych zadeklarował, że gotów jest stanąć przeciw PiS w szranki wyborcze. Chciał startować do Senatu, wskazał nawet okręg: poznański, w którym znajduje się rodzinny dla Giertychów Kórnik. Tuskowi nie udało się jednak wymóc na partnerach z Paktu Senackiego zgody na tę kandydaturę. Zdecydowanie przeciwna była Lewica, zapowiadając, że wystawi przeciw niemu swego reprezentanta.

– Nie mogliśmy mu zapomnieć przeszłości, nie tylko tej dawnej, ale także tego, że to on najprawdopodobniej stał za przeciekiem dokumentów na temat rodziny Roberta Biedronia – mówi prominentny polityk Lewicy. W 2019 r., podczas kampanii do Parlamentu Europejskiego, w której startowała Wiosna Biedronia, w „Warszawskiej Gazecie” ukazały się – błyskawicznie zdementowane – teksty, że Biedroń miał rzekomo znęcać się nad matką.

Politycy PO przyznają, że to Tusk osobiście przeforsował kandydowanie Giertycha do Sejmu. Sprawa nie była nawet przedmiotem dyskusji na posiedzeniu zarządu PO, jak np. kwestia kandydowania Michała Kołodziejczaka.

Znowu w Sejmie

Dawny antagonista Giertycha z komisji orlenowskiej Andrzej Celiński, który nie podawał mecenasowi ręki, a także nazwał go publicznie „ch...” za niegdysiejsze napaści na Jacka Kuronia, dziś pozytywnie ocenia powrót mecenasa do polityki. – Ma poglądy odmienne od moich, ale mieszczące się w demokratycznym spektrum – ocenia Celiński.

Kampania prowadzona tylko w internecie okazała się sukcesem: Giertych otrzymał niezły wynik, choć w klubie KO niektórzy powołują się na badania, z których miałoby wynikać, iż start Giertycha nieco obniżył poparcie dla całej KO.

Po inauguracji Sejmu X kadencji okazało się, że to już nie ten sam Giertych, co w czasach, gdy nie było posiedzenia, by nie wystąpił z czymś kontrowersyjnym. Od początku kadencji przemawiał tylko pięć razy.

Bulterier Tuska

Tradycyjnie sceptyczni wobec Giertycha są przedstawiciele Lewicy. – W naszej polityce jest za mało sporów o konkretne rozwiązania, a za dużo mówienia, kto jest czyim agentem. Mam wrażenie, że Giertych jest rzecznikiem właśnie takiej polityki – ocenia Adrian Zandberg.

Posłowie KO pytani o Giertycha przyznają, że jest mało aktywny w życiu klubu, nie integruje się też z innymi parlamentarzystami.

– On wisi tylko na Tusku – mówi jeden z nich. Inni zwracają uwagę, że Giertych nie brał udziału w ważnych głosowaniach, np. dotyczących ustaw aborcyjnych. I przypominają deklarację lidera PO z 2022 r., że przeciwnicy aborcji nie znajdą się na listach wyborczych. – Najwyraźniej Giertych funkcjonuje na innych prawach – słyszymy.

Pytani o powody tak silnych związków Tuska z mecenasem, posłowie PO zwracają uwagę na dług wdzięczności za reprezentowanie jego i rodziny. Ale mówią też o skuteczności byłego narodowca w walce z PiS. I o tym, że przez swoje biograficzne obciążenia nigdy Tuskowi nie zagrozi. – Taka jest polityka: jak ktoś jest przydatny, to się go wykorzystuje i zapomina o tym, co kiedyś głosił. Lepiej go mieć po swojej stronie niż przeciwko – mówi parlamentarzysta KO.

Inny zwraca uwagę, że Giertych dlatego nie objął żadnych funkcji, np. nie stanął na czele żadnej komisji śledczej, bo nadal ciążą na nim zarzuty za sprawę Polnordu.

Przy taśmociągu

W parlamencie Giertych łączy funkcję wiceszefa klubu KO z kierowaniem zespołem Koalicji Obywatelskiej ds. rozliczeń PiS. Przez kilka miesięcy i w tym zespole niewiele się działo, jednak w minionym tygodniu poseł i mecenas odniósł poważny sukces. Na posiedzeniu zespołu pojawił się były dyrektor Funduszu Sprawiedliwości Tomasz Mraz opowiadając, jak Zbigniew Ziobro i jego ludzie ustawiali konkursy, by pieniądze otrzymywały wskazane przez nich podmioty. Te zeznania zelektryzowały scenę polityczną.

– Giertych się mści. Ukrywał się kilka lat za granicą, a dziś całkowicie bezpodstawnie atakuje Ziobrę, za którego czasów Fundusz Sprawiedliwości przeznaczył pół miliarda dla ofiar przestępstw – twierdzi Janusz Kowalski z Solidarnej Polski.

Osoby związane z zespołem Giertycha podkreślają, że sprawa rozgrywa się w typowym dla niego stylu. Mówią, że skłonił Mraza do publicznego wystąpienia głównie po to, żeby zmobilizować do pracy prokuraturę, która poza przeszukaniem domów polityków związanych z resortem sprawiedliwości niewiele robi. To podobno Giertych, równocześnie obrońca Mraza, namówił go na przybranie ekstrawaganckiego stylu, zakręconych wąsów itd. Dyrektor nie chciał ujawniać swojego realnego wizerunku w obawie przed reakcją społeczną.

To również mecenas uważany jest za źródło przecieku nagrań do mediów, które gromadził dyrektor Mraz, rejestrujący potajemnie swoich zwierzchników. Taśmy zaczął publikować Onet, a także TVP Info.

W granicach prawa

Giertych przekonuje, że to sam Mraz się do niego zgłosił, odpowiadając na apel, by urzędnicy związani z PiS, którzy mają dowody na przestępstwa, zgłaszali się do niego, a on im zapewni coś w rodzaju statusu „świadka koronnego”.

Nie byłby jednak sobą, gdyby znów nie dochodził do granicy tego, co dopuszczalne. Łączy bowiem rolę obrońcy Mraza z wykorzystywaniem go w życiu politycznym. „Nie widzę żadnej sprzeczności interesów. Działam w granicach prawa. Nie jestem posłem zawodowym, mam prawo reprezentować ludzi i to wykorzystuję. A to, że to jest nowy sposób na działalność społeczną – mamy specyficzną sytuację, jesteśmy po rządach takiego bezprawia, że wydaje mi się, że to jest zasadne” – tłumaczył Monice Olejnik.

Co dalej z karierą Giertycha? Przed powstaniem rządu Tuska jego nazwisko pojawiało się w kontekście obsady stanowiska ministra sprawiedliwości i dziś w KO można usłyszeć, że gdyby sprawa jego zarzutów została zamknięta, a napotykający na coraz większe polityczne rafy Adam Bodnar ustąpił, nie można wykluczyć i takiego scenariusza. To jednak głos zdecydowanej mniejszości.

Sam Giertych nie wypowiada się o przyszłości. Swoją przeszłość podsumował w „Gazecie Wyborczej”: „Jeżeli chce pani powiedzieć, że lata świetlne temu byłem innym człowiekiem niż teraz, to ma pani rację. Jestem jak dobre wino, im starsze, tym lepsze”.

Odpowiedź na pytanie, jaki smak ma polityka, którą od tych lat świetlnych uprawia – polityka przecieków, insynuacji, formalnych kruczków – zostawiamy Czytelnikom.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Giertych: wytrych do polskiej polityki