Fragmenty i całość

Zbigniew Herbert: MISTRZ Z DELFT I INNE UTWORY ODNALEZIONE - "Jest to moja pierwsza próba w trudnym rodzaju essayu" - pisał Herbert do Jerzego Turowicza o swoim szkicu "Hamlet na granicy milczenia". Chciał się nim włączyć w dyskusję na temat szekspirowskiego bohatera, toczącą się w "Tygodniku Powszechnym", a wywołaną filmem Laurence’a Oliviera.
Czyta się kilka minut

Był rok 1952, "Tygodnik" miał zostać wkrótce zamknięty, "essay" nigdy się na jego łamach nie ukazał, sam Herbert uważał go później za zaginiony. Odnalazł się po śmierci autora, opublikowały go "Zeszyty Literackie", a teraz otwiera przygotowaną przez redaktorkę "Zeszytów" książkę. Książkę, która w intencji Barbary Toruńczyk ma być czymś więcej niż zbiorem ineditów.

Dorobek Herberta w chwili jego śmierci wyglądał na stosunkowo szczupły. Stopniowe opracowywanie tekstów rozproszonych i pozostałych w rękopisie - o korespondencji nie wspominając - zmieniło ten obraz. Dzieło poety okazało się znacznie rozleglejsze, a przy tym połączone siecią powracających wątków i zaniechanych ścieżek.

"Herbert był autorem cyklów - pisze Barbara Toruńczyk. - Miał wizję książki, którą tworzył, i nowo powstającym utworom na ogół przyznawał określone miejsce w szerszej konstelacji, nawet jeśli w końcu plan ten był realizowany inaczej lub został zarzucony". "Mistrz z Delft" ma pokazać, że pisarstwo Herberta to swoiste "dzieło w toku", u którego źródeł tkwiła pewna całościowa wizja. Szkic, wiersz, proza poetycka, autokomentarz, wspomnienie - wszystkie te gatunki są w książce obecne - niezależnie od swojej indywidualnej wartości stanowią fragment mozaiki.

Te fragmenty wchodzą często w dialog z książkami, które już znamy. Tak jest z tytułowym, niedokończonym esejem o Vermee­rze i szkicami o "małych mistrzach", które pierwotnie miały się znaleźć w "Martwej naturze z wędzidłem". Tak jest z "Diariuszem greckim" ("próbowałem czegoś w rodzaju diariusza, ale to materiał z natury rzeczy surowy, uniemożliwiający syntezę" - mówił Herbert w 1972 r. Krystynie Nastulance w rozmowie dla "Polityki"), gdzie znajdziemy sformułowania wykorzystane w "Labiryncie nad morzem". A jeden z najpiękniejszych tekstów tomu, dwustronicowa "Kartka z podróży" na wyspę Holy Iona w archipelagu Hebrydów, jest nie tylko - być może - śladem niezrealizowanego większego projektu, ale też wspaniałą glosą do fragmentu równie wspaniałej "Modlitwy Pana Cogito - podróżnika".

Wracam na koniec do "Hamleta...". Ta pierwsza próba Herberta w "trudnym rodzaju essayu", którego jest dziś dla nas mistrzem, czytana po ponad półwieczu okazuje się bardzo dojrzała. Brawurowa obrona księcia duńskiego przed zarzutami ze strony autorytetów nie byle jakich, bo na przykład Goethego, opiera się na przekonaniu, że u Hamleta "myślenie nie przeciwstawia się życiu ani innym władzom wewnętrznym", że "myśli on całym swoim życiem i całą swoją osobą", a "palce dotykające czaszki Jorika są początkiem refleksji". Hamlet to nie krewny Wertera; sentymentalny gest nieszczęsnego wielbiciela Lotty jest czymś zasadniczo odmiennym od głębokiego dramatu księcia.

"Los jest nieubłaganą obcą siłą, z którą ani paktować nie można, ani jej skruszyć - pisze młody Herbert. - Bohaterowie tedy buntują się i walczą. Hamlet należy do tych sprawiedliwych, którzy nie wygrażają pięściami niebu, ale dorastają do losu. Kiedy się go już dotknie rozumem i sercem, kiedy się go wewnętrznie zaakceptuje, przestaje on być gwałtem, a staje się siłą bohatera". W ostatniej scenie dramatu Hamlet jest już "wyższy ponad wszystkie ślepe siły wszechświata". Opracowując tom korespondencji Herberta z Turowiczem, zastanawiałem się, czy dyskusja o Hamlecie była w 1952 roku wobec szalejącej cenzury jednym z tematów zastępczych, i dlaczego właściwie "essay" się wtedy nie ukazał. Dziś wiem, że w przypadku Herberta chodziło o sprawy najważniejsze - i jego głos mógł być w tamtym czasie dla cenzury wyzwaniem. (Zeszyty Literackie, Warszawa 2008, ss. 212. Opracowała, ułożyła w tom i opatrzyła komentarzem Barbara Toruńczyk, współpraca: Henryk Citko.)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 49/2008