Przygotowując raport na temat edukacji zdrowotnej, który publikujemy w najnowszym numerze „Tygodnika”, nasz dziennikarz Przemysław Wilczyński skierował do biura prasowego episkopatu pytania odnoszące się do stwierdzeń z głośnego, majowego listu prezydium KEP na temat edukacji zdrowotnej.
Poprosił o wskazanie w podstawie programowej z EZ konkretnych fragmentów, które przedstawiają rodzinę „w negatywnym kontekście, zaś macierzyństwo (...) jako źródło zagrożeń”; wskazują, że „uczniowie mają być od najmłodszych lat poddawani erotyzacji”; pokazują seksualność jako „wyzwolenie z wszelkich barier, w tym granic wiekowych i odpowiedzialności za jej skutki”; „zachęcają dzieci i młodzież do odrzucenia swej kobiecości lub męskości” (cytaty za wspomnianym listem, podpisanym przez Prezydium KEP).
Poniżej publikujemy obszerną odpowiedź nadesłaną przez biuro prasowe episkopatu (jej autorami są eksperci współpracujący z Komisją Wychowania Katolickiego KEP), a także komentarz redakcji.
Odpowiedź ekspertów episkopatu
Negatywna ocena rodziny jako wzorca przekazywanego w szkolnej edukacji jest obecna w „Edukacji zdrowotnej” na różnych poziomach. Zawarta jest już w samym fakcie przeramowania tematyki seksualnej w szkolnej edukacji.
Dotychczasową ramą edukacji seksualnej w polskiej szkole była rodzina. Wskazywała na to już sama nazwa przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”. Rodzina, małżeństwo, dzieci były tu ukazywane jako podstawowy kontekst i kryterium w podejmowaniu decyzji seksualnych. Była to prorodzinna edukacja seksualna. Tymczasem umieszczenie tematyki seksualności w ramie zdrowia proponuje uczniom dwa nowe „kryteria” dla podejmowania aktywności seksualnej.
Pierwszym jest świadoma zgoda – sformułowanie to pojawia się w podstawie programowej. Jeśli ja i ty zgadzamy się na współżycie, to wszystko jest w porządku, nawet jeśli z założenia relacja ta ma być przelotna, krótkotrwała. Drugim kryterium dla podejmowania aktywności seksualnej ma być aspekt zdrowotny, czyli antykoncepcja i zabezpieczenie przed chorobami przenoszonymi drogą płciową.
Seksualność nie jest w takim stopniu jak wcześniej osadzona w kontekście miłości oraz odpowiedzialności za siebie i drugiego człowieka. Dla wielu rodziców to właśnie rodzina stanowi przestrzeń bezpieczeństwa i miłości. Odejście od tej ramy rodzi poczucie lęku, że dzieci zostaną pozbawione kontekstu, który daje im zakorzenienie w relacjach i odpowiedzialności.
Co więcej, w podstawie programowej „Wychowania do życia w rodzinie” słowo „rodzina” pojawiło się 52 razy, w podstawie do edukacji zdrowotnej – 14, mimo że liczba szczegółowych wymagań w EZ wynosi 194, a w „WdŻ” – 117. To proste wyliczenie pokazuje pewien trend.
Rodzice mogą odbierać to jako sygnał, że rola rodziny w życiu młodych jest umniejszana, co pogłębia ich obawy o kierunek wychowania. Co więcej, jeśli już pojawia się słowo „rodzina”, to nierzadko w kontekście wydarzeń trudnych. Np. „Uczeń opisuje zmiany mogące występować w rodzinach, w tym separacja, rozwód, wejście rodziców w nowe związki, adopcja, rodzicielstwo zastępcze, pojawienie się rodzeństwa, a także wymienia sposoby radzenia sobie w takich sytuacjach” (Szkoła podstawowa, Dział VI, s. 8).
Negatywna ocena rodziny kryje się też za następującym zapisem podstawy programowej: „Uczeń omawia kwestie prawne i społeczne związane z przynależnością do grupy osób LGBTQ+” (Podstawa programowa Szkoła branżowa 1 st., Dział VII, s. 41, Szkoły ponadpodstawowe, Dział VII, s. 26, cyt. za Dziennikiem Ustaw).
Dla wielu rodziców wprowadzenie pojęć teorii queer bez równoległego ukazania wartości rodziny może powodować poczucie, że fundament, na którym budowali swoje życie, nie jest wspierany przez szkołę.
Brak pozytywnego ukazania wartości macierzyństwa i ojcostwa oraz faktu, że możliwym owocem aktywności seksualnej może być poczęcie dziecka, jest obecny w „Edukacji zdrowotnej” na różnych poziomach. Oto jeden z zapisów podstawy programowej: „Uczeń omawia potrzeby osób z zaburzeniami psychicznymi występującymi na różnych etapach życia, w szczególności z zaburzeniami odżywiania, zaburzeniami depresyjnymi (np. depresją w ciąży, depresją poporodową), zaburzeniami lękowymi, (...). (Podstawa programowa, Szkoły ponadpodstawowe, Dział V, s. 23, cyt. za Dziennik Ustaw).
Przy omawianiu zaburzeń psychicznych ciąża jest wskazana jako jedyne konkretne źródło depresji. Nie ma tu mowy o innych możliwych źródłach depresji, jak np. śmierć bliskiej osoby, wykluczenie z grupy rówieśniczej, przemoc, które to doświadczenia są o wiele bliższe nastolatkowi. Jedyne wskazane palcem możliwe źródło depresji to dziecko – prenatalna faza jego życia i sam poród.
W całej podstawie programowej nigdzie nie ma zapisu, że dziecko to wartość, że macierzyństwo i ojcostwo to szansa na stawanie się pełniejszym człowiekiem. Oceniamy, że obecna podstawa programowa nie realizuje delegacji ustawowej – art. 4.1 Ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży z 1993 r., która to ustawa obliguje ministra właściwego do spraw oświaty do wprowadzenia do programów nauczania treści podejmujących wartość rodziny i życia poczętego.
Erotyzacja, seksualizacja, zachęta do aktywności seksualnej wyzwolonej z wszelkich barier również jest obecna w „Edukacji zdrowotnej” na różnych poziomach. Owo wyzwolenie z „wszelkich barier” jest zawarte we wskazaniu, że do podjęcia aktywności seksualnej wystarczy świadoma zgoda.
Mówią o tym takie zapisy z podstawy programowej: „Uczeń omawia kryteria świadomej zgody; identyfikuje elementy seksualizacji oraz presji związanej z podjęciem aktywności seksualnej (...)” (Szkoła podstawowa, Dział VIII, s. 15, Dziennik Ustaw) oraz „Uczeń wymienia kryteria świadomej zgody oraz omawia sytuacje, w których można ją stosować w relacjach zarówno seksualnych, jak i np.: przyjacielskich, rodzinnych i społecznych”. (Szkoła branżowa 1 st., Dział VII, s. 40, Szkoły ponadpodstawowe, Dział VII, s. 26, Dziennik Ustaw).
Nie ma tu wskazanych innych warunków, które należałoby spełnić, jak np. miłość, odpowiedzialność, przysięga małżeńska (kościelna lub cywilna). Rodzina jest tu w ogóle nieobecna. Wystarczy wzajemna zgoda na seks między partnerami. Zgoda analogiczna do zgody w relacjach społecznych, czyli np. przy transakcjach kupna – sprzedaży. Logiczną konsekwencją takiego stanowiska jest uznanie za dobre wszelkich zachowań seksualnych, o ile są za zgodą stron.
Rodzice obawiają się, że młodzież uczona jedynie kryterium zgody zostaje pozbawiona narzędzi do rozumienia głębszych wymiarów relacji – takich jak miłość, wierność czy odpowiedzialność. To pogłębia lęk, że ich dzieci nie będą przygotowane do budowania trwałych więzi.
W podstawie programowej „Edukacji zdrowotnej” jest zapis, że „Uczeń wyjaśnia pojęcia związane z tożsamością płciową”. (Szkoła podstawowa, Dział VIII, s. 15). W „Standardach edukacji seksualnej w Europie” firmowanych przez WHO (Światową Organizację Zdrowia) to, co w polskiej wersji przetłumaczono jako „tożsamość płciową”, w wersji oryginalnej brzmi „gender identity” a nie „sex identity”.
Pod pojęciem „tożsamość płciowa” może się więc kryć tak naprawdę „tożsamość genderowa”. „Tożsamość płciowa” w tym ujęciu oznacza, że mężczyzna może czuć się albo mężczyzną, albo kobietą. Jego tożsamość płciowa może być zgodna z płcią biologiczną lub niezgodna. Wedle tej koncepcji można bowiem urodzić się „w niewłaściwym ciele”. Brak równoczesnego akcentu na akceptację własnej kobiecości i męskości może rodzić u młodzieży zamieszanie i poczucie braku stabilności w kształtowaniu swojej tożsamości.
W podstawie programowej „Edukacji zdrowotnej” jest zapis: „Uczeń omawia kwestie prawne i społeczne związane z przynależnością do grupy osób LGBTQ+” (Podstawa programowa Szkoła branżowa 1 st., Dział VII, s. 41, Szkoły ponadpodstawowe, Dział VII, s. 26, cyt. za Dziennikiem Ustaw). Brak jest jakiejkolwiek zachęty do akceptacji swojej płci biologicznej. Słowa „kobieta” i „mężczyzna” pojawiają się tu tylko raz, w kontekście medycznym.
Od redakcji
Tak szczegółowa odpowiedź świadczy o tym, że biskupi rzeczywiście poważnie potraktowali wątpliwości, jakie zrodził list Prezydium Episkopatu. Jest to też okazja, by lepiej uchwycić różnicę w podejściu do edukacji zdrowotnej między biskupami i autorami podstawy programowej.
Główna różnica tkwi w celu, jaki mają na myśli biskupi, oraz jaki próbują realizować autorzy podstawy. Dla biskupów celem edukacji seksualnej jest krzewienie ideału rodziny jako miłosnego związku kobiety i mężczyzny, którego owocem są dzieci. On jest tak ważny, że podporządkowana powinna mu być rzeczywistość. Stąd założenie, że wiedza o rzeczywistości odbiegającej od owego ideału deprawuje, bo odciąga od niego.
To zaskakujące założenie było już obecne w pierwszym kościelnym dokumencie na temat małżeństwa – w encyklice „Casti connubii” Piusa XI z 1930 r. I jak widać – prawie po stu latach obowiązuje nadal. Wiedza o zmianach mogących występować w rodzinie, w tym o separacji, rozwodach czy wejściu rodziców w nowe związki ma zniechęcać do zakładania rodziny.
Tym bardziej rodzinie zagraża – zdaniem biskupów – wiedza, że istnieją osoby LGBTQ+, które odbiegają od ideału mężczyzny i kobiety seksualnie nawzajem siebie przyciągających. Do macierzyństwa z kolei ma zniechęcać wiedza o depresji w ciąży czy depresji poporodowej. Informowanie młodzieży, że rzeczywiście niektórzy rodzą się „nie w swoim ciele”, przeszkadza z kolei w akceptacji własnej płci biologicznej.
Dopowiedzmy od razu, że przy tej ostatniej kwestii Kościół – kwestionując tzw. płeć psychologiczną – wprost rozmija się ze współczesną wiedzą naukową. Trudno oczekiwać, by szkoła wspierała antynaukowe podejście. I oczywiście to nie wiedza deprawuje, ale niewiedza, gdyż czyni nasze dzieci bezbronnymi wobec zagrożeń.
Natomiast cel, jaki postawili sobie autorzy podstawy programowej edukacji zdrowotnej, to przygotowanie dzieci i młodzieży do konfrontacji ze skomplikowaną rzeczywistością. Jest to cel na wskroś praktyczny. Do jego realizacji bardzo przydatna okazuje się uniwersalna wartość, jaką jest zdrowie: dotyczy ono każdego i w każdym czasie, łącznie z „tu i teraz”, w jakim znajduje się młodzież (w przeciwieństwie do odległego i niepewnego celu, jakim jest założenie w przyszłości rodziny).
W takiej indywidualnej perspektywie istotne jest podanie młodzieży uniwersalnych kryteriów (ważnych zawsze, także potem, w ewentualnym małżeństwie), jak świadoma zgoda czy umiejętność podejmowania odpowiedzialnych decyzji. Te kryteria nie wykluczają innych, np. moralnych, a nawet religijnych. I podstawa programowa – co przeoczyli biskupi – je uwzględnia w rozdziale o zdrowiu w relacjach społecznych.
Zupełnie to zmienia odczytanie wskazanych powyżej fragmentów podstawy programowej. Np. jeśli uczeń nabędzie wiedzę o depresji poporodowej, będzie rozumiał zachowanie kobiety. Gdyby w takiej sytuacji znalazła się jego matka, będzie w stanie właściwie reagować.
Kłopot z podejściem biskupów najlepiej pokazuje wewnętrznie sprzeczny zarzut, że uczeń jest erotyzowany i seksualizowany, gdy potrafi „identyfikować elementy seksualizacji oraz presji związanej z podjęciem aktywności seksualnej”. Przecież ta wiedza daje mu właśnie zdolność dbania o siebie samego. Czy nie do tego powinna przygotowywać szkoła?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















