Biskupi na progu nowego roku szkolnego. Strach przed edukacją zdrowotną nie minął

Choć po raz pierwszy padły z ust biskupa słowa uznania dla „edukacji zdrowotnej”, hierarchowie wciąż widzą w niej zagrożenie i deprawację – jakby czytali zupełnie inną podstawę programową.
Czyta się kilka minut
"Tak dla edukacji - nie dla deprawacji" protest przeciwko wprowadzeniu edukacji zdrowotnej do szkół. Gdańsk, 15 grudnia 2024 r. // Fot. Andrzej Jackowski / PAP
"Tak dla edukacji - nie dla deprawacji" protest przeciwko wprowadzeniu edukacji zdrowotnej do szkół. Gdańsk, 15 grudnia 2024 r. // Fot. Andrzej Jackowski / PAP

Wprowadzony w tym roku szkolnym przedmiot „Edukacja zdrowotna” zawiera bardzo dużo pozytywnych treści – podkreślił przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego bp Wojciech Osial podczas briefingu prasowego po spotkaniu Rady Biskupów Diecezjalnych 25 sierpnia na Jasnej Górze. Tłumaczył, że „Kościół katolicki widzi też treści niezgodne z jego nauką, dotyczące moralności, seksualności” i stąd „apel, aby rodzice głęboko rozważyli posyłanie dzieci na te lekcje”. 

Hierarcha dodał także, że nie ma tam słowa przymus, ale jest apel. To pierwsza pozytywna uwaga na temat „Edukacji zdrowotnej” wypowiedziana przez biskupa. Czy oznacza to złagodzenie wcześniejszego krytycznego stanowiska wyrażonego w liście Prezydium Konferencji Episkopatu Polski z 14 maja?

Czego ma uczyć edukacja zdrowotna

Niewątpliwie jest to reakcja na zarzut, że biskupi swoim wąskim patrzeniem, skupionym na edukacji seksualnej, bagatelizują liczne problemy dotykające młodzież, a którym wprowadzany przedmiot próbuje zaradzić. 

Edukacja zdrowotna ma przekazywać informacje i kształtować postawy związane ze zdrowym trybem życia, odżywiania się, dbaniem o zdrowie psychiczne. Ma uczyć:

  • umiejętności rozpoznawania i kierowania emocjami,
  • właściwej samooceny,
  • kształtowania poczucia własnej wartości,
  • umiejętności dialogu z innymi,
  • budowania bezpiecznych, wartościowych i trwałych relacji społecznych,
  • a także dostrzegania niebezpieczeństw w życiu i korzystaniu z internetu oraz właściwego reagowania na nie. 

Zatem jest przedmiotem bardzo ważnym, zapełniającym istotną lukę w kształceniu.

Zarzuty biskupów i podstawa programowa

Tymczasem przedmiot ten spotkał się ze zdumiewającą krytyką ze strony Prezydium Episkopatu, stwarzającą wrażenie, jakby biskupi odnosili się do innego dokumentu niż do ogłoszonej podstawy programowej dla klas IV-VI, VII-VIII i szkół ponadpodstawowych.

Nieprawdą jest na przykład, że rodzina – cytuję list biskupów – „jest całkowicie zmarginalizowana”, „przedstawiana jest w negatywnym kontekście”, a „macierzyństwo ukazane jest jako źródło zagrożeń”. W wielu miejscach wspominane jest znaczenie rodziny, jej funkcje i rola (zwłaszcza w działach „Zdrowie społeczne”).

Nieprawdą jest, że „według założeń nowego przedmiotu, uczniowie mają być od najmłodszych lat poddawani erotyzacji” – chyba że „erotyzowanie” dostrzeżemy w przekazywaniu wiedzy np. o zagrożeniach płynących z wczesnej inicjacji seksualnej.

Nieprawdą też jest, że aktywność seksualną „przedstawia się jako wyzwolenie z wszelkich barier, w tym granic wiekowych i odpowiedzialności za jej skutki”. Przeciwnie, w podstawie programowej nacisk położony jest właśnie na kształtowanie odpowiedzialności i roztropności.

Zupełnie wyssany z palca jest także zarzut, że „Edukacja zdrowotna” „nie wspiera młodych ludzi w zaakceptowaniu swojej płci biologicznej, przeciwnie, zachęca dzieci i młodzież do odrzucenia swej kobiecości lub męskości”. Trudno nawet to poważnie komentować.

Co w edukacji zdrowotnej może nie podobać się biskupom

Natomiast prawdą jest, że w podstawie niewiele mówi się o małżeństwie. Ujmuje ona seksualność człowieka całościowo i w indywidualnym rozwoju, nie redukując jej – jak to czyni Kościół w swoim nauczaniu – jedynie do jej społecznej funkcjonalności w małżeństwie.

To wszystko zdaniem Prezydium Episkopatu pozwala postawić zarzut „deprawowania dzieci”. Stąd imperatyw skierowany do rodziców: „Nie wolno Wam zgodzić się na systemową deprawację Waszych dzieci”, przy jednoczesnym odwołaniu się do ich zbawienia, a więc pośrednio strasząc piekłem („W trosce o wychowanie i zbawienie, apelujemy, abyście nie wyrażali zgody na udział Waszych dzieci w tych demoralizujących zajęciach”).

Biorąc pod uwagę powyższe, kuriozalnej wymowy listu nie da się teraz złagodzić tłumaczeniem, że chodzi jedynie o apel „o głęboką rozwagę”, a „Edukacja zdrowotna” ma też dobre strony. Za skrajnie nieadekwatną reakcją, jakim jest dokument Prezydium Episkopatu, dostrzec można nerwowy odruch obronny: Kościół instytucjonalny, który nie potrafi rozliczyć się z własnych grzechów wobec nieletnich, oskarża o deprawowanie dzieci innych.

Teraz próbuje udawać Greka.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”