Eric Lu zwycięzcą XIX Konkursu Chopinowskiego

Jaki los stanie się udziałem zwycięzcy? Artysta potrzebuje sympatii publiczności, a tej akurat Eric Lu zgromadził dawkę bliską homeopatycznej.
Czyta się kilka minut
Eric Lu - zwycięzca 19. Międzynarodowego Konkursu im. Fryderyka Chopina. Warszawa, 18 października 2025 r. // Fot. Wojciech Grzędziński / materiały prasowe NIFC
Eric Lu – zwycięzca 19. Międzynarodowego Konkursu im. Fryderyka Chopina. Warszawa, 18 października 2025 r. // Fot. Wojciech Grzędziński / materiały prasowe NIFC

Jury ogłosiło laureatów Konkursu Chopinowskiego. Pierwsza nagroda powędrowała do Erica Lu, druga do Kevina Chena, a trzecia do Zitong Wang. Dalsze pozycje to: Tianyao Li ex aequo Shiori Kuwahara, piąte miejsce zdobyli Piotr Alexewicz i Vincent Ong, a szóste – William Yang. 

Ponadto jury przyznało nagrody specjalne (osobiście widziałem kandydatów tylko do jednej z nich – Ballad). Za Poloneza wyróżniono Tianyao Lyu, podobnie jak za Koncert z orkiestrą. Za mazurki nagrodę otrzymał Yehuda Prokopowicz, za Sonatę – Zitong Wang, za Balladę – Adam Kałduński. Z pustymi rękami zostali David Khrikuli i Miyu Shindo.

Nagrody XIX Konkursu Chopinowskiego

Główna nagroda to nie tylko 60 tys. euro, ale przede wszystkim cały zestaw kontraktów koncertowych i nagraniowych. Dla zwycięzcy faktycznie może oznaczać to wejście w wielką karierę, co konkurs ułatwia nie tylko samym tytułem, ale różnymi działaniami wspierającymi. 

Tak zresztą działają i inne turnieje, gdyż sukces laureatów buduje prestiż imprezy. I tym bardziej znamienne jest, gdy mimo wszystko zwycięzca nie potrafi odnieść sukcesu w świecie – gdyż nie jest w stanie wylansować go nawet olbrzymia maszyna promocyjna. Zdarza się tak co jakiś czas.

Jaki los stanie się udziałem obecnego zwycięzcy? O tym przekonamy się za rok, dwa – ale mam spore obawy. Artysta potrzebuje sympatii publiczności, a tej akurat neurotyczny zwycięzca zgromadził dawkę bliską homeopatycznej. Eric Lu, który wrócił na Konkurs po 10 latach, zdobywszy czwarte miejsce w 2015 r., cieszy się już co prawda poważną karierą – ten sukces, odpowiednio wykorzystany, może ją wzmocnić.

Polonez-fantazja to zagadka dla największych artystów

Finał Konkursu Chopinowskiego nie nastawił mnie zresztą przesadnie optymistycznie. Nie spodziewałem się jednak, że nie usłyszę ani jednej w pełni przekonującej interpretacji – tym bardziej że głównym bohaterem programu jest tu jeden z dwóch młodzieńczych koncertów na fortepian i orkiestrę. 

Owszem, obawiałem się dodanego do programu Poloneza-fantazji. To dzieło wyjątkowo złożone, dychotomiczne, próbujące łączyć (a może przeciwstawiać sobie) dwa odmienne światy: swobodnej fantazji i ścisłego poloneza. 

Nakłada się to na późny styl Chopina, zmienny lub wręcz nieustalony harmonicznie, szukający polifonii, sam w sobie skrajnie skomplikowany. Polonez-fantazja to enigma do rozwikływania dla największych i najbardziej dojrzałych artystów, takich jak Światosław Richter czy – w tym wypadku mój ulubiony – William Kapell.

Jestem zdania, że w ogóle nie powinien być dopuszczany do programu konkursowego – tym razem znalazł się natomiast jako pozycja obowiązkowa IV etapu. Brak w pełni udanej kreacji nie jest więc żadnym zarzutem. Samo ukazanie sensu w tym utworze jest osiągnięciem.

Udało się to moim zdaniem przede wszystkim Kevinowi Chenowi, który zagrał bardzo wnikliwie, świetnie ukazując strukturę utworu, choć w poszczególnych fragmentach inni pianiści odnajdywali więcej znaczeń (Miyu Shindo w pięknie brzmiących pasażach otwarcia, zwłaszcza w pianissimo, Vincent Ong w środkowej części Poco più lento).  

Również Eric Lu – jak się okazuje, zwycięzca – przedstawił konsekwentnego Poloneza-fantazję, swoim zwyczajem walcząc zarówno z duchem, jak i z materią brzmieniową (jeden z najprzykrzejszych dźwięków wydobywanych z instrumentu podczas Konkursu), pod prąd naturalnego nurtu muzyki. Aczkolwiek kontrolując pedalizację.

Koncert fortepianowy: siła młodego gwiazdora

Zupełnie co innego jednak koncert fortepianowy. Chopin napisał dwa utwory w tej formie, jeden po drugim, czując w sobie siłę młodej gwiazdy, gotującej się do podbicia świata. Ośmielony sukcesem w Wiedniu postanowił tam wrócić, lecz już jako pianista-kompozytor, z najwłaściwszymi dla takiej kariery dziełami: wielkimi, popisowymi koncertami na fortepian z orkiestrą. 

Pierwszym z nich, f-moll (nosi dziś nr 2), z miejsca podbił Warszawę. Następnym, pokazanym parę miesięcy później, e-moll (obecnie znany jako nr 1), celował w Europę. Jest nieco bardziej stanowczy w rysunku swych tematów, w swym charakterze, mniej idący w kierunku wdzięku – a przy tym bardziej wirtuozowski. Oba należą jednak do tego samego stylu brillant, popisowego, błyskotliwego, budzącego zachwyt śpiewną wirtuozerią. Wydawało się, że większość konkursowiczów tylko czeka, by w nich zabłysnąć. Było inaczej.

Eric Lu - zwycięzca 19. Międzynarodowego Konkursu im. Fryderyka Chopina. Warszawa, 18 października 2025 r. // Fot. Krzysztof Szlęzak / materiały prasowe NIFC

Koncert fortepianowy okazał się rodzajem jeża, do którego pianiści próbowali podejść od najróżniejszych stron – przy czym każdemu brakowało narzędzi. Eric Lu raczej wyskandował, niż „wygrał” Koncert f-moll (i jest to drugie dopiero w historii zwycięstwo odniesione wykonaniem tego utworu – z reguły wygrywa Koncert e-moll). 

Najbardziej „normalne” było może wykonanie Piotra Alexewicza, co nie dziwi, bo jest to muzyka, wśród której pianista z Wrocławia wyrastał. Niestety, było to zarazem odległe od błyskotliwej doskonałości.

Z kolei pewnej brawury brakowało wyrafinowanej Miyu Shindo. Dla odmiany Vincent Ong okazał się w nim jedną z najciekawszych postaci, malował konkurs farbami tajemniczej zadumy. Pięknie zabrzmiała Romanza, ale popisowe Rondo nie miało zupełnie szans spełnić swej powinności. 

Co najdziwniejsze, to samo wydarzyło się, gdy do fortepianu siedli rasowi wirtuozi: mocarna „Walkiria fortepianu” (sto lat temu przejęłaby to miano od sławnej Teresy Carreño) Shiori Kuwahara oraz w pełni „kompletny” pianista, jedyny, który w tym gronie może zrobić z fortepianem wszystko, Kevin Chen. Oboje jakby obawiali się zagrać na 100 procent swoich możliwości – i o ile w wypadku Japonki była to słuszna obawa, bo jest w stanie zgnieść muzykę Chopina jednym palcem (co wielokrotnie pokazała nam wcześniej; niestety, wprowadziła też do Koncertu e-moll wiele najróżniejszego bałaganu), o tyle Kevin Chen chyba chciał uciec od przyczepionej mu łatki wirtuoza, który gra szybko i błyskotliwie. 

Faktycznie, jego komplet Etiud op. 10 z drugiego etapu przejdzie do historii Konkursu, nie tylko jako pierwsze tutaj wykonanie tego zbioru, od razu nadzwyczaj szybkie, ale też tak samo muzykalne. Pamiętamy olśniewającą Etiudę nr 1, C-dur, Marthy Argerich z 1965, ale teraz będziemy pamiętać śpiewną, wyrafinowaną i cudownie operującą dynamiką Kevina Chena. 

Czy Kevin Chen wystraszył się sławy wirtuoza?

W finałowym Koncercie jednak jakby wystraszył się tej sławy – i chciał pokazać, że jest wręcz powściągliwym pianistą. Wiedzieliśmy wprawdzie, że to potrafi – słyszeliśmy to w III etapie – Koncert e-moll nie jest jednak najlepszą przestrzenią do wycofywania swej osobowości z estrady.

Wykonanie było niemal perfekcyjne, było też w nim wszystko, czego potrzeba – tylko jakby ktoś skręcił pianiście pokrętło mocy. Ale być może się mylę – może Kevin Chen, będąc tak naprawdę artystą z natury apollińskim (na pewno: wszystko jest u niego zawsze idealnie opanowane, wypracowane i zbalansowane), tutaj po prostu chciał unieść się jeszcze wyżej? Nawet piękna Romanza brzmiała cokolwiek bezosobowo, a finałowemu krakowiakowi wiele brakowało do porywającego wiru. I to mimo tego, że szczegóły, plany, każdy element – były doskonałe.

W efekcie ciekawiej może wypadł mniej równy David Khrikuli z Gruzji, który nie bardzo wiedział, czy chce grać Koncert f-moll w sposób popisowy, czy sentymentalny – ale przeskakując z jednego w drugi przynajmniej niemal cały czas był „jakiś”.

Najpiękniejszy Koncert zagrała Tianyao Lyu

W pewnym sensie więc najpełniejszy Koncert zagrała Tianyao Lyu – radosny, błyskotliwy, szybki: prawdziwe dzieło 20-latka pokazane przez niespełna 17-latkę, która zachwyca się nim na świeżo. Problem w tym, że to jednak dzieło geniusza – i nie wszystko widać w nim na pierwszy rzut oka. Nawet oka tak zdolnego, jak uczącej się w Poznaniu Chinki. Wystarczyło ono jednak na nagrodę specjalną – i w tej konfiguracji nie budzi ona zastrzeżeń.

Jurorzy stanęli przed trudną decyzją: brak jednoznacznego kandydata do zwycięstwa, mnóstwo kandydatów do każdej kolejnej nagrody. Właściwie sam oczekiwałem werdyktu z przeświadczeniem, że kolejność nagród może być dowolna. Aczkolwiek takiego zwycięzcy spodziewałem się jedynie w żartach.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”