Wyniki trzeciego etapu dla wielu z nas nie są niespodzianką. Do tego momentu odpadło z Konkursu tyle ciekawych osób – poczynając od Mateusza Dubiela w I etapie (nie wspominając o eliminacjach!) – że zagrożony był właściwie każdy pianista. Padło na Erica Guo, skądinąd zwycięzcę II Konkursu Chopinowskiego na instrumentach historycznych.
O ironio: jeżeli Guo gorzej oceniany był za styl chopinowski, byłoby logiczne, żeby przynajmniej niektórzy jurorzy założyli, że być może ma on pojęcie o Chopinie większe od nich samych. Wszak oceniający pianistę po równie wysokie laury nigdy nie sięgnęli...
W każdym razie wątpię, żeby zarzuty mogły być natury technicznej, gdyż Guo był po prostu jedną z osób najlepiej grających w tym Konkursie na fortepianie. Swobodnie korzystał ze środków pianistycznych niedostępnych większości finalistów.

Deficyty pianistów, loteria Konkursu
Jest to tym bardziej przykre, że brak panowania nad instrumentem jest jednym z większych deficytów młodych pianistów. Z osób, które w naturalny sposób współpracują z fortepianem w pełni go kontrolując – nie tylko na podstawie tekstu do zagrania, ale też dźwięku wracającego z sali – pozostał w Konkursie tylko Kevin Chen.
Poza tym jest walczący z instrumentem Eric Lu, nadużywający pedału (a Barkarola mogłaby być naprawdę udana) i wydobywający wyjątkowo ostre, brzydkie fortissimo, zwłaszcza gdy chce być klarowny (czyli np. we wstępie do Poloneza B-dur).
Reszta daje się nieść fortepianowi, podążając za brzmieniem, które z niego wydobywa, a nie kształtując je według własnych założeń. To jest ten moment, w którym wracamy do poziomu szkoły – artyści nie w pełni panują nad swoim narzędziem. Ale taki jest ten Konkurs: bynajmniej nie przeznaczony dla mistrzów. Ma on i zawsze chyba mieć będzie w sobie wiele z loterii.
Dla kogo jest Konkurs Chopinowski
Tu zresztą pojawia się jedno z fundamentalnych pytań – dla kogo jest Konkurs Chopinowski. Odpowiedź, jak sądzę, w ostatnim czasie intrygująco się zmienia. Postaram się przyjrzeć bliżej temu zagadnieniu w podsumowaniu całego wydarzenia.
W każdym razie, pomijając Kevina Chena (i ewentualnie Erica Guo), do finału mógł się dostać niemal dowolny pianista z II etapu. Znamienne jest przy tym, że tych dwóch muzyków uzyskało te same noty co do drugiego miejsca po przecinku. Nie wynika to bynajmniej z ich identycznej doskonałości, lecz z systemu ocen jurorów.
Regulamin wprawdzie daje skalę od 1 do 25, ale jurorzy sami ją zawężają, przyznając oceny między 20 a 25 (przekonani, „że przecież nikt nie zasługuje na mniej niż 20”). W efekcie z szerokiej 25-punktowej skali robi się wąska, dająca bardzo podobne wyniki skala 5-punktowa. W ten sposób orkiestra Filharmonii Narodowej będzie musiała zagrać 11, zamiast 10 koncertów fortepianowych Chopina.

III etap Konkursu Chopinowskiego nie nastrajał optymistycznie
Przede wszystkim pianiści dość gremialnie nie radzili sobie w pełni z idiomatyką mazurków. Nie bali się ich, jak niegdyś, ale często podchodzili do nich z przesadną dezynwolturą. Nie było chyba ani jednego zestawu, który odznaczałby się tanecznym pulsem. Największym osiągnięciem była metryczna adekwatność, z reguły z mniej lub bardziej płaską frazą.
Co ciekawe, jeden z najlepszych, świetnie kontrolowanych i wyśpiewanych mazurków zagrał odrzucony Eric Guo. Skądinąd względnie odpowiednimi mazurkami uratował się Piotr Alexewicz, jedyny Polak w finale, który zakończył występ bardzo nieudanym i zupełnie zbytecznym Polonezem brillant (tym razem zupełnie nie brillant) Es-dur.
Historie Konkursu bywają zresztą zaskakujące – oto odpadło grono świetnych faworytów, a np. Malezyjczyk Vincent Ong, z którym właściwie powinniśmy się pożegnać po całkowicie szkolnym I etapie, przedstawiwszy ciekawą Sonatę h-moll z nie lada pięknym Largo (spuśćmy zasłonę miłosierdzia na mazurki), będzie niebawem grał I Koncert fortepianowy e-moll w finale.
Z drugiej strony w swej niekoniecznie jeszcze w pełni dojrzałej interpretacji tej samej III Sonaty Chopina (ale mistrzowsko zrealizowanej) Kevin Chen pokazał to samo Largo – wolną część, prawdziwą duszę utworu – cudownie różnicując jej środkową cząstkę, sostenuto. To zapowiada, co może nam dać w przyszłości, gdy będzie miał więcej niż 20 lat. I na szczęście – także dla Konkursu – wciąż przed nim szansa na zdobycie tytułu laureata.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















