Co sądzicie o grze Erica Lu? Czy nie za mało szopenizował?

Gdy sto lat temu ktoś popełnił niebywałą ekstrawagancję, mówiono, że szopenizuje swoje życie. Już wtedy muzyka Chopina elektryzowała wyobraźnię Europejczyków.
Czyta się kilka minut
Monika Ochędowska // Grażyna Makara / Katarzyna Włoch // Tygodnik Powszechny
Monika Ochędowska // Grażyna Makara / Katarzyna Włoch // Tygodnik Powszechny

Stanisław Przybyszewski okropnie złościł się na wszystkich, którzy muzykę Fryderyka Chopina uważali za „rozgrymaszoną” czy zupełnie nie po męsku „rozbeczaną”. Znając co nieco temperament kontrowersyjnego młodopolskiego pisarza, próbuję wyobrazić sobie jego opinie na temat gry uczestników tegorocznego Konkursu Chopinowskiego. Ciekawe, co powiedziałby o mazurkach Erica Guo, sonatach Vincenta Onga czy polonezach Piotra Alexewicza. 

Sam Przybyszewski na fortepianie grał tak sobie. Świadom braku umiejętności i warsztatowych błędów (nazywał siebie co najwyżej natchnionym dyletantem) – grywał Chopina znajomym artystom w Berlinie, nadrabiając niedociągnięcia ogromnym entuzjazmem.

Dziś, gdy emocje związane z finałem Konkursu jeszcze nie opadły, warto przypomnieć, że już dobre sto lat temu Przybyszewski był przekonany, że jest świadkiem najprawdziwszego szału na Chopina. „Nigdy tak silnie i tak gorąco nie żył Szopen, jak teraz żyje” – pisał w jednym z esejów. 

Jak wyglądał ten szał w początkach minionego wieku? Objawiał się, co ciekawe, nawet w języku. „Szopenizować stało się u Niemców przysłowiem” – donosił Przybyszewski. „Jeżeli ktoś użył jakiejś dziwacznej, zbyt śmiałej metafory, jeżeli dowolnie przekształcał język, a raczej wydobywał z niego nieznane dotąd walory, nazywało się, że szopenizuje język. Ktoś popełnił niebywałą ekstrawagancję, było to szopenizowaniem życia”. Młodzieżowe słowo roku 1910.

W muzyce Chopina widział skądinąd Przybyszewski nasz jedyny towar eksportowy. Uważał ją za jedyny wytwór naszej romantycznej kultury, który jest wystarczająco komunikatywny, zrozumiały dla Europejczyków. Nie żaden tam Mickiewicz ani Słowacki, to mazurki i polonezy pozwolą światu pojąć polską duszę, przekonywał. I chyba miał sporo racji.

Dziś mamy oczywiście także wielu innych artystów, którzy są w stanie skomunikować nas ze światem, ale jest w Konkursie Chopinowskim coś, co wzbudza nieporównywalne z niczym emocje. Dariusz Kosiński znalazł siedem powodów, dla których namiętnie (Przybyszewski powiedziałby: „dziko”) oglądaliśmy w telewizji i internecie Konkurs Chopinowski, na bieżąco komentując występy pianistek i pianistów. Jestem ciekawa, czy odnajdą się Państwo w jego rozpoznaniach.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 43/2025