Epstein manipulował najpotężniejszymi ludźmi świata. Dlaczego dali się tak omotać?

Akta sprawy Epsteina odsłaniają obraz przerażający. Trudno jednak w tym przypadku myśleć o wielkim, tajnym makiawelicznym spisku.
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek

Jak nietrudno się było domyślić, publikacja milionów stron akt ze śledztwa w sprawie Jeffreya Epsteina wywołała burzę. Trwa i zapewne trwać będzie jeszcze długo licytacja na to, kogo w szeregach bliższych i dalszych znajomych zdeprawowanego miliardera było więcej: liberałów czy konserwatystów, prawicy czy lewicy. A także czyim był tak naprawdę szpiegiem, rosyjskim czy izraelskim. Stosownie do przyjętej wykładni ogłaszać się będzie ostateczny koniec politycznych przeciwników.

Wpuszczone w odmęty mediów społecznościowych akta – jak pisałem tydzień temu: pozbawione jakiejkolwiek krytycznej, skondensowanej analizy – przypominają tytułowe To z powieści Stephena Kinga. Zło, które ma to do siebie, że przejawia się każdemu pod najbardziej przerażającą dla niego postacią. Jeden widzi „to” jako mumię, inny jako wielkiego pająka albo złowieszczego klauna. Coś podobnego dzieje się w całkowicie już anarchicznej infosferze z aferą Epsteina.

Tymczasem stworzona przez niego społeczna piramida działająca na podobieństwo piramid finansowych – jak to w znakomitym tekście określili niedawno publicyści „Financial Times” – była pluralistyczna. Nawet jeśli po skrupulatnym przeliczeniu okazałoby się, że liczebnie więcej w niej było tych lub tamtych, mechanizm napędzający cały układ zamontowany został na poziomie, na którym oficjalne antagonizmy tracą znaczenie.

Kiedy już Epstein – salonowy lew, specjalista od sieciowania, człowiek nad wyraz towarzyski i kontaktowy – połączył korespondencyjnie dwóch swoich dobrych znajomych, architekta amerykańskiej altprawicy Steve’a Bannona i guru światowej lewicy Noama Chomsky’ego, napisał do Bannona żartobliwie: „nie da się być bardziej na prawo niż ty i bardziej na lewo niż on”. Zaprezentował się w ten sposób jako życzliwy pośrednik, człowiek potrafiący budować pomosty nawet między największymi ekstremami, którego przyjacielskie portfolio nie zna politycznych podziałów.

Dlaczego tak wiele osób złapało się na proste techniki psychologiczne Epsteina

Nie po raz pierwszy pogrążanie się w rytualnych, polaryzacyjnych wojnach odciąga uwagę od spraw realnie istotnych. Np. od tej niesłychanej, nazwijmy to, interpersonalnej skuteczności Epsteina. Stosując dość proste techniki psychologiczne, człowiek ten był w stanie latami manipulować najpotężniejszymi ludźmi świata, używać ich do realizacji własnych ambicji i potrzeb.

Owszem, część z nich brała udział w przestępczych praktykach, za które Epstein ostatecznie został skazany, stąd być może ich daleko posunięta lojalność. Jaka to część – na razie nie wiemy, a może nie dowiemy się nigdy. Ostatecznie akta, zanim zostały opublikowane, były przedmiotem badań prokuratury, która, jak się zdaje, nie postawiła zarzutów żadnej spośród wymienionych tam postaci.

Poza tymi jednak, którzy na różne sposoby uwikłani byli w działania naruszające prawo, istniała rzesza osób i instytucji, które nie miały z tym styku, a które Epstein skutecznie omotał i oczarował. Wychwalając, zasypując komplementami, zapamiętując, co kto lubi i czego potrzebuje, a następnie dostarczając mu to w odpowiednim momencie. Lojalność tych osób trwała także po wyroku skazującym go na więzienie. Tak jakby w kontakcie z nim wyłączały się u nich mechanizmy obronne, aktywne zazwyczaj w normalnych okolicznościach. Tak jakby tracili czujność i zdolność do krytycznej analizy rzeczywistości.

Jak to możliwe? Dlaczego tak się działo? Otóż wynika to, mam wrażenie, również ze sposobu funkcjonowania współczesnych elit finansowo-politycznych. Zgodnie z tym, co już dawno temu diagnozowali Christopher Lasch i Samuel Huntington, stanowią one zamkniętą kastę, operującą w hermetycznych, niedostępnych (do czasu!) zewnętrznej kontroli rejestrach. W systemach wartości i odniesień obcych masom.

Przedstawiciele tej kasty kultywują przekonanie o własnej wyjątkowości i odmienności. Upewniają ich w tym sława, pieniądze i wpływ na kształt świata. Traktując społeczeństwo jako masę, którą można na różne sposoby modelować, ludzie ci żyją w poczuciu osobliwej, ezoterycznej wspólnoty. Przebiega ona powyżej, a może raczej poniżej ich egzoterycznych, czyli jawnych, politycznych oraz światopoglądowych afiliacji i tożsamości.

Sprawa Epsteina: trudno o niej myśleć jako o wielkim, tajnym spisku

Owszem, kłócą się i różnią, jednak w zaciszach odizolowanych, chronionych przez prywatne armie rezydencji, na odludnych wyspach, do których nie przybije żadna nieproszona łódź, te różnice stają się drugorzędne. Tam wreszcie współcześni oligarchowie czują się swobodnie. Tam wspólnie dbają o zachowanie stanu posiadania, choć w kwestii najskuteczniejszych po temu metod mogą mieć naturalnie odmienne opinie. Cóż, Epstein świetnie wiedział, za które sznurki należy pociągnąć i w jakie uderzyć tony, żeby osiągnąć pożądane efekty.

Owszem, w gronie skupionym wokół Epsteina mnóstwo było cynizmu i makiawelizmu. Owszem, akta sprawy odsłaniają obraz po prostu przerażający. Z drugiej jednak strony mamy tam również oceaniczną niekiedy naiwność i łatwowierność. I ślepotę. Niekoniecznie zawsze wynikającą ze złej woli, częściej, jak się wydaje, z klasycznych zakrzywień poznawczych, własnej wygody, niefrasobliwości czy zwykłej głupoty.

Właśnie dlatego trudno w tym przypadku myśleć o wielkim, tajnym makiawelicznym spisku. Jego uczestnicy nie zachowywaliby się aż tak bezmyślnie, a nade wszystko nie pozostawiliby po sobie tak bezbrzeżnie żenującej korespondencji.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 08/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Piramida społeczna Epsteina