Reklama

Emaus to utopia

Emaus to utopia

18.02.2019
Czyta się kilka minut
Jak inaczej, niż ryzykując życie duchowe w pojedynkę, zaznaczyć swój dystans wobec Kościoła, którego działania w ostatnim czasie budzą protest sumienia? – pytał na tych łamach Jerzy Sosnowski. Przedstawiamy odpowiedź ks. Jacka Prusaka.
Z

Zarówno upolitycznienie Kościoła, jak i prywatyzacja wiary to „choroby eklezjalne” – tak więc w sugestii Jerzego Sosnowskiego wyboru tego drugiego („TP” nr 6) nie widzę lekarstwa na „rozczarowanie Kościołem”. „Mentalne »wycofanie się na pustynię«”, które zdaniem autora jest antidotum na zepsucie instytucji, ma być również ostatnią deską ratunku przed całkowitą utratą wiary. Pytanie jednak, czy może nią być, i czy mamy prawo – uważając się za uczniów Jezusa – nawoływać do „wiary indywidualnej”?

Nie stawiam tych pytań tylko dlatego, że czuję się wywołany do tablicy jako „przykładowy duchowny” z jego tekstu, ale również dlatego, że wiem, iż częściej, a nie rzadziej prywatyzacja wiary prowadzi do jej zaniku, a poczucie osierocenia do przyjęcia tożsamości ofiary – z którą potem trudno się rozstać, bo zawsze jest jakieś „ale...

8104

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

a to na pewno ryzyko jest a nie szansa?... bo cały wywód księdza opiera się jednak na dogmatycznym założeniu, że tylko ten jeden kościół, i koniecznie kościół, i basta - ale to wygląda raczej na sekciarskie uwikłanie niż trzeźwy pogląd

Bardzo dobry tekst. Jeśli na kimś lub na czymś nam zależy, to nie możemy odpuszczać gdy widzimy że ktoś czy coś nam bliskie nie jest idealne. Wręcz przeciwnie wtedy należy zwiększyć zaangażowanie nawet jeśli jest się w mniejszości - dawać świadectwo i być wiernym do końca, chociaż czasami to boli.

na pustyni też wszyscy i lwy i gazele piją z jednej sadzawki, bez tego na nic kły ostre i rącze nogi...

A jak odnaleźć się w kościele, gdzie nasze własne, duchowe i intelektualne refleksje oraz doświadczenia doprowadziły nas do wniosków całkowicie sprzecznych z nauczaniem tegoż - np. w materii akceptacji związków homoseksualnych, antykoncepcji, kapłaństwa kobiet? Zawsze słyszę tylko - musisz się nawrócić, podporządkować nauczaniu, jak poznasz to zrozumiesz. Poznałam i nie zrozumiałam, a wręcz utwierdziłam się w swoich poglądach. Nie mówię już o zgorszeniu nadużyciami finansowymi, pedofilią i upolitycznieniem kościoła. Bóg dał człowiekowi rozum i wolną wolę, a wyrok naszego sumienia, z tego co wiem, jest zawsze najważniejszą instancją. Wierzę, że Bóg w swojej mądrości i miłości rozumie nas, ludzi "marginesów", i prowadzi nas drogami które doprowadzą do Emaus.

życzę więc przyjąć więcej rozumu i więcej wolności i czystszego (lepiej uformowanego i uczciwszego tj. mniej interesownego) sumienia...

takie życzenia wcale nie wyglądają jak z wolnym i czystym sumieniem pisane - raczej na nieuczciwe i interesowne

No tak, ile ja to razy słyszałam - dochodzisz w rozumowaniu do wniosków sprzecznych z nauką kościoła = masz za mało rozumu i źle uformowane sumienie. Aha, i jeszcze "przyjąć wolność" = podporządkować się. Taki styl argumentacji, proszę Pani, to dopiero mnie zraża od kościoła.

Nasze sumienie jest skażone grzechem i wygląda jak ciemna izdebka z małą zapaloną świeczką. Nawet nam nie wystarcza to sumienie na rachunek naszych uczynków. Niech go Pani więc nie używa do poznawania prawd bożych, bo to marny i ograniczony przyrząd, a jego "wyroki" to czasem zwykłe igraszki z naszą duszą. A jeśli doznajemy rozdarcia w myśleniu, to jak możemy osiągnąć właściwy i pełny wynik, skoro ustalamy go rozdartym umysłem? Dla mnie inspirującym przykładem jest kobieta cierpiąca na "nieczysty" krwotok, która poszła za głosem wiary i dotknęła się Chrystusa. Mogła przecież słusznie potępić w swym sumieniu kodeks swojej wiary, który kazał uważać się jej za nieczystą.

KKK 1782 Człowiek ma prawo działać zgodnie z sumieniem i wolnością, by osobiście podejmować decyzje moralne. "Nie wolno więc go zmuszać, aby postępował wbrew swojemu sumieniu. Ale nie wolno mu też przeszkadzać w postępowaniu zgodnie z własnym sumieniem, zwłaszcza w dziedzinie religijnej " (Sobór Watykański II, dekl. Dignitatis humanae, 3).

Co się Księdzu stało, ze napisał Ksiądz sensowny a nawet bardzo sensowny tekst? Lepiej późno niż wcale.

Jestem takim sobie chłopkiem roztropkiem, w kościelnych ławkach obok mnie siedzą podobne do mnie ananasy, jedni głupsi inni mądrzejsi. Są tacy co książkę na oczy widzieli gdy jeszcze do szkoły chodzili. Tak sobie siedzimy, wstajemy, klękamy, a tu ksiądz zaczyna kazanie. Musowo z kartki czyta, bo z głowy nie wydoli; („uważam tę perykopę za archetypową”„ Niektórzy egzegeci uważają”„Chrześcijaństwo sprywatyzowane to oksymoron”„Prywatyzacja wiary nie jest bowiem żadnym heroicznym eremityzmem”„ postulowanie wewnętrznej schizmy”’teologiczny oksymoron„) I tak dalej i dalej, siedzę na tym tureckim kazaniu i aż mnie korci wyciągnąć smartfona i w goglach sprawdzać czy aby ktoś mnie nie obraża. Mniejsza o sens tego co się słucha, co chwila pada uczone wydumane słówko i ono skupia na sobie uwagę, to taki sprytny zabieg socjotechniczny, wykreować się na intelektualistę, mądralę co to mu nikt nie podskoczy, o nic nie zapyta. Miałem w szkole średniej matematyka, kiepski z niego był pedagog i niewiele potrafił swej wiedzy przekazać. Na zakończenie lekcji miał zwyczaj pytać - czy są jakieś pytania. Zalegała cisza , a on na to - znowu matoły niczego nie zrozumiały. Tak na dobrą sprawę Ksiądz nie polemizuje z Sosnowskim, nie tłumaczy dlaczego jest tak czy inaczej. Może uciekamy ze wspólnoty właśnie dlatego, że nasi pasterze traktują nas jak ”barany„ w sensie dosłownym, a nie dlatego że coś się nam poplątało. Może nie rozumiemy Eucharystii i czekamy, aż ktoś po ludzku nam zacznie ją objaśniać.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]