Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Gdzie jest „polski Kościół”

Gdzie jest „polski Kościół”

11.02.2019
Czyta się kilka minut
Szkoda mi każdej chwili na ustalanie stopnia rozbieżności ze wszystkimi członkami rodziny. Nie prywatyzuję więc swojej wiary, uchodząc od nich na pustynię – ja się kościelnie decentralizuję.
TADEUSZ KONIARZ / REPORTER
J

Jak inaczej, niż ryzykując życie duchowe w pojedynkę, zaznaczyć swój dystans wobec instytucji, której działania w ostatnich latach budzą protest sumienia, niegdyś właśnie przez tę instytucję uformowanego?” – pytał w zeszłotygodniowym tekście „Czemu nie w chórze” Jerzy Sosnowski. Nie śmiałbym ingerować w decyzje podejmowane przez tej klasy intelektualistę, jego tekst zainspirował mnie jednak do poszukania własnej odpowiedzi. We mnie przecież też niektóre z działań instytucji identyfikowanej jako „polski Kościół” budzą nie tyle protest sumienia, co zwykłą złość, a bywa, że i odruch pukania się w czoło.

Żółć z ambony

Poprzestańmy na liście spraw podniesionych przez Sosnowskiego. Mnie też mierzi to, jak Episkopat zabiera się do rozliczenia przypadków pedofilii w Kościele. Te zawsze spóźnione reakcje, ta...

9628

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

a o kościół, do tej miłości zresztą niepotrzebny, niech się biskupi martwią i ewentualnie PB - to dla p. Redaktora moja skromna sugestia

„ …biskupi, którzy naprawdę są i Bożymi ludźmi, i apostołami, robią świetną robotę każdy na swojej działce, a środki zwiotczające ducha i paraliżujące osobowość przyjmują tylko wtedy, gdy muszą stać się Konferencją Episkopatu Polski” Łoj aleś Pan pojechał, nie wiem, może o jeden most za daleko. No bo jak to rozumieć, tak na co dzień to wspaniali pasterze, ale w kupie głupawka ich dopada? Może gdyby sam Pan skosztował owych zwiotczających środków, sprawy nieco w innym świetle zobaczyć można by było.Kościół to instytucja niezwykle racjonalna i pragmatyczna i aby rozumieć co tam się dzieje, jak to funkcjonuje, trzeba takim racjonalnym okiem patrzeć. Mój I Komunijny obrazek (pamiątka) leży sobie w szafie, gdyby miał ramkę może wisiał by na ścianie na honorowym miejscu. Ramki nie ma, bo rodziców akurat nie było stać na zapłacenie kilku złotych dodatkowo. W kościele płaci się za wszystko, od tego momentu byłem świadomym tego faktu. Kartka do spowiedzi wielkanocnej, ławka w kościele, koperta na kolędę, wypominki, intencje mszalne, oczywiście chrzciny, wesela, pogrzeby… Zbieramy na remonty, kościelnego, organistę, nowe dzwony, ech można tak w nieskończoność. Lista palących potrzeb nie ma końca. To jest prawdziwy Polski Kościół, nie ten o którym Pan piszesz. Czytając pańskie teksty odnoszę wrażenie, że bardziej od biskupów oderwał się pan od rzeczywistości. Nie mam pojęcia kto z was jest bliżej Boga, nie muszę tego rozstrzygać. Gdzieś tam pod sufitem taka myśl mnie nachodzi, stanę kiedyś u wrót wiecznego żywota, a tłumaczenie się na sądzie ostatecznym z głupio przeżytego życia, wypełnianiem nakazów „Ojców Kościoła” będzie skwitowane - a własnego rozumku to ci bozia nie dała? Kiedyś Kś. Boniecki, chyba w przedostatnim numerze , napisał o reformach w kościele, że zawsze inicjowali je duchowni. Ja się z tym nie zgadzam, inicjowały je okoliczności , na które składało się wiele czynników. Dzisiaj ciągle zbieramy pokłosie pontyfikatu JP II, to jego biskupi rządzą. Wystarczy by każdy z nas robił swoje, a Kościół się zmieni,- zawsze się dostosowywał do okoliczności.

Płodzenie następnych oportunistów. W tym papieża, biskupów, kapłanów i wszystkich członków KK.Jako człowiek inteligentny, zastanów się, ile czasu taki kościół by przetrwał? Jedno, dwa pokolenia i to wszystko. Bo Kościół to też znak sprzeciwu. Kościół, który dostosowuje się do okoliczności, to Kościół kierowany przez szatana a nie Ducha Świętego. A wiesz, ja miałem ramkę na swoim pierwszokomunijnym obrazku. Miałem i mam, wisi na honorowym miejscu w moim mieszkaniu. Ten sam obrazek i ta sama ramka. Zresztą taką samą ramkę i taki sam obrazek mieli wszyscy moi koledzy i koleżanki z Komunii. A mój tata był zwykłym, szarym robotnikiem. Dlatego też, twoje tłumaczenie o biedzie, to taki typowo, oportunistyczny przekaz, błądzącego we mgle.

pamięta Pan?... dla porównania, gdyby się przypomniało, papierosy 'Sporty' 3,50; wołowina z kością 40; schab 60; kiełbasa zwyczajna 44; cukier 12; pomarańcze 40; cytryny 30; chleb 8/2kg; mleko 2,70; masło 17,50/250g - oczywiście o Gomułkowych czasach piszę bo domyślam się, że ta ramka wtedy była płacona [moja mama 1200 na rękę dostawała] +++ a wracając do głównego wątku: tak, od tego nie uciekniemy - to JPII zafundował polskiemu kościołowi tę biskupią mizerię, on ją kształcił, konsekrował, wreszcie chcąc nie chcąc w pychę wbijał - i efekt taki, że polskie kościół to znak pychy właśnie i chciwości, a nie żadnego sprzeciwu - zdumiewająco jednak sensownie brzmią słowa o kościele kierowanym przez szatana - nie będę na tym forum wszczynać dyskusji na temat dostosowywania się kościoła, dziś w szczególności katolickiego, do okoliczności - ale wypisz wymaluj opisał Pan rzeczywistość

"Giewonty". Cytryny, pomarańcze, owszem znałem. Najczęściej w okolicy świąt. Wcześniej jakiś organ partii rządzącej, radośnie informował, do Gdańska, przypłynął statek z cytrusami........za jakieś dwa tygodnie pojawiały się w sklepach, oczywiście trzeba było jeszcze swoje odstać w kolejkach.Taki był real codzienny socjalistycznego świata, tego jeszcze gomułkowskiego. Drogi Eddie, byś osobiście doświadczył faktu, bycia przez nasz polski KK znakiem sprzeciwu, musiałbyś wcześniej, choć przez chwilę opuścić lożę szyderców, w której ci, tak dobrze. Wcześniej jest to niemożliwe. Trochę mogę cię Eddie, porównać do mnie, łebka z wczesnych lat 60-tych, ubiegłego wieku. Pomarańcze, cytryny tak, banany owszem, choć rzadziej. O innych cytrusach nawet nie słyszałem że istnieją. Taki to był świat i taka to była loża. Lecz żeśmy ją z Bożą pomocą opuścili.

my pomarańcze i banany i tak kupowaliśmy w Czechach najczęściej, jak tylko puszczali przez granicę, nas i zakupy - w Czechach, bo po pierwsze tam zawsze były, po drugie tańsze... no ale co z tymi ramkami? +++ w kwestii 'doświadczania faktu" - ja proszę Pana przez d e k a d y byłem wiernym owczarkiem tego kościoła, służyłem mu i broniłem za obietnicę niebieskiej kiełbasy, doświadczałem przeróżnych faktów, jednak sprzeciw tam był głównie wobec najpierw władzy ludowej, na drugim miejscu niewierzących i innowierców, teraz przede wszystkim wobec opozycji dzisiejsze władzy - i to się skończyło bezpowrotnie, ta moja psia służba, i raz na zawsze w momencie, kiedy kto wie, może i Duch Święty, zesłał na mnie dar odwagi, wyzbyłem się wszczepionego mi w dzieciństwie lęku, spojrzałem na te fakty i ten kościół obiektywnie i bez strachu, zrozumiałem jego sens, istotę, strukturę i cele, zobaczyłem jego prawdziwe oblicze - odpuściłem, i wie Pan co się stało? jakbym garba z pleców zrzucił, świat od razu stał się piękniejszy, a ja lepszym człowiekiem - czego wszystkim, także rzecz jasna Panu, życzę... ㋡㋡㋡ +++ p.s. ja też w dzieciństwie paliłem [z kuzynem] - "Wawele", też Pan musi pamiętać, w eleganckich pudełeczkach równo poukładane musiały być drogie - podkradzione wujkowi na sztuki - jeden raz tylko je paliłem, bo mieliśmy pecha, chłopak z klasy wyżej nas przyuważył nad Wisłą w krzakach i doniósł nauczycielce - tak prysnął nastrój bardzo łatwo...

Szymonie,wyjąłeś mi to wszystko z ust

wszelakiej kościelnej struktury. Jako napisano, z obfitości serca mówią usta.Powiadasz, że przez dekady robiłeś za kościelnego owczarka. To bardzo symptomatyczne a zarazem wieloznaczne. Lecz paradoksalnie masz rację. Wiesz dlaczego? Naczelnym, rzucającym się w oczy, aspektem twojej duchowości, jest strach i lęk. Lęk przed Bogiem, lęk przed Przykazaniami, lęk przed księdzem. Lęk przed wszystkim tym, co związane jest z Kościołem. Tak naprawdę nigdy nie spotkałeś Boga, który stanąłby, przed sykomorą, na której siedzisz i zawołał Eddie zejdź..........będziemy ucztować. Nigdy nie poczułeś bycia wolnym, Bożym dziecięciem i związanego z tym pokoju, jakiego świat dać nie może.Dla ciebie Bóg to tylko ekonom,strzelający batem, na polu,gdzie pracują pańszczyźniani chłopi. Nie ma przyczyny bez skutku. Przyczyna jest zawsze ta sama, grzech. A właściwie sposób z jakim się z nim postępuje. Strach, bat, kara, potępienie, piekło. Jak to pokonać, obejść, zlekceważyć? Trzeba to wszystko odrzucić, zdeptać, przekląć. I tu Eddie, narodziła się ta twoja tzw. wolność. I taki sposób jej odzyskania, promujesz u ludzi wierzących. Być może naiwnie sądzisz, że wszyscy oni, szli twoją drogą, jak jeszcze byłeś, nominalnie wierzącym. Nie, Eddie, to podstawowy błąd logiczny, jaki popełniasz i wszyscy tobie podobni. Różne sa drogi do Boga, nawet wtedy, gdy się przed Nim, kiedyś uciekało. Bóg jest Miłością a nie Strachem. Bóg jest Pokojem a nie Kajdanami. Bóg jest Czystością a nie Brudem.Jest jednak pewien warunek, by takiego Boga spotkać? Trzeba samemu być czystym.Wtedy Eddie, nie będziesz się bał, piekła, potępienia,bo będziesz wiedział, czuł, że Bóg, jest mocniejszy od mojego grzechu w swoim miłosierdziu.Ja Eddie nie boję się potępienia, piekła, kar, właśnie dlatego jestem wierzącym. To ty się boisz, dlatego Boga, Kościół porzuciłeś.I tylko podejrzewam czasem, jak popijesz, to wracają cienie z przeszłości, myśli, jakieś okruchy wspomnień, gdy byłeś innym człowiekiem. Robak sumienia..........Ps. Pamiętam "Belwedery" czasem tata wysyłał mnie po mnie, jak w domu była jakaś uroczystość. Miały taki pusty, ustnik. Podobnym były "Dukaty"- nie omieszkałem ojcu, coś tam, nieraz podebrać.

ale tylko częściową - bo PB owszem, nigdy się do mnie nie pofatygował, ale też ja na takim drzewie nie siedziałem, jak już to na gruszach, jabłoniach... reszta to Pańskie wyobrażenia, które skwituję krótko: wyglądają mi one na projekcję Pańskich własnych emocji - i jeśli mogę dodać coś do nich, to na pewno jedno: teraz owszem, czuję się naprawdę wolnym, niech będzie nawet że Bożym dziecięciem - czego po raz kolejny serdecznie wszystkim, także Panu, życzę ツ +++ p.s. były też "Płaskie", "Damskie" - te pierwsze faktycznie spłaszczone i elegancko w pudełku poukładane, drugie z długimi ustnikami - a jak popiję, to szybko idę spać a na drugi dzień mam obrzydliwego kaca, dlatego popijam naprawdę bardzo rzadko - żadnych cieni z przeszłości, no może jedynie smutek i nostalgia, że dawna młodzieńcza forma już nie wróci, że euforyczne upojenie i kultowe imprezy w starym gronie do rana to już tylko we wspomnieniach...

Ktoś kiedyś wymyślił (pewno jakiś ateista) - wiara umiera ostatnia. Toż to wyjątkowo głupie stwierdzenie, bo czymże by było życie bez wiary. Wiara nigdy nie umiera i nigdy nie umrze, dokąd na planecie Ziemia, będzie żył człowiek. Eddie więcej wiary w wiarę. Wprawdzie wiek ma swoje znaczenie, lecz człowiek jeszcze nie jest taki, by w podłogę nie tupnąć i ręki do góry nie podnieść....

...

Drogi Panie Sz.H., niech Pan nie milczy i nie kończy tego serialu. Czekamy z utęsknieniem na comiesięczny raport, ile kilometrów liczy droga do Waszmości kierownika duchowego, ilu trędowatych śpi w Pana łóżku, ilu Afrykańczyków nauczył Pan pisać listy do swoich rodziców, i jakich ma Pan kolegów w episkopacie i w niebie. Ileż wzruszeń dostarcza katalog Pańskich dobrych uczynków i nie możemy się doczekać jego druku w całości. Jeszcze z większym podnieceniem wyczekujemy comiesięcznych filipik na temat polskiego episkopatu, toruńskiego „biznesmena” i pisowców, o zgrozo, wierzących. Bez tych treści nasz „polski’ Kosciół czuje się zagubiony i taki pusty, niezauważony. Z poważaniem Wspólnota Dziurawych Rynien, Które Nie potrzebują Naprawy

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]