Dlaczego winą za niewolę prorok obarcza Izraelitów, a nie Babilończyków?

Wciąż znacznie łatwiej jest przerzucać odpowiedzialność za dramaty Kościoła na zewnętrznych wrogów, odmawiając własnego nawrócenia.
Czyta się kilka minut
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara

„Panu, Bogu naszemu, należna jest sprawiedliwość, nam zaś rumieniec wstydu na twarzy (…), każdemu człowiekowi na ziemi judzkiej i mieszkańcom Jeruzalem, królom, zwierzchnikom, kapłanom, prorokom i przodkom naszym, ponieważ zgrzeszyliśmy przed Panem, nie wierzyliśmy Jemu, nie byliśmy posłuszni głosowi Pana, Boga naszego, by pójść za przykazaniami, które nam dał. Od czasu, kiedy Pan wyprowadził przodków naszych z ziemi egipskiej, aż do dnia dzisiejszego byliśmy niewierni wobec Pana, Boga naszego” (Ba 1, 15-19). 

To pierwsze słowa księgi przesłanej przez babilońskich wygnańców do publicznego odczytywania „w dni zebrań” (w. 14). My wysłuchaliśmy ich podczas liturgii w ubiegły piątek. Baruch dzieli się dwiema refleksjami, które z natchnienia Bożego zrodziły się w nim w ciągu pięciu lat od uprowadzenia do Babilonu.

Pierwsza dotyczy przyczyn niewoli. Uderzające, że prorok nie obciąża odpowiedzialnością za dramat Żydów babilońskiego agresora – nie mówi: zostaliśmy niegodziwie napadnięci! Przeciwnie, Baruch i Żydzi zgromadzeni wokół niego wysyłają do Jerozolimy zebrane „srebro”, aby w Świętym Mieście złożono ofiarę całopalną i modlono się „o zdrowie Nabuchodonozora, króla babilońskiego, i o zdrowie Baltazara, syna jego, aby były ich dni jak dni nieba na ziemi” (w. 1, 11). 

Przyczyn niewoli prorok szuka wyłącznie po stronie Izraela. Stwierdza wyraźnie: to nasz grzech przez wszystkich popełniony: odrzucenie Słowa Boga i Jego przykazań. Jednocześnie – i tu kryje się drugie Baruchowe pouczenie – prorok mówi o grzechach wszystkich pokoleń, jakie tworzyły Izrael od czasu jego wyjścia z Egiptu. Gotów jest przyjąć „wstyd na twarzy” za tych, którzy przez całe dzieje Narodu Wybranego dopuszczali się zła.

Obie lekcje Barucha są trudne do przyjęcia, a nierzadko nawet kontestowane w imię pseudoteologicznych racji. Ciągle znacznie łatwiej jest przerzucać odpowiedzialność za dramaty Kościoła na zewnętrznych wrogów i takież przyczyny, odmawiając de facto własnego nawrócenia! I ciągle równie łatwo jest uciekać od trudnej prawdy o własnej historii w monofizycką (!) wykładnię wiary w to, że Kościół jest „święty”, oraz w pseudopastoralny lęk, iż ujawniona prawda „zgorszy” wiernych. Tymczasem gorszące jedynie jest jej ukrywanie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Dwie lekcje Barucha