Episkopat bez właściwości. Jak biskupi wycofują się z reform

Biskupi niebezpiecznie zmieniają kierunek Kościoła w Polsce. Do czego to doprowadzi?
Czyta się kilka minut
Procesja podczas obrad 401. zebrania Konferencji Episkopatu Polski. Katowice, 11 czerwca 2025 r. // Fot. Michał Meissner / PAP
Procesja podczas obrad 401. zebrania Konferencji Episkopatu Polski. Katowice, 11 czerwca 2025 r. // Fot. Michał Meissner / PAP

W ostatnich tygodniach episkopat dokonał nieoczekiwanej wolty. Najpierw odrzucił gotowe już dokumenty przygotowane przez zespół abp. Wojciecha Polaka, pracujący od dwóch lat nad powołaniem niezależnej komisji, która miała badać przestępstwa seksualne duchownych względem małoletnich. Prymasowi odebrano kierowanie tym projektem i przekazano je bp. Sławomirowi Oderowi z zadaniem powołania nowego zespołu i opracowania nowych zasad funkcjonowania ewentualnej przyszłej komisji. Następnie okazało się, że biskupi wprowadzają w życie plan przekształcenia dotychczas względnie niezależnej Katolickiej Agencji Informacyjnej w instytucję propagandową.

Uruchamianie odtwarzacza...

Te posunięcia, przyjęte zdecydowaną większością głosów, mają dalekosiężne konsekwencje – zmieniają kierunek, w którym chce kroczyć episkopat. Wygrała opcja krótkowzroczna, antyreformatorska i ignorująca słuszne oczekiwania świeckich, przede wszystkim osób skrzywdzonych.

Sposób działania – jak głosi stara mądrość – ujawnia naturę działającego, można więc pokusić się o naszkicowanie od nowa uśrednionego portretu polskiego biskupa.

Czym się charakteryzuje typowy polski biskup

W spełnianiu swego obowiązku uświęcania winni biskupi pamiętać, że wzięci zostali z ludzi i że dla ludzi postanowieni są w tym, co do Boga należy. (Z Dekretu o pasterskich zadaniach biskupów)

To ktoś, kto niewątpliwie poczuł wiatr w żaglach po wygranej Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich, głoszącego w programie wyborczym obronę „katolickich wartości” (biskupiej wolty dokonano na 401. zebraniu plenarnym Konferencji Episkopatu Polski, 12 dni po wyborach). Komentatorzy polityczni wieszczą zbliżanie się kresu rządów koalicji liberalnej, w związku z tym przyszłość instytucji Kościoła rysuje się w jaśniejszych barwach – skończy się wojna o religię w szkołach, aborcję czy przywileje dla LGBT+. Znowu odsunie się w czasie, dla instytucji Kościoła ryzykowne, przekształcenie archaicznego Funduszu Kościelnego w nowocześniejsze narzędzie finansowe. Po nieodległym powrocie prawicy do władzy, do religijnych podmiotów trafią nowe dotacje z budżetu państwa (legalne, półlegalne czy nielegalne – po co roztrząsać? Liczy się dziejowa sprawiedliwość, bo przecież Kościół w Polsce zasłużył na specjalne traktowanie).

„W takiej nowej sytuacji dlaczego mam ryzykować i godzić się na jakąś komisję ponownie tropiącą pedofilię w szeregach księży? Czy to nie przesada? A co, gdy odnajdą pedofila wśród moich kapłanów? – chcą mieć przecież dostęp do tajnych archiwów także mojej kurii! Tylko ja i Pan Bóg wiemy, co tam się znajduje!” – może myśleć typowy polski biskup.

Co do Katolickiej Agencji Informacyjnej przypuszczalne myśli są następujące: „Przecież założona ona była w 1993 r. przez episkopat, a zdarza jej się publikować – można odnieść wrażenie, że coraz częściej – materiały godzące w dobre imię biskupów! To tak, jakby kąsała rękę, która ją karmi. Tak dłużej być nie może!”. W typowym polskim biskupie wzbiera gniew, popiera więc pomysł, który, zdaje się, problem rozwiązuje. Najlepiej podporządkować Agencję bezpośrednio Biuru Prasowemu KEP. „Że wiele głosów woła, iż to powrót do niechlubnych praktyk PRL? Cóż, gdyby przeprowadzić wśród Polaków ankietę, co sądzą o minionych czasach, pewno bylibyśmy zaskoczeni pozytywnymi wypowiedziami...” – mogłaby brzmieć usprawiedliwiająca myśl.

Przyjrzyjmy się jednak dokładniej, jak biskupia wolta się dokonuje.

Niezależna komisja badająca pedofilię w Kościele to karabin wymierzony w biskupów

Szczególną troską niech otaczają ubogich i słabych, do których posłał ich Bóg z opowiadaniem Ewangelii. (Z Dekretu o pasterskich zadaniach biskupów)

Już w latach 90. XX wieku Jan Paweł II, do którego docierały zatrważające sygnały o pedofilii wśród księży, słał monity do episkopatów (m.in. USA i Irlandii) o przeciwdziałania. Niewiele to dało, bo ksiądz jest najbliższym współpracownikiem biskupa i gdy popełnia przestępstwo, współodpowiedzialność spada jednak także na hierarchę. A w ludzkiej naturze leży raczej odruch samoobrony niż działania na własną niekorzyść (często to ten właśnie odruch zwycięża nad empatią wobec cudzej krzywdy). Ten sam samoobronny mechanizm zadziałał, gdy papież z Polski w 2002 r. wprowadził bardziej szczegółowe przepisy precyzujące postępowanie z oskarżonymi duchownymi. Nawet nakaz opracowywania przez episkopaty szczegółowych wytycznych, wydany przez Benedykta XVI w 2011 r., niewiele pomógł.

Dopiero wprowadzenie przez Franciszka w 2019 r. kar dla biskupów za tuszowanie przypadków pedofilii zrobiło swoje (w Polsce taką skuteczność odniósł już wprowadzony w 2017 r. obowiązek prawno-karny zgłaszania informacji o pedofilii). Można przypuszczać, że nawet do 2017 r. w głowie przeciętnego biskupa funkcjonowała pokusa, by z informacją o przestępstwach księży nie wychodzić do sfery publicznej. Skąd zatem pomysł niezależnej komisji do przebadania kościelnych archiwów?

Była to odpowiedź na szok, jaki wywołał film „Bielmo” Marcina Gutowskiego z marca 2023 r. o przestępcach w sutannach podlegających metropolicie krakowskiemu Karolowi Wojtyle. Biskupi powierzyli zadanie powołania takiej komisji abp. Polakowi jako delegatowi KEP do ochrony dzieci i młodzieży. Z punktu widzenia przeciętnego biskupa problem szybko zaczął polegać na tym, że prymas podszedł do tego zadania bardzo ambitnie. Chciał komisji na wzór tych funkcjonujących na Zachodzie (np. we Francji), mających dostęp nie tylko do kościelnych archiwów, ale także zbierających świadectwa od skrzywdzonych i – starając się wykryć patologiczne mechanizmy – także od przełożonych kościelnych.

To ostatnie przeraziło typowego biskupa, który zarzucił prymasowi przerost śledczych ambicji. Prawdopodobnie bp Oder, któremu powierzono od nowa opracowanie zasad funkcjonowania komisji, takich ambicji nie ma. Zasłynął on ze sprawnego przeprowadzenia procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II bez zbytniego wgłębiania się w niebezpieczny temat wiedzy papieża o pedofilii.

Gdy w czerwcu 2020 r. po filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” abp Polak złożył do Watykanu – zgodnie z kościelnymi przepisami – formalne doniesienie na bp. Edwarda Janiaka, oskarżonego o tuszowanie sprawy księdza pedofila, ten zrewanżował mu się listem napisanym do biskupów, bezpardonowo go atakującym. Dokument, który wyciekł do mediów, kończy się zdaniem: „Wcześniej atakowano Ks. Dyrektora Caritas Polska, dzisiaj mnie, a jutro może to być następny z Księży Biskupów”. 

Wydaje się, że echo tej złowieszczej groźby wciąż działa na biskupią wyobraźnię.

Zamiana Katolickiej Agencji Informacyjnej w tubę propagandową

Ponieważ do Kościoła należy nawiązywanie dialogu ze społecznością ludzką, (...) ciąży przede wszystkim na biskupach obowiązek zbliżania się do ludzi, szukania ich i podtrzymywania rozmowy z nimi. (Z Dekretu o pasterskich zadaniach biskupów)

KAI to agencja prasowa, która najprawdopodobniej ma na koncie największy w świecie zbiór streszczeń biskupich homilii. Mimo to w ostatnim czasie coraz bardziej hierarchom podpadała. Biskupom nie podobała się np. opublikowana w 2022 r. rozmowa z księdzem greckokatolickim Igorem Hubaczem, który mówił m.in., że nie wyobraża sobie siebie jako kapłana żyjącego w celibacie („Gdybym nie mógł założyć rodziny, byłbym gorszym kapłanem”). Typowego biskupa irytowała też bezkompromisowość świeckiej teolożki i publicystki Moniki Białkowskiej, która na łamach KAI stwierdziła z dużą trafnością, że „Kościół nie potrzebuje dziś klerykalnej kasty, która posługuje się swoim językiem i nie chce rozmawiać z ludźmi”. Z biskupią krytyką spotkało się także – co nie zaskakuje – zbyt szczegółowe relacjonowanie problemu pedofilii w Kościele (widać było, że szef KAI stoi w tej sprawie za prymasem Polakiem).

Z planem dostosowania agencji do oczekiwań biskupów wyszedł rzecznik prasowy KEP, ks. Leszek Gęsiak SJ. Plan ten zakłada konsolidację KAI i zależnego od episkopatu portalu Opoka z Biurem Prasowym KEP pod jedną zarządzającą strukturą (na czele której stanąłby rzecznik). Gwarantowałoby to, zdaniem ks. Gęsiaka, „zachowanie spójności przekazu bez względu na zakres stosowanych form i metod”. Natomiast zdaniem kierującego agencją od jej założenia w 1993 r. Marcina Przeciszewskiego spowodowałoby to utratę niezależności przez KAI i uczynienie z niej narzędzia do działań PR-owych. Dlatego podał się on do dymisji. Zdążył jednak opublikować na łamach KAI pełny tekst opracowanych przez zespół abp. Polaka „Zasad działania Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystania seksualnego”. Teraz każdy będzie mógł porównać to, co proponował abp Polak, z tym, co zaproponuje bp Oder.

Wady kościelnego systemu

W wykonywaniu swych zadań ojca i pasterza niech biskupi będą pośród swoich jako ci, co usługują, niech będą dobrymi pasterzami, znającymi swe owce i przez nie znanymi. (Z Dekretu o pasterskich zadaniach biskupów)

Wbrew pozorom, biskupi nie odpowiadają w całości za stan, w którym znalazł się Kościół w Polsce. W dużej mierze winny jest system, w którym funkcjonują. Mimo pięknych teologicznych idei go uzasadniających, ignoruje on ludzką naturę, a ona – jak wiemy – sama z siebie jest słaba i grzeszna. Przyjmując święcenia biskupie człowiek nie staje się od razu świętym. Co prawda działa tzw. łaska stanu (tzn. Bóg obiecuje pomoc), ale nie działa ona automatycznie, lecz domaga się wytrwałej współpracy. Poza tym, zgodnie ze starą prawdą, łaska działa na naturze. Jeżeli o naturę się nie dba i systematycznie ona szwankuje, nie pomoże nawet największa łaska. A można założyć, że przeciętny biskup ma przeciętną determinację do współpracy z łaską – tak jak większość z nas.

W funkcjonującym dzisiaj – i niestety, wciąż doktrynalnie umocowanym – klerykalnym systemie kościelnym biskupi nie mają silnych naturalnych bodźców, by nie iść na łatwiznę i nie troszczyć się przede wszystkim o swój psychologiczny komfort. Nie są przez nikogo rozliczani (są zobowiązani do pisania sprawozdań do Watykanu i co kilka lat nawiedzania „progu apostołów” – nikt jednak zgodności tego, co wtedy mówią, z rzeczywistością szczegółowo nie kontroluje, więc papieski nadzór jest w zasadzie fikcją). Sami są dla siebie panami i sędziami. Przed nikim nie ponoszą odpowiedzialności. 

Stan permanentnego niebrania za nic odpowiedzialności to cecha, która polskich biskupów wyróżnia i jest ochoczo pielęgnowana. Zapewne dlatego nasza hierarchia tak alergicznie reaguje na niemiecką Drogę Synodalną.

Dlaczego polscy biskupi nie lubią niemieckiej Drogi Synodalnej

W roztaczaniu pasterskiej pieczy niech zostawiają swym wiernym przynależny im udział w sprawach Kościoła, uznając ich obowiązek, jak też prawo do czynnej współpracy w budowie Mistycznego Ciała Chrystusowego. (Z Dekretu o pasterskich zadaniach biskupów)

Po ogłoszeniu w 2019 r. raportu trzech uniwersytetów, ukazującego skalę wykorzystania seksualnego małoletnich przez księży, biskupi niemieccy zdecydowali się na strukturalne reformy polegające na dopuszczeniu świeckich do współdecydowania o przyszłości Kościoła. Wywołało to napięcia z Watykanem – niemiecka Droga Synodalna wyprzedziła o dwa lata synodalne reformy papieża Franciszka i wskazała kierunek przełamania hierarchicznego ustroju Kościoła. Jest więc działaniem prekursorskim i godnym podziwu.

Dlaczego możliwym w Niemczech, a nie w Polsce? W Kościele naszych zachodnich sąsiadów głos świeckich ma od dawna zupełnie inny ciężar. W związku z tym patogenne mechanizmy klerykalne są tam słabsze, a silniejsze jest poczucie odpowiedzialności – przy mocnej społecznej kontroli.

W Polsce wspomnienie niemieckiej Drogi Synodalnej wywołuje na twarzach biskupów grymas niechęci. Gdy KAI opublikowała w 2022 r. wspomnianą rozmowę z żonatym księdzem greckokatolickim, została oskarżona właśnie o... propagowanie niemieckiej Drogi Synodalnej, bo to tam postuluje się m.in. zniesienie celibatu.

W polskim episkopacie sprawnie działa za to psychologiczny mechanizm zachowań stadnych. Nie jest dobrze widziane oryginalne i odrębne zdanie, bo rzekomo zagraża jednomyślności. Równa się do średniej. Co nie znaczy, że niemożliwe są większe zmiany. Dotychczas ich promotorami byli hierarchowie o silnej osobowości, posiadający autorytet wśród innych biskupów. Niegdyś takimi byli zmarli abp Józef Życiński czy bp Jan Chrapek, a ostatnio okazał się takim być – owszem, różniący się od nich światopoglądowo – abp Stanisław Gądecki, dziś już na emeryturze. Obecnie kogoś takiego brakuje – mówił o tym Marcin Przeciszewski, komentując w mediach swoją dymisję ze stanowiska prezesa KAI.

Dlatego największą skutecznością cieszą się ci, którzy umiejętnie posługują się intrygą. Jak wskazują przecieki z czerwcowego zebrania KEP, głosowanie nad odsunięciem prymasa od pracy nad planowaną komisją zostało zorganizowane znienacka i przy absencji hierarchów, którzy mogliby głośno protestować. Wcześniej na imieninach u przewodniczącego KEP, abp. Tadeusza Wojdy, uzgodniono strategię torpedowania działań prymasa przez obecną Radę Prawną KEP.

Na przykładzie polskiego episkopatu widać, że teologiczne odwoływanie się do niezmiennej doktryny o hierarchicznym ustroju Kościoła jest zatem zaklinaniem rzeczywistości, która m.in. chroni patologię ukrywania pedofilów. Czy jest na to jakiś ratunek? Pewne nadzieje niesie wspomniany proces „usynodalnienia” Kościoła, zapoczątkowany w 2021 r. przez Franciszka. Ma on mieć dalsze ciągi, a nowy papież nie jest mu z gruntu przeciwny. Niestety, jest to terapia delikatna, prowadzona małymi krokami, przewidziana na lata. W Polsce może być ona łatwo kontestowana. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Episkopat bez właściwości